środa, 11 lutego 2015

Dennis Lehane, "Brudny szmal"

         Kiedy przeczytałam opis „Brudnego szmalu” od razu pomyślałam, że to może być coś dla mnie i musze to przeczytać. Jednak niestety zawsze wpadało mi coś innego do przeczytania. Nadszedł jednak czas, żeby w końcu sięgnąć po powieść autorstwa Dennisa Lehane – tym bardziej, że widziałam pozytywne opinie o powyższej książce.

         „Brudny szmal” opowiada historię samotnego barmana, który jest uwikłany  proceder przekazywania brudnych pieniędzy lokalnym gangsterom. Cały proces zachodzi w tak zwanych „dziuplach” – bostońskich knajpkach przestępczego półświatka. Bob Saginowski (nasz barman) nieoczekiwanie trafia w sam środek nieudanego napadu rabunkowego i dochodzenia obnażającego przeszłość dzielnicy, w której przyjaciele, krewni i wrogowie łączą siły, aby zarobić na życie -  niezależnie od kosztów.

         Książka Lehane’a jest dość wyjątkowa ze względu na to, że nie znajdziemy w niej nagłych zwrotów akcji, policyjnych pościgów lub rozbudowanego śledztwa. Tu atmosfera jest gęsta i pełna napięcia. Czytając „Brudny szmal” ciągle czekałam na to, że coś się wydarzy – coś, co sprawi, że nie będę mogła się od niego oderwać, a później o nim zapomnieć. Jednak mnie osobiście ta powieść wydała się monotonna do bólu i pozbawiona jakichś punktów zaczepienia, które pozwoliłyby mi się w nią wgryźć. Nie porwała mnie fabuła, ani żaden bohater książki nie przywiązał mnie do siebie na tyle, żebym wracała do tej historii z przyjemnością. Po tych wszystkich zachwytach nad „Brudnym szmalem” oczekiwałam przynajmniej tego, że zapamiętam tą powieść jako jakąś, a nie zupełnie nijaką, o której zapomina się po odstawieniu ją na półkę. Po przeczytaniu książki pana Dennisa Lehane’a przekonałam się, że taka forma pisania o przestępczości mi nie odpowiada. Mimo wszystko wolę jak coś się dzieje, a bohaterzy są bardziej charakterystyczni. W tym przypadku miałam wrażenie, że każda z postaci jest w jakimś zawieszeniu i na coś czeka nie robiąc zupełnie nic, aby zmienić swoje życie. Miałam poczucie, że w swojej bezradności po prostu pogodzili się z tym jak jest i mimo wszystko starają się radzić z życiem, które mają.

         Zatem zaliczyłam pierwszą w tym roku książkę, z którą się nie polubiłyśmy. A szkoda, bo pokładałam wielkie nadzieje, w tej powieści. Chociaż wiecie...ja się przecież nie znam;p

4 komentarze:

  1. O nie, nie lubię takich książek. Jak bohaterowie nie robią nic tylko tkwią w marazmie to od razu mi się odechciewa czytać.

    OdpowiedzUsuń
  2. Na razie muszę uporać się z własnym stosem, więc mniej ciekawe książki odpadają na dalszy plan ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Z książkami tego autora różnie u mnie bywa. Jedne mi się podobają a inne wcale.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak to już bywa, z autorami - nie wszystko musi nam się podobać;]

      Usuń