sobota, 19 sierpnia 2017

Wiatr zmian...

Witajcie,
moja przestrzeń życiowa przeżywa małą rewolucję, więc przynajmniej przez najbliższy tydzień nie dam rady napisać Wam nic konstruktywnego. 

Jeżeli chcecie być na bieżąco z tym co u mnie to zapraszam Was na Instagrama: 


oraz Twittera


Tam chyba najszybciej będą pojawiać się jakiekolwiek aktualizacje i wieści...

piątek, 18 sierpnia 2017

Stephen King, "Rok wilkołaka" | książka

Rok wilkołaka, Stephen King
Stephen King to jeden z pierwszych autorów, po którego sięgnęłam, kiedy mogłam już skorzystać z biblioteki dla dorosłych. Pamiętam, że pierwszym moim spotkaniem z twórczością tego autora było "Miasteczko Salem"

Po kilkunastu latach kontynuuję moją znajomość z panem Kingiem i tym razem sięgnęłam po "Rok wilkołaka". 

O czym jest "Rok wilkołaka"? 

W małym miasteczku Tarker Mills za każdym razem gdy nadchodzi pełnia, nawiedza groza. Kiedy na niebie płonie krągła tarcza księżyca, wszystkich mieszkańców Tarker Mills ogarnia paraliżujący strach. Bo wiatr niesie ze sobą skowyt, w którym słychać ludzkie słowa, a wokół widać ślady bestii. 

Ofiarą potwora może stać się każdy i każdego miesiąca podczas pełni wszyscy drżą ze strachu. Nie można przewidzieć, kto następny będzie ofiarą, a apetyt bestii jest niezaspokojony. 

Czy warto sięgnąć? 

"Rok wilkołaka" ma ten klimat, który najbardziej lubię w Kingu. A mianowicie jest w nim obecna groza, która sprawia, że mimo woli odczuwa się niepokój. Mimo tego, że historia jest przewidywalna i wydaje się być w pewnym sensie banalna, to wdziera się nam do świadomości i w niej się zagnieżdża. Tak jak kiedyś po "Miasteczku Salem" podskakiwałam, kiedy wieczorem gałęzie drzewa stukały mi w okno, tak teraz wieczorem podskakuję, kiedy chociażby przeciąg sprawi, że gdzieś w mieszkaniu trzasną drzwi. 

Mimo swojej banalności i przewidywalności ta książka jest jedną tych, które najbardziej polubiłam ostatnio. Uwielbiam ją za klimat oraz o prosty przekaz, który w niej jest. A mianowicie taki, że największe zło potrafi czaić się tam, gdzie najmniej się go spodziewamy, a bohaterem może być nawet najmniejszy z maluczkich.

Pamiętam, że kiedy na zakupach zahaczyliśmy o księgarnie to ta książka przykuła moją uwagę. Jednak mój mąż stwierdził, że nie opłaca się jej kupować, bo...jest za cienka. 

Jednak ja zakochałam się w okładce i rysunkach w środku. A opis z tyłu obiecywał mi niezwykły klimat i przyprawiony grozą. Wiedziałam już, że zasili moją domową biblioteczkę i tak się stało. Dziś nie żałuję, że ją kupiłam - tym bardziej, że okazała się spełniać moje oczekiwania i na pewno będę do niej wracać. 

środa, 16 sierpnia 2017

Błogosławieństwo bycia introwertykiem.

Współczesny świat wymusza na nas ogromną elastyczność, dynamizm i poczucie, że powinniśmy być najbardziej przebojowi jak się tylko da. Wokół mamy pełno wzorców, które pokazują nam, że najlepszym relaksem jest spędzenie aktywnego wieczoru wśród rodziny lub znajomych, a czas spędzony samotnie np. z książką, albo nad jakąś pracą plastyczną jest po prostu wypełnianiem pustki lub nudą. 


