wtorek, 14 maja 2013

R.P. Evans "Kolory tamtego lata"

R. P. Evansa poznałam dzięki Stokrotkom w śniegu. Mimo to, że jest to książka, którą uważam za dość naiwną to wszystko zakochałam się w niej, ze względu na to, że przeniosła mnie do świata, w którym ludzie mogą zmienić się na lepsze...
Wspomniany wcześniej autor zagościł w moim życiu czytelniczym na dobre i co jakiś czas sięgam po jego książki. Tym razem padło na Kolory tamtego lata, które w naszym kraju były wydane pod tytułem Ostatnia obietnica

Eliana to Amerykanka, która dla męża przeprowadziła się do Włoch. Przyjaciele  tej bohaterki powtarzają, że jej życie to bajka - wszak czyż nie mieszka w kraju, w którym język brzmi jak poezja, a jedzenie smakuje niczym dar niebios?
Eliana jest jednak nieszczęśliwa, ponieważ mąż nie tylko jest nieobecny, ale również za nagminnie ją zdradza. W pewnym momencie los stawia na jej drodze mężczyznę, który okazuje się być przeciwieństwem jej życiowego partnera, ponieważ daje jej to o czym mąż zapomina - czułość, swoją uwagę, czas itd. Jednak czy miłość między nimi ma szansę w ogóle rozkwitnąć? Główni bohaterowie zdecydują się na podjęcie ryzyka, aby być szczęśliwymi, a nie skupiać się na tym co powinni robić? 

Nie wiem czy to przez pogodę za oknem czy przez coś innego, ale mam wrażenie, że włoskie klimaty od jakiegoś czasu  towarzyszą mi częściej niż dotychczas. A wszystko zaczęło się w marcu, na spotkaniu Czytaczy, we włoskiej knajpce w naszym mieście;p. W każdym bądź razie wygląda na to, że bardzo spodobało mi się we Włoszech;p. Ale do rzeczy...

Podobno Kolory tamtego lata to historia, która faktycznie się wydarzyła i nie jest fikcją literacką; jednak jest napisana z charakterystyczną dla Evansa cukierkowatością, aż do tego stopnia, że człowiek zaczyna się zastanawiać czy ta historia faktycznie się wydarzyła. Czytając tą książkę miałam wrażenie, że mam przed sobą kolejną bajkę ze szczęśliwym zakończeniem, chociażby z tego względu, że ciężko jest mi uwierzyć, w wyrozumiałość, oddanie czy determinację niektórych z postaci wykreowanych w tej opowieści. Jednak chcę wierzyć w to, że takie rzeczy się zdarzają...że można zmienić swoje życie jeżeli tylko chce się zawalczyć o swoje szczęście... W Kolorach tamtego lata  przebija się cierpki smak goryczy rozstania i ciężkich wyborów, co wcale nie oznacza, że ta słodycz obecna u Evansa została przytłumiona;]...ale to sprawiło tylko, że mnie nie mdliło zaraz po kilku stronach;). 

A Wy czytaliście? A może macie w planach? 

26 komentarzy:

  1. Nie nie mam w planach, bo mnie "Stokrotki w sniegu' nie przypadly wcale do gustu.
    A propos w tytlu masz wlasnie "Stokrotki w sniegu", a nie "Kolory tamtego lata".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie się zorientowałam jak dzisiaj weszłam na bloga;p. Sama nie rozumiem jak można być tak nieogarniętym jak ja;p

      Usuń
  2. Czytałam. Taka książka na jeden wieczór, która jakoś specjalnie nie zostaje w pamięci. Romantyczna, aż mdli ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W sumie Evans jest taki mdlący i na jeden wieczór...teraz sięgnęłam po "Księcia mgły" Zafona

      Usuń
  3. A mi się "Kolory tamtego lata" podobały, dla mnie nie było cukierkowato, czasem lubię takie happy endy :) Podniosła mnie ta książka na duchu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W sumie mi ta cukierkowatość nie przeszkadzała, aż tak bardzo, tak na prawdę poznałam już trochę Evansa więc się spodziewałam, że tak będzie

      Usuń
  4. Próbowałam przez nią przebrnąć ale jednak stwierdziłam, że ten gatunek literacki zupełnie mi się nie podoba.

    OdpowiedzUsuń
  5. Ostatnio czytałam zbyt wiele curkierkowych książek, żeby jeszcze pakować się w następną :) tym razem podziękuję :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No a ja właśnie potrzebowałam takiej ostatnio;)

      Usuń
  6. Myślę że warto po nią sięgnąć.

    http://tendies.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  7. fakty nie mogą być inne, tylko autentyczne ;] rzekomo taka poważna "naukowiec" i "bloggerka" a takie błędy wali... Żal

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cóż Anonimie, naukowcem nie jestem, do błędów mam prawo, bo mój mózg działa nieco inaczej niż u innych ludzi. Wiem, że dysleksją i dysortografią wielu ludzi się teraz wykręca, ale niestety u mnie już tak jest, że to nie jest udawane tylko prawdziwe. Dlatego też będę wdzięczna za konstruktywne wskazywanie mi takowych;] A jak nie chce Ci się patrzeć na moje oczojebne błędy i/lub mi je w kulturalny sposób pokazywać to nie musisz tu zaglądać.

