niedziela, 24 września 2017

Super+ Bablesh Balm, krem bb

Jako, że pielęgnacja koreańskimi kosmetykami bardzo mi przypadła do gustu jakiś czas temu postanowiłam sięgnąć również po koreański krem BB. Mój wybór padł na Super+ Bablesh Balm w wersji fioletowej. 

Z opisu na stronie sklepu, w którym kupowałam ten produkt wynikało, że ten krem BB ma mieć właściwości nawilżająco - rozświetlające. Dodatkowo jest przeznaczony dla cery suchej, odwodnionej i potrzebującej nawodnienia. Poza tym miał optycznie maskować niedoskonałości oraz rozświetlać cerę. 

Niestety ten krem się u mnie nie sprawdził. A to głównie z dwóch powodów: 
  • wpada w różowe tony - niestety moja skóra jest bardziej beżowa niż różowa, a skóra twarzy ma tendencje do różowienia się pod wpływem temperatury i/lub wzmożonego wysiłku fizycznego. Niestety ten produkt sprawia, że moja twarz w połączeniu z tym kosmetykiem wygląda dość niekorzystnie. 
  • jest nietrwały - z mojej skóry znika dość szybko, dodatkowo nie kryje i nie rozświetla. A to dość słabo jak na kosmetyk, za który dałam 99 zł.
Jak się domyślacie to do niego nie wrócę. A to co zostało mi w pudełeczku prawdopodobnie szybko komuś oddam ;). 

czwartek, 21 września 2017

A'pieu - maski w płachcie, moje pierwsze podejście do kosmetyków marki.

Jeżeli śledzicie mojego bloga już jakiś czas doskonale wiecie, że chętnie sięgam po koreańskie maski w płacie. Do tej pory sięgałam po kosmetyki tego typu z firmy Holika Holika i Skin79. Zatem kiedy na naszym rynku pojawiły się maski w płacie z firmy A'pieu postanowiłam sięgnąć również po nie. 


Dziś chciałabym Wam wspomnieć na razie tylko o dwóch z nich, które najbardziej przykuły moją uwagę.


1. A'pieu Strawberry Milk One Pack,


Mleczne maski w płacie A'pieu Milk One Pack mają za zadanie wygładzić, nawilżyć oraz rozświetlić naszą skórę.  Mają również przywrócić równowagę płaszcza lipidowego oraz wzmocnić naturalne funkcje ochronne skóry. 

Powyższa maseczka jest przeznaczona do pielęgnacji skóry matowej. Ekstrakt z truskawek - bogate źródło witaminy C skutecznie rozświetla skórę. Perła wyrównuję koloryt przywracając zdrowy, promienny wygląd.

Producent podaje, że powyższy produkt jest delikatny oraz długotrwale nawilży skórę bez uczucia lepkości. Dodatkowo płachta, która jest nasiąknięta maseczką wykonana jest z 100% bawełny. 

Maskę należy pozostawić na 15 - 20 min. Nadmiar esencji należy delikatnie wklepać w skórę. Produkt nie wymaga spłukiwania.

Skład:
Water, Butylene Glycol, Glycerin, Mineral Oil, PEG-40 Stearate, Cetearyl Alcohol, Stearic Acid, Sorbitan Sesquioleate, Fragaria Chiloensis (Strawberry) Fruit Extract, Milk Extract, Pearl Extract, Lactobacillus/Soybean Ferment Extract, Saccharomyces/Imperata Cylindrica Root Ferment Extract, Saccharomyces/Viscum Album (Mistletoe) Ferment Extract, Nelumbo Nucifera Callus Culture Extract, 1,2-Hexanediol, Sodium Hyaluronate, Ethylhexylglycerin, Caprylyl Glycol, Illicium Verum (Anise) Fruit Extract, Carbomer, Triethanolamine, Phenoxyethanol, Disodium EDTA, Fragrance


To jedna z najlepszych  koreańskich masek,
które miałam. Bardzo dobrze odżywia,nawilża i świetnie nawilża skórę. Użyłam jej kiedy moja skóra była zmęczona i szara ze względu na przeziębienie, a dodatkowo podrażniona przez kosmetyk, o którym Wam dopiero wspomnę. Jednakże po użyciu tej maski moja skóra się wyciszyła i wyglądała na wypoczętą - tak jakbym porządnie wypoczęła.

