
Autor kolejny raz podejmuje bardzo trudny i ważny społecznie temat związany z Kościołem Katolickim. Na mojej półce ten reportaż czekał bardzo długo, bo wiedziałam, że jego lektura nie będzie lekka, a tym bardziej przyjemna. Artur Nowak obnaża to jak wiele w Kościele jest hipokryzji i fałszu, a przede wszystkim jak duże panuje przyzwolenie na krzywdzenie najsłabszych. Najgorsze jest to, że jako społeczeństwo zdajemy się nie zauważać tego zjawiska i uparcie je ignorujemy, przez co właściwie jesteśmy współodpowiedzialni temu co się dzieje. Dlatego też cieszę się, że pojawia się coraz więcej takich książek, bo kształtowanie świadomości i wrażliwości społecznej w tym temacie jest bardzo ważne, chociaż wymaga dużo czasu i cierpliwości.
Niestety takie publikacje wciąż są traktowane jako atak na Kościół i pewnie jeżeli już, to sięgnie po nie niewielki odsetek osób, których temat dotyczy bezpośrednio, a jeszcze mniej wyciągnie z nich odpowiednie wnioski. Kościół Katolicki to instytucja, która jest oporna jeżeli chodzi o zmiany i to od wiernych zależy czy i kiedy je on wprowadzi. W końcu pod naciskiem wiernych pewne zmiany musiałyby być wprowadzone - chociażby kwestie ponoszenia odpowiedzialności księży za swoje czyny. Jednak do tego potrzebne jest krytyczne spojrzenie na duchowieństwo i solidny rozdział Kościoła od państwa, czego u nas w kraju nie ma. W innym wypadku silna pozycja duchowieństwa będzie pozwalała na ukrywanie wielu rzeczy, wykorzystywanie swoich wpływów i tak idiotyczne tłumaczenia jak te, że to dziecko sprowokowało i zachęcało księdza do pewnych rzeczy.
I żeby nie było - swego czasu sama byłam blisko Kościoła: chodziłam na Oazę, angażowałam się w życie swojej parafii, często bywałam w kościele na różnych nabożeństwach i jeździłam na rekolekcje. Jednak im bardziej byłam zaangażowana, tym częściej zauważałam pewne rzeczy, które gryzą mi się z tym, jaką wspólnotę Kościoła znałam do tej pory. Na szczęście nie doświadczyłam bardzo złych rzeczy, ale coraz bardziej widziałam obłudę i hipokryzję pewnych osób, co skutecznie zniechęcało mnie do Kościoła jako instytucji. Sama na początku starałam się nie zauważać pewnych rzeczy, a inne jakoś tłumaczyć - chociażby tym, że Kościół składa się z ludzi grzesznych i trzeba być wyrozumiałym. Ale ileż można? Wyrozumiałość to jedno, a poczucie bycia niechcianym w Kościele to już inna sprawa. Dlatego też ograniczyłam kontakty z powyższą instytucją do niezbędnego minimum. Ale wracając do tematu...
"Dzieci, które gorszą" to reportaż, który nie tylko daje do myślenia, ale mnie osobiście utwierdził w coraz większym dystansowaniu się do tej instytucji, która kiedyś była dla mnie tak ważna. I tak jak napisałam wcześniej - żałuję, że ta książka nie trafi do tych, do których powinna dotrzeć najbardziej. Dlatego tak ważne jest, aby mówić o tego typu publikacjach, bo dzięki temu więcej osób może się o nich dowiedzieć.
A jeżeli jesteście ciekawi innych reportaży o Kościele to polecam Wam również:
- J. Kopińska, "Czy Bóg wybaczy siostrze Bernadetcie?",
- M. Abramowicz, "Dzieci księży. Nasza wspólna tajemnica.",
- M. Abramowicz, "Zakonnice odchodzą po cichu",
- A. Nowak, M. Szewczyk - Nowak, "Żeby nie było zgorszenia",
- M. Wójcik, "Celibat. Opowieści o miłości",
- T. Jaeschke, I. A. Stanisławska, D. Sumińska, "Nieboskie stworzenia. O tym jak Kościół wyklucza",
- Paweł Reszka, "Czarni"
Powiem Wam, że, aż sama się zdziwiłam, że pisałam już o tak wielu książkach na ten temat, a i tak nie zdziwiłabym się, jakbym coś pominęła. Tymczasem jeżeli znacie jakąś książkę, którą możecie mi polecić w tym temacie, a jeszcze jej nie czytałam to dajcie mi o niej znać w komentarzach, bo jest szansa, że po nią sięgnę. Chociaż zdradzę Wam w sekrecie, że na półce w mojej domowej biblioteczce leży jeszcze "Sodoma. Hipokryzja i władza w Watykanie", a w planach mam też książkę o podwójnym życiu księdza Jankowskiego.
Nie planuję sięgać po ten reportaż.
OdpowiedzUsuńWszystko ma zawsze dwie strony i nic nie jest tylko czarne i białe. Z chęcią przeczytam tę publikację.
OdpowiedzUsuń