wtorek, 30 sierpnia 2016

Peeling do skóry głowy - kuracja wzmacniająca, Stara Mydlarnia

Ostatnio zasypałam Was książkowymi notkami. I chyba sama potrzebuję już swego rodzaju urozmaicenia. Dlatego postanowiłam napisać Wam o moim niedawnym odkryciu - peelingu do skóry głowy ze Starej Mydlarni.


Peeling do skóry głowy - kuracja wzmacniająca to kosmetyk, który został stworzony na bazie naturalnych składników: oleju arganowego, mentolu, ekstraktu ziołowego z dodatkiem łupin orzechów. Według producenta ma on przeciwdziałać gromadzeniu się łupieżu, likwidować nadmiar sebum i martwy naskórek oraz pozostałości po środkach do stylizacji. Ten peeling ma doskonale oczyszczać i otwierać pory dzięki czemu składniki odżywcze lepiej się wchłaniają. Dodatkowo powyższy kosmetyk przeciwdziała swędzeniu skóry głowy. 


Olejek arganowy regeneruje skórę, wzmacnia i mocno nawilża. Mentol ma odświeżający i rewitalizujący wpływ na mikrokrążenie, zapewniając komfort skórze. Ekstrakt ziołowy jest bogaty w wit. A i B, przeciwdziała puszeniu się włosów, nadaje im połysk. Zawarta w peelingu odżywka wygładza strukturę włosa, ułatwia rozczesywanie. Dzięki stymulującemu masażowi skóra głowy jest lepiej dotleniona i ukrwiona. 


Od jakiegoś czasu borykałam się z problemem przyklapniętych włosów, które wiecznie wyglądały na przylizane. Kiedy dowiedziałam się, że może to być związane z tym, że nie robię sobie peelingu skalpu przez co resztki kosmetyków zbierają mi się przy skórze głowy i powodują taki a nie inny efekt, postanowiłam rozejrzeć się za odpowiednim peelingiem. Robiąc zakupy w sklepie, w którym dostępne są kosmetyki ze Starej Mydlarni sięgnęłam po ten produkt. Długo się nad nim zastanawiałam, bo odstraszała mnie cena (29 zł) i krótki termin przydatności po otwarciu (3 miesiące), ale jak widzicie ostatecznie postanowiłam dać mu szansę. 

Już po pierwszym użyciu zauważyłam pierwsze zmiany. Moje włosy lekko podniosły się do góry, a mentol przyjemnie schłodził skórę głowy. Dodatkowym plusem jest to, że peelingujące drobinki bardzo łatwo się wypłukują (a mam długie włosy). 

Powyższego peelingu do skóry głowy bardzo przyjemne mi się używa i widzę efekty. Dlatego z czystym sumieniem mogę go polecić. 

niedziela, 28 sierpnia 2016

"Siedem lat później", J. L. Wiśniewski i D. Wellman,

Janusz Leon Wiśniewski to człowiek, którego kojarzyłam tylko z "Samotności w Sieci". Zatem kiedy najpierw zobaczyłam, że jest autorem "I odpuść nam nasze..." bardzo się zdziwiłam tematyką tak inną od miłosnej. Dlatego też postanowiłam dowiedzieć się o nim nieco więcej. Wobec tego kiedy dostałam do ręki "Siedem lat później" - czyli wywiad z powyższym autorem przeprowadzony przez Dorotę Wellman chętnie wzięłam się za poznawanie człowieka, który chwile największej sławy dawno ma już za sobą.

O dziwo odkryłam, że J. L. Wiśniewski nie tylko jest uznanym na świecie pisarzem, ale też szanowanym naukowcem (chemikiem!) i jeszcze myśli podobnie do mnie! "Siedem lat później" to wywiad rzeka pozwalający odbiorcy poznać nieco lepiej człowieka, którego bardzo łatwo posądzić o wiele rzeczy, jeżeli się go nie zna. Jednak wkraczając do świata Wiśniewskiego zaczynamy dostrzegać wiele rzeczy będących dla nas niewidocznych. 

Dorota Wellman i Janusz Wiśniewski w swojej rozmowie nie raz podejmują trudne i bardzo intymne tematy, a dyskusja o nich sprawia wrażenie naturalnej. Myślę, że jest tak dlatego, iż tych dwoje bardzo dobrze się zna i łączy ich przyjacielska relacja. 

Zdradzę Wam w sekrecie, że to głównie postać Doroty Wellman mnie przyciągnęła do tej pozycji, bo uwielbiam tą kobietę! Jednak ciekawość, jaką wzbudził we mnie Janusz L. Wiśniewski również nie była bez znaczenia. Myślę, że jeszcze nie jeden raz sięgnę po powieści tegoż autora - jedna już leży na półce (a właściwie na jednym z parapetów) i jest to "I odpuść nam nasze winy...". Mam nadzieję, że się nie zawiodę na tej i na żadnej innej publikacji tegoż pisarza. 

piątek, 26 sierpnia 2016

Zaskakująca sonda o kulturze.

Moi znajomi dobrze wiedzą, że jestem książkowym freakiem, a kultura dość mocno leży mi na sercu. Wydaje mi się, że Empik w ostatnim czasie wprowadził kartę "Mój Empik", w związku z czym przeprowadzono całkiem fajną i nietypową sondę uliczną. 


