niedziela, 15 listopada 2015

M. Druon, "Królowie przeklęci" t.1

Ostatnio bardzo ubolewam nad tym, że nie mam zbyt wiele czasu na czytanie, co przysparza mnie czasem o głód porównywalny z tym nałogowym. To objawia się nadmierną nerwowością i przymuleniem. Ale co zrobić...mam zaledwie 2 dni wolne w tygodniu i przeważnie chodzę na drugie zmiany i kiedy chciałabym skończyć rozpoczętą książkę czas najwyższy iść do pracy. Jednak jakąś książkę wiecznie mam ze sobą i zawsze po nią sięgam, kiedy mam tylko czas....mimo to marzy mi się taki dzień, w którym nie będę musiała nigdzie iść czy jechać i będę mogła zaspokoić swój książkowy głód. 

Przez niespełna miesiąc czytałam pierwszy tom "Królów przeklętych" autorstwa M. Druon, co woła o pomstę do nieba, bo zwykle pochłonęłabym ich dużo szybciej. Jednak było tyle rzeczy ważniejszych od czytania, że po prostu nie dałam rady...a zarywać nocy, kiedy pracuję z trudną młodzieżą nie umiem i nie mam zamiaru się naumieć. Jednak wracając do "Królów przeklętych"...



Otóż nie jest tajemnicą, że George R. R. Martin wzorował się m. in. na tej książce pisząc swój cykl "Gra o tron", jak sam pisze: "W "Królach przeklętych" jest wszystko. Królowie z żelaza, zamordowane królowe, bitwy, zdrady, kłamstwa i żądze, oszustwo, rodowe rywalizacje, klątwa templariuszy, podmienione niemowlęta, wilczyce, grzech i miecze oraz wielka dynastia skazana na upadek. A wszystko to (no, prawie wszystko) zaczerpnięte żywcem z kart historii. I wierzcie mi: rody Starków i Lannisterów nie mogą się nawet równać z Kapetyngami i Plantagentami."

Brzmi zachęcająco dla każdego miłośnika "Gry o tron" i/lub historii. Ci z Was, którzy czytali już serię G. R. R. Martina i ja polubili na pewno odnajdą się w klimacie "Królów przeklętych" i z łatwością odnajdą momenty, które zainspirowały autora "Gry o tron". Fakt, że książka jest przewidywalna dla tych wszystkich, którzy chociaż trochę znają historię, jednak intrygi knute przez poszczególnych bohaterów sprawiają, że czyta ją się z przyjemnością i z chęcią do niej wraca. Właściwie chyba klątwa templariuszy obok podobieństwa do "Gry o tron' przyciągnęła mnie do tej książki najbardziej, bo mogłam przyjrzeć się jej nieco bliżej...chociaż tortury z popełnione na poszczególnych bohaterach też były nie bez znaczenia. 

W trakcie czytania tej książki często kibicowałam jednym bohaterom i cieszyłam się, kiedy innym nie powodziło się tak dobrze jakby tego sobie życzyli. Maurice Druon bardzo sprawnie ubrał w słowa historię, która się wydarzyła na prawdę. Szczęśliwie muszę przyznać, że "Królowie przeklęci" stanowią ciekawy kontrast do tych wszystkich nudnych książek historycznych i lekcji historii, które do tej pory przeszłam:)...drugi tom już czeka na swój czas u mnie na półce, a ja już nie mogę się doczekać ostatniego tomu tej trylogii. Dzięki "Królom przeklętym" na pewno bardziej zainteresuję się tamtym okresem historycznym. 

1 komentarz:

  1. Muszę wreszcie chwycić za Grę o tron, bo już od dawna się zabieram... a ta też kusi!

    OdpowiedzUsuń