wtorek, 3 maja 2016

R. Lewandowski, "Wikingowie. Wilcze dziedzictwo"

Bardzo lubię motywy wikingów zarówno w literaturze, jak i w filmach czy serialach. Z narzeczonym jesteśmy na bieżąco z losami Ragnara Lothbroka niecierpliwie wyglądamy kolejnego odcinka i sezonu serialu. Dlatego też z chęcią sięgnęłam po tytuł "Wikingowie. Wilcze dziedzictwo", tym bardziej, że jest ona promowana jako pierwszy tom polskiej "Gry o tron". 

Książkę Radosława Lewandowskiego polecają czołowi polscy autorzy fantasy. „Podobno nieprawdą jest, że autor to prawdziwy Wiking. Jednak czytając »Wilcze dziedzictwo« śmiem w to wątpić. Jeśli szukaliście polskiej »Gry o tron«, możecie przestać. Lewandowski to nasz George R.R. Martin”  –  pisze Andrzej Ziemiański. Jarosław Grzędowicz rekomenduje: „Lewandowski pisze o X-wiecznych żeglarzach-wojownikach z takim znawstwem, jakby się pomiędzy nimi urodził”. Od pierwszych stron książka przenosi w barwny, choć okrutny świat Wikingów – ludzi, którzy ze śmiechem na ustach szli na spotkanie śmierci. Tłem dla pasjonującej, trzymającej w napięciu akcji są wielkie lądowe i morskie bitwy, wspaniałe zwycięstwa i dotkliwe klęski, tajemne groty wypełnione nieprzebranymi skarbami, gorąca miłość i młodzieńcze zauroczenia. Szaleńcza odwaga i niewyczerpana żądza władzy, chciwość i bezwzględność, ciekawość świata i chęć podporządkowania go sobie – w tej książce jest wszystko, co składa się na legendę Wikingów, a także dużo więcej: opowiedziane ze swadą ludzkie losy, historie o miłości i nienawiści, dzieje wielkich przyjaźni i nikczemnych zdrad, a także makiaweliczny świat walki o władzę, nieustannych intryg i nietrwałych sojuszy.  Europa Północna, X wiek. Szwedzi, Norwegowie i Duńczycy od lat toczą między sobą krwawe wojny o ziemię, bogactwa i honor. Ambicje Wikingów sięgają również daleko poza granice skutej lodem Skandynawii. W poszukiwaniu nadziei, której brakuje w ubogiej w żyzne ziemie i przeludnionej ojczyźnie, narody północy wyruszają na łupieżcze zamorskie wyprawy. Niczym biblijny Dawid przed Goliatem, stają naprzeciw europejskich potęg i waląc toporami w drewniane bramy żądają okupu: danegeld. Autor zabiera czytelnika na Półwysep Skandynawski, Iberyjski –  w surowy świat chrześcijańskiego królestwa Leónu i barwny muzułmańskiego Emiratu Kordoby, a także do Ameryki Północnej – w świat Indian z wymarłego już dzisiaj, północnoamerykańskiego plemienia Beothuk, żyjących na Nowej Fundlandii i Inuitów, których spotykają na swojej drodze wikińscy odkrywcy. 
Powieść „Wikingowie. Wilcze dziedzictwo” to pierwsza część trylogii opowiadającej o X-wiecznej Europie – początek doskonale zapowiadającej się serii, która z pewnością zainteresuje zarówno miłośników powieści historycznych, jak i wielbicieli fantastyki.  I nie tylko – wartka akcja, kopalnia doskonale udokumentowanej wiedzy o dawnych czasach, galeria niezwykłych, zapadających w pamięć postaci to rewelacyjna rozrywka dla wszystkich miłośników pisanej z rozmachem i fantazją literatury przygodowej. Książka Radosława Lewandowskiego to doskonale wyważona mieszanka historii z fikcją literacką najwyższej, światowej próby. 