Dzięki niej przypadkowi przechodnie poznali działanie karty "Mój Empik". Co by nie mówić o tej sieciówce, to jednak próbują wprowadzać jakieś zmiany, którym będę się uważnie przyglądać...może w końcu Empik stanie się bardziej przystępny dla klientów, a szczególnie dla moli książkowych... Tymczasem jeżeli chcecie wiedzieć więcej o tej karcie zajrzyjcie >>>TU<<<

Tymczasem mam nadzieję, że w końcu wracam do normalnego dla mnie blogowania ;). W każdym bądź razie od dziś powoli nadrabiam zaległości. 

Stos ślubny, cz. II

Dzisiaj chciałabym się z Wami podzielić drugą i ostatnią częścią mojego stosiku ślubnego :).  Mam nadzieję, że Wam się spodoba i przy okazji podpatrzycie coś dla siebie ;). 



  • Anna Dziewit - Meller, "Góra Tajget",
  • F. Scott Fitzgerald, "Wielki Gatsby", 
  • Olga Tokarczuk, "Bieguni",
  • Katarzyna Grochola, "Przeznaczeni,
  • Szczepan Twardoch, "Morfina"


To wydanie "Satyr" Ignacego Krasickiego bardzo mnie urzekło. 

I ostatnia porcja książek: 
  • Zygmunt Miłoszewski, "Bezcenny",
  • Carol McCleary, "Iluzja zbrodni",
  • Kate Morton, "Milczący zamek" - romans z elementami powieści gotyckiej, ktoś z tą powieścią gotycką idealnie trafił,
  • E. Cherezińska, "Harda" - dużo dobrego słyszałam o tej książce i mam nadzieję, że to będzie wspaniała lektura. 
Nasi goście są najlepsi na świecie. Nie dość, że moja biblioteczka zyskała sporo świetnych książek, to jeszcze otoczyli nas taką miłością i wyrazami sympatii, że nasz ślub i wesele nie mogły być piękniejsze...

środa, 24 sierpnia 2016

Marissa Meyer, "Scarlet"

Uwielbiam wszelkie książki zainspirowane baśniami. Dlatego też sięgnięcie po "Scarlet" Marissy Meyer było jedynie kwestią czasu, tym bardziej, że jest to kontynuacja "Cinder", którą tak bardzo polubiłam. 

Tym razem drogi Cinder i Scarlet się krzyżują. Następuje to w chwili, w której Ziemia zostaje zaatakowana przez Lunę... Cinder - dziewczyna cyborg zarabiająca na życie jako mechanik usiłuje wydostać się z więzienia, chociaż wie, że jeżeli jej się uda, stanie się najbardziej poszukiwanym zbiegiem we Wspólnocie Wschodniej. Natomiast po drugiej stronie kuli ziemskiej ginie babcia Scarlet Benoit. Okazuje się, że Scarlet nie miała świadomości wielu związanyc z nią spraw oraz śmiertelnego zagrożenia, w którym żyła. Kiedy spotyka Wilka, mającego prawdopodobnie wiadomości o miejscu pobytu babci czuje powstającą między nimi więź, chociaż nie umie przełamać nieufności. Wspólnie rozwiązują zagadkę, ale wówczas los zderza ich z Cinder, co przynosi nowe pytania bez odpowiedzi. 

Byłam bardzo ciekawa tej książki i miałam przed nią małe obawy, ale okazało się, że jest równie wciągająca jak poprzednia część. Trzeba przyznać, że autorka bardzo sprawnie łączy i przeplata wątki, które sprawiają, że człowiek zatapia się w dystopijnym świecie, który fascynuje coraz bardziej z każdą stroną. Marissa Meyer sprawiła, że mogłam odstresować się przed swoim ślubem. Bardzo ciężko mówić o tej powieści nie zdradzając szczegółów. Jednak zdradzę Wam w sekrecie, że zakochałam się w Wilku i atmosferze całej opowieści...jedyne czego żałuję to, to, że nie ma kontynuacji po polsku...najwyraźniej muszę nauczyć się angielskiego...

wtorek, 23 sierpnia 2016

Stos ślubny, cz.1

Ostatnia czas był dla mnie intensywny. Praca i przygotowania do ślubu sprawiły, że nie miałam wiele czasu na odpoczynek oraz swoje pasje. Jednak sam dzień ślubu był dla mnie i mojego męża wyjątkowy. Naszych gości poprosiliśmy, żeby w ramach prezentu o ile mogą podarowali nam książki zamiast kwiatów. I muszę przyznać, że zastosowali się do naszej prośby :) Co więcej - kiedy odpakowywałam książki czułam się jak dziecko w gwiazdkę. Nasi goście świetnie wczuli się w nasze...no dobrze w moje;) gusta. Niektórzy goście wcześniej pytali się co byśmy chcieli i czym się kierować, inni intuicyjnie wybrali świetne pozycje :) 

Dzisiaj chciałam podzielić się częścią tego co dostaliśmy ;). Może kogoś z Was to zainspiruje. Drugą część opublikuję Wam za jakiś czas, żeby nudno nie było ;) 


Dostaliśmy kilka poradników - w tym książek kucharskich. Na pewno będą one dla nas źródłem inspiracji :) 

