Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z listopad, 2011

Melancholicznie

W ostatnim tygodniu miałam wiele oznak tego jak bardzo brakuje mnie w Stalowej Woli wśród ludzi, z którymi się spotykałam. Poczułam się na prawdę ważna, kiedy czytałam wszystkie miłe słowa Stalowych Czytaczy na grupie dyskusyjnej na FB i kiedy czytałam te wszystkie maile i odbierałam telefony z zapytaniem czy oby na pewno jestem już w Brukseli, bo jest sprawa...
Jakoś tak dzisiaj to się skumulowało we mnie i zatęskniłam za tym wszystkim co robiłam i za ludźmi, z którymi przebywałam. Jednak udało mi się znaleźć sposób na otrząśnięcie się i poprawę humoru. Postanowiłam wybrać się na spacer pod Łuk Tryumfalny - to ode mnie zaledwie dwa przystanki metrem, więc zeszłam na dół, kupiłam sobie bilet i powędrowałam na stacje metra. Kiedy znalazłam się pod samym Łukiem nie mogłam wyjść z wrażenia i na prawdę żałowałam, że nie mam ze sobą w Brukseli aparatu. Mam nadzieję, że jak wrócę tu po świętach to będę miała czas i możliwość zrobić zdjęcia tych miejsc, które już mnie tak zachwyciły. Za samy…

z codzienności...

Bruksela nie jest już dla mnie takim całkiem dzikim i strasznym miejscem. Zadamawiam się tu coraz bardziej i do pełni szczęścia brakuje mi znajomości francuskiego na poziomie komunikatywnym. Dzisiaj zauważyłam wyraźniejsze oznaki tego, że zbliżają się Święta Bożego Narodzenia. Bardziej jest to widoczne na ulicach i w sklepie, w którym robię zakupy. Dzisiaj złapałam się na tym, że nie mogę się doczekać przyjazdu na święta do domu. Nie mogę się doczekać tego jak opowiem wszystkim o tym jak tu się czuje i jak tu jest, ale nie mogę się też doczekać spotkania z Karolkiem (moim siostrzeńcem) i z Nemem...owczarkiem belgijskim, który znalazł swój dom u moich rodziców.
~*~
A tymczasem dzisiejsza sytuacja z mojego codziennego życia w Brukseli...
Jak zwykle przesiadłam się z metra w tramwaj, kiedy ten drugi środek transportu dobrze nie wyjechał z tunelu metra (w którym ma ostatnią i pierwszą zarazem stację), wziął i się za3mał nagle, a pierwszą moją myślą było "ku*wa, ktoś popełnił samobójs…

:)

W moich żyłach znowu zaczyna płynąć espresso i czekolada zamiast krwi. Nie wiem czemu, ale te dwie rzeczy zawsze dostarczały mi energii. Jednak coś z przyzwyczajeń okołomaturalnych we mnie zostało. Wiem, że to nie zdrowo i dzisiaj podjęłam mocne postanowienie poprawy i lepszego odżywiania się tudzież ograniczenia kawy. Tymczasem w nowym miejscu czuję się coraz lepiej. Mam nadzieję, że zostanę tu jak najdłużej się tylko da. Coraz bardziej zżywam się z ludźmi i z otoczeniem - nie chcę opuszczać tego miejsca zbyt szybko. Muszę przyznać, że Bruksela ma swoje tempo. Tu nie muszę żyć wg. rozkładu jazdy np. metra, bo tam gdzie chcę dojechać zwykle jeździ coś co chwilę. Jednak ważną rzeczą jest, żeby pamiętać o tym kiedy są jakieś tam protesty, bo inaczej to się może źle skończyć. Będąc ty mam mało czasu na książki, bo praktycznie cały dzień jestem poza domem...może właśnie dlatego powinnam teraz wyłączyć swojego Sida Leniwca (czyt. laptopa) i pójść spać, albo pójść spać...
Całkiem niegłupi p…