Cena: niespełna 8 zł., 

Dostępność: drogerie internetowe. 


Na pewno będę do niej wracać - wypróbuję też inne wersje tej maski. 


2. A'Pieu, Fit Sheet Mask



Maska z ekstraktem na bazie nasion z Baobabu stosowana jest w celu zatrzymania wilgoci w skórze. Aktywnie chroni przed wysuszeniem oraz silnie nawilża skórę od wewnątrz. 


Cena: 9,9 zł, 

Dostępność: drogerie internetowe.


Ta maseczka dostarczyła mi porządnego odżywienia i nawilżenia skóry. Świetnie sprawdziła mi się po ciężkim dniu, kiedy moja skóra potrzebowała dodatkowego wsparcia i wyciszenia. 



Obie te maseczki były świetnie nasączone maseczką i dobrze przylegały do twarzy. Jednak to ta pierwsza sprawdziła się na tyle, żebym chciała do niej wracać. 

niedziela, 17 września 2017

Mój sposób na przesuszone włosy.

Kilka miesięcy temu zapragnęłam radykalnej zmiany koloru na włosach. Z niemalże czarnych włosów zmieniłam je na rudy przechodzący w blond. Wtedy szczególnie na końcówkach, które stały się najjaśniejsze wystąpił problem, którego do tej pory nie miałam, a mianowicie przesuszone włosy. Trzeba było coś z tym zrobić. 


W pierwszym odruchu sięgnęłam po zasoby kosmetyczne, które już miałam i o dziwo, które się sprawdziły :). 

1. Isana Hair, odżywka nawilżająca do włosów suchych i zniszczonych. 

Odżywka nawilżająca do włosów suchych i zniszczonych, Isana Hair

Jest to odżywka wzbogacona wyciągiem z bawełny, co ma zapewnić suchym i zniszczonym włosom odpowiednią dawkę wilgoci. W wyniku pielęgnacji tą odżywką nasze włosy mają odzyskać połysk. 

Ta odżywka leżała u mnie dość długo, bo nie mogłam się przekonać do jej używania. Pierwszy raz sięgnęłam po nią jeszcze przed farbowaniem, ale wtedy moje włosy były w tak dobrym stanie, że po prostu je obciążała. Jednak kiedy farbowanie je przesuszyło i moja dotychczasowa pielęgnacja włosów zaczęła zawodzić sięgnęłam po nią jeszcze raz i...zakochałam się w efekcie, który daje. 

Okazało się, że ta odżywka świetnie nawilża moje włosy i sprawia, że dużo łatwiej się je rozczesuje. Jedynym mankamentem jest trudność wydobywania jej z opakowania. Jednak akurat to jestem w stanie jej wybaczyć. 

Myślę, że spokojnie zużyję ją przed końcem terminu przydatności po otwarciu ;). 

2. Bomb Cosmetics, Maseczka do włosów z olejkiem Brassica i orzecha Kukui

Maseczka do włosów z olejkiem Brassica i orzecha Kukui, Bomb Cosmetics

Ta maska jest intensywną kuracją do włosów z odżywczym olejem Brassica, który jest bogaty w oleje Omega - 3 i Omega 6, dzięki czemu odżywia i wygładza włosy.  Maseczka zawiera też naturalny olej z orzecha Kokui oraz czyssty olejek eteryczny Ylang Ylang.

Ta maska też długo czekała na swoją kolej. Jednakże również okazała się być świetnym uzupełnieniem mojej codziennej pielęgnacji. Dzięki niej moje włosy nie są tak suche i pozbawione blasku. 

Ten duet oczywiście używam razem z innymi kosmetykami do włosów (np. odżywką w sprey'u czy olejem do włosów), ale to te dwa kosmetyki stanowią podstawę mojej pielęgnacji. Przynajmniej aktualnie;). 

piątek, 15 września 2017

See See, nawilżający krem na noc z minerałami z Morza Martwego na dzień do każdego typu cery

nawilżający krem na noc z minerałami z Morza Martwego na dzień do każdego typu cery, See SeeDzięki beautyboxom miałam szansę zapoznania się z kosmetykami kilku marek, których nie używałam wcześniej jedną z nich jest marka see see i nawilżający krem na noc z minerałami z Morza Martwego na dzień do każdego typu cery z wspomnianej marki. 