  • "Ciasta, torty i  ciasteczka siostry Anastazji",
  • J. Kwaśniewska, "Lekcja stylu",
  • E. Aszkiewicz, "Kuchnia polska",
  • M. Gessler, "Kuchnia Marty, kolory smaków",
  • "Moje dziecko. Poradnik dla rodziców",
  • "1001 koktajli"


Część z gości poprzez książki dzieliła się z nami tym co chce nam powiedzieć i/lub swoimi wartościami: 


  • "Najpiękniejsze polskie modlitwy", 
  • M. i P. Wołochowiczowie, "Złamać szyfr czyli jak zrozumieć małżonka", 
  • D. Kirschner, "Kochać na zawsze. Jak sprawić, aby miłość nie przemijała",
  • "365 myśli o miłości, pokoju i nadziei"
Oprócz tego dostaliśmy: 



  •  P. S. Kemp, "Star Wars. Lordowie Sithów" - może w końcu obejrzę tą kultową serię ;), 
  • K. Piper, "Piękność"

  • G. Meyrink, "Golem", 
  • M. Kozak, "Łzy diabła" - słyszałam, że świetna!,
  • P. James, "Śmiertelna zabawa", N. Roberts, "Pięść anioła", E. Grayson, "Nocny pociąg do Lizbony" - takie 3w1 :D,
  • A. Vollenbruch, "Przez most we mgle".
Tak jak mówiłam to jest tylko część książek :)..następną porcję będziecie mieć za kilka dni;). Muszę przyznać, że goście bardzo dobrze wczuli się w nasze gusta, co świetnie o nich świadczy. 

poniedziałek, 22 sierpnia 2016

Łososiowo - chrzanowe sucharki i tortilla - przystawki na imprezę.

Mojemu mężowi przyjmowanie gości w domu kojarzy się w bardzo tradycyjny sposób. Na stole musi być pokrojona szynka i ser, chleb, może jakieś ogórki oraz oczywiście sałatki i ciasto. Z tymi dwoma ostatnimi się zgodzę, ale ja jestem skłonna odejść od tych pierwszych i szczególnie, kiedy przyjmuję w domu ludzi w moim wieku wolę iść np. w wytrawne przystawki. Dzisiaj chciałabym Wam zaproponować 2 przepisy. 


Sucharki z łososiem i serkiem chrzanowym: 

To jest coś na raz, żeby sobie "capnąć" i zjeść w jednym lub dwóch kęsach: 

Składniki:

  • małe sucharki (znajdziecie je np. w Biedronce nad pieczywem), 
  • chrzanowy serek do kanapek (wiem, że takie robi chociażby Almette i Łaciate), 
  • wędzony łosoś w plasterkach. 
Wykonanie: 

Na sucharki nakładam serek - możecie do tego użyć chociażby rękawa do kremów, jeżeli macie w domu; jeżeli nie to możecie nałożyć po prostu nożem. Na serek nakładacie łososia - ja zazwyczaj staram się zrobić np. różyczki z kawałeczków łososia, żeby ładniej wyglądało. Opcjonalnie możecie podawać z winogronami - jest pyszne ;). 

Tortilla

To danie kojarzy się głównie z plackiem tortilli, w który zawinięte są różne dodatki. Ja jednak na imprezy przyrządzam ją, w taki sposób, że kawałeczek można zjeść w 1 - 2 kęsach. 

Moje ulubione dodatki do tortilli:

  • pierś z kurczaka lub szynka pokrojona kostkę, albo tuńczyk z puszki, 
  • mix sałat, 
  • żurawina lub inne suszone owoce (np. śliwki, albo rodzynki), 
  • kukurydza z puszki, 
  • ogórek konserwowy - kiedy nie dodaję suszonych owoców. 
Wykonanie: 

Jeżeli dodajecie filet z kurczaka, to najpierw pokrójcie go w kosteczkę i podsmażcie z przyprawami do kurczaka na patelni. Kiedy macie tylko szynkę po prostu pokrójcie ją w kostkę; a w przypadku tuńczyka przed dodaniem do sałaty odsączcie go. 

Mięso lub tuńczyka dodajcie do sałaty następnie wymieszajcie te składniki z resztą dodatków. 

Wymieszane dodatki nałóżcie na tortillę (pilnujcie tylko, żeby w miarę wszystko Wam się nabrało) i zawińcie w rulonik - tylko tak, żeby Wam się nic nie rozwinęło. Następnie pokrójcie tortillę na kawałeczki (wzdłuż) i przełóżcie na talerz. 

Podawajcie z sosem czosnkowym. >>>KLIK<<<

sobota, 20 sierpnia 2016

Dziś życzcie nam szczęścia i dużo miłości :)

Dziś życzcie nam szczęścia... :) 

:)


:)


Mam nadzieję, że wszystko pójdzie dobrze ;) 



Sukienka od wczoraj wisiała na żyrandolu, a buty na parapecie czekały już od dłuższego czasu :).

piątek, 19 sierpnia 2016

IT'S SKIN, Maseczki HONEY i BAMBOO

Ostatnie dni są w moim życiu bardzo intensywne, a przy tym mocno stresujące. Nieczęsto przeżywa się dni, w których zmienia się całe życie, a w sobotę czeka mnie jeden z nich. To sprawia, że jestem zmęczona i poddenerwowana. Dlatego też robię co mogę, żeby się zrelaksować. W ciągu ostatnich kilku dni relaks umożliwiały mi m. in. koreańskie maski w płacie z IT'S SKIN

Maseczkę HONEY wykorzystałam sobie jeszcze przed ślubem znajomych wiedząc, że będę sobie robić mocny makijaż, który z założenia miał mi się trzymać wiele godzin. 