Pierwszy wolny weekend w nowym miejscu

Powoli zadamawiam się w nowym miejscu. Nawiązuje pierwsze kontakty, coraz lepiej poznaję okolicę i za chwilę zacznę uczestniczyć w życiu kulturowym:). Dużo tu się dzieje z racji polskiej prezydencji w UE i mam nadzieję, że z wielu rzeczy uda mi się skorzystać. Wiem, że jest projekcja polskich filmów niedaleko mnie, a 11 grudnia ma być premiera Bitwy Warszawskiej. To na razie tyle co wiem o wydarzeniach związanych z Polską. Tymczasem w niedzielę  byłam na Grand Place i w katedrze brukselskiej (tam koronuje się tutejszych królów i odbywają się uroczystości królewskie np. śluby). Te dwa miejsca mnie zauroczyły.
Katedra w Brukseli jest czymś niesamowitym. Tam na prawdę poczułam, że mogę się wyciszyć. Najbardziej zachwyciły mnie witraże i organy. I żałowałam, że nie mam aparatu, żeby porobić zdjęcia, ale może jak wrócę po świętach to będę miała możliwość pisania notek ze zdjęciami. To niesamowite doświadczenie słuchać Bacha w takim kościele - organista wymiatał:)
Sam Grand Place też mnie z…

~*~

Zanim jeszcze nikt nie słyszał o moim wyjeździe do Belgii ja sama nasłuchałam się historii o tym jak Polacy traktują siebie nawzajem za granicą. To nie były miłe opinie. Wyjeżdżając miałam nadzieję, że nie doświadczę na swojej skórze tego na własnej skórze i moje nadzieje na szczęście nie okazały się płonne. Póki co rodacy, z którymi się spotykam są bardzo mili i bardzo mi pomagają. Wiem też, że jeżeli mnie przyjdzie komuś pomóc, to zrobię to bez wahania, bo wiem jak ciężko się odnaleźć na początku. Jednak na szczęście od momentu kiedy podjęłam decyzje o wyjeździe dostałam mnóstwo wsparcia od ludzi, którzy mnie otaczają. To sprawiło, że mój wyjazd nie był tak stresujący jak mógł być. Mam nadzieję, że nadal moje doświadczenia będą tak dobre:)
Tymczasem mimo wszystko tęskni mi się do Polski. Szkoda, że w moim kraju nie mogłam jakoś ułożyć sobie życia nawet jeżeli miałabym żyć na skromnym poziomie. Ale podobno nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło...
Za chwilę idę na spacer. Tak s…

Mój pierwszy tydzień w nowym miejscu

Moi Drodzy,
mija pierwszy tydzień od mojego wyjazdu z Polski. Muszę przyznać, że był to dla mnie bardzo intensywny czas, w którym zaznajamiałam się z nowym otoczeniem i nowymi ludźmi. Mieszkam prawie w centrum Brukseli. Codziennie mijam wszelakie europejskie komisje do Bóg wie czego i wsiadam do metra, aby później przesiąść się do tramwaju, żeby dotrzeć do mojego małego podopiecznego. Cały dzień spędzam z chłopcem, który coraz bardziej się do mnie przywiązuje, tak samo jak ja do niego. Każdego dnia mijam przesympatycznych ludzi, którzy są uśmiechnięci i życzliwi oraz darzą mnie wyrozumiałością i sympatią. Mam nadzieję, że zostanę tu jeszcze długo.
W Belgii też obchodzimy Dzień Niepodległości. Tu dużo ludzi ma wolne, ale np. wiele międzynarodowych firm pracuje, bo w sumie jakby mieli obchodzić wszystkie święta to pewnie nie pracowaliby prawie wcale. Dzisiaj jak byłam na spacerze z małym widziałam wiele rodzin na spacerach, ludzi na wycieczkach rowerowych i osoby, które biegały. Wprawdz…