      Usuń
    2. A czy ja wytkam ortograficzny błąd? Wykręcasz się schorzeniami, które faktycznie są wymówką na lenistwo i nieuctwo. Mylenie pojęć już pod to nie podpada. Może przyznaj się do niewiedzy, a nie wykręcaj... no czym się jeszcze wykręcisz?

      Usuń
    3. Wiesz, wystarczy napisać, że tu i tu ci zgrzyta i żebym to poprawiła jeżeli mogę, a nie przy okazji masz ze mnie polewkę. To jak zwracasz komuś uwagę też świadczy o Twojej kulturze - a w tym wypadku jej braku. Więc proszę poparz też na siebie.

      Usuń
    4. Nie sądź innych podług siebie. Mnie taka sytuacja nie bawi, raczej smuci...

      Właśnie widać jak można Ci zwrócić uwagę. Nic o mnie nie wiesz a już wiesz że brak mi kultury. Dlaczego? Bo został wytknięty błąd, a nie dołączono do tego słodkiego pierdzenia...

      Usuń
    5. Nie chodzi o to, że wytykasz mi błędy, ale o sposób, w jaki to robisz, a to jest różnica.

      Usuń
    6. W jakim celu nazywać szambo perfumerią?

      Dobra kończę jałową dyskusję bo znowu będziesz się jarała, że taka super jesteś i masz hejtera.
      Lol.

      Usuń
    7. Nie bardzo wiem jak inaczej nazwać kogoś, kto nie umie konstruktywnie skrytykować drugiego człowieka, a przy okazji go obraża...

      Usuń
    8. Czyli mimo takiego "oczytania" słownictwo nadal ubogie. To pewnie też jakaś dyś...coś ;]

      Usuń
    9. No nie takie znowu ubogie...
      Ale może załóż własnego bloga i pochwal się swoim szerokim zasobem słownictwa...przynajmniej będę wiedziała, że Ci do pięt nie dorastam pod tym względem...

      Usuń
    10. No jak widać ubogie. A tyyyyyyle się rozpisywałaś jak to czytanie pomaga. Szkoda, że nie Tobie.
      A co ma do tego mój blog?
      skup się na swojej poprawie. Twoje notki są... przemilczmy. Odpowiedzi na komentarze - poniżej poziomu. Chyba nabijasz sobie licznik tylko. Słownictwo dramatycznie ubogie, do tego dochodzi jeszcze używanie słów, których znaczenia nie rozumiesz, co rzuca się w oczy. To smutne.

      Usuń
    11. Bo może w końcu miałabym się na kim wzorować...a skoro nie masz swojego bloga i piszesz anonimowo to Twoje zdanie mało mnie obchodzi. A tak w ogóle to po co tu wchodzisz, skoro mój blog jest poniżej Twojego jakże wysublimowanego gustu i poczucia estetyki?

      Usuń
    12. Zacznij przyjmować krytykę. To raz. Dwa - sorry blog jest ogólnodostępny. Może popracują nad poprawą a nie atakuj gdy ktoś zwróci uwagę. Bo to jest dziecinne.

      Ostatnie zdanie nieco nie wyszło, ale doceniam trud włożony w użycie tak trudnych słów ;]

      Usuń
    13. Ja na prawdę umiem przyjmować krytykę o ile jest konstruktywna i jest wyrażana w kulturalny sposób. Wiem, że moje umiejętności dotyczące pisania tekstów pozostawiają wiele do życzenia, jednak nigdzie nie pisałam, że jestem nie wiadomo jak wspaniała w tym co robię. Jeżeli jesteś wstanie mnie poprawiać w sposób, który nie będzie mnie obrażał to zostań, bo wiem, że wielu rzeczy mogę nie zauważyć, albo nie zwrócić na nie uwagi. Jednak jeżeli chcesz mnie obrażać to zastanów się czy warto denerwować nie tylko siebie, ale i mnie. Po co? Życie jest wystarczająco stresujące.

      Usuń
  8. No własnie nie umiesz. Rzucasz sloganem, zapewniasz że umiesz, coś czego absolutnie nie potrafisz.

    Mylisz się twierdząc, że się denerwuję. Twoje zachowanie raczej mnie bawi

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W tym rzecz, że umiem to doskonale. Ty najpierw naucz się krytykować;]

      Usuń