The fresh mask sheet honey od IT'S SKIN zawiera bogate składniki nawilżające i odżywcze, które regenerują skórę przywracając jej sprężystość i zdrowy wygląd oraz łagodzą stany zapalne skóry i chronią przed negatywnym wpływem czynników środowiskowych. 

Po zastosowaniu tej maski miałam wrażenie, że moja skóra jest bardziej promienna, wypoczęta i nawilżona. Bardzo przyjemnie jej się dotykało. Miałam poczucie świetnie przygotowanej skóry pod krem i ciężki makijaż. Dlaczego wspominam o tym nieszczęsnym makijażu? Otóż być może niektórzy z Was wiedzą, że mam suchą skórę. Niestety to sprawia, że cięższy makijaż po prostu źle na niej wygląda, bo podkreśla wszelakie suche skórki i inne niedostatki mojej cery. Właśnie przez to potrzebuję dobrze przygotowanej skóry pod makijaż. 

Natomiast wczoraj poszła w ruch The fresh mask sheet honey bamboo. Ta  maseczka obok nawilżenia ma zapobiegać utracie wilgoci oraz odświeżać i relaksować skórę. I tym razem nie zawiodłam się jeżeli chodzi o nawilżenie skóry.

W ciągu ostatnich dni moja skóra zaczęła wariować, bo ze względu na stres, nieregularną pielęgnację i zmniejszoną odporność zaczęły się pojawiać wypryski i zajady.  Dlatego oprócz zmobilizowania się do regularnej pielęgnacji oraz dodatkowych preparatów zmniejszających mój problem, potrzebowałam jeszcze czegoś specjalnego i zdecydowałam się właśnie na tą maskę. Zdaję sobie sprawę, że jednorazowe zrobienie takiej maski na dłuższą metę nie pomoże, ale niewątpliwie jest niezbędnym zastrzykiem odpowiednich substancji potrzebnych chociażby do nawilżenia skóry ;). 

Obie maski świetnie mi się sprawdziły, chociaż przy tej drugiej nie było takiego efektu WOW jak przy tej pierwszej. Jednak na pewno w miarę możliwości będę do nich wracać :). Dajcie znać czy znacie już te maski i jak się u Was sprawdziły. 

wtorek, 16 sierpnia 2016

"Moja" sałatka z tortellini.

Okres przedślubny wiąże się dla mnie z nieustanną bieganiną, stresem, załatwianiem spraw związanych ze ślubem i przyjmowaniem gości. Natomiast przyjmowanie gości sprawiło, że częściej zaczęłam urzędować w kuchni. Dzisiaj mam dla Was sałatkę z tortellini, którą bardzo często robię jak ktoś do mnie przychodzi. 



Jest ona bardzo prosta i można ją modyfikować w zależności od tego co macie w lodówce, zatem traktujcie ten przepis dość luźno ;). 

Składniki: 
  • 2 paczki Waszych ulubionych tortellini, 
  • pierś z kurczaka (może być też 10 - 15 dag szynki, którą pokroicie w kosteczkę), 
  • puszka kukurydzy, 
  • puszka ananasa, 
  • kilka ogórków konserwowych - tyle ile lubicie (opcjonalnie), 
  • przyprawy, 
  • olej do smażenia, 
  • majonez, 
  • musztarda, 
  • czosnek (opcjonalnie)
  • duże opakowanie gęstego jogurtu naturalnego. 
Przygotowanie sałatki:

Tortellini ugotujcie zgodnie z przepisem na opakowaniu i zostawcie do przestudzenia. 

Pierś z kurczaka pokrójcie w kosteczkę i podsmażcie z Waszymi ulubionymi przyprawami do kurczaka (np. z przyprawą do kurczaka, curry, papryką itp.). Podsmażonego kurczaka warto odsączyć z tłuszczu na talerzu wyłożonym ręcznikiem papierowym. 

Następnie pokrójcie w kawałeczki ananasa i odsączcie kukurydzę oraz pokrójcie ogórki w kosteczkę. 

Kiedy odsączycie już mięso, a tortellini będą już zimne wymieszajcie wszystkie składniki razem i odstawcie do lodówki, żeby się "przegryzły".

Przygotowanie sosu: 

Do tej sałatki idealnie sprawdza mi się >>>TEN<<< sos, ale możecie jeszcze do jogurtu dodać 2 - 3 łyżki majonezu i 2 - 3 łyżek musztardy. Do tego dodać min. 2 ząbki sprasowanego czosnku. Przed wymieszaniem doprawcie jeszcze trochę solą. Dodajcie do sałatki ok. pół godziny przed planowanym podaniem. 