Powyższy krem ma łączyć w sobie minerały z Morza Martwego takie jak: chlorki magnezu, potasu, sodu i wapnia. Zawiera również ekstrakty z rumianku, granatów i aloe vera, olejki z pestek winogron, słodkich migdałów, trawy cytrynowej i jojoba, masło shea i witaminę E.

Tenże kosmetyk ma dostarczyć naszej skórze koktajl składników odżywczych i regenerujących, a nasza skóra ma odzyskać witalność, energię, gładkość oraz blask. Dodatkowo ten krem ma zniwelować wpływ szkodliwych czynników. 


Koszt tego kremu to jakieś 49 złotych
Jeżeli chodzi o dostępność, to raczej są to tylko drogerie internetowe


Kiedy sięgałam po krem miałam nadzieję, na dobry kosmetyk w przystępnej cenie. Jednakże mimo obiecującej konsystencji ten kosmetyk nie był w stanie odpowiednio nawilżyć skóry mojej twarzy. Dopiero w momencie kiedy dodałam kilka kropel (2 - 3) mojego serum uzyskałam zadowalający efekt dzięki, któremu jestem w stanie zużyć ten krem do końca. 

Na pewno nie wrócę do tego produktu, bo mam kapryśną skórę i jest wiele kosmetyków, które w większym stopniu spełnią moje wymagania. 

wtorek, 12 września 2017

Paul Roland, "Nazistki"

"Nazistki", Paul Roland,
II wojna światowa to ta część naszej historii, która interesuje mnie najbardziej. Dlatego też często sięgam po książki z tego okresu. Dlatego też nie mogłam sobie odmówić przeczytania książki "Nazistki" Paula Rolanda.

Naziści wierzyli, że ich misją jest maskulinizacja życia w Niemczech. Herman Goering kazał kobietom "złapać się za garnki, szufelkę i miotłę, a potem znaleźć sobie męża". Jednak mimo to wiele z nich wierzyło w tą ideologię i co więcej - aktywnie uczestniczyło w mordach i torturach.

Powyższa pozycja opisuje życie tamtych kobiet - począwszy od szkół dla żon, poprzez członkostwo w Lidze Niemieckich Dziewcząt oraz udział w aryjskim programie rozrodczym o nazwie Lebensborn, a skończywszy na domach uciech nadzorowanych przez służbę bezpieczeństwa - skupiając się na tych, które wśród chaosu i śmierci walczyły o władzę i wpływy. 

Sięgając po powyższą książkę miałam nadzieję na mocną lekturę, która poszerzy moją wiedzę na temat tamtego okresu oraz ideologii nazistowskiej. Jednakże "Nazistki" to tylko zarys tematu i tak na prawdę w żaden aspekt poruszony w książce autor się nie wgłębia. 

Po przeczytaniu tejże powieści zrozumiałam pewne rzeczy, jednakże czuję niedosyt i na pewno w najbliższym czasie będę chciała sięgnąć po coś jeszcze, co porusza tą tematykę. Na pewno będę chciała sięgnąć chociażby po "Furie Hitlera" i kilka innych pozycji. 

niedziela, 10 września 2017

Avon Attraction

Nie da się ukryć, że jesień już autumn is coming. Zmieniają się nie tylko kolory i smaki, ale też zapachy, jakie nam towarzyszą. Ja zdecydowanie jestem z tych osób, które dzielą te ostatnie na pory roku i obecnie najbardziej ulubionym jesiennym zapachem jest Avon Attraction

Avon Attraction for her

Jeżeli chodzi o nuty, które są zawarte w powyższym zapachu to są to: 

Nuty głowy: 
jeżyna, różowy pieprz
Nuty serca: 
jaśmin, czarna orchidea, piżmo
Nuty bazy: 
ambra, madagaskarska wanilia, pralina, labdanum

Avon Attraction for her

Ja uwielbiam wszelakie zapachy, w których jest jaśmin, więc wzięłam go w ciemno i...zakochałam się. Zapach jest zdecydowany, słodki i kwiatowy. Kiedy już trochę wyparuje chyba najbardziej czuję wanilię, która o dziwo nie przeszkadza mi tak bardzo. Ja w pewnym momencie oswajam się z nim na tyle, że nie czuję go zbytnio na sobie, jednak inni odczuwają go podobno jako intensywny zapach. 
Avon Attraction for her

Wiem, że to jest jeden z tych zapachów, które zostaną ze mną na długo i bardzo trudno byłoby mi się pogodzić z tym, że mogliby go wycofać :/. 

