Mamy lato w pełni. To przede wszystkim czas wakacji i urlopów, w którym wiele osób nie tylko wyjeżdża, ale również nadrabia to co tylko może jeżeli chodzi o swoje pasje. Czas wakacji, tak jak wszelkie inne wolne to idealny czas na to, żeby więcej czytać lub sięgnąć po książkę po dłuższym przestoju. Dzisiaj chciałabym Wam polecić kilka książek, które możecie zabrać na wyjazd lub po prostu poczytać w piękny dzień w dogodnych dla siebie okolicznościach przyrody.
"Saga o ludziach ziemi." Anny Fryczkowskiej
W momencie, w którym piszę tę notkę jestem w trakcie czytania trzeciej części tej serii, którą pokochałam całym sercem. Jeżeli chodzi o pierwszy tom, to pisałam o nim nie tak dawno w poście pt.
"Saga o ludziach ziemi. Wpatrzeni w niebo.", Anna Fryczkowska, zatem po szerszą opinię zapraszam właśnie tam. Jednak, żeby zachęcić Was do przeczytania zarówno książki, jak i mojej notki o niej muszę wspomnieć o fabule i nieco o moim postrzeganiu tej książki:
W 1816 przez Kujawy przeszłą epidemia przywleczona przez wojska rosyjskie. Do jednej z wymarłych wsi dziedzic sprowadza nowe ręce do pracy. Osiedlają się w niej m. in. Antek i Hanka - młode chłopskie małżeństwo, które liczy na lepszy los: większy kawałek pola i mniejszą pańszczyznę.
"Wpatrzeni w niebo" to opowieść o czarownicach i śmiertelnych świerkach, o gradach niszczących urodzaj, a także o chłopskich świętach i radościach. Jest to też historia o wierze w Boga i wierze w boginki, jak również o buntach kobiet i mężczyzn. A bohaterowie tej książki najbardziej pragną wolności, na której każdemu z nich bardzo zależy i o którą walczą bardziej sprytem niż siłą.
Pierwszy tom "Sagi o ludziach ziemi" zauroczył mnie nie tylko swoją prostotą i pięknie napisaną opowieścią. Ta książka swoją głębie i największy urok zyskała dla mnie dzięki temu, że jest to historia przodków autorki, którą czyta się jak opowieść o własnych przodkach. A przynajmniej ja tak miałam, że czytając tę powieść czułam się niemalże tak, jakbym słuchała opowieści babci o czasach jej dzieciństwa i młodości oraz o jej rodzicach i dziadkach.
Na aktualnym etapie mojej znajomości tej serii muszę przyznać, że autorka w niezwykły sposób opowiada nie tylko historię swojej rodziny, ale także o tym jak jeszcze nie aż tak dawno temu żyli chłopi, którzy funkcjonowali w swojej bańce, kochali ziemię, którą uprawiali oraz walczyli o godne życie. Ta seria jest dla mnie ważna, ponieważ otworzyła mnie na literaturę obyczajową. Jednak jest napisana w tak bardzo przystępny sposób, że spokojnie można czytać ją nie tylko w zaciszu swojego domu, ale również na plaży lub w innym miejscu, w którym aktualnie przebywacie.
Seria Materia Prima od Adama Przechrzty.
Tym razem coś dla miłośników miejskich klimatów i fantastyki - w dodatku świetnego polskiego autora.
Na moim blogu nie raz wspominałam tę serię i pewnie jeszcze nie raz będę do niej wracać oraz o niej pisać. Ale słowem przypomnienia...
O czym jest seria "Materia Prima"?
Olaf Rudnicki jest alchemikiem i aptekarzem z własną apteką. Do enklaw, które stosunkowo niedawno pojawiły się na świecie wybiera się po substancję zwaną materia prima będącą cennym składnikiem leków, które sporządza mężczyzna. Pewnego dnia w enklawie spotyka rosyjskich żołnierzy, dzięki którym przeżył swój wypad w to tajemnicze, złowieszcze i niebezpieczne miejsce. Od tego momentu życie Rudnickiego oraz żołnierzy mają coraz więcej wspólnych mianowników.
Akcja w pierwszym tomie serii rozpoczyna się na terenach Polskich pod okupacją, na początku XX wieku tuż przed I Wojną Światową. Zatem nasz kraj jest pod zaborami, a zbliżająca się wojna sprawia, że w społeczeństwie panują nerwowe nastroje. Dodatkowo warszawska enklawa stanowi coraz większe niebezpieczeństwo dla ludności. Sytuację podsyca jeszcze fakt, że pewnym momencie w tajemniczych okolicznościach ginie nastolatka z dobrego domu.