U mnie najbardziej schodzi wersja z kurczakiem

Dajcie znać czy jej próbowaliście ;) 

niedziela, 14 sierpnia 2016

Barwa, szampon ze skrzypem polnym i żurawinowy szampon z kompleksem witamin

Ostatnio bardzo dużo myśli kłębi mi się w głowie, którymi chciałabym się z Wami podzielić. Planuję między innymi notki o sprawiedliwym handlu, hodowli przemysłowej, zdrowiu oraz z zakresu pedagogiki i kryminalistyki...jednak jeszcze długo mi zajmie obmyślanie planu dotyczącego tego, jak to wszystko ugryźć. 

Na dobry początek chciałabym zacząć od przedstawienia dwóch pierwszych produktów z polskiej firmy Barwa, z którą zetknęłam się stosunkowo niedawno. Są to dwa szampony: 

1. Szampon ze skrzypem polnym do włosów wypadających, 
2. Żurawinowy szampon z kompleksem witamin. 


Szampon ze skrzypem polnym kupiłam głównie z myślą o spłukiwaniu olejów z głowy, z czym radzi sobie bardzo dobrze. Jednak tak na prawdę dość szybko stał się szamponem codziennego użytku. Przez ostatnich kilka miesięcy ze względu na swój ślub bardzo przywiązywałam wagę do pielęgnacji włosów i ich wzmacnianiu, dlatego szampon do pielęgnacji włosów osłabionych i wypadających musiał znaleźć się w mojej kosmetyczce ;). Według producenta siła odżywczych składników regeneruje zniszczone włosy i zapobiega ich łamaniu i wypadaniu. Jak wiecie, moim zdaniem szampon nie załatwi sprawy, a piękne i zadbane włosy są wynikiem bardziej skomplikowanej pielęgnacji niż po prostu ich umycie. Jednak z drugiej strony odpowiedni szampon jest dla mnie podstawą pielęgnacji, ponieważ ma dobrze oczyszczać włosy i nie wysuszać ich, a dobrze przygotowane na pielęgnację włosy to podstawa ;). 

Dlatego też powyższego szamponu używam zamiennie z żurawinowym, który ma zapewnić naszym włosom puszystość, objętość i zdrowy wygląd. 


Jest to szampon, który delikatniej oczyszcza włosy niż ten poprzedni. Dlatego zazwyczaj jeżeli zmywam olej to używam najpierw tego pierwszego, a następnie żurawinowego. Tego drugiego szamponu używam w momencie kiedy muszę umyć włosy, ale nie są jeszcze bardzo przetłuszczone lub nie miałam na nich nałożonego oleju. 

Stosuję te dwa szampony naprzemiennie, ponieważ boję się, że ten ze skrzypem polnym na dłuższą metę mógłby mi wysuszyć włosy, natomiast ten drugi raczej nie dałby sobie radę z olejem... Dlatego ten duet jest dla mnie idealny - tym bardziej, że za pojemność 250 ml (szampon ze skrzypem polnym) i 300 ml (szampon żurawinowy) zapłacimy poniżej 5 zł :). 

Gdzie je można dostać? 

Na pewno w MintiShop i innych sklepach internetowych oraz w małych drogeriach. 

piątek, 12 sierpnia 2016

Leszek Pękalski - legenda polskiej kryminalistyki [SERYJNI MORDERCY]

Na studiach najbardziej fascynowała mnie ludzka psychika - to jak bardzo może być zawiła i spaczona. Te zainteresowania pozostały mi do dziś, więc kiedy pozycja "Bestia. Studium zła" wpadła mi w ręce nie mogłam sobie odmówić jej lektury.

Leszek Pękalski - bestia, potwór, hurtownik zbrodni, rzeźnik... Na pierwszy rzut oka sprawia wrażenie sieroty, ze względu na swój niechlujny wygląd i kaczy chód. Niepozorny mężczyzna na pewno nie wzbudzał strachu - najwyżej współczucie i politowanie. Jednak Leszek jest inny..

"Podniecają go kobiety, wszystkie kobiety. I stare, i te młode. Mężczyzn też lubi, a czasami lubi i dzieci. Bez względu na wiek, urodę, tuszę czy kalectwo chce uprawiać z nimi wszystkimi seks. Wszystko jedno gdzie, bo pragnienie dopada go nagle i nie umie nad nim zapanować. Musi się zaspokoić natychmiast. W parku, w lesie, na ulicy, na budowie. Proponuje wtedy seks każdemu, kogo napotka. Nigdy się nie zgadzają, a często śmieją się z niego, przeklinają go, wyzywają. I właśnie wtedy coś w nim pęka. Musi je uciszyć, musi spowodować, że będą posłuszne. (...) I wciąż nie może zrozumieć, że zrobił coś złego. Przecież gdyby zgodziły się na seks, może byłoby zupełnie inaczej."
M. Omilianowicz, "Bestia. Studium zła"

Przeglądając materiały o Leszku Pękalskim coraz bardziej włosy jeżyły mi się na karku. Podobno ten człowiek przyznał się podczas śledztwa do 67 morderstw i podawał takie szczegóły, które mógł znać tylko morderca, albo ktoś wtajemniczony w śledztwo. Jednakże później te zeznania odwoływał - powołując się na to, że zeznawał to co sugerowała mu policja. 

