Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z 2011

Mała spontaniczna decyzja;)

Jak możecie się dowiedzieć z notki poniżej ostatni rok był dla mnie niesamowitym czasem, w którym wiele się działo, chociaż było również wiele trudnych chwil.  Nie wiem dlaczego, ale pod wpływem impulsu postanowiłam wziąć udział w konkursie na Bloga Roku 2011.
 Mam nadzieję, że pomożecie jak zacznie się etap głosowania. Póki co trwają zapisy. Krótką informację na temat mojego udziału w konkursie znajdziecie powyżej nad napisem "Strony" Poza tym w tym roku po raz pierwszy od dwóch lat nie wychodzę nigdzie na Sylwestra - nie dlatego, że nie mam gdzie, z kim i za co, ale najzwyczajniej w świecie z lenistwa. W końcu już pojutrze czeka mnie długa podróż. A oto moje towarzystwo na dziś:  A we wtorek znów przywitam się z Brukselą:). Trochę mi się nie chce jak sobie pomyślę o samej podróży, ale cieszę się na mój powrót tam:)

Małe podsumowanie

Wiem, że być może jestem już nudna, bo podobnych notek jest zapewne masa na blogach w tym czasie, ale mam taką potrzebę małego rozliczenia się z tego roku. Pewne rzeczy zostawię dla siebie, ale kilka rzeczy chciałabym napisać.  To był dla mnie dobry rok pełen niesamowitych doświadczeń, fascynujących ludzi i miejsc oraz wyzwań.
1.Koordynacja biura Centrum Wolontariatu i Inicjatyw Obywatelskich sprawiła, że zyskałam więcej wiary we własne siły - poza tym nauczyłam się radzić z kryzysowymi sytuacjami:)
2. Akcja 52 książki- już w zeszłym roku wiedziałam, że wezmę w niej udział, ale wtedy było już na nią za późno. A w tym roku z zapałem wzięłam się do czytania. Zadziwiłam samą siebie, bo nie spodziewałam się, że mogę przeczytać tyle książek w roku.
3.Podyplomówka z kryminologii- nie spodziewałam się, że poznam tylu fajnych ludzi, a z rocznych studiów zostaną mi jakieś konkretne znajomości. Mile się zaskoczyłam.
4. Stalowi Czytacze - moje dziecko, które nie miało szansy dorastać pod moim ok…

[W międzyczasie]

Mój pobyt w Polsce mija szybciej niż się spodziewałam i nie zdążę ze wszystkim co sobie zaplanowałam jednak i tak mimo wszystko jestem zadowolona z pobytu. Wczoraj byłam z kuzynką na zakupy w mieście, w którym kończyłam swoje pierwsze studia i muszę powiedzieć, że pobyt był udany. Maraton po sklepach przerwałyśmy pobytem w Kawiarni Dominikańskiej, w której jeszcze nie miałam okazji być mimo tego, że wybierałam się do niej już parę lat. Zatem jedna wypiła kawę, druga czekoladę, a wszystko to przegryzłyśmy pyszną kremówką:)
Miejsce jest bardzo przyjemne i jasne. Można chwilę posiedzieć, odpocząć i porozmawiać - nam udało się chwilę odetchnąć przed dalszą bieganiną. Zakupy też się udały i nie chcę nawet myśleć ile wydałam tamtego dnia:/. Miło było znowu chodzić po tak bardzo znanych mi ulicach i mijać miejsca, które budzą tyle wspomnień i tak dobrze się kojarzą...a torby z zakupami zapełniły prawie cały stół u kuzynów w pokoju;) Tymczasem coraz bardziej ja i moje otoczenie odczuw…

AA THERAPY Oliwkowa - krem na dzień, kilka słów

Dzisiaj dla odmiany chciałabym napisać o czymś innym niż Święta i pobyt w Brukseli, chociaż po części wiąże się to z moim zamieszkaniem w Belgi.
Otóż chcę napisać kilka słów o kremie do twarzy, którego używałam przez cały swój pobyt w Brukseli.
Chodzi mi o krem do twarzy z firmy AA z serii THERAPY Oliwkowa. 

Opis produktu:
Jest to krem na dzień zalecany do pielęgnacji skóry wrażliwej i skłonnej do alergii. Zawiera wyciąg z liści oliwki, który ma skutecznie regenerować skórę i zapobiegać jej fotostarzeniu. Natomiast olej z avocado ma za zadanie pielęgnować i odżywiać skórę, a alantoina łagodzić podrażnienia. Producent podaje również, że produkt jest testowany na osobach z chorobami alergologicznymi skóry, nie zawiera barwników i nie podrażnia spojówek. Poza tym ma hypoalergiczną kompozycję zapachową i posiada pH neutralne dla skóry.