Cena: ok. 70 zł. 

piątek, 8 września 2017

0.1. Saga o książkach. Zanim pojawiły się książki.

Nie mamy żadnej wiedzy o tym kiedy, jak i gdzie po raz pierwszy została stworzona "książka". 


W prehistorii rozwój mowy jako sposób komunikacji był bardzo ważny, ale znaczący był również rozwój umiejętności związany z podporządkowaniem tego co chcielibyśmy zapamiętać. Nauczyliśmy się zatem uzewnętrzniać naszą wiedzę, a także uczyć się słów, przede wszystkim dzięki znakom graficznym. Były to obrazki lub symbole pozwalający ich autorowi powtarzać i przekazywać treść przesłania. 

Prehistoryczni ludzie na całym świecie zaczęli tworzyć znaki i obrazki tam, gdzie żyli, i przetrwały często tylko jako malowidła w jaskiniach. 



Sposoby komunikowania się. 

Podobno niektórzy uczeni interpretują malowidła w jaskiniach jako rodzaj wizualnego języka. Według tej teorii symbole w malowidłach jaskiniowych miały być używane i powtarzające się przez dziesiątki tysięcy lat. Być może są to dowody na to, że już wtedy ludzkość zmierzała do rozwinięcia się pisma. 


Malowidła w jaskiniach być może są pierwszą próbą zapisu informacji.

Dodatkowo przypuszcza się, że ludzie dość wcześnie nauczyli się liczyć, czego ma dowodzić chociażby kość z Lebombo z Suazi oraz kość Ishango z Demokratycznej Republiki Konga, sprzed ok. 18000 tysięcy lat. Nie wiadomo czy to były znaki matematyczne czy np. obliczenia astronomiczne. 

Formy zapisu. 

Wszystkie społeczności sięgały do materiałów, które były im łatwo dostępne. 

Możemy uważać, że wyciskanie znaków w kawałkach gliny jest pracochłonną metodą, jednak dzięki temu jest tak trwała i to jedna z przyczyn, dzięki którym tyle wiemy o historii Babilończyków. 

Dla ludzi, którzy używali papirusu, jego kruchość oznaczała, że teksty wciąż trzeba było kopiować. 


Natomiast Inkowie zbudowali jedyne wielkie imperium bez wykształconego systemu pisania, ale ich sznurki z supełkami (kipu) pomagały zapamiętywać oraz pozwalały przechowywać i przekazywać pewne informacje. System ten przetrwał tyle lat, dlatego, że zakładał wykorzystywanie trwałych materiałów. 

Podsumowując - jako powierzchnię do pisania ludzie wykorzystywali kamienie, glinę, tabliczki, korę, liście, papirusy, kości, skóry zwierzęce, papier oraz wiele innych mediów. 

Odkryliśmy jak stawiać znaki na tych powierzchniach, używając przeróżnych barwników jako atramentów oraz patyczków, trzcin, piór czy kawałków ołowiu jako "pisaków". 

Nie bez wad.

Pismo nie było uważane za czynność bez wad. Przez wiele stuleci konserwatywnie myślący ludzie potępiali wykorzystywanie pisma, ponieważ sądzili, że za jego sprawą ludzie tracą umiejętność zachowywania wspomnień, które z kolei wymagało niezwykłego zaangażowania. 

Chociażby w Brytanii okres nauki druida mógł trwać nawet ponad 20 lat. Ponieważ druidzi nie dowierzali pismu i ufali tylko przekazom ustnym, dziś nie mamy dostępu do ich tradycji i wiedzy.


Jednak dziś w książkach, dzięki konwencjom układu tekstu i ilustracji wymyślnym kształtom liter naszych alfabetów i wykorzystaniu techniki, możemy dziś czytać wiele zachwycających kreacji literackich. Dzięki wykształceniu interpunkcji autorzy mogą precyzyjnie swoje przesłanie, aby każdy potrafił je zrozumieć lub celowo łamać reguły. 