Dziś nie będąc ekstrawertykiem jesteś podejrzewany o nieśmiałość lub fobię społeczną, co trzeba zwalczyć i pokonać, bo to jest coś złego i na pewno świat Cię przez to zniszczy. Gdzieś zagubiliśmy się w dostrzeganiu wartości w naszej różnorodności wynikającej z naszych temperamentów. 

To nie jest tak, że introwertycy spędzają czas sami, bo się nudzą, uciekają od ludzi czy są nieśmiali. My po prostu relaksujemy się lepiej chociażby z książką w ręku lub przy ulubionym serialu. 


Czy to znaczy, że introwertycy nie lubią ludzi? 

Nie. Introwertycy najlepiej czują się w małych grupach - najczęściej rodziny i kilku bliskich przyjaciół. Osoby o takim usposobieniu zwykle bardzo starannie dobierają sobie osoby, z którymi się kontaktują. Poniżej macie skróconą instrukcję obsługi introwertyka: 


Introwertycy to ludzie, którzy jak już pozwalają Ci się do siebie zbliżyć sami też są lojalnymi osobami, które potrafią okazać Ci swoje wsparcie i nie naruszają Twojej przestrzeni. Jednak jak poznać, że introwertyk Cię lubi? Na pewno pomoże Ci ten filmik:


Co niesamowitego jest w introwertykach? 

Zwykle są to twórcze osoby, które nie tylko same się rozwijają, ale też często sprawiają, że świat jest piękniejszy i lepszy. Introwertykami często są naukowcy i artyści, a także (wbrew pozorom) ludzi biznesu. Wydaje mi się, że dzieje się tak dlatego, że to właśnie twórcze działania, które sprawiają nam przyjemność, wychodzą nam lepiej niż ekstrawertykom. I to właśnie jest naszym błogosławieństwem - większe otwarcie się na nasze pasje i świat dookoła. 

Introwertycy to nie dziwacy! - to tekst, w którym szerzej pisałam o tym czym jest introwersja i być może pomoże Wam on zrozumieć fakt, że to nie jest tak, że zaliczamy się do no life'ów. 

Chciałabym więcej pisać o introwersji i zagadnieniach z zakresu pedagogiki czy psychologii, ale dajcie znać czy to w ogóle Was interesuje. A jeżeli tak to o czym konkretnie chcecie, żebym pisała ;). 

poniedziałek, 14 sierpnia 2017

M. Elsberg, "Zero"

Marc Elsberg to pisarz, którego nie sposób nie znać. Ja swoją przygodę z twórczością tego Pana zaczęłam od "BlackOut" i zapadła w moją pamięć na tyle, że wiedziałam, iż ukarze się jakaś kolejna Jego książka na pewno po nią sięgnę. 

Jednak "Zero" czekało na swoją kolej bardzo długo zanim po nie sięgnęłam. Jednak tak jak myślałam ta historia wywołała we mnie mnóstwo emocji.



źródło: Lubimy Czytać


Akcja powieści rozgrywa się w Londynie, gdzie podczas pościgu zostaje zastrzelony młody chłopak. Cynthia Bonsanth - dziennikarka i matka przyjaciółki chłopca usiłuje wyjaśnić jego śmierć. Trop wiedzie do popularnej platformy internetowej specjalizującej się w gromadzeniu i analizowaniu danych, obiecując swoim użytkownikom, lepsze, obfitujące w sukcesy życie. Równolegle oczy ludzi z całego świata są skierowane na poszukiwania "Zero", który stał się sprawcą niemałego zamieszania. I to właśnie on ostrzega dziennikarkę przed niebezpieczeństwem.


Każdy z nas jest obecny w Sieci. W Internecie nie tylko szukamy interesujących nas informacji, ale także posiadamy adres mailowy, konta na serwisach społecznościowych czy też internetowe konto w banku. Jednak korzystając z tych wszystkich możliwości czasem za bardzo dzielimy się swoją prywatnością oraz informacjami o sobie. 



"Czy to nie paradoks? Wiemy o sobie nawzajem więcej niż kiedykolwiek, a mimo to nigdy tak mało nie ufaliśmy jeden drugiemu."
M. Elsberg, "Zero" 

W czasach, w których udostępniamy wiele rzeczy w Internecie zapominamy o tym, że to co udostępniamy może zostać wykorzystane przeciwko nam. I to właśnie autor chce nam pokazać. W końcu pod przykrywką dbania o nasze bezpieczeństwo jesteśmy obserwowani każdego dnia i pewnie znajdzie się parę osób, które wie o nas więcej niż my sami. 

"W świecie będącym jedną wielką siecią kontrola nad własnym życiem to iluzja! Jeśli chcesz korzystać z zalet współczesnej cywilizacji musisz zaakceptować też drugą stronę medalu. A tą drugą stroną jesteśmy my: cyfrowi sternicy." 
(j.w.)

Nie da się ukryć, że im więcej udostępniamy o sobie tym łatwiej jest nas zmanipulować. Wystarczy popatrzeć na najbardziej popularny serwis społecznościowy, gdzie pokazywane nam posty są filtrowane i pokazywane nam wg. naszych domniemanych preferencji.


Marc Elsberg w swojej książce pokazuje nam, że Internet i wszechobecny monitoring jest potężnym narzędziem, które źle wykorzystane może być bardzo groźne.

Tak jak wspomniałam wcześniej "Zero" wywołuje wiele emocji, zatem nie można przejść koło tej powieści obojętne. Mimo tego, że powyższą książkę uważam za świetną i bardzo potrzebną, to są rzeczy, które mnie bardzo irytują.

Są to przede wszystkim bohaterowie bez uczuć. Chodzi mi szczególnie o Cyn, Anthoniego i Vi. 

Cyn denerwowała mnie swoją bezmyślnością i zachowaniem małej trzpiotki, która na widok przystojnego mężczyzny traci rozum i przestaje myśleć. Przez to dużo łatwiej ją sterować. Poza tym kobieta podejmuje dużo ryzykownych działań i egoistycznych decyzji w ogóle nie myśląc o córce, jej stanie emocjonalnym oraz tym co z nią się stanie jak np. pójdzie do więzienia, albo zginie. Oczywiście co jakiś czas przemyka jej przez myśl to jak się czuje jej córka i czy jest bezpieczna, ale jakoś nie przejmuje się tym zbyt długo. 


Jeżeli chodzi o Vi - jest to typowa bezmyślna nastolatka podążająca za modą. Najbardziej jednak przerażające jest to, że to wszystko co działo się wokół niej nie znajduje w niej odzwierciedlenia. Dziewczyna zachowuje się tak jakby nic się nie stało i po prostu przechodzi obok wydarzeń, które ją spotykają do porządku dziennego. 

Natomiast Anthony denerwował mnie swoim podejściem do pracy oraz swoich współpracowników. I tak jak sobie teraz myślę to tak na prawdę najmniej dziwię się takiej postawie, bo ludzi, którzy biegną po trupach do celu wszędzie jest pełno.

Jednak mimo tych  niedociągnięć "Zero" wciągnęło mnie na tyle, że jak na mnie bardzo szybko ją pochłonęłam. W tej powieści autor podejmuje bardzo aktualny temat i porusza go w dający do myślenia sposób. Mam nadzieję, że znajdą się ludzie, którzy po lekturze tej książki nieco się opamiętają i nieco uniezależnią swoje życie od komputera. 

sobota, 12 sierpnia 2017

Silnie skoncentrowany, przeciwzmarszczkowy krem wodny (serum) z It's Skin z serii POWER 1O FORMULA WR EFECTOR

It's Skin, pielęgnacja koreańska, kosmetyki koreańskie,
Bardzo chętnie sięgam po kosmetyki koreańskich firm. Dlatego też jakiś czas temu sięgnęłam po silnie skoncentrowany, przeciwzmarszczkowy krem wodny (serum) z It's Skin z serii POWER 1O FORMULA WR EFECTOR

To serum zawiera wyciąg z kawioru oraz jemioły. Producent podaje, że ten produkt doskonale ujędrnia skórę, wygładza drobne linie i nierówności, redukuje zmarszczki mimiczne, neutralizuje działanie wolnych rodników oraz opóźnia proces starzenia się skóry. 

Z racji tego, że w moim wieku trzeba już stosować pewne środki zapobiegawcze zdecydowałam się wypróbować powyższe serum. Do tej pory niemalże w 100% miałam bardzo dobre doświadczenia z koreańskimi kosmetykami. Jednakże tym razem trafiłam na produkt, który z moją skórą nie robi totalnie nic. Nie zauważyłam nawet minimalnych zmian na mojej skórze, a produkt zaraz po rozprowadzeniu się wchłaniał nie pozostawiając po sobie żadnego śladu. 

Zatem 69 zł. poszło się paść, a szkoda. Nie wiem może trafiłam na serum, na które moja skora nie reaguje i inne są dużo lepsze, a może po prostu to jest bubel. W każdym bądź razie czuję się oszukana. 

czwartek, 10 sierpnia 2017

"Metro 2033", Dimitry Glukhovsky|książka

Dimitry Glukhovsky, "Metro 2033"
Zamknijcie na chwilę oczy i wyobraźcie sobie świat po ataku - bliżej nieokreślonego typu. Nagle życie na ziemi stało się niebezpieczne, bo wszystko wokół stało się radioaktywne. 


Dimitry Glukhovsky "Metro 2033" - treść

Ludzie szukają schronienia w metrze z nadzieją, że niebawem znów wyjdą na powierzchnię, aby odbudować swoje miasto, kraj, a przede wszystkim życie. Jednak ich przekonanie o tym, że ich stan jest przejściowy szybko zostaje rozwiany. Ludzie są zmuszeni ułożyć sobie życie głęboko pod ziemią oraz stworzyć tak działający społeczny organizm, aby mogli przetrwać. Tymczasem na powierzchni pojawiają się nowe formy życia stanowiące dla ludzi coraz większe zagrożenie.




Dimitry Glukhovsky "Metro 2033" - recenzja książki

Dimitry Glukhovsky z niesamowitą precyzją stworzył niezwykły i przerażający świat, w którym ludzie są zmuszeni żyć w ekstremalnych warunkach. Mieszkając pod powierzchnią ziemi na nowo utkali coś na kształt życia społecznego. Tak jak na powierzchni, tak i pod nią znajdziemy idee i światopoglądy, które współistnieją ze sobą mimo swojej różnorodności i często popychają ludzi do niezrozumiałych przez nas czynów. W metrze znajdziemy nie tylko zwykłych ludzi, ale też komunistów, nazistów, wyznawców Wielkiego Czerwia, satanistów, a także wiele innych ciekawych osobowości. Każda postać, którą spotykamy w "Metrze 2033" radzi sobie jak umie w warunkach, w których większość z nas nie byłaby w stanie przetrwać. Dodatkowo ludzkość musi sobie radzić z przerażającymi istotami, które żyją na powierzchni ziemi i, z których część wdziera się do metra zagrażając istnieniu ludzkości.

Sięgając po powyższą powieść myślałam, że zabieram się za nieprawdopodobną historię, która nie może wydarzyć się w normalnym życiu. Jednak im bardziej zagłębiałam się w tą opowieść, tym bardziej zaczynałam się bać. W pewnym momencie taki scenariusz zaczyna być (przynajmniej w pewnym stopniu) prawdopodobny.


Moskwa, stacja metra, metro,
Źródło: pixabay

Jednakże mimo tego, że "Metro 2033" jest świetną książką, nie jest pozbawiona wad. Mnie szczególnie irytowało to, że główny bohater podchodził do wszystkiego bardzo beznamiętnie. Nie poruszyła go nawet nagła śmierć dziecka, dla którego wcześniej narażał życie. Poza tym denerwowały mnie te jego wszelkie pseudofilozoficzne wywody oraz fakt, że rzekomo niebezpieczna podróż po metrze przychodzi mu z taką łatwością. Mimo to uważam, że warto sięgnąć po tą powieść, ze względu na wykreowany przez autora świat, który bardzo podziałał mi na wyobraźnie. 

Na pewno sięgnę po kolejne tomy z tej serii, bo jestem ciekawa jak ta historia się rozwinie. Poza tym w przyszłości pewnie sięgnę również, po coś z "Uniwersum Metro 2033". 

wtorek, 8 sierpnia 2017

BeGlossy, lipiec 2017

BeGlossy, beautybox
W lipcu obok GoldenBox przyszło do mnie również standardowe BeGlossy. Dzisiaj chciałabym Wam pokazać, co znalazłam w tym drugim pudełeczku. 

BeGlossy, bautybox, openbox

Tym razem w pudełeczku znajdujemy kosmetyki, które w założeniu mają uzupełnić naszą letnią kosmetyczkę. 

BeGlossy, openbox, beautybox

1. Gliss Kur, Ekspresowa odżywka regeneracyjna, Fiber Therapy. 

BeGlossy, Schwarzkopf, GlissKur, openbox, beutybox

Ta odżywka ma za zadanie pomoc odżywić i zregenerować włosy przeciążone koloryzacją lub zabiegami stylizacyjnymi. Według opisu z karteczki dołączonej do BeGlossy ta odżywka długotrwale chroni przed przyszłymi zniszczeniami i ułatwia rozczesywanie. 


Cena za pełnowymiarowy produkt: 14,99 zł. 


2. Nidiesque, Krem barierowy

Nidiesque, Krem barierowy, BeGlossy

Krem dla skóry wrażliwej i alergicznej. Lekka, nawilżająca konsystencja zawiera łagodną substancję zapachową. Zalecany jest jako krem do twarzy i ciała oraz baza pod podkład. Nie zawiera parabenów. 


Jest to produkt pełnowymiarowy, za który wg. ulotki trzeba zapłacić 98 zł. 


łagodzący krem pod oczy, Sylveco

Hypoalergiczny, łagodzący krem pod oczy przeznaczony jest do codziennej pielęgnacji wrażliwe i delikatnej skóry wokół oczu. Można z powodzeniem stosować go pod makijaż. 

Głównymi atutami kremu są bezzapachowa formuła, szybkie wchłanianie się, duża pojemność i dobre nawilżanie. 

W pudełeczku znaleźliśmy pełnowymiarowy produkt.


Cena: ok. 30 zł. 

Miałam już kiedyś ten produkt. Notkę o nim znajdziecie >>>TU<<<

4. NeoNail, lakier hybrydowy.

lakier hybrydowy, NeoNail,

Chyba mam już motywację, żeby wrócić do robienia sobie hybryd. Muszę sobie jeszcze tylko dokupić bazę i top, bo resztę już mam. Ale kiedy postanowiłam zregenerować swoje paznokcie oddałam lakiery siostrze. 


Cena: 27,90 zł. 

5 i 6. Uriage, Jedwabisty balsam do ciała,
Efektima, mineral
 Spa

miniaturki, próbki, balsam do ciała, maseczka do twarzy, Uriage, Efektima,

Jeżeli chodzi o balsam z Uriage jak widzicie mamy próbkę, która raczej nie zachęci mnie do zakupu pełnowymiarowego produktu. Produkt podobno ma odżywiać przywracając skórze komfort i nawilżenie. Jednakże taka ilość kosmetyku raczej nie pozwoli mi sprawdzić czy sprawdzi mi się on na dłuższą metę. 

Koszt pełnowymiarowego produktu to 55 zł za 500 ml. I szczerze mówiąc już wolę np. kupić sobie coś z innej firmy. 

Natomiast w przypadku produktu z Efektimy to jest to preparat do oczyszczania twarzy, który zawiera w sobie krem myjący, peeling i maskę. I szczerze mówiąc mam obawy wobec tego kosmetyku, bo jak coś jest od wszystkiego to jest do...

Cena: 2,52

Jeżeli chodzi o lipcową edycję BeGlossy to moim zdaniem jest ona bardzo słaba. Pozostaje mi mieć nadzieję, że następne będą lepsze.