Dracula - kilka słów o klasyku

Człowiek powinien mieć głowę otwartą, nie dopuszczając, aby mała prawda przeszkodziła mu w rozumieniu dużej prawdy. Człowiek przywiązuje się do swojej racji. To w porządku, ale w żadnym razie nie może uważać ją za jedyną prawdę we wszechświecie. (B. Stoker)

Dracula to dziewiętnastowieczna powieść gotycka, która jest klasykiem jeżeli chodzi o literaturę grozy. Po tą powieść sięgnęłam głównie przez ciekawość. Chciałam też przeczytać coś co odcisnęło nie małe piętno na popkulturze i tak bardzo wryło się w naszą świadomość. Dlatego też jakże bym mogła nie sięgnąć po tą powieść?
Zatem od początku.
Dracula jest powieścią epistolarną, z racji tego, że nie ma ciągłej narracji, a na rozdziały składają się wpisy do pamiętników, listy itp. bohaterów książki. Taka forma powieści pozwala poznać nam sytuację z wielu perspektyw. Jednakże mnie samą tak napisana książka bardzo męczy, jednak to nie wpływa na moją ogólną ocenę tej pozycji. Tak na prawdę jak na powieść napisaną ponad sto lat temu, w okresie…

Bruksela:)

Witajcie,
dzisiaj piszę do Was już z nowego miejsca, które znajduje się daleko od mojego domu. Dopiero od dzisiaj mam neta, więc dopiero dziś mogę Wam napisać o moich wrażeniach z pobytu w Belgii. Od początku pobytu prowadziłam dla Was notatki, które zamieszczam poniżej:

Wyjazd i podróż.
Panika zaczęła mnie z lekka podchodzić dzień przed, kiedy byłam już prawie spakowana i gotowa do wyjazdu. Dopinałam ostatnie sprawy i żegnałam się z ostatnimi osobami, z którymi mogłabym się pożegnać. Moja podróż była dość ciężka. Miałam dwie przesiadki, co spowodowało, że miałam do pokonania dwa pierwsze wyzwania – za każdym razem odnaleźć właściwy autokar i nie zgubić bagaży:). Jeszcze w Polsce, kiedy już jechałam i byłam coraz bliżej granicy z Niemcami prawie miałam napad histerii, ale na szczęście jestem osobą opanowaną, więc się nie dałam. Stresior mnie wziął dlatego, że naszły mnie obawy, że sobie nie poradzę i zaczęłam się zastanawiać co ja w ogóle robię w tym autobusie. Pomagały mi telefony od …

Zapach zielonej herbaty od Elizabeth Arden

Dzisiaj chciałabym Wam napisać o mojej nowej miłości - miłości od pierwszego powąchania:) Ostatnio w ciemno kupiłam sobie zapach Elisabeth Arden Green Tea Tropical i muszę przyznać, że pokochałam go od pierwszego powąchania. Jeżeli chodzi o sam zapach to otwiera się on nutą owocu liczi, dominikańskim owocem namiętności, potem przechodzi w zieloną herbatę i chińską magnolię. Podstawę stanowi piżmo, tropikalne czarne porzeczki oraz mech morski.
Dla mnie ten zapach przywodzi bardzo pozytywne wspomnienia z czasu, w którym miałam kilkanaście lat, bo miałam wtedy bardzo podobny zapach. Mam wrażenie, że polubię się z tą Elizabeth Arden i wejdzie ona na stałe do używanych przeze mnie psikadeł tak jak Incandessence z Avon.
Wprawdzie Elizabeth Arden Green Tea Tropical nie jest skomplikowanym zapachem, ale mnie zauroczył niesamowicie. Jest lekki, z cytrusową nutą, ale na cieplejsze jesienne dni też jest całkiem dobry. Jedynym minusem jest trwałość, ale za promocyjną cenę można mu to wybaczyć:)