wtorek, 20 stycznia 2015

Jessica Treatway „Patrz na mnie”

Źródło: http://lubimyczytac.pl/
Niestety mam tendencje do wybierania sobie książek o trudnej tematyce. Mam tu na myśli gatunki takie jak kryminał, horror, książki obyczajowe itp., które często wiążą się z trudnymi emocjami, a już na pewno często są ciężkie w odbiorze. Swoją drogą zawsze mam problem jak chcę coś lekkiego pokroju Evansa, bo tego typu literatura rzadko gości w moim domu. Dlatego zgodnie ze swoimi skłonnościami czytelniczymi mam dla Was kilka słów o „Patrz na mnie” autorstwa Jessici Treadway.

Hanna nie mogła przypuszczać, że poszukiwanie szczęścia przez młodszą z córek może doprowadzić do tragedii. Down od najmłodszych lat zmaga się z trudnościami związanymi z niezdarnością oraz uciekającym okiem, które nie tylko przysparza jej kompleksów, ale również jest powodem do drwin ze strony rówieśników. Kiedy dziewczyna przedstawia rodzinie swojego nowego chłopaka są zadowoleni, że rozkwitła i starają się stłumić niepokój, który w nich wywołał. Jakiś czas później Hanna z mężem (Joem) zostają ciężko pobici, w wyniku czego mężczyzna umiera. Hanna tylko cudem przeżywa napad. Kobieta musi zacząć żyć w świecie żalu, obaw i wspomnień. Głównym podejrzanym jest Rud, który zostaje osadzony w więzieniu. Jednak, gdy wygrywa apelację Down wraca do domu, a Hanna musi sobie przypomnieć noc napadu, aby móc zeznawać w powtórnym procesie i nie dopuścić do uwolnienia mordercy swojego męża. Jednak zmierzenie się z rzeczywistością nie jest wcale takie łatwe.

Wobec „Patrz na mnie” mam wiele mieszanych uczuć, przez które nie umiem jednoznacznie ocenić tej powieści. Z jednej strony było w niej wiele użalania się nad sobą przez Hannę i nadwrażliwości wobec otaczającego ją świata, co mnie bardzo irytowało. Dodatkowo było w niej wiele naiwności (chociaż, która matka chce wierzyć, że jej dziecko próbowało dokonać tego co Down?). Jednak z drugiej zakończenie i sama postać Down były całkiem dobre i wzbudziły najwięcej ciekawości i wzburzenia…tego pozytywnego, kiedy czytając książkę, aż targają człowiekiem emocje i pytania. Młoda kobieta zbudowała sobie alternatywne życie i bardzo jest w swojego chłopaka, którego darzy niezrozumiałym uczuciem i podziwem. Robi praktycznie wszystko, żeby go uratować przed karą, jednak w swojej głupocie pogrąża ich oboje. 

Co do moich wątpliwości, to uważam, że jakieś ¾ książki można było napisać dużo lepiej. Ja wiem, że po tak trudnych (mam tu na myśli Hannę) doświadczeniach pozbieranie się jest heroicznym czynem i wymaga wiele siły i woli walki. Ale zwykle po takim czymś idzie się na terapię, która pomaga wracać do normalności. Owszem była tu grupa wsparcia, ale jak dla mnie to było za mało, żeby Hanna mogła wrócić do życia, które można uznać za w miarę szczęśliwe i udane. Irytowało mnie zbytnie rozczulanie się nad młodszą córką (bo ona taka biedna przez tego zeza i na pewno przez to wszystkie te problemy) i niedostrzeganie tego co się z nią dzieje (tak to na pewno wszystkiemu winny jest ten łobuz z sąsiedztwa). Poza tym liczne retrospekcje, które z jednej strony pomagały zrozumieć sytuację i myślenie głównej bohaterki, z drugiej wydawały mi się zbyt obszerne. Czasem mniej znaczy więcej i na korzyść wychodzą zwięzłe, aczkolwiek treściwe opisy sytuacji. Tak było chociażby w „Zostań jeśli kochasz”, które pochłonęłam w ciągu jednego dnia, i które mnie wzruszyło. Natomiast z „Patrz na mnie” jednak trochę się męczyłam - właśnie przez te irytujące powroty do przeszłości. Mimo to zakończenie poniekąd wynagrodziło mi moją nadwyrężoną cierpliwość. Chociażby z tego względu, że w końcu zaczęło się coś dziać. W głowie zaczęły pojawiać mi się mnóstwo pytań o ludzką głupotę, naiwność i to jak można być ślepym na to co się dzieje wokół. Ale to było zaledwie ok. 20% książki. Wcześniej nie działo się prawie nic:(. 


O dziwo „Patrz na mnie” ma całkiem niezłe oceny na Lubimy Czytać. W sumie temat kontrowersyjny i do dyskusji, jednak jak dla mnie wykonanie mnie nie porwało i nie wstrząsnęło mną tak jak być może miało…

1 komentarz:

  1. Ja też lubię takie "trudne" książki:) a nad tą jeszcze się zastanowię:)

    OdpowiedzUsuń