Wiele rozwiązań dla jednej potrzeby. 

Historia książki rozwijała się wielotorowo. Wiele społeczności wykształciło własne systemy pisma, które tak jak wspomniałam utrwalało na dostępnych jej materiałach. To właśnie różnorodność dostępnych surowców sprawiła, że rozwinęły się różne systemy pisma i tworzenia książek. 


Wszelkie te wynalazki powstały w różnych miejscach oraz w różnych czasach, wymyślone dzięki niegasnącej pomysłowości ludzi. 

środa, 6 września 2017

Maski z serii Venetian Carnival od Skin79 - moja opinia.

Nie wiem jak Wy, ale ja uwielbiam maski w płacie, dlatego też co jakiś czas robię sobie zapasy tego typu kosmetyków. Kiedy zobaczyłam maski w płacie ze Skin79 z serii Venetian Carnival, stwierdziłam, że muszę je przetestować. 

Venetian Carnival Mask, Shiny Star, maski w płacie,

Dziś mam dla Was opinię o tych maskach. Kiedy je sobie zamawiałam zastanawiałam się czy mają taki nadruk maski na płacie i mają :), co moim zdaniem bardzo ładnie wygląda. 

Na pierwszy rzut idzie Venetian Carnival Mask Dewy Moon

Venetian Carnival Mask Dewy Moon, maska w płacie


Maseczka posiada bardzo szeroką gamę działania. Przede wszystkim ma działać kojąco oraz nawilżająco. 

Z opisu w sklepie internetowym wynika, że maseczka Venetian Carnival Mask Dewy Moon posiada w swoim składzie: pantenol, betainę, kwas hialurownowy oraz ekstrak z korzenia źeń-szenia.  

Powyższa maseczka ma m.in.: stymulować podział komórek, co przyśpiesza gojenie i regenerację skóry, poprawiać barierę lipidową naskórka. Dzięki działaniu kwasu hialuronowego powyższy kosmetyk podobno ma właściwości łączenia włókien kolagenowych oraz wiązania cząsteczek wody, co jednoznacznie ma być widoczne w zwiększonej jędrności i elastyczności naszej skóry twarzy.

Działanie maseczki Skin 79 Dewy Moon, to ponoć również pobudzenie i odnowa skóry, poprawienie ukrwienia oraz ochrona przed szkodliwym wpływem wolnych rodników.

Efekty

Jeżeli chodzi o efekty na mojej skórze to po zastosowaniu tej maski zauważyłam odżywienie i nawilżenie skóry twarzy. Moja twarz stała się bardziej promienna i wyglądała na wypoczętą oraz zdrowszą. Odniosłam wrażenie, że nawet wygasiła różne podrażnienie spowodowane czynnikami zewnętrznymi.

Na pewno jeszcze sięgnę po nią nie raz - szczególnie po ciężkim dniu lub przed ważnym wydarzeniem. 

Cena: 14,90 zł. 
Dostępność: drogerie internetowe. 


Venetian Carnival Mask, Rising Sun


.Venetian Carnival Mask, Rising Sun ma działać przede wszystkim przeciwzmarszczkowo oraz głęboko odżywczo. Składniki aktywne zawarte w maseczce mają przywrócić jej naturalny blask. 

Maseczka Venetian Carnival Mask Rising Sun zawiera w składzie: pantenol, betainę, kwas hialurownowy oraz ekstrakt z korzenia źeń-szenia.  

Z opisu, który znalazłam wynika, że ta maseczka ma podobne właściwości do poprzedniej. A mianowicie ma przyśpieszyć gojenie i regenerację skóry, poprawić barierę lipidową naskórka. Dzięki działaniu kwasu hialuronowego podwyższyć właściwości łączenia włókien kolagenowych oraz wiązania cząsteczek wody, co jednoznacznie ma być widoczne w zwiększonej jędrności i elastyczności naszej skóry twarzy.

Efekty:

Jeżeli chodzi o tą maskę to po jej użyciu moja skóra wyglądała na wypoczętą. Jednak wymagała dodatkowego nawilżenia. W moim odczuciu była słabsza od powyższej. 

Cena: 14,90 zł. 
Dostępność: drogerie internetowe. 

Venetian Carnival Mask, Shiny Star

maska w płacie, Venetian Carnival Mask, Shiny Star

Przyjrzyjmy się zatem ostatniej masce z serii Venetian Carnival. 


