Po "Noc pachnie chlebem" Sabiny Waszut sięgnęłam na fali mojego nowego upodobania do książek z gatunku literatura obyczajowa. Miałam nadzieję na fabułę pachnącą chlebem i innymi wypiekami. O tym co dostałam, za chwilę, jednak jak zawsze zacznijmy od początku.
Akcja książki rozgrywa się w Lombardii - w okolicach jeziora Como, na przełomie XIX i XX wieku, w czasach, gdy pochodzenie społeczne i konwenanse wciąż się liczą bardziej niż uczucia. Aranżowane małżeństwa uważa się za najtrwalsze, a młody Francesco Consonni dziedzic fortuny handlarzy jedwabiem zakochuje się w dziewczynie mieszkającej w kolonii robotniczej.
Akcja książki rozgrywa się w Lombardii - w okolicach jeziora Como, na przełomie XIX i XX wieku, w czasach, gdy pochodzenie społeczne i konwenanse wciąż się liczą bardziej niż uczucia. Aranżowane małżeństwa uważa się za najtrwalsze, a młody Francesco Consonni dziedzic fortuny handlarzy jedwabiem zakochuje się w dziewczynie mieszkającej w kolonii robotniczej.
Mimo tego, że obie rodziny sprzeciwiają się temu związkowi, młodzi walczą o swoje szczęście i po ślubie otwierają małą piekarnie, w której zapach świeżego chleba miesza się z nadzieją na lepsze jutro.
Historia Francesca i Ernesty splata się z burzliwymi losami Włoch, na terenie których rozlegają się krwawo tłumione strajki robotnicze oraz walka socjalistów o władzę. Wydarzenia te kontrastują z malowniczymi krajobrazami prowincji, przepychem mediolańskich ulic oraz smakiem najlepszych włoskich potraw.
"Noc pachnąca chlebem" to pierwszy tom sagi historii rodziny Consonni - słynnych włoskich piekarzy, których los połączył z Polską.
Tak jak wspomniałam na początku - miałam nadzieję na lekturę przepełnioną zapachem jedzenia i obietnicą przytulnej historii, która oderwie mnie od trosk dnia codziennego. Poza tym to jest saga, która zawiera wątki, którymi interesuję się już od liceum - a mianowicie walka klasy robotniczej o swoje prawa, prawa kobiet czy też zmiany, które wtedy dość intensywnie zachodziły na świecie. I poniekąd to dostałam, z tymże ta książka z każdą kolejną stroną coraz bardziej kojarzyła mi się ze streszczeniem. Brakowało mi możliwości wspólnego przeżywania życia razem z bohaterami tej książki. O najważniejszych rzeczach dowiadywałam się z ich przemyśleń, w których autorka starała się zawrzeć jak najwięcej, by szybciej pchnąć akcję powieści do przodu. To sprawiło, że mimo tego, że tę książkę czytało mi się szybko, ale równie szybko po jej skończeniu o niej zapomniałam.
Właściwie zaraz po skończeniu "Nocy pachnącej chlebem" sięgnęłam po jej kontynuację, czyli "Poranki pachnące kawą" jednak dość szybko przekonałam się, że i w II tomie nic się nie zmienia. A szkoda, bo bardzo chciałam poznać to co połączyło tę rodzinę z naszym krajem. Jednak uznałam, że ta informacja nie jest warta ani mojego czasu, ani tym bardziej moich męczarni podczas lektury. Dlatego uznałam, że skupię się na czytaniu innych książek, które bardziej mnie usatysfakcjonują niż ta seria. A szkoda, bo zamysł tej serii był świetny i te powieści mogły być przynajmniej tak dobre, jak powieści pani Fryczkowskiej, które nie tak dawno czytałam.

Komentarze
Prześlij komentarz
W związku z ustawą RODO o ochronie danych osobowych, informuję, że na tej stronie używane są pliki cookie Google oraz inne technologie do ulepszania i dostosowywania treści, analizy ruchu, dostarczania reklam oraz ochrony przed spamem, złośliwym oprogramowaniem i nieuprawnionym dostępem. Zostawiając komentarz wyrażasz zgodę na przetwarzanie danych i informacji zawartych w plikach cookies.