sobota, 21 lutego 2015

Maria Ernestam "Córki marionetek",

Są takie miasteczka, w których wydawałoby się, że wszyscy się znają i wiedzą wszystko o sobie nawzajem. Jednak gdzieś pod powierzchnią codzienności kryją się tajemnice, marzenia, intrygi oraz dawne i całkiem świeże urazy. Tak jest w miasteczku, w którym mieszka Mariana i jej siostry. 

W latach 80. ubiegłego wieku jedenastoletnia Mariana dokonuje strasznego odkrycia. Albowiem znajduje ciało swojego ojca przywiązanego do karuzeli. Ktoś go postrzelił, a policja nie chce, albo nie może znaleźć sprawcy.

Trzydzieści lat później Mariana nadal mieszka w tym samym miasteczku i z pasją oraz oddaniem prowadzi sklep z zabytkowymi lalkami. Spokojne życie kobiety i innych mieszkańców miasteczka przerywa pojawienie się Amnona Goldsteina, który bardzo szybko zyskuje zaufanie ludzi. Amnon ma w planach wyremontowanie starej piekarni, ale również chce wyjaśnić pewną sprawę z przeszłości. 

Pojawienie się nowego mieszkańca, jak to w małych społecznościach bywa wzbudza niemałe zainteresowanie. Razem z pojawieniem się Amnona w miasteczku zaczynają się dziać niepokojące rzeczy, które sprawiają, że ludzie zaczynają się bać. Jednocześnie obecność Żyda sprawia, że ludzie się otwierają i zdobywają na odwagę robienia tego, czego wcześniej się bali. 

Przez całą powieść wyraźnie czuć, że nad miasteczkiem coś wisi. Jakaś niewyjaśniona tajemnica i bynajmniej nie chodzi tu tylko o zabójstwo ojca Mariany. Podczas lektury wyraźnie wyczuwałam, że chodzi tu o coś więcej - o małe i wielkie tajemnice oraz urazy skrywane przez poszczególnych mieszkańców. Dodatkowo autorka powoli odkrywa przed nami uprzedzenia i traumy poszczególnych bohaterów. Atmosfera w powieści jest wręcz gęsta i niemalże można pokroić ją nożem. Poszczególne wydarzenia sugerują, że w miasteczku jest ktoś, kto być może czuje jakiś uraz do Mariny oraz właściciela stajni - sugerują to chociażby zwierzęce szczątki podrzucone tym postaciom.

W "Córkach marionetek" akcja toczy się niespiesznie, a dawne urazy i pewne wydarzenia z przeszłości są katalizatorem kolejnych wydarzeń. Ta powieść ma w sobie coś z "Czekolady" J. Harris i filmu "Anabelle". Tu ciepło i spokojne życie mieszkańców przeplata się z grozą i piętnem wydarzeń z przeszłości, które dają o sobie znać po latach. 

Maria Ernestam stworzyła piękną i przejmującą powieść o tym jak bardzo nieludzcy i mało tolerancyjni potrafimy być -jak czyny naszych rodziców oraz nasze własne potrafią nas dopaść w najmniej odpowiednim momencie. Cóż...wyrażenie "karma wraca" jest dla mnie naturalnym podsumowaniem lektury, a "Córki marionetek" przechodzą do historii, jako jedna z moich ulubionych powieści. 

23 komentarze:

  1. Ostatnio czytała kilka mądrych słów o tym, że Córki marionetek nalży traktować jak genialną powieść obyczajową, ponieważ pełnokrwistym thrillerem nie jest. Teraz jeszcze bardziej mam na nią ochotę, a Twoja opinia mnie do tego ostatecznie zachęca ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No tak ciężko tą powieść traktować jak pełnokrwisty thriller, ale i tak bardzo ją polubiłam. I jeszcze ta okładka...

      Usuń
  2. "Córka Marionetek" wiedzie prym na blogach, a opinie, które czytałam są zróżnicowane. Mnie na pewno do tej książki przyciąga okładka, która jest przerażająca, a opinię sobie wyrobię sama, gdy tylko wpadnie w moje ręce :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Okładka też mnie przyciągnęła do tej książki. I ja też tak jak Ty lubię sobie wyrobić sama opinię jak widzę skrajne recenzje danej książki.

      Usuń
  3. Fajnie, ze niej piszesz, bo jak tylko została wydana trafiła na moją listę do przeczytania, głównie z powodu okładki :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też jak zobaczyłam okładkę wiedziałam, że muszę ją mieć;]

      Usuń
  4. Czytałam raczej negatywne opinie o tej powieści i sama już nie wiem, co o niej myśleć...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Proponuję, żebyś sama wyrobiła sobie o niej zdanie. ;)

      Usuń
  5. Okładka jest nieziemska, zapisuję sobie tytuł :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że w tym przypadku okładka wiele robi.

      Usuń
  6. Mam wielką chęć na tę książkę:) Zazwyczaj nie przepadam za powolną akcją, ale twoje porównanie do "Czekolady" mnie przekonuje:).

    OdpowiedzUsuń
  7. Ta okładka jest niesamowita. Mam wielką ochotę na tą książkę. Uwinę się z moim stosikiem to sięgnę po nią.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tak - to ona sprawiła, że zainteresowałam się książką.

      Usuń
  8. Odpowiedzi
    1. Szczęśliwie jest tyle książek na rynku, że każdy może wybierać sobie takie, które mu najlepiej odpowiadają :).

      Usuń
  9. Coraz bardziej z recenzji na recenzje, jestem coraz bardziej nakręcona na tą książkę. Czemu Wy mi to robicie!!? ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba po prostu lubimy się "znęcać" nad innymi ;)

      Usuń
  10. Szczególnie mnie do niej nie ciągnie, ale gdy będzie taka możliwość to na pewno podejmę się jej przeczytania :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polecam - osobiście nie żałuję, że po nią sięgnęłam.

      Usuń
  11. Lubię takie książki z tajemnicą w tle.

    OdpowiedzUsuń
  12. Marzy mi się, aby ta książka wpadła w moje ręce :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Widziałam ją ostatnio w jakiejś księgarni w promocji i nie kupiłam, bo uznałam, że znowu pewnie przerost formy nad treścią i tajemnicza, mroczna okładka nie zapowiada nic ciekawego... a tu proszę... w takim razie nic, tylko brać i czytać! :D

    OdpowiedzUsuń