Kilka słów ode mnie:
Przed wyjazdem do Brukseli skusiłam się właśnie na ten produkt ponieważ nie wiedziałam jaki tam będzie klimat. Wprawdzie słyszałam, ż…

pierwszy post z Polski:)

Wieczorem przed Wigilią przyjechałam do Polski na Święta. Nie mogłam się doczekać spotkania z rodziną, a zwłaszcza z nowo narodzonym siostrzeńcem. Mały jest niesamowity i jest najfajniejszym siostrzeńcem na świecie;).
Poza tym wczoraj widziałam się już z częścią rodziny i niestety mój pierwszy chrześniak mnie nie poznał:( - w końcu nie było mnie ze 2 miesiące, więc mogę mu to wybaczyć. Poza tym kiedy dałam mojej babci mały upominek z Belgi to jej radość stała się rzeczą bezcenną:). Miło widzieć taką reakcję na nawet skromny prezent:).
Tymczasem czeka mnie jeszcze kilka dni w Polsce - mam zamiar je odpowiednio wykorzystać:)

Atak w Liege - kilka słów o wydarzeniu z miejscowości nieopodal.

>>>KLIK<<<
Liege podobno leży jakieś 90 km. od Brukseli i nie udało mi się uniknąć życia tym wydarzeniem. O takich atakach zwykle słyszy się w telewizji i po pewnym czasie zapomina. Jednak zupełnie inaczej przeżywa się to jak rzecz dzieje się nieopodal. Kiedy dowiedziałam się o tym, że był jakiś atak w mojej głowie od razu pojawiły się czarne scenariusze - w końcu mieszkam w bardzo ważnym dla Europy miejscu. Jednak podobno Bruksela jest spokojnym miejscem i tak też było przez czas w którym tu mieszkam. Poza tym rozmawiałam już ze znajomą na ten temat i powiedziała, że takie rzeczy nie miały tu miejsca, od kiedy tu mieszka a żyje tu już spory kawał czasu. Jednak mimo wszystko stres był, chociaż wiedziałam, że sprawcy/sprawcy są ujęci. Dopiero później okazało się, że koleś, który rzucał granatami w ludzi popełnił samobójstwo. Muszę powiedzieć, że ulżyło mi, kiedy dowiedziałam się, że nie ma się czym martwić, ale nieodmiennie budzi przerażenie fakt, że są zabici i wielu…

Weekend w Brukseli:)

Po powrocie do domu próbowałam Wam napisać notkę z wieczoru jaki spędziłam z moimi sąsiadkami, jednak niechcący tekst mi się skasował i byłam nie tyle zła, co zrezygnowana i położyłam się spać, bo nie chciało mi się pisać tego jeszcze raz w środku nocy. Otóż wczoraj wybrałyśmy się na Grand Place na pokaz światła i dźwięku, bo mając tam tak blisko byłoby grzechem ciężkim się nie wybrać. Na początku zobaczyłyśmy szopkę, która była bardzo dużych rozmiarów. Na tyle dużych, że wygospodarowano odpowiednie miejsce dla dwóch żywych owieczek, co nas rozwaliło niesamowicie:) (zwierzątka naturalnie miały odpowiednie warunki:)). Na środku placu stoi już duża choinka, wokół której była postawiona scena, na której tańczyli artyści wymachując linkami z przywieszonymi do nich ognistymi obręczami. To było coś pięknego. Następnie zaczął się właściwy pokaz światła i dźwięku, gdzie odpowiednio ustawione lampy oświetlały plac i budynki wokół oraz niebo w rytm muzyki.Jeżeli chcecie mieć wyo…

Kawał sztuki, czyli "Między nami dobrze jest"

Korzystając z prezydencji Polski w UE uczestniczę w różnych wydarzeniach kulturowych w Brukseli z racji tego, że jest tu teraz tego mnóstwo.   4 grudnia 2011 (niedziela) wybrałam się z moimi sąsiadkami do teatru na spektakl "Między nami dobrze jest" Doroty Masłowskiej. Czego on dotyczy?  Otóż opowiada o naszym narodzie, o tym jacy jesteśmy i jak myślimy. "Między nami dobrze jest" to trudny w odbiorze obraz, bo jest w nim skumulowane wiele naszych cech, kompleksów i uprzedzeń. Jest w nim dużo prawdy, bo Autorka "Między nami dobrze jest" i Twórcy spektaklu o tym samym tytule w genialny sposób ukazują, że nie umiemy dostrzegać dobrej strony naszej rzeczywistości i często doszukujemy się dziury w całym zamiast usiłować zmienić swoje otoczenie. Wprawdzie jest też ukazana bieda i to jak funkcjonują osoby z dysfunkcjami społecznymi, ale ukazana jest też sytuacja ludzi, którzy zdawałoby się, że odnieśli sukces, ale i on potrafi mieć swoje drugie dno. Ciężko jest …

udało się:)

Tak sobie pomyślałam, że bardziej szczegółowe podsumowanie akcji 52 książki zrobię między świętami a Sylwestrem, więc na razie tak tylko ogólnie:)
Nie sądziłam, że uda mi się zmobilizować i przeczytać tyle książek w ciągu roku, ale dałam radę:). W sumie jestem z siebie strasznie dumna i mam nadzieję, że w przyszłym roku też będzie przynajmniej 52 książki. Ale czy to oznacza, że to koniec czytania przeze mnie książek w tym roku?? Otóż nie:D.
Dzisiaj zaczęłam czytać książkę pt. Kat z listy Schindlera Zbrodnie Amona Leopolda Götha autorstwa Johanesa Sachslehnera. Moją uwagę na tą książkę zwrócił Kasiek i zakupiłam sobie ją w promocji jak była promocja w Empiku 3za2 czy jakoś tak:) Długo nie mogła doczekać się swojej kolei, ale w końcu przyszedł na nią czas i jestem jej strasznie ciekawa.
Poza tym na półce czekają jeszcze:
Ann Patchett i Belcanto
Vladimir Nabokov i Lolita
oraz
Jožo NižnánskyPani na Czachticach
Nie wiem ile z tych książek uda mi się przeczytać w tym roku (w sumie już niewi…