Co właściwie mnie zauroczyło w tym cyklu?
Już w momencie, w którym po raz pierwszy czytałam "Adepta" wiedziałam, że to będzie jedna z najlepszych serii, które do tej pory przeczytałam. Wielowątkowość, świetnie zbudowane postacie i tło powieści oraz lekkie pióro autora sprawiły, że każdą kolejną książkę Przechrzty czytałam szybko i z zapartym tchem. Dodatkowo to jak autor wymyślił świat w "Materia Prima" jest czymś niesamowitym, co nie daje nam o sobie zapomnieć jeszcze długo po lekturze. Z jednej strony mamy Przeklętych z enklawy, którzy mocno komplikują życie ludziom; a z drugiej obserwujemy rosnące niepokoje związane z sytuacją polityczną nie tylko w kraju, ale też na świecie. Zatem dla naszych bohaterów to czas zadawania sobie trudnych pytań i podejmowanie niełatwych decyzji oraz ryzykownych działań. Dodatkowo w powyższej serii znajduje się wiele wątków obyczajowych i społecznych, z lekką domieszką romansu. I powiem Wam, że gdyby ktoś zachwalał mi tak rozbudowaną serię polskiego pisarza podchodziłabym do niej z dystansem. Jednak okazuje się, że w tym wypadku Przechrzta sprawnie łączy te wszystkie wątki w bardzo ciekawą całość.
Odnoszę wrażenie, że zbudowanie alternatywnego świata osadzonego na terenie ziem polskich w pierwszej połowie XX wieku jest tylko pretekstem do opowiedzenia o tym jak wtedy żyli ludzie. To właśnie to czego się obawiali, czym się kierowali i co musieli brać pod uwagę niemalże na każdym kroku jest moim zdaniem zarysowane najlepiej. Natomiast odnoszę wrażenie, że enklawa, magia i Przeklęci czasem są tylko tłem dla tego co tak na prawdę ważne w tej serii.
"Materia Prima" jako całość to historia o przyjaźni, lojalności, oddaniu, poświęceniu, podejmowaniu trudnych decyzji i miłości. To również opowieść o tym czym jest honor oraz ukazanie patriotyzmu jako czegoś, co nie zawsze jest łatwe i takie oczywiste. Dodatkowo wszystko napisane jest tak, że każdą kolejną powieść z tego cyklu czytałam na coraz większym wdechu i z coraz większym zaciekawieniem. Poza tym o dziwo bardzo kibicowałam poszczególnym postaciom i mocno się z nimi związałam - co mimo wszystko nie zdarza mi się zbyt często. Szczerze mówiąc jeszcze do niedawna towarzyszył mi lęk związany z tym, że jedna z moich ulubionych serii się kończy. Jednak na szczęście historia Olafa i Samarina doczekała się kontynuacji, po którą zamierzam sięgnać. Ta wiadomość bardzo mnie ucieszyła i nie mogę się doczekać jak będę mogła po nią sięgnąć. W końcu finał trylogii wprawdzie wiele wyjaśnia, ale też pozostawia wiele pytań i otwartych wątków. Na przykład o to czy Łucja przypadkiem nie narozrabia i jak będą się rozwijać jej relacje z jednym z głównych bohaterów. Mam nadzieję, że w "Materia Secunda" dostanę kilka odpowiedzi, a do tego czasu będę musiała pocieszać się innymi książkami Adama Przechszty.
Natomiast jeżeli poszukujecie czegoś trzymającego w napięciu polecam Wam "Dom Klepsydry", który napisał Gareth Rubin:
Dwa domy o tej samej nazwie w różnych częściach świata.
Dwie tajemnicze historie, które splatają się w jedną zagadkę kryminalną.
Przekręć klepsydrę i odkryj zbrodnię.
Połączenie wyobraźni Stuarta Turtona z Magpie Murders;
Zagadka w stylu Kate Morton i Diane Setterfield z atmosferą powieści Carlosa Ruiz Zafóna.
Wciągająca i misternie skonstruowana powieść.