Podobno w trakcie śledztwa w końcu mógł się poczuć kimś, bo wzbudzał zainteresowanie i wszyscy coś od niego chcieli. Nareszcie przestał być popychadłem. Fakt nie miał łatwego życia - matka i babcia nie traktowały go łagodnie; poza tym uczył się w szkołach specjalnych; mieszkał w placówkach, w których nie miał lekkiego życia z rówieśnikami, a dodatkowo zaczął mieć duży popęd seksualny. Był trudnym dzieckiem - upartym, niegrzecznym i niezdyscyplinowanym. Dodatkowo trzymał się na uboczu - nie umiał zaaklimatyzować się wśród rówieśników, którzy zresztą nie pałali do niego sympatią i zawsze, gdy mogły dokuczały mu. A Leszek się mścił, czając się za rogiem, albo w załomach korytarza i straszył dziewczynki. Poza tym z jednej strony miał problemy w nauce, a z drugiej był dobry chociażby z geografii. 

Leszek bardzo się użalał nad sobą. Ciągle mówił o sobie, swojej biedzie oraz o tym, że nie można go krzywdzić bo jest sierotą. Dużo mówił też o kobietach o tym, że szuka żony...

Leszka P. według specjalistów można zakwalifikować jako zboczeńca nekrofila, czyli człowieka, którego pociąg seksualny jest skierowany na zwłoki. Nekrofilia jest ciężkim zboczeniem najczęściej na tle psychopatycznym, a rzadziej spotykanym u osobników niedorozwiniętych umysłowo. W tym przypadku dochodzi jeszcze zadawanie śmierci, przy którym też mógł czerpać przyjemność. 

Trudno jest pisać o tej bestii bez emocji. To w jaki sposób bezcześcił zwłoki i jaki ma stosunek do kobiet i krzywdy innych jest przerażający. Ten osobnik (bo trudno go nazwać człowiekiem) myśli tylko o sobie, swoich potrzebach i swojej krzywdzie. 

Najgorsze w tym wszystkim jest to, że wiele osób twierdzi, że będzie zabijał po tym jak wyjdzie na wolność...a to już bliżej niż dalej...

"Niewątpliwie ta sprawa to nokaut dla wszystkich, którzy się z nim zetknęli - jego bliskich, pedagogów, psychologów, wychowawców i organów ścigania. To największy policzek dla policji, która przez dziesięć lat była bezradna."  
                                                                       M. Omilianowicz, "Bestia. Studium zła" 
Jeżeli chcecie dowiedzieć się więcej to sięgnijcie do źródeł: 
1. M. Omilianowicz, "Bestia. Studium zła"
2. Cela nr, Leszek Pękalski >>>KLIK<<<

Jest dużo materiałów na temat tego mordercy, ale myślę, że jak zajrzycie do dwóch powyższych to będziecie mieć esencję wszystkiego co powinniście wiedzieć. 

środa, 10 sierpnia 2016

W. Markowicz, "Kropki"

Włodek to jeden z najbardziej popularnych twórców na YouTube, którego bardzo cenię. Po "Kropki" sięgnęłam z ciekawości, ponieważ chciałam wiedzieć, co Włodek ma do powiedzenia. 

Z tego co możemy przeczytać chociażby na Lubimy Czytać dowiadujemy się, że jeden z najpopularniejszych vlogerów pisze o rzeczach, o których sam chciałby usłyszeć jeszcze kilka lat temu. Więc już samo to powinno dać mi do myślenia, ponieważ mam wrażenie, że jest w moim wieku lub nawet młodszy (w książce wspomniał, że chodził do gimnazjum, a ja jestem z pierwszego rocznika, który poszedł do tego typu szkoły).  


Sam autor wspomina, że: 

"Napisałem o rzeczach, o których sam chciałbym usłyszeć jeszcze kilka lat temu. Przeprowadzam czytelnika przez moją drogę ku dorosłości, pokorze i zrozumieniu. Odkrywam prawdziwe znaczenia bycia sobą, zdrowego egoizmu i fałszywego altruizmu. Wciąż uczę się mniej brać, a więcej dawać. 
Boli mnie ludzka krzywda, jaką sobie nawzajem wyrządzamy."
"Kropki" to książka, która nieco pozwala poznać Włodka i jego podejście do życia. I właściwie to jedyny plus tej książki, który sprawił, że w ogóle mogłam przez nią przebrnąć. Dlaczego? Otóż mam wrażenie, że ta książka została przeznaczona głównie dla młodzieży - ewentualnie studentów. Starszy czytelnik może zostać narażony na nudę, bo...właściwie sam doszedł do podobnych wniosków. 

Dlatego też jeżeli studia zakończyliście już jakiś czas temu, to dwa razy zastanówcie się czy chcecie sięgnąć po tą książkę. Jeżeli tak, to najpierw poszukajcie jej w bibliotece i popytajcie o nią znajomych... 

poniedziałek, 8 sierpnia 2016

IT'S SKIN, Maska w płacie z olejkiem, z awokado

Zakochałam się z koreańskich maskach w płacie. Do tej pory używałam tych ze Skin79, które zwykle mi się sprawdzały, jednak ostatnio sięgnęłam po jedną z IT'S SKIN, z olejkiem awokado

Z opakowania dowiedziałam się, że ma ona doskonale odżywić skórę, poprawić jej napięcie, uelastycznić oraz pobudzić syntezę kolagenu, działając antystresowo. Dodatkowo ma nawilżyć skórę i odbudować jej warstwę lipidową. 

