niedziela, 14 października 2012

Federico Moccia "Mężczyzna, którego nie chciała pokochać"

Pochmurny koniec zeszłego tygodnia rozjaśnił mi nieco kurier z książkową przesyłką dla mnie. Na szczęście moja rodzina, jak również współlokatorka przywykli już do moich dziwnych zachowań po każdorazowej wizycie kuriera z nową dostawą książek; zatem już nie muszę się nikomu tłumaczyć z niewyjaśnionych reakcji i humoru wskazującego na spożycie;p
Ale do rzeczy...

Po przeczytaniu opasłego tomiszcza, o którym Wam pisałam w czwartkowej notce, mój wybór padł na coś znacznie cieńszego i lżejszego jeżeli chodzi o tematykę (a przynajmniej takie miałam wrażenie czytając opis na okładce).

Mężczyzna, którego nie chciała pokochać autorstwa włoskiego pisarza Federico Moccia niemalże pochłonęła mnie bez reszty podczas ubiegłego weekendu. Poza tymi chwilami, kiedy musiałam zająć się własnym życiem zasiadałam z powyższą książką w ręku i zapominałam o własnej rzeczywistości
Czego możecie się spodziewać? 

Na okładce książki możecie przeczytać następujący opis:

Ona jest wybitną, uznaną na całym świecie pianistką. Muzyka to jej największa miłość. Prywatnie jest związana z Andreą, dobrze zapowiadającym się architektem. Pewnego dnia Andrea ulega tragicznemu wypadkowi. Kiedy lekarze walczą o jego życie, Sofia przysięga Bogu, że jeżeli ocali Andreę, ona porzuci grę na fortepianie. Operacja się udaje, ale życie tych dwojga nie będzie już takie jak kiedyś...

On jest bogatym i przystojnym mężczyzną. Ma wszystko - domy na całym świecie, samoloty, luksusowe samochody, a nawet własną wyspę. Jest zimny, cyniczny, wyrachowany. Pewnego dnia podczas porannego joggingu chowa się przed deszczem w pobliskim kościele. Zauważa tam Sofię, która przysłuchuje się próbie dziecięcego chóru, i jest nią urzeczony. Postanawia zaprosić ją na kawę, ale Sofia, trochę wbrew sobie, odmawia. On jednak ma już gotowy plan.


Szczerze mówiąc to nie jestem do końca pewna czego spodziewałam się po tej książce. Moje myśli chyba jednak najbardziej biegły ku lekkiemu romansowi, który nie wymaga myślenia i nie niesie ze sobą jakiegoś głębszego przesłania. Jednakże moje przeczucie się nie sprawdziło się tak do końca. Wprawdzie dostałam do ręki książkę, która jest napisana w lekki i przystępny sposób, ale wyzwalała we mnie skrajne emocje i zmuszała do myślenia i konfrontacji postępowania głównych postaci z moimi zasadami moralnymi. 

Postawa Sofii, jak również nieznajomego, którego spotkała pewnego dnia wzbudzała we mnie mieszane uczucia i sprawiła, że sama zadawałam sobie pytania o to jakbym postąpiła na miejscu tej kobiecej postaci. Zawsze odpowiadałam sobie, że nie mam pojęcia i że ciężko mi ją oceniać z tego względu, że motywacje jej działań nie można było określić jako jednoznacznie dobre albo złe. Chociażby zdrada partnera - często wzbudza kontrowersje, wielu nie potrafi wybaczyć tego czynu, który czasem potrafi doprowadzić do tragedii. W powieści stała