Wyobraź sobie, że trzymasz książkę. Nie jest to jednak byle jaka książka. To powieść tetbeszka – dwie książki w jednej. Dwie przeplatające się ze sobą i uzupełniające się historie wydrukowane od dwóch stron bloku i spięte wspólnym grzbietem. Każda strona okładki jest frontem książki, którą można zacząć czytać od przodu i od tyłu, lub z obu stron jednocześnie, poznając kolejne rozdziały naprzemiennie.
Jesteś gotowy?
W takim razie… zaczynamy!

Anglia, lat osiemdziesiąte XIX wieku.
Simeon Lee, młody i pełen ideałów lekarz, zostaje wezwany z Londynu, by na ponurej wyspie Ray u wybrzeży Essex leczyć umierającego krewnego, proboszcza Olivera Hawesa. Proboszcz, zamieszkujący imponujący Dom Klepsydry, uważa, że został otruty. Obwinia o to szwagierkę, Florence, którą lata temu uznano za winną śmierci męża i umieszczono w zamknięciu w przeszklonym apartamencie sąsiadującym z biblioteką Olivera. Jej historia jest równie tajemnicza, co przyczyna choroby pastora. Simeon podąża śladem historii opisanej w książce, którą podsuwa mu Florence. Książce - tetbeszce, która skrywa więcej niż jedną historię, w zależności od tego, z której strony się ją czyta.
Kalifornia, lata trzydzieste XX wieku.
Oliver Tooke, ceniony pisarz i syn gubernatora stanu, zostaje znaleziony martwy. Policja upiera się, że młody mężczyzna odebrał sobie życie. Jednak jego przyjaciel i początkujący aktor, Ken Kourian, jest pewien, że nie doszło do samobójstwa. Tej nocy zobaczył coś, co przeczy teorii policji. Prowadząc na własną rękę śledztwo, odkrywa związek między śmiercią Olivera a tajemniczym porwaniem jego brata, gdy obaj byli dziećmi. Aby ustalić prawdę, Ken musi rozszyfrować wskazówki ukryte w wydanej ostatnio książce Olivera – powieści tetbeszce zatytułowanej Dom Klepsydry, opowiadającej historię młodego lekarza Simeona Lee.
Jak wiecie najchętniej sięgam po fantastykę, literaturę grozy i literaturę piękną. Jednak nie mogłam oprzeć się tej książce nie tylko ze względu na czas, w którym toczy się fabuła, jak również ze względu na motywy, które w niej się znajdują. Moją uwagę głównie samotny, tajemniczy dom i kobieta w szklanej celi. Podchodziłam do tej powieści z ogromną ciekawością i wysokimi oczekiwaniami.
Ja tę historię zaczęłam czytać od wydarzeń z Anglii, bo te dużo bardziej mnie ciekawiły i pokochałam tę historię niemalże od pierwszych stron. Bardzo mnie zdziwiło, że w miarę czytania coraz bardziej obrzydzała mnie jedna z postaci, która uważała się za wzór cnót i pouczała innych o tym jak mają żyć oraz co jest złe. Tę część pokochałam za jej klimat, duszną atmosferę małego miasteczka oraz niemalże opuszczonego domu. I w momencie, w którym przewracałam książkę na drugą stronę i przechodziłam do kolejnej części tej powieści nie spodziewałam się jak bardzo będą przenikać się te historie i jak wiele światła rzuci na historię sprzed lat...
Powyższa powieść jest dla mnie przede wszystkim historią o tym co władza robi z człowiekiem. Przez dążenie do wdrapania się na jak najwyższy poziom władzy człowiek może wyzbyć się wszelakich skrupułów i w pewnych sytuacjach nie oszczędzi nawet własnej rodziny. Poza tym w tejże opowieści jest trochę bardziej lub mniej odniesień do nazizmu i nazistowskiej wizji świata, co moim zdaniem czyni tę historię bardziej charakterną.
Mam nadzieję, że któraś z książek Was zainteresowała. A może już którąś czytaliście? Jak tak to dajcie znać - jestem ciekawa Waszych opinii.
Witaj💗
OdpowiedzUsuńBardzo zaciekawiła mnie pierwsza saga, czyli ta o ludziach ziemi. Na platformie audiobookowej z której korzystam są pierwsze dwie części i już sobie dodałam do listy,aby je posłuchać. Niestety tej trzeciej nie, będę musiała jakoś inaczej ją wykombinować.
Bardzo dziękuję za polecenie 🙂
Gorące uściski 😘