czwartek, 9 czerwca 2016

Tove Asterdal, "Weź mnie za rękę"

Mam duszę kryminologa. To właśnie kryminały wciągały mnie najbardziej - odkąd tylko pamiętam. Już jako mała dziewczynka wolałam bajki o Scooby Doo od innych. Dlatego też mając możliwość sięgnięcia po "Weź mnie za rękę" autorstwa Tove Alsterdal nie mogłam sobie odmówić przeczytania jej. 

Opis książki brzmi dość ciekawie, bo na Lubimy Czytać czytamy, że: 
Śmierć Charlie Eriksson nosi wszelkie znamiona samobójstwa. Tylko zeznania pewnego bezdomnego wskazują na możliwość, że kobieta padła ofiarą morderstwa, ale kto przejmowałby się majaczeniami wariata i pijaka? Nawet jeśli jest on ojcem ofiary? Siostra Charlie, Helen, rozpoczyna prywatne śledztwo. Doświadczone traumami dzieciństwa, porzucone przez rodziców, siostry nigdy nie były sobie szczególnie bliskie, lecz teraz Helen uczyni wszystko, żeby dotrzeć do prawdy. Tropy prowadzą m. in. do Buenos Aires; czy Charlie poleciała tan tylko po to, by spotkać się z poznanym na portalu randkowym wielbicielem tanga, czy również w celu odszukania zaginionej dawno temu matki? Z każdym kolejnym krokiem pojawiają się nowe zagadki, wydarzenia sprzed lat nabierają nowego znaczenia, przyjaciele okazują się wrogami, a wrogowie – potencjalnymi zabójcami.

 Zatem, kiedy już udało mi się złapać kilka wolnych chwil między pracą a organizacją ślubu niemalże od razu po nią sięgnęłam. Po przeczytaniu kilku pierwszych stron pomyślałam sobie, że wieje nudą, jednak postanowiłam, że dam jej szansę. Jednak dalej wcale nie było lepiej. Pomysł na fabułę może jakiś był, ale akcja szła jak krew z nosa. Po przeczytaniu większego fragmentu tekstu miałam poczucie, że główna bohaterka krąży między pracą, domem, domem swojej zmarłej siostry i komisariatem i niewiele z tego wynika. Dopiero po około 100 stronach (cóż za zaskoczenie) zaczyna się cokolwiek zmieniać. Jednak nie na tyle, żeby wciągnąć czytelnika jak rasowy skandynawski kryminał. Dodatkowo przy nudno poprowadzonej fabule autorka zafundowała nam niemiłosiernie płaskich i papierowych bohaterów. W efekcie dostałam do ręki nudną i niezapadającą w pamięć książkę, a takimi jak wiecie jest piekło wybrukowane...albo może raczej czyściec. Kto wie? No i jeszcze to poczucie, że pewne wątki już skądś się zna...

O dziwo widziałam całkiem sporo pozytywnych recenzji tej książki, więc może jestem jakaś nienormalna, albo z tego całego zamieszania w moim życiu zrobiłam się zbyt wybredna? Niezależnie od tego "Weź mnie za rękę" to jedna z najnudniejszych powieści, które czytałam w ciągu ostatnich kilku miesięcy...cóż życie. A może po prostu stałam się bardzo wybredna...

2 komentarze:

  1. Oooo... Byłam pewna, że po lekturze Twojej recenzji po raz kolejny pożałuję, że nie zdecydowałam się na lekturę...

    OdpowiedzUsuń