"Czerwony świt" jest dość mocno polecaną książką z wysokimi ocenami np. na Lubimy Czytać. A, że historia wydawała się być bardzo w moim guście postanowiłam po nią sięgnąć.
Autor opowiada nam historię Darrow'a, który jest Czerwonym - przedstawicielem najniższej kasty w zhierarchizowanym wg. kolorów społeczeństwie przyszłości. Czerwoni harują od rana do wieczora będąc święcie przekonani, że ich wysiłki mają na celu przygotowanie powierzchni Marsa do zamieszkania przez przyszłe pokolenia. Darrow pracuje chętnie, bo wierzy, że jego krew i pot przyczynią się do powstania lepszego świata, w którym będą żyć jego dzieci. Jednakże ludzie z kasty głównego bohatera padli ofiarą zdrady i manipulacji. Kiedy chłopak odkrywa, że Mars jest od dawna zamieszkany, a na jego powierzchni istnieją miasta oraz obszary dzikiej przyrody, dociera do niego, że on i inni Czerwoni są po prostu niewolnikami klasy rządzącej.
W pewnym momencie chłopak zostaje zwerbowany do tego, by stać się jednym z ludzi, którzy stoją za rebelią i poświęca wszystko, żeby przeniknąć do legendarnego Instytutu - ośrodka szkoleniowego dla władających planetą Złotych, w którym kolejne pokolenie rozpoczyna walkę o władzę.
"Czerwony świt" jest porównywany do "Igrzysk śmierci" i "Gry Endera". Tej drugiej serii jeszcze nie znam, ale obok "Igrzysk śmierci" to nawet nie stało. Jeszcze w momencie, w którym Darrow pracował pod ziemią oraz przygotowywał się do przeniknięcia do Instytutu była to dla mnie interesująca historia. Jednakże to co działo się w Instytucie w ramach jego działania sprawiło, że zaczęłam czuć niedosyt i zażenowanie. Oczekiwałam, że Złoci będą bardziej cwani, brutalni i przebiegli. Jednak oni zachowywali się jak banda rozpieszczonych dzieciaków, którzy kłócą się między sobą o cukierka i są zdziwieni, że go nie dostają. Druga część książki bardzo przypominała mi to, w jaki sposób bawiliśmy się w tak zwane bandy czy osiedlowe ganki za dzieciaka, gdzie planowaliśmy jak przechytrzyć tych drugich - i w drugiej połowie tej książki były analogiczne wydarzenia na bardzo podobnym poziomie, jak moje wspomnienia z dzieciństwa w związku z naszymi małymi gangami. Ta sama mentalność i ten sam poziom inteligencji.
Pod koniec czytania tej historii nie byłam w stanie znaleźć żadnych sensownych argumentów do przeczytania kolejnych tomów poza tym, że mam już je w domu.
Zupełnie nie rozumiem tego szumu wokół tej książki. Brakowało mi tu jakiegoś większego pomyślunku nad wydarzeniami, które rozgrywają się w Instytucie oraz tła, które wskazywałoby, że akcja dzieje się na innej planecie niż Ziemia. Czuję się tą historią głęboko rozczarowana - tym bardziej, że liczyłam na świetną rozrywkę, która oderwie mnie od codzienności.

Komentarze
Prześlij komentarz
W związku z ustawą RODO o ochronie danych osobowych, informuję, że na tej stronie używane są pliki cookie Google oraz inne technologie do ulepszania i dostosowywania treści, analizy ruchu, dostarczania reklam oraz ochrony przed spamem, złośliwym oprogramowaniem i nieuprawnionym dostępem. Zostawiając komentarz wyrażasz zgodę na przetwarzanie danych i informacji zawartych w plikach cookies.