Tym razem ta maska ma przede wszystkim działać rozjaśniająco. Składniki aktywne zawarte w produkcie tak jak w poprzednich maskach wnikają do wnętrza skóry, aby przywrócić jej naturalny blask. 

Maseczka Venetian Carnival Mask Shiny Star posiada w swoim składzie: pantenol, betainę, kwas hialurownowy oraz ekstrakt z korzenia źeń-szenia.

Właściwie również w tym przypadku reszta informacji jest taka sama jak w dwóch poprzednich, więc albo producent ukrywa skład - chociaż może to wynikać z lenistwa dystrybutorów, którzy go nie tłumaczą i jest tylko kopiuj wklej; albo te maseczki się niczym nie różnią. W każdym bądź razie ja czuję się oszukana. 

Efekty:

Po użyciu powyższej maseczki moja skóra była odżywiona, napięta i sprawiała poczucie wypoczętej Jednakże zabrakło mi nawilżenia. Poza tym po nałożeniu produktu przez chwilę czułam lekkie pieczenie, które na szczęście po chwili przeszło, bo inaczej musiałabym zdjąć płat z maseczką. 

Jeżeli chodzi o powrót do tych maseczek, to najlepiej sprawdziła mi się ta pierwsza i tak jak pisałam to po nią zamierzam sięgać. 

Dajcie znać czy znacie już te maseczki.

poniedziałek, 4 września 2017

Bogaty odżywczy krem do twarzy z NAOBAY - moja opinia

Extra Rich Cream Nourishing, Naobay
Bogaty odżywczy krem do twarzy z NAOBAY trafił do mnie jakiś czas temu w beautyboxie. Nie jest to produkt tani, bo w chwili, w której piszę ten post kosztuje on na stronie producenta 147 zł - co już jest ceną promocyjną. Cena standardowa to: 210 zł za 50 ml. Dlatego też miałam wobec niego wysokie wymagania i zanim napiszę czy ten krem sprostał moim oczekiwaniom chciałabym Wam przybliżyć opis produktu. 

Otóż z opisu producenta wynika, że jest to krem o intensywnym działaniu nawilżającym, który głęboko odżywia skórę i jednocześnie poprawia jej elastyczność. Nawilżenie ma się utrzymać cały dzień. 

Dodatkowo krem podobno jest pełen niezbędnych kwasów tłuszczowych, które pochodzą z upraw ekologicznych. Do kremu dodatkowo zachęca prawie w 100% naturalny skład z czego część składników pochodzi z upraw ekologicznych. 

Krem jest przeznaczony dla suchej i odwodnionej skóry. 

W rezultacie używania powyższego kremu nasza skóra ma być, intensywnie nawilżona, odbudowana i odżywiona. Dodatkowo ma nastąpić widoczna redukcja zmarszczek oraz oznak zmęczenia. 


Skład, który wzięłam ze strony producenta: Aqua, Aloe barbadensis Leaf juice*, Caprylic/capric triglyceride, Olea europaea fruit oil*, Butyrospermum parkii butter*, Persea gratissima oil*, Methyl glucose sesquistearate, Propanediol, Glyceryl stearate, Stearyl alcohol, Benzyl alcohol, Dehydroacetic acid, Parfum, d-Limonene, Geraniol, Citral, Linalool
*Składniki pochodzące z upraw ekologicznych.


Efekty:

Jeżeli chodzi o mnie, to gdybym wydała na ten krem kupę kasy to byłabym na siebie wściekła (żeby nie powiedzieć gorzej). U mnie zaraz po nałożeniu na twarz ten krem po prostu znika, a moja twarz w ogóle nie czuję, że cokolwiek na nią nałożyłam. Dodatkowo na początku używania tego kremu trzeba go wstrząsnąć ponieważ podchodzi wodą:/. Później ten problem znikł. Gdyby nie serum, które zaczęłam używać pod krem moja skóra nie nawilżyłaby się wcale. 

Ten krem nie zachęcił mnie do marki, po którą na pewno więcej nie sięgnę, bo jestem w stanie sobie kupić dużo tańsze kosmetyki o dobrym składzie i świetnym działaniu. 