Po powyższą maskę postanowiłam sięgnąć po naprawdę ciężkim okresie, w którym moja skóra była zmęczona i odwodniona, zatem potrzebowała dodatkowego zastrzyku odżywienia i nawilżenia. Dlatego sięgnęłam do mojej magicznej szafki, w której trzymam m. in. maski w płacie, w poszukiwaniu tej odpowiedniej, która mogłaby mi pomóc. 

Wybór padł na tą z olejkiem z awokado, ze względu na to, że najważniejsze dla mnie było odzyskanie odpowiedniego napięcia i nawilżenia skóry. Tak też się stało. Po nieco ponad 20 minutach zdjęłam maskę i wklepałam pozostałości w twarz, następnie pozwalając się wchłonąć reszcie ;). Skóra odzyskała dobre napięcie, była nawilżona i przyjemna w dotyku. Dodatkowo po nałożeniu mojej wieczornej pielęgnacji, na tamtą chwilę chyba nie mogłam być bardziej zadowolona ze stanu mojej skóry twarzy. 

Ta maska świetnie się sprawdzi u osób, które borykają się z przesuszoną skórą. Moim zdaniem jeżeli spędziliście cały dzień na słońcu również możecie ją sobie zastosować (o ile nie macie pod ręką jakiejś łagodzącej ;)). Mam nadzieję, że ja będę mogła do niej wracać co jakiś czas :). 

sobota, 6 sierpnia 2016

Mieszanki bakaliowe od Bakalland

Ostatnio odkryłam przekąski firmy Bakalland, które chyba są jakąś nowością, bo wcześniej o nich ani nie słyszałam, ani ich nigdzie nie widziałam. Ja jak na razie spróbowałam dwóch przekąsek bakaliowych. 

Love Las


Przekąska LoveLas to połączenie suszonej żurawiny z sokiem z jagód oraz prażonego migdała muśniętego czekoladą z różaną otoczką. 




Na pewno zaprzyjaźnię się z tą przekąską, ponieważ nie tylko jest pyszna, ale również sycąca. Może to Wam się wyda śmieszne, ale ta mieszanka kojarzy mi się z takim wafelkiem z jagodowym nadzieniem, który jadłam jak byłam jeszcze w podstawówce i później w gimnazjum. Także można powiedzieć, że Love Las wzbudza moje wspomnienia z dzieciństwa ;). 




Cud Miód



Ta przekąska to słodkie połączenie prażonego nerkowca oraz chrupiącej prażonej kukurydzy. To wszystko otoczone jest delikatną miodową nutą. 


Uwielbiam tego typu przekąski i ona zniknęła szybciej niż Love Las. W ogóle uwielbiam wszelakie orzechy w karmelu, więc ta w moje gusta smakowe idealnie się wpisała. 

Dajcie znać, czy próbowaliście już tych przekąsek i czy znacie inne smaki. Napiszcie mi, które z nich szczególnie polecacie ;). 

czwartek, 4 sierpnia 2016

Moja pielęgnacja włosów, sierpień 2016

Przez ostatnie tygodnie bardzo zaniedbałam urodową dziedzinę własnego życia, a przez to nie pojawiały się tu posty z tej dziedziny. Z racji tego, że moje życie powoli wraca do normalnego dla mnie stanu rzeczy postanowiłam wrócić do kosmetycznych postów. Na początek chciałabym Wam pokazać moją pielęgnację włosów, bo w tym przypadku całkiem sporo się zmieniło. 


Jak widzicie na powyższym zdjęciu liczba moich kosmetyków pielęgnacyjnych do włosów może nieco przytłaczać. Jednak wiadomo, że przecież nie używam wszystkiego na raz ;). Na bardziej szczegółową opinię o powyższych produktach, będziecie musieli jeszcze poczekać, ale może na początek coś Was zaciekawi ;). 

Zacznijmy od mycia włosów...



Aktualnie mam w łazience dwa szampony z Barwy. Pierwszy z nich jest ze skrzypem polnym do włosów wypadających (250 ml), a drugi jest żurawinowy z kompleksem witamin, który ma zapewnić puszystość i objętość naszym włosom (300 ml)

Dostępność: MintiShop, 
Cena: ok. 5 zł za sztukę. 


Jeżeli zaś chodzi o pielęgnację to...



Ostatnio musiałam zaopatrzyć się w nową odżywkę i padło na wzmacniający balsam do włosów z Dr Konopkas. 

Cena: 16,90
Dostępność: MintiShop
Pojemność: 500 ml

Mam nadzieję, że mi się sprawdzi, bo szczerze mówiąc nie patrzyłam na opinię na jego temat, jak się na niego decydowałam. Na pewno będzie notka o tym balsamie jak tylko go przetestuję ;) Niewątpliwym plusem na samym wstępie jest to, że jest to kosmetyk odpowiedni dla wegan :D. 

Do swojej pielęgnacji włączyłam też serum wzmacniające z Pantene Pro-V. 