Nostalgicznie

Dzisiaj znów mam tak jakoś nostalgiczny humor, a że muzyka często towarzyszy mi w takim nastroju teraz nie mogło być inaczej.
A oto dwa kawałki, które nie mogą się ode mnie dziś odczepić:




Jeszcze 3 tygodnie i święta:D

Strajk krajowy

Dzisiaj w Belgi mieliśmy strajk krajowy. W sumie myślałam, że Bruksela będzie sparaliżowana, ale tak nie było. Miałam szczęście, bo metro dojeżdżało do mojego przystanka na którym przesiadam się w tramwaj, ale nie jeździło ok. połowy moich tramwajów i  był niesamowity ścisk, więc ciężko było w ogóle wejść do tramwaju. Dodatkową oznaką tego, że jest strajk było to, że dopilnowano, żeby wszyscy wysiedli na danej stacji. Pan w garniturze i z czerwoną wstążką, i kulturalnie przypomniał o tym, że ty trzeba wysiąść. Na szczęście żyję i mam się dobrze:). Jakoś ogarniam się z klaustrofobią i lękiem przed tłumami - innego wyjścia nie mam.

okołoświątecznie

Już niedługo mija miesiąc od mojego przyjazdu do Brukseli. Normalnie nie wiem, kiedy on mi minął. Tymczasem wszyscy wokoło coraz częściej zaczynają mówić o świętach, więc udzielił mi się nastrój radosnego czekania na świąteczny urlop w Polsce. Już mam 10 tys planów na ten czas, ale zapewne nie będę mogła ich wszystkich zrealizować:/  Tymczasem na mojej ulicy pojawiły się dzisiaj świąteczne dekoracje:D. Niestety nie mogę Wam ich pokazać, bo nie mam tu ze sobą aparatu:(. Jednakże najbardziej urzekły mnie niebieskie i czerwone lampki na drzewach. Jakoś tak poprawiły mi nastrój.   Poza tym powrót do domu metrem umilili nam (mnie i innym pasażerom) dwaj muzycy - jeden grał na skrzypcach, a drugi na harmonii. Gigantyczny uśmiech na twarzy pojawił się, kiedy zagrali "Kalinka maja" i kałasznikowa;).   A jutro mamy krajowy strajk...ciekawa jestem jak będzie wyglądała jutro komunikacja miejska.

Melancholicznie

W ostatnim tygodniu miałam wiele oznak tego jak bardzo brakuje mnie w Stalowej Woli wśród ludzi, z którymi się spotykałam. Poczułam się na prawdę ważna, kiedy czytałam wszystkie miłe słowa Stalowych Czytaczy na grupie dyskusyjnej na FB i kiedy czytałam te wszystkie maile i odbierałam telefony z zapytaniem czy oby na pewno jestem już w Brukseli, bo jest sprawa...
Jakoś tak dzisiaj to się skumulowało we mnie i zatęskniłam za tym wszystkim co robiłam i za ludźmi, z którymi przebywałam. Jednak udało mi się znaleźć sposób na otrząśnięcie się i poprawę humoru. Postanowiłam wybrać się na spacer pod Łuk Tryumfalny - to ode mnie zaledwie dwa przystanki metrem, więc zeszłam na dół, kupiłam sobie bilet i powędrowałam na stacje metra. Kiedy znalazłam się pod samym Łukiem nie mogłam wyjść z wrażenia i na prawdę żałowałam, że nie mam ze sobą w Brukseli aparatu. Mam nadzieję, że jak wrócę tu po świętach to będę miała czas i możliwość zrobić zdjęcia tych miejsc, które już mnie tak zachwyciły. Za samy…

z codzienności...

Bruksela nie jest już dla mnie takim całkiem dzikim i strasznym miejscem. Zadamawiam się tu coraz bardziej i do pełni szczęścia brakuje mi znajomości francuskiego na poziomie komunikatywnym. Dzisiaj zauważyłam wyraźniejsze oznaki tego, że zbliżają się Święta Bożego Narodzenia. Bardziej jest to widoczne na ulicach i w sklepie, w którym robię zakupy. Dzisiaj złapałam się na tym, że nie mogę się doczekać przyjazdu na święta do domu. Nie mogę się doczekać tego jak opowiem wszystkim o tym jak tu się czuje i jak tu jest, ale nie mogę się też doczekać spotkania z Karolkiem (moim siostrzeńcem) i z Nemem...owczarkiem belgijskim, który znalazł swój dom u moich rodziców.
~*~
A tymczasem dzisiejsza sytuacja z mojego codziennego życia w Brukseli...
Jak zwykle przesiadłam się z metra w tramwaj, kiedy ten drugi środek transportu dobrze nie wyjechał z tunelu metra (w którym ma ostatnią i pierwszą zarazem stację), wziął i się za3mał nagle, a pierwszą moją myślą było "ku*wa, ktoś popełnił samobójs…

:)

W moich żyłach znowu zaczyna płynąć espresso i czekolada zamiast krwi. Nie wiem czemu, ale te dwie rzeczy zawsze dostarczały mi energii. Jednak coś z przyzwyczajeń okołomaturalnych we mnie zostało. Wiem, że to nie zdrowo i dzisiaj podjęłam mocne postanowienie poprawy i lepszego odżywiania się tudzież ograniczenia kawy. Tymczasem w nowym miejscu czuję się coraz lepiej. Mam nadzieję, że zostanę tu jak najdłużej się tylko da. Coraz bardziej zżywam się z ludźmi i z otoczeniem - nie chcę opuszczać tego miejsca zbyt szybko. Muszę przyznać, że Bruksela ma swoje tempo. Tu nie muszę żyć wg. rozkładu jazdy np. metra, bo tam gdzie chcę dojechać zwykle jeździ coś co chwilę. Jednak ważną rzeczą jest, żeby pamiętać o tym kiedy są jakieś tam protesty, bo inaczej to się może źle skończyć. Będąc ty mam mało czasu na książki, bo praktycznie cały dzień jestem poza domem...może właśnie dlatego powinnam teraz wyłączyć swojego Sida Leniwca (czyt. laptopa) i pójść spać, albo pójść spać...
Całkiem niegłupi p…

Pierwszy wolny weekend w nowym miejscu

Powoli zadamawiam się w nowym miejscu. Nawiązuje pierwsze kontakty, coraz lepiej poznaję okolicę i za chwilę zacznę uczestniczyć w życiu kulturowym:). Dużo tu się dzieje z racji polskiej prezydencji w UE i mam nadzieję, że z wielu rzeczy uda mi się skorzystać. Wiem, że jest projekcja polskich filmów niedaleko mnie, a 11 grudnia ma być premiera Bitwy Warszawskiej. To na razie tyle co wiem o wydarzeniach związanych z Polską. Tymczasem w niedzielę  byłam na Grand Place i w katedrze brukselskiej (tam koronuje się tutejszych królów i odbywają się uroczystości królewskie np. śluby). Te dwa miejsca mnie zauroczyły.
Katedra w Brukseli jest czymś niesamowitym. Tam na prawdę poczułam, że mogę się wyciszyć. Najbardziej zachwyciły mnie witraże i organy. I żałowałam, że nie mam aparatu, żeby porobić zdjęcia, ale może jak wrócę po świętach to będę miała możliwość pisania notek ze zdjęciami. To niesamowite doświadczenie słuchać Bacha w takim kościele - organista wymiatał:)
Sam Grand Place też mnie z…

~*~

Zanim jeszcze nikt nie słyszał o moim wyjeździe do Belgii ja sama nasłuchałam się historii o tym jak Polacy traktują siebie nawzajem za granicą. To nie były miłe opinie. Wyjeżdżając miałam nadzieję, że nie doświadczę na swojej skórze tego na własnej skórze i moje nadzieje na szczęście nie okazały się płonne. Póki co rodacy, z którymi się spotykam są bardzo mili i bardzo mi pomagają. Wiem też, że jeżeli mnie przyjdzie komuś pomóc, to zrobię to bez wahania, bo wiem jak ciężko się odnaleźć na początku. Jednak na szczęście od momentu kiedy podjęłam decyzje o wyjeździe dostałam mnóstwo wsparcia od ludzi, którzy mnie otaczają. To sprawiło, że mój wyjazd nie był tak stresujący jak mógł być. Mam nadzieję, że nadal moje doświadczenia będą tak dobre:)
Tymczasem mimo wszystko tęskni mi się do Polski. Szkoda, że w moim kraju nie mogłam jakoś ułożyć sobie życia nawet jeżeli miałabym żyć na skromnym poziomie. Ale podobno nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło...
Za chwilę idę na spacer. Tak s…

Mój pierwszy tydzień w nowym miejscu

Moi Drodzy,
mija pierwszy tydzień od mojego wyjazdu z Polski. Muszę przyznać, że był to dla mnie bardzo intensywny czas, w którym zaznajamiałam się z nowym otoczeniem i nowymi ludźmi. Mieszkam prawie w centrum Brukseli. Codziennie mijam wszelakie europejskie komisje do Bóg wie czego i wsiadam do metra, aby później przesiąść się do tramwaju, żeby dotrzeć do mojego małego podopiecznego. Cały dzień spędzam z chłopcem, który coraz bardziej się do mnie przywiązuje, tak samo jak ja do niego. Każdego dnia mijam przesympatycznych ludzi, którzy są uśmiechnięci i życzliwi oraz darzą mnie wyrozumiałością i sympatią. Mam nadzieję, że zostanę tu jeszcze długo.
W Belgii też obchodzimy Dzień Niepodległości. Tu dużo ludzi ma wolne, ale np. wiele międzynarodowych firm pracuje, bo w sumie jakby mieli obchodzić wszystkie święta to pewnie nie pracowaliby prawie wcale. Dzisiaj jak byłam na spacerze z małym widziałam wiele rodzin na spacerach, ludzi na wycieczkach rowerowych i osoby, które biegały. Wprawdz…

Dracula - kilka słów o klasyku

Człowiek powinien mieć głowę otwartą, nie dopuszczając, aby mała prawda przeszkodziła mu w rozumieniu dużej prawdy. Człowiek przywiązuje się do swojej racji. To w porządku, ale w żadnym razie nie może uważać ją za jedyną prawdę we wszechświecie. (B. Stoker)

Dracula to dziewiętnastowieczna powieść gotycka, która jest klasykiem jeżeli chodzi o literaturę grozy. Po tą powieść sięgnęłam głównie przez ciekawość. Chciałam też przeczytać coś co odcisnęło nie małe piętno na popkulturze i tak bardzo wryło się w naszą świadomość. Dlatego też jakże bym mogła nie sięgnąć po tą powieść?
Zatem od początku.
Dracula jest powieścią epistolarną, z racji tego, że nie ma ciągłej narracji, a na rozdziały składają się wpisy do pamiętników, listy itp. bohaterów książki. Taka forma powieści pozwala poznać nam sytuację z wielu perspektyw. Jednakże mnie samą tak napisana książka bardzo męczy, jednak to nie wpływa na moją ogólną ocenę tej pozycji. Tak na prawdę jak na powieść napisaną ponad sto lat temu, w okresie…

Bruksela:)

Witajcie,
dzisiaj piszę do Was już z nowego miejsca, które znajduje się daleko od mojego domu. Dopiero od dzisiaj mam neta, więc dopiero dziś mogę Wam napisać o moich wrażeniach z pobytu w Belgii. Od początku pobytu prowadziłam dla Was notatki, które zamieszczam poniżej:

Wyjazd i podróż.
Panika zaczęła mnie z lekka podchodzić dzień przed, kiedy byłam już prawie spakowana i gotowa do wyjazdu. Dopinałam ostatnie sprawy i żegnałam się z ostatnimi osobami, z którymi mogłabym się pożegnać. Moja podróż była dość ciężka. Miałam dwie przesiadki, co spowodowało, że miałam do pokonania dwa pierwsze wyzwania – za każdym razem odnaleźć właściwy autokar i nie zgubić bagaży:). Jeszcze w Polsce, kiedy już jechałam i byłam coraz bliżej granicy z Niemcami prawie miałam napad histerii, ale na szczęście jestem osobą opanowaną, więc się nie dałam. Stresior mnie wziął dlatego, że naszły mnie obawy, że sobie nie poradzę i zaczęłam się zastanawiać co ja w ogóle robię w tym autobusie. Pomagały mi telefony od …

Zapach zielonej herbaty od Elizabeth Arden

Dzisiaj chciałabym Wam napisać o mojej nowej miłości - miłości od pierwszego powąchania:) Ostatnio w ciemno kupiłam sobie zapach Elisabeth Arden Green Tea Tropical i muszę przyznać, że pokochałam go od pierwszego powąchania. Jeżeli chodzi o sam zapach to otwiera się on nutą owocu liczi, dominikańskim owocem namiętności, potem przechodzi w zieloną herbatę i chińską magnolię. Podstawę stanowi piżmo, tropikalne czarne porzeczki oraz mech morski.
Dla mnie ten zapach przywodzi bardzo pozytywne wspomnienia z czasu, w którym miałam kilkanaście lat, bo miałam wtedy bardzo podobny zapach. Mam wrażenie, że polubię się z tą Elizabeth Arden i wejdzie ona na stałe do używanych przeze mnie psikadeł tak jak Incandessence z Avon.
Wprawdzie Elizabeth Arden Green Tea Tropical nie jest skomplikowanym zapachem, ale mnie zauroczył niesamowicie. Jest lekki, z cytrusową nutą, ale na cieplejsze jesienne dni też jest całkiem dobry. Jedynym minusem jest trwałość, ale za promocyjną cenę można mu to wybaczyć:)

WYNIKI rozdania:)

Jakże szczęśliwy dzień dzisiaj mamy:). Szczęśliwy z tego względu, że "Lolita" w wersji audio powędruje do swojego nowego właściciela:)).

Otóż, "Lolita" wędruje do blogera o nicku przynadziei. Zatem proszę o kontakt na maila nataliatw@onet.eu z danymi adresowymi, a wyślę ją najpóźniej w środę.
Żeby nie było poniżej zamieszczam dowód na to, że wygrało trzecie zgłoszenie z kolei:):
Gratuluję zwycięzcy:) i przy okazji dziękuję Katarzynie za pomoc.

Matki, żony... czyli ksiązka na weekend:)

W tym tygodniu książkowa propozycja na weekend trochę później niż zazwyczaj i mam nadzieję, że mi to wybaczycie. Dzisiaj mam dla Was coś lekkiego do poczytania:
Od Wydawcy:
„Matki, żony, czarownice” to historia mądrych i zaradnych kobiet, które powinny odnosić w życiu same sukcesy, a bywały skazane na porażkę jedynie dlatego, że kochały. To książka o miłości i zdradzie, ale przede wszystkim o wielkiej tajemnicy. 
Kiedy głównej bohaterce, 40-letniej szczęśliwej mężatce, wali się na głowę jej cały uporządkowany świat, los otwiera przed nią kolejne drzwi. Asia buduje życie od nowa, a dzięki szczęśliwemu zbiegowi okoliczności poznaje przeszłość swojej rodziny i własne korzenie. Zwyczajne życie współczesnej kobiety (małżeńska zdrada, wychowanie dziecka, utrata pracy, wiązanie końca z końcem) zmienia poznanie tajemnicy, która skrywała zaskakujące losy wielu pokoleń kobiet z jej rodu. Odnaleziony po latach testament Laverny, prababki głównej bohaterki, to prawdziwy majątek rodzinny…

niespodzianka

Witajcie,
 jedną z książek, które biorę ze sobą na wyjazd jest "Lolita". Postanowiłam, że zrobię dla Was rozdanie.
Mam dla Was "Lolitę" Nabokova w wersji audio. Napiszcie proszę pod spodem kto chce przygarnąć audiobooka i dlaczego:) Naturalnie audiobook będzie do odebrania u mnie;] lub wyślę go pocztą (najprawdopodobniej dzień przed wyjazdem)
Macie czas do 29.11 czyli do jutra, do 18stej:)
pozdrawiam
P.S Jeżeli ktoś z Was ma bloga mile widziana jest notka na blogu o rozdaniu i obserwowanie mojego bloga:)

Weekend z książką: "Atrofia" Lauren DeStefano

Dzisiaj przychodzę do Was z kolejną propozycją książki do przeczytania podczas weekendu. W moim życiu wiele się ostatnio dzieję, więc publikuję tego posta dzisiaj, bo jutro mogłabym nie zdążyć. Oto powieść, która całkowicie przekonała mnie do takiego gatunku jak fantastyka:
Od Wydawcy:
Wyobraź sobie, że znasz dokładnie datę swojej śmierci… 
Pierwsza część trylogii „Chemiczne światy”. 
Dzieci poczęte naturalnie są niedoskonałe. Dlatego – żeby stworzyć idealnych ludzi – ruszyła produkcja embrionów bez najmniejszych wad genetycznych. Ale tylko pierwsze pokolenie to okazy zdrowia; potomkowie perfekcyjnych ludzi umierają w wieku dwudziestu paru lat. W tym ponurym świecie dziewczęta zmuszane są do poligamicznych małżeństw, by zapewnić przetrwanie gatunku. Rhine, Jenna i Cecily trafiają do ekskluzywnej rezydencji w gaju pomarańczowym, gdzie wszystkie poślubia młody syn właściciela. Serce Rhine bije jednak dla Gabriela, młodego Służącego, który zaryzykuje wszystko, by pomóc jej odzyskać…

o wolontariacie:)

Wolontariat jest ważną częścią mojego życia. Nie wyobrażam sobie, żeby w moim życiu go zabrakło. Dlaczego?
Otóż okazało się, że poznałam wielu wspaniałych ludzi, którzy sprawili, że mój świat i podejście do niego bardzo się zmieniło - na dużo lepsze. Wielu z wolontariuszy było przez jakiś czas moją drugą rodziną, a biuro wolontariatu przez wiele miesięcy było niemalże moim drugim domem. W końcu w wolnym czasie to w biurze CW między przerzucaniem nakrętek, pracami biurowymi i spotkaniami z ludźmi jadłam posiłki i w chwilach braku pilniejszych zajęć wolontariackich zajęć nadrabiałam zaległości kulturowe poprzez czytanie książek i nauki gry w szachy;p.
Poza tym niezmiernie ważną dla mnie rzeczą jest to, że zdobyłam trochę doświadczenia zawodowego, które sprawiło, że pedagogika była dużo bardziej świadomym wyborem.
Niezwykłą rzeczą jest to ile może dać świadomość tego, że pomogło się jakiejś osobie i chociaż trochę zmieniło się jej podejście czy sytuacja, w której się znajdowała. Takie rz…

Weekend z książką: "Wichrowe wzgórza" czyli powiew klasyki.

Jesień to pora roku, która nastraja mnie bardzo nostalgicznie i sprawia, że mam jakiś taki magiczny nastrój. Za chwilę wszystkie liście opadną z drzew i zacznie się bardziej deszczowa pogoda. Po wczorajszym spotkaniu Stalowych Czytaczy pomyślałam sobie, że jest coś do czego wrócę z przyjemnością i ta powieść będzie dla mnie otwarciem pewnej mojej małej tradycji, a mianowicie moich spotkań z klasycznymi dziełami. O czym piszę?? Naturalnie, że o "Wichrowych Wzgórzach" autorstwa Emily Jane Brontë. Pamiętam, że ta książka od dawna krążyła gdzieś po mojej podświadomości, zanim po nią sięgnęłam. Zawsze wzbraniałam się przed wzięciem jej do ręki i przeczytaniem jej, bo wydawała mi się, że będzie nudna jak flaki z olejem i będzie zalatywać czymś w rodzaju twórczości Żeromskiego czy Orzeszkowej (nie ujmując naszym rodzimym autorom, ale jednak nie wszystkich da się lubić, a oboje wspomnianych pisarzy nie wzbudziło we mnie swojej sympatii - chociaż jest całkiem prawdopodobne,…

Noc z Kulturką

Już w najbliższy piątek (16.09) Noc z Kulturką - ja osobiście nie mogę się doczekać. Mamy pierwszą akcję Stalowych Czytaczy i jestem pod wrażeniem jak bardzo ludzie się angażują. Na pierwszym spotkaniu roboczym każdy powiedział co może zrobić i okazało się, że...wszystko co było do zrobienia ktoś robi. Serce mi rośnie na widok takiego zaangażowania, bo widać, że jeszcze komuś zależy, że ludziom się chce:D. Traktuję Stalowych Czytaczy jak własne dziecko i widok jak się rozwija sprawia mi radość. Już jestem dumna z tego jakich kształtów to wszystko przybiera, mam nadzieję, że z każdym dniem będzie coraz lepiej:))

Mam nadzieję, że ludzie dopiszą, a wieczór będzie piękną zapowiedzą czegoś wielkiego:D
Po więcej szczegółów zapraszam na http://stalowiczytacze.blogspot.com/

Weekend z książką: Olga Rudnicka "Natalii5"

Jesień jest moją ulubioną porą roku. Lubię jej klimat i to, że mogę czerpać z niej inspiracje. Dzisiaj wracałam do domu z księgarni z nową książką i pomyślałam sobie, że warto wprowadzić na mojego bloga cykl "Książka na weekend":). W tym cyklu chcę polecać Wam książki (niekoniecznie zawsze łatwe), które można przeczytać w weekendJesienna pogoda sprzyja czytaniu, więc jest odpowiedni czas na realizacje mojego pomysłu. Mam nadzieję, że starczy mi samozaparcia do regularnego pisania do tego cyklu:) Książką, którą chcę Wam zaproponować jako pierwszą jest Natalii5 Olgi Rudnickiej.
Natalii5 to kryminał, a raczej komedia kryminalna, która ujmuje już od pierwszych stron. Oto pewnego dnia policja otrzymuje zgłoszenie o samobójstwie. Zamknięty od środka pokój; martwy mężczyzna i broń, na której są tylko odciski palców zmarłego. Pojawiają się jednak wątpliwości co do tego czy oby na pewno jest to samobójstwo. Ta śmierć jest tylko początkiem skomplikowanych i...śmiesznych wydarzeń. Otóż na…

Ciastko z dziurką i bulwersująca zmiana tradycji

W ubiegły weekend byłam u rodziców na wsi. Pojechałam rano w niedziele i wróciłam wczoraj wieczorem. Dwa dni ubiegły mi na spotkaniach z rodziną. Oczywiście zabrałam ze sobą również książkę;), ale ja nie o tym.
W niedziele w parafii mojej rodziny ze wsi był odpust. Nie byłabym sobą, gdybym nie kupiła sobie ciastek z dziurką - nieodmiennie kojarzą mi się z dzieciństwem, a nie jadłam ich już dawno, więc skusiłam się i zjedliśmy je później do kawy:D.
Wczoraj było święto, które potocznie nazywane jest dożynkami. Na wsi wciąż spotyka się kopki i drużyny dożynkowe. Parafia mojej rodziny obejmuje 4 wsie i każdego roku jedziemy przynajmniej zobaczyć kopki. Zawsze jest dyskusja, która jest najładniejsza oraz rozmawiamy też o tym jak w tym roku była zorganizowana impreza. Wczoraj po raz pierwszy nie było gospodarzy, ale weszła od tego roku tradycja, że impreza dla drużyn dożynkowych co roku będzie organizowana w innej wsi. Nie wszystkim to się podoba, ale wielu ludzi ma nadzieję, że zmieni się …

Recenzja porównawcza maseczek do włosów z firmy Avon i L' Biotica

Dzisiaj post, który prawdopodobnie będzie dla mnie strzałem w kolano (co niektórzy wiedzą dlaczego). Otóż jakiś czas temu pisałam o masce do włosów z Avon:

Seria Planet Spa. Minerały z Morza Martwego. Jako, że lubię tą linię; to na nieszczęście dla nich i dla siebie trafiłam na bubel. Zużyłam już gdzieś połowę maseczki i używałam jej dość często, zatem miała czas się wykazać. Jednakże bezczelna ta maska jest, bo moje włosy jej nie polubiły, a ja tym bardziej. Ale do rzeczy. Za co ją tak znienawidziłam, że więcej jej nie kupię?? - cena po promocji jakieś 16,9 (ewentualnie złotówkę mniej), - zapach - a właściwie smród (to można wybaczyć pod warunkiem, że działa jakoś na włosy), - brak oddziaływania na włosy - nie odżywia i nie regeneruje, a moje włosy wypadają przecież niemiłosiernie, - tylko 150ml produktu, - po użyciu miałam poczucie szorstkich włosów, - miałam wrażenie, że maska mi obciąża włosy:/. Nie zauważyłam, żeby ta maseczka cokolwiek mi robiła z włosami. Nawet nie ułatwiała mi rozcze…
Wolontariat przez wiele lat odgrywał szczególną rolę w moim życiu. W momencie kiedy stałam się jedną z koordynatorek w Centrum Wolontariatu zaczął mi wypełniać wiele wolnych chwil. Poza koordynacją spraw biura udzielam się poza swoimi obowiązkami. Dzisiaj byłam u kogoś, komu pomagam i muszę powiedzieć, że spotkała mnie bardzo miła imieninowa niespodzianka. Muszę przyznać, że nawet nie spodziewałam się, że będą o nich pamiętać. W każdym bądź razie dzisiaj wyszłam od podopiecznego ze słodkim podarunkiem i muszę przyznać, że ten skromny upominek sprawił mi taką radość jak żaden inny. Przyjmowanie prezentów od podopiecznych może wydać się kontrowersyjne, ale jeżeli są to na prawdę skromne upominki to nie widzę w tym problemu. Często takie małe drobiazgi są formą odwdzięczenia się wolontariuszowi, za jego czas, zdolności i pracę. Z tego co zauważyłam wielu wolontariuszy otrzymuje takie małe drobiazgi od swoich podopiecznych, chociaż zwykle się wzbraniają. Jednak relacja z wolontariuszem je…

One Lovely Blog Award

Kiedy dzisiaj odebrałam wiadomości niesamowicie ucieszyłam się ilością komentarzy od Was:)). Dodatkowo Toska82 nominowała mnie do One Lovely Blog Award. Wprawdzie widziałam na blogach już notki o tym, ale nigdy bym się nie spodziewała, że mnie ktoś wyróżni:)), to bardzo miłe.

A teraz zasady:

- Na swoim blogu stwórz notkę o nominacji, podając przy tym link do osoby, która Cię nominowała.
- Napisz o sobie siedem rzeczy, których odwiedzający bloga jeszcze nie wiedzieli.
- Nominuj szesnaście innych osób (nie można jednak nominować osoby,
która Ciebie nominowała),
- Zostaw na ich blogach komentarz, dzięki któremu
dowiedzą się o nagrodzie i nominacji.

7 rzeczy o mnie:
1. Nienawidzę lata - natomiast uwielbiam jesień:)),
2. Muzyka często ma dla mnie funkcję terapeutyczną.
3. Kiedy nie mogę zasnąć ze zmęczenia robię sobie kawę z mlekiem i puszczam ulubioną muzykę - później śpię jak zabita;)
4. Jestem kosmetoholiczką - niestety paskudny nałóg;p
5. Jestem typem domatorki - uwielbiam spędzać…

Świątecznie

Moi Drodzy,
jako, że zbliżają się Święta Wielkanocne, które są ważne dla wielu z nas. Chcę Wam życzyć, aby Jezus podczas tych świąt zmartwychwstał w Waszych sercach i każdego dnia Wam błogosławił. Niech Wasze święta będą spokojne i spędzone w gronie rodziny nie tylko przy świątecznym stole; ale również na skupieniu, na tajemnicy śmierci i zmartwychwstania Jezusa.
Pozdrawiam i życzę smacznego jajka:)
Natalia
P.S. Nie wiem czy jeszcze coś zdążę napisać przed wtorkiem. Mam nadzieję, że znajdę na tyle czasu, żeby do końca tygodnia skończyć czytać chociaż jedną książkę i zamieścić recenzję.
pozdrawiam świątecznie raz jeszcze;)

moje produkty do kąpieli;)

Dzisiaj będzie zupełnie inaczej niż dotychczas, bo zamierzam napisać o czymś zupełnie innym niż muzyka czy książki - tak dla urozmaicenia;).
Ci co mnie lepiej znają wiedzą, że jestem maniakiem jeżeli chodzi o produkty do kąpieli i pielęgnacji, jednakowoż teraz skupię się teraz na tych pierwszych. Otóż do wczoraj w mojej łazience stały 3 produkty do mycia - ot tak dla urozmaicenia;). Od razu zastrzegam sobie, że nie mam zamiaru się chwalić czy coś - chcę tylko się podzielić swoim zdaniem na temat poniższych produktów.
Od lewej:
1. Palmoive Naturals (200ml), Nawilżający żel pod prysznic z ekstraktem z granatu - dla mnie idealny na zimę. Ma kremową konsystencję, która nie tylko myje, ale i nawilża moją skórę. Wprawdzie to nawilżenie nie jest nie wiadomo jak wielkie, ale jest ok i później balsam ma zupełnie mniej pracy:). Ostatnio zaczął mi dokuczać zapach, ale przy zużyciu większości opakowania mógł mi się po prostu znudzić. Na pewno kupie sobie coś z tej serii bliżej jesieni tylko o inny…

okiem koordynatorki:)

Dzisiaj miałyśmy pierwszy spokojny dyżur w naszym wolontariackim biurze.
Do tej pory jakoś zawsze coś się działo - jak nie wywóz nakrętek, to pakowanie nakrętek, albo jakaś inna sytuacja wymagająca nagłego (albo i nie) pojawienia się w biurze CW ekipy 3mającej władze. Zacęło się prozaiczne życie koordynatorek CW, czyli papierkowa robota i praca nad aktualizacją wolontariuszy. Reszta póki co robi się sama. Każdy aktywny wolontariusz wie za co jest odpowiedzialny, a kontakt w razie czego mamy bardzo dobry.
Zatem póki co jest stabilnie i już nie ma mnie tam (domyślnie w biurze CW) codziennie. Teraz kiedy sytuacja wydaje się opanowana wolontariat staje się coraz większą radością i azylem, w którym czuję się coraz bezpieczniej.
Dla mnie wolontariat stał się częścią życia. Dzięki niemu mogę mieć Boże Narodzenie codziennie, bo każdego dnia mam styczność ze wspaniałymi ludźmi. Wolontariat sprawił, że pewne rzeczy stały się dla mnie natyle codziennością, że niechcący zaczęli mnie otaczać ludzi…