Dajcie znać czy Wy też miałyście ten krem i jak się u Was sprawdził. 
xoxo

sobota, 2 września 2017

Krynickie SPA, rozświetlający krem pod oczy do cery naczynkowej

Krynickie SPA, Rozświetlający krem pod oczy do cery naczynkowej
Rozświetlający krem pod oczy do cery naczynkowej z firmy KrynickieSPA towarzyszy mi już od kilku miesięcy. Dlatego też po dłuższym czasie jego używania stwierdziłam, że mogę już coś o nim napisać. 

Otóż powyższy krem ma wygładzać, zmniejszać widoczność zmarszczek, rozjaśniać skórę, redukować opuchliznę oraz worki pod oczami. 

Krem ma przede wszystkim dużą pojemność jak na tego typu kosmetyk, ponieważ ma aż 30 ml. Dlatego też starcza na dłużej. 

Bardzo polubiłam go za bogatą konsystencję, która już przy pierwszych użyciach dobrze rokowała jeżeli chodzi o nawilżenie skóry. Na szczęście ten krem nie zawiódł mnie pod tym względem. Na szczęście ten produkt też szybko się u mnie wchłaniał, więc nie było problemu ze zrobieniem sobie makijażu. U siebie zauważyłam również lekkie rozjaśnienie skóry pod oczami. Jednak nie mogę nic powiedzieć o spłyceniu moich zmarszczek czy zmniejszeniu worków lub opuchnięć pod oczami. Mimo to nie oczekiwałam, że poradzi sobie z czymś poza nawilżeniem i ewentualnym rozjaśnieniem skóry wokół oczu

Prawdopodobnie wrócę do niego w przyszłości, ale jeżeli mi się skończy na pewno będę chciała sięgnąć po coś innego - tak dla odmiany. 

piątek, 1 września 2017

0.0. Saga o Książkach - zapowiedź

Przyznajemy się do tego z niebywałą lekkością i szybkością. Przy tym traktujemy ludzi, którzy to robią jak osoby nie potrafiące sobie znaleźć zajęcia lub bez życia towarzyskiego... przecież mogliby chociaż zrelaksować się nieco włączając telewizor. 

Osoby, które lubią czytać często są postrzegane jako osoby, które z jakichś powodów są nieakceptowane społecznie lub się nudzą - dlatego uciekają w książki. 

saga o książkach, historia książki,

Jednak moim zdaniem twierdzenie, że książka to już nikomu niepotrzebny przeżytek lub coś czym zabija się nudę coraz bardziej mnie boli. Chcąc pokazać, że jest zupełnie inaczej postanowiłam zabrać Was w podróż w czasie, która ma na celu przybliżenie Wam piękno i sens książek a nie pisać Wam tylko i wyłącznie o konkretnych książkach z nadzieją, że kogoś z Was moje wypociny zainspirują. 


Uwielbiam sięgać po książki w papierowej formie i mam całkiem pokaźną domową biblioteczkę. Jednakże są ludzie, którzy twierdzą, iż ta wersja książki zostanie wyparta przez jej współczesne formy. Niektórzy dziennikarze, bibliotekarze i entuzjaści kompaktów spodziewają się, że zniknie zarówno papier, jak i druk, a wszelkie informacje będą udostępniane za pośrednictwem obrazów na ekranie. 


I być może tak się stanie, że za jakiś czas tradycyjna forma książek zostanie wyparta przez współczesną formę, która jest bardziej wygodna dla młodzieży (Czy młodzież nie czyta, bo nie ma (e)czytnika?) i tak jak wspomniałam wyżej miłośników kompaktów.

Jednak przez ostatnie 10 000 lat ludzkość rozwinęła sposoby przechowywania oraz przekazywania informacji, które głęboko zakorzeniły się w naszej podświadomości. To przywiązanie do papierowych książek znajduje odzwierciedlenie w moim osobistym życiu. I mimo tego, że już jakiś czas temu zaczęłam przekonywać się do e - bookow, to jednak właśnie papierową książkę zawsze będę darzyć najszczerszą miłością. 


Myślę, że papierowa książka będzie wydawana jeszcze przez wiele lat, bo liczę na takich "szaleńców" jak ja, którzy jeszcze długo będą po nią sięgać. 

Mam nadzieję, że zainteresuje Was ten cykl. 

Źródła: