3/2026 "Krwawe dziedzictwo", Kristen Ciccarelli

"Krwawe dziedzictwo", Kristen Ciccarelli jest kontynuacją "Szkarłatnej ćmy", którą czytałam w sierpniu 2024. Pomimo przeciętności pierwszego tomu postanowiłam dać szansę II części tej dylogii. I mimo tego, że spodziewałam się, że to nie będzie literatura wysokich lotów, to nie sądziłam, że będzie to historia tak zła, że zrobię pierwszego od dawna dnf-a, ale zacznijmy od początku, czyli od tego o czym jest ta książka. 

Gideon Sharpe powrócił, by dokończyć to, czego nie zdołał zrobić wcześniej: zabić Szkarłatną Ćmę. Nie zamierzał popełnić żadnego błędu. Przynajmniej taki miał plan. Ale gdy spojrzał w oczy Rune Winters, zawahał się - i to doprowadziło go do zguby…

Rune przez chwilę wierzyła, że u boku królowej Cressidy będzie bezpieczna. Zawarła sojusze, które miały zapewnić czarownicom przewagę, ale to nie wystarczyło, by zakończyć wojnę i udowodnić swoją lojalność. Choć Szkarłatna Ćma przestała istnieć, Rune musi nałożyć kolejną maskę i zrobić coś, czego najbardziej się obawia: ponownie zaufać Gideonowi.

On zna wszystkie jej słabości. Ona – jego sekrety. Każdy ich krok oznacza ryzyko. Każde spojrzenie to wyzwanie. A każdy dotyk – granica, której nie powinni przekraczać.

Teraz muszą iść ramię w ramię, mimo że to może ich kosztować życie.

Finał nieprzewidywalnej i brutalnej historii, którą pokochały setki tysięcy czytelników na całym świecie. Dokładnie taki, na jaki czekaliście.

~*~
Właściwie ciężko jest mi cokolwiek napisać o tej książce...to co się dzieje między głównymi postaciami to jest jakieś nieporozumienie. Z jednej strony chcą się pozabijać, ale z drugiej strony między Gideonem i Rune jest swego rodzaju pożądanie. I to mogłoby być całkiem ciekawie rozpisane, gdyby nie to, że oboje zachowują się jak dzieci w przedszkolu, które nie potrafią siąść i odbyć ze sobą jednej porządnej rozmowy, która wiele by wyjaśniła. Tymczasem wiele scen jest tak absurdalnie głupich, że nie da się ich czytać. On jest o nią wręcz chorobliwie zazdrosny, lecz chce ją wydać władzom państwa, którego są obywatelami. Ona jest o niego zazdrosna, ale jest czarownicą i jest rozdarta między lojalnością dla królowej wiedźm, a miłością do Gideona, który jeszcze nie tak dawno wydał ją na śmierć. I to jak bardzo ona go pożąda pomimo tego jak bardzo ją skrzywdził jest wręcz żałosne. 

Być może, gdybym czytała to w wieku 16stu lat to dużo inaczej bym odebrała nie tylko tę książkę, ale również poprzedni tom. Jednak czytając "Krwawe dziedzictwo" jako dojrzała kobieta i śledząc to co dzieje się pomiędzy Gideon'em a Run nie mogłam zdzierżyć tej historii na tyle, że porzuciłam ją w połowie i dziś sama się sobie dziwę, że tyle wytrzymałam - tym bardziej, że ta powieść nie ma niczego, co sprawiłoby, że chciałabym ją czytać dalej. A szkoda, bo potencjał był przeogromny, a tymczasem jestem tą serią ogromnie rozczarowana. 

Komentarze

  1. Szkoda, że relacja pomiędzy glównymi bohaterami jest tak nierealna. Czy to motyw hate to love?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie - motyw hate to love, ale moim zdaniem poprowadzony bez większego pomyślunku. Bohaterowie generalnie się nienawidzą, ale przecież jedno do drugiego dziwnym trafem czuje pożądanie.

      Usuń
  2. Mam podobne wrażenie, że z niektórych motywów w literaturze po prostu się wyrasta. To, co kiedyś mogło wydawać się emocjonujące, z czasem staje się po prostu męczące i mało wiarygodne. Dobrze, że o tym napisałaś, to cenna wskazówka.

    OdpowiedzUsuń
  3. Z reguły takie powieści sa kierowane do młodzieży :) ale niektóre czytam, pomimo że nie mam już dawno nastu lat :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niby tak, ale chyba nie zawsze ten motyw jest tak beznadziejnie poprowadzony jak tu.

      Usuń
  4. Właśnie dla mnie też ten popularny motyw hate to love jest trochę odklejony ale dużo osób go lubi. Może faktycznie zalezy od wieku i nastoletnie czytelniczki szukają tego typu emocji.

    OdpowiedzUsuń
  5. O, widze podobne motywy jak w ksiażce Henry L. Woods - "Sabat". Po Twoje opinii widze, że nie ma co się brac za ą serię... Chyba, że chce się doświadczyć Harlequina w wersji "wiedźmowej" :D

    OdpowiedzUsuń
  6. Uwielbiam takie recenzje! Dzięki za szczerą opinię! :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Generalnie nie czytam powieści o czarownicach, elfach, wampirach czy innych takich.... jedno wiem na pewno że po Twojej recenzji do tej dylogii na pewno nie sięgnę... przykro mi że książka okazała się dla Ciebie rozczarowaniem...
    Serdecznie pozdrawiam 🙂

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

W związku z ustawą RODO o ochronie danych osobowych, informuję, że na tej stronie używane są pliki cookie Google oraz inne technologie do ulepszania i dostosowywania treści, analizy ruchu, dostarczania reklam oraz ochrony przed spamem, złośliwym oprogramowaniem i nieuprawnionym dostępem. Zostawiając komentarz wyrażasz zgodę na przetwarzanie danych i informacji zawartych w plikach cookies.