Żydówka Dora jest drugą z dziewczynek, które przychodzą na lekcje do Marii Wilczyńskiej. Od początku postanawia zbudować sobie inne życie, niż wiedli jej rodzice i krewni. Po zdobyciu podstawowej edukacji w domu dziedziczki Dora uczy się w gimnazjum w Łucku. Chodzi też na lekcje niemieckiego, jakby przeczuwała, że wkrótce ruszy na podbój świata i osiągnie prawdziwy sukces. Pozornie chłodna, zdystansowana, a do tego piękna bizneswoman przez całe życie pozostaje wierna swojej jedynej miłości do mężczyzny, który mógłby być jej dziadkiem.
Tworzy sieć hoteli w Europie i za oceanem, w Nowym Jorku, gdzie szaleńczo zakochany w niej syn rabina żyje wspomnieniami młodzieńczego uczucia, co w końcu doprowadza go do zaskakującej, groteskowej śmierci.
Druga część „Wilczych córek” opowiada o namiętności, wierności i zdradzie, które niczym trzy Parki rządzą ludzkim życiem.
Już podczas czytania pierwszej części pt. "Antonina" miałam sporo zastrzeżeń do tego jak Pani Ryrych prowadzi narracje - denerwowało mnie przede wszystkim to, że miałam wrażenie, że fabuła jest prowadzona bardzo pobieżnie i autorka m. in. przeskakuje pewne etapy w życiu głównej bohaterki lub traktuje je bardzo pobieżnie. Jednak z racji tego, że uważałam, iż ta seria ma potencjał postanowiłam dać szansę drugiemu tomowi, tym samym nie skreślając jeszcze twórczości autorki.
W "Dorze" dostałam jednak powtórkę z rozrywki - chociaż tu dziury fabularne są jeszcze większe. Jednego dnia Dora uczy się jeszcze u pani Wilczyńskiej, by chwile później wrócić do wsi po skończonej szkole. I nic nie wiedziałam na temat jej życia tam - co ją spotkało? Jak sobie radziła z nauką i jak się zmieniała? Na te pytania autorka nam nie odpowiada. Tylko pędzi z wydarzeniami jakby chciała jak najszybciej tę książkę skończyć. Do tego dodajcie drętwe dialogi, które również ciężko się czyta. Ja osobiście nudziłam się na tyle i nie miałam okazji jakkolwiek zżyć się z bohaterami książki, że jeszcze przed jej połową odpuściłam sobie jej czytanie. Mój wolny czas i tak jest już na tyle mocno ograniczony, że jak już mam chwilę dla siebie wolę ją przeznaczyć na czytanie ciekawych książek lub chociaż tych, z których mogę się czegoś nauczyć.
Bardzo żałuję, że nie udało mi się przekonać do książek pani Ryrych. Na szczęście jest wielu polskich autorów, których styl odpowiada mi dużo bardziej i po których mogę sięgać.

Chyba najbardziej szkoda mi tutaj niewykorzystanego potencjału samej Dory. Taka bohaterka, która od początku chce wyrwać się z dotychczasowego życia, zdobywa wykształcenie, później buduje własny biznes i przez lata pozostaje wierna jednej miłości, mogłaby być naprawdę ciekawa. Jeśli jednak kolejne etapy jej życia są tylko przeskakiwane, trudno się dziwić, że czytelnik nie zdąży się z nią zżyć. Przy takich historiach właśnie te pozornie „pomiędzy” momenty często są dla mnie najciekawsze.
OdpowiedzUsuńNo właśnie, bo właśnie te wszystkie chwile "pomiędzy" tymi znaczącymi wydarzeniami są nie tylko najciekawsze, ale też pozwalają się zżyć z postaciami i sprawiają, że zapamiętuję daną historię. Tu autorka nie dała mi takiej możliwości.
UsuńPiękna okładka, ale raczej nie planuję czytać tej książki
OdpowiedzUsuńSzkoda, że się zawiodłaś, bo okładka jest zachecająca..
OdpowiedzUsuń