Używam je do zabezpieczenia końcówek, ponieważ serum ma m. in. chronić włosy przed uszkodzeniami spowodowanymi stylizacją. Myślę, że to serum jako jeden z pierwszych kosmetyków, o których jest ta notka, doczeka się postu o sobie ;). Ale dajcie mi go jeszcze trochę potestować ;). 

Dostępność: Rossmann, 

Cena: Niepamiętam, 
Pojemność: 150 ml. 



Do firmy B.app mogłam się przekonać jakiś rok temu, ponieważ jednym z prezentów, które dostałyśmy na spotkaniu blogerek w zeszłym roku była kuracja kreatynowa, o której wspominałam Wam >>>TU<<<. Dlatego kiedy skończyła mi się moja maska do włosów postanowiłam sięgnąć po powyższy produkt. Jeżeli chodzi o pierwsze wrażenie, to zapowiada się całkiem nieźle, bo włosy po niej są odżywione, przyjemne w dotyku i lśniące :). Na więcej naturalnie musicie poczekać ;). 

Dostępność: Rossmann, 
Pojemność: 500 ml, 
Cena: niepamiętam. 

Ostatnim produktem do pielęgnacji włosów jest olejek z Sesy, którego już kiedyś używałam. 


Jeżeli chcecie coś o nim wiedzieć więcej, to zapraszam Was >>>TU<<<. Naturalnie jeżeli coś się zmieni odnośnie mojej opinii wobec niego, to na pewno dam Wam znać. 

Tymczasem dajcie znać czy znacie, któryś z powyższych produktów i jaką macie opinię na ich temat. A może coś Was szczególnie zainteresowało? 

wtorek, 2 sierpnia 2016

Nie jesteś robotem - czyli naucz się myśleć o sobie.

Pewnego dnia to moje własne ciało musiało mi przypomnieć o tym, że jestem tylko człowiekiem. Ci z Was, którzy uważnie śledzą mojego bloga pewnie wiedzą, że ostatnie kilka miesięcy, a właściwie ostatni rok był dla mnie trudny. W moim życiu zaczęło zachodzić wiele zmian i mnie poniosło...czasami żyłam głównie pracą i przygotowaniami do ślubu zapominając chociażby o tak podstawowej czynności jak jedzenie. Jednak kiedy przemęczenie zaczęło brać nade mną górę zrozumiałam, że muszę zwolnić - dla własnego dobra, bo planuję ślub, a nie swój własny pogrzeb. 


Przede wszystkim musiałam nauczyć się asertywnie odmawiać. Niestety mam ten problem, że mam poczucie, iż powinnam podołać wielu zadaniom. Poza tym ciężko mi odmawiać, bo czyjeś dobro wydaje mi się ważniejsze od mojego. Jednak kiedy zobaczyłam, że kilkanaście godzin dziennie poza domem, źle wpływa na mój stan zdrowia dotarło do mnie, że też mam granice swojej wytrzymałości.


Lekiem na moje bolączki okazało się mówienie nie. Zaczęłam uczyć się tego, że muszę myśleć o sobie i tym co jest dla mnie ważniejsze. Inaczej wszyscy wokół wejdą mi na głowę, a ja wykończę się psychicznie i fizycznie. 

Okazało się, że kiedy wprowadziłam tą prostą zasadę, musiałam również zacząć uczyć się odpoczywać... To też nie jest takie proste, bo jestem nauczona cięgle coś robić - bo inaczej czas jest zmarnowany.  Jednak kiedy zobaczyłam, że wypoczęta i wyspana ja ma większą wydajność nie było mi już nic więcej potrzeba i mam teraz większą świadomość tego jak działać, żeby być efektywną i się nie zajechać ;). 

Przede mną jeszcze długa droga, bo syndrom pracoholika nie jest czymś co przechodzi, jak tylko pstryknie się palcami. Jednak mam asa w rękawie - wiedzę pedagogiczną i podstawową wiedzę psychologiczną, której nie zawaham się użyć we wprowadzaniu zmian. A dodatkowo mam zamiar się nią z Wami podzielić. Mam nadzieję, że dzięki temu stanę się lepszym pedagogiem. 

poniedziałek, 1 sierpnia 2016

Podsumowanie lipca 2016

Ostatni czas jest dla mnie bardzo intensywny. Do tego stopnia, że padam na twarz już o 21. Jednak o dziwo przeczytałam dużo więcej książek niż się spodziewałam przeczytać. 


1. S. Verant, "Siedem listów z Paryża", 
2. A. Jack, "Z Galileusza też się śmiali", 
3. M. de Blasi, "Tamtego lata na Sycylii",
4. J. Kopińska, "Czy Bóg wybaczy siostrze Bernadetcie?", 
5. G. Grzegorzewska, "Żniwiarz",
6. W. Markowicz, "Kropki"

Sześć książek jak na człowieka, który cierpi na chroniczny brak czasu i siły to jak dla mnie świetny wynik tym bardziej, że w zeszłych miesiącach było kiepściutko :/. Jednak najbardziej zadziwia mnie to, że w zeszłym miesiącu zaczęłam sięgać po polskich autorów i jakoś na żadnej książce się nie zawiodłam. To sprawiło, że odzyskałam nieco wiarę w naszą rodzimą literaturę ;).