niedziela, 15 lutego 2015

George R. R. Martin, "Nawałnica mieczy. Krew i złoto".

"Nawałnica mieczy. Krew i złoto", George R. R. Martin

 Coś mi się wydaje, że luty nie będzie dla mnie tak łaskawy jeżeli chodzi o przeczytane książki. Idzie mi to dużo wolniej niż w styczniu, ale niestety takie jest życie;). To nie znaczy, że ten miesiąc jest dla mnie zły. Wręcz przeciwnie - dzieje się kilka całkiem fajnych rzeczy, które zajmują mi czas, a o których nie będę tu wspominać, bo powinny być tylko moje;p. 

Nie byłabym jednak sobą, gdybym w wolnych chwilach nie sięgała po książki. Właśnie udało mi się skończyć "Nawałnicę mieczy. Krew i złoto"  G. R. R. Martina (swoją drogą wiecie może czy "Uczta dla wron" zostanie wydana w serialowych okładkach?). 

W tej części siedem królestw nadal rozdziera krwawa wojna, a zima zbliża się coraz bardziej niczym rozwścieczona bestia. Nocna Straż przygotowuje się na spotkanie z wielkim chłodem towarzyszącymi mu żywymi trupami. Do inwazji na północ, której koronę nosi Robb Stark, szykuje się również horda głodnych, dzikich ludzi, którzy władają magią nawiedzonego pustkowia. Siostry Robba zaginęły, nie żyją, albo w każdej chwili mogą zginąć w wyniku tego co dzieje się wraz z rozwojem poszczególnych wydarzeń. Natomiast za morzem ostatnia z Targaryenów wychowuje smoki i zbiera swoją armie, gotowa pomścić śmierć ojca i ostatniego ze smoczych królów zasiadających na Żelaznym Tronie. 

Dla mnie ta część była pełna małych zaskoczeń, ponieważ w konfrontacji z ekranizacją bardzo wiele zyskuje. Poszczególni bohaterowie nabrali charakteru i stali się jacyś tacy pełniejsi oraz bardziej wyraziści. Wielu z nich poznałam na nowo i spojrzałam na nich inaczej niż do tej pory. Jeszcze bardziej polubiłam Tyriona i pokochałam Jon'a Snowa. Natomiast Sansa jak dla mnie stała się jeszcze bardziej irytująca! (do tej pory nie wiedziałam, że to w ogóle było możliwe). Jedak największym zaskoczeniem był epilog, w którym okazało się, że osoba, która została zamordowana, chyba jednak żyje i się mści;]. Jednak Ci z Was, którzy nie czytali książki prawdopodobnie będą musieli jeszcze zaczekać na kolejny sezon - mam tylko nadzieję, że ten wątek nie zostanie wycięty, albo coś...w sumie moim zdaniem jest dość znaczący i może wiele zmienić. 

"Nawałnica mieczy. Krew i złoto" była dla mnie niezwykłą podróżą do świata, w którym rozpętała sę wojna, a całemu królestwu grozi zagrożenie praktycznie z każdej strony. Jednak chaos, który tak bardzo rozdziera poszczególne krainy ma w sobie niezwykły magnetyzm okraszony magią i baśniową aurą. 

Cykl "Gra o tron" ma w sobie coś co uzależnia i nie pozwala o sobie zapomnieć. I jeszcze to nerwowe oczekiwanie na "Wichry zimy" udziela się nawet mi, której jeszcze zostało nieco tomów do przeczytania. Jednak sądząc po emocjach, które mi towarzyszą po "Nawałnicy mieczy" pewnie pójdzie mi szybciej niż myślałam:). 

Ciężko jest cokolwiek pisać o każdym kolejnym tomie jakiejkolwiek serii. Boję się, że zaspojleruję Wam za bardzo fabułę - a przynajmniej tym z Was, którzy jeszcze nie znają "Nawałnicy mieczy". W każdym bądź razie nie mogę się doczekać jak sięgnę po kolejny tom i mam nadzieję, że się nie zawiodę. 

5 komentarzy:

  1. A ja nadal siedzę w drugiej części... ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Tyriona po prostu nie da się nie kochać! Zarówno książkowego jak i serialowego. Sansa powoli nabiera charakteru, ale bardzo powoli i jeszcze jej trochę zejdzie zanim przestanie być tak irytująca. Przynajmniej w moim odczuciu tak było. Uwielbiam całą serie, choć jak każda ma wzloty i upadki. :D "Uczta dla wron" była dla mnie katorgą.

    OdpowiedzUsuń
  3. Kolejny blog kuszący Martinem ;-)

    OdpowiedzUsuń
  4. Z pewnością przeczytam całą serię. Już nie mogę się doczekać:)

    OdpowiedzUsuń