Po takich rekomendacjach ciężko powstrzymać się od sięgnięcia po powyższą książkę, tym bardziej przy założeniu, że jesteśmy zainteresowani wikingami. Sama w ferworze obowiązków i zmian, które towarzyszyły mi przez ostatni miesiąc nie mogłam się doczekać, aż w końcu będę mogła sięgnąć po "Wikingów". Kiedy zaczęłam czytać tą powieść z zapałem czytałam opisy bitew i cieszyłam się z licznych zmian akcji, co nawet podtrzymywało moje zainteresowanie. Jednak niestety malało ono z każdą kolejną stroną. Zaczynało mi brakować tego czegoś co sprawia, że książka z przeciętnej staje się wyjątkową. Może to kwestia stylu autora, albo przydługich zbędnych (jak dla mnie) opisów? Nie wiem. Moim zdaniem ta książka jest bardzo nierówna. Są momenty, które czyta się z zapartym tchem, ale jest ich zbyt mało, żebym mogła nazwać tą książkę wystarczająco dobrą. Dodatkowo w moim egzemplarzu jest dość dużo literówek - chociaż mam nadzieję, że to tylko wina tego, że w posiadaniu mam egzemplarz recenzencki, który mógł jeszcze nie widzieć korektora na oczy;] (oby!). 

Moim zdaniem autor ma potencjał, ale uważam, że jeszcze sporo pracy przed nim. Z recenzji, które z ciekawości przejrzałam przed napisaniem tej opinii wynika, że "Wikingowie. Wilcze Dziedzictwo" to książka, którą się kocha lub nienawidzi, dlatego też zanim ją całkowicie przekreślicie poszukajcie fragmentów w sieci, a później wydajcie na nią ostateczny wyrok;). Ja tymczasem korzystając z wolnego dnia lecę zacząć następną książkę :D. 

12 komentarzy:

  1. Za fantastyką nie przepadam chociaż bywają wyjątki, więc może i ta przypadłaby mi do gustu? :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z tą książką bywa różnie. Więc trzeba się z nią chociaż trochę zapoznać, żeby się przekonać czy się spodoba czy nie ;).

      Usuń
  2. Porównanie do "Gry o tron" to zawsze pochlebstwo, tylko zastanawiam się czemu autor miałby być polskim Martinem. Nie jest polskim kimkolwiek tylko jedynym w swoim rodzaju Robertem Lewandowskim. Nie lubię tych określeń :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja tak samo. Ostatnio bardzo popularne są porównania do Martina i Tolkiena. Mnie to po prostu nawet bawi ;].

      Usuń
  3. Porównania do Martina są trochę bez sensu. Niby podobieństwa są, ale to zupełnie inna klasa. "Wikingowie" to książka bez większych fajerwerków, ale autor potencjał ma.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak widzę myślimy bardzo podobnie.

      Usuń
  4. Uwielbiam takiego typu książki, niestety mam obecnie sesję i siedzę jedynie w notatkach ale może potem po coś takiego sięgnę :).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Znam ten ból. Też tak miałam jak jeszcze studiowałam i miałam sesję;].

      Usuń
  5. Plagiat? http://stalowiczytacze.blogspot.com/2016/05/r-lewandowski-wikingowie-wilcze.html

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Odpowiedziałam Ci już na blogu Stalowych Czytaczy, więc odpowiem i tu. Stalowi Czytacze to blog grupy inicjatywnej, a kilkoro z nas ma swoje blogi. Tak jak ja np. I nikt nie widzi problemu, kiedy wrzucamy notki z naszych głównych blogów na Czytaczy i na odwrót. Dlatego może dwa razy zastanowiłbyś się z wyskoczeniem z plagiatem jeżeli popatrzyłbyś też na autorów. Wtedy zobaczyłbyś, że są dwa takie same nicki pod tekstami ;].

      Usuń
    2. To nie był atak z mojej strony, a jedynie wyraz troski.

      Usuń
    3. W sumie to dobrze, że reagujesz, ale następnym razem popatrz czy nie jest ten sam autor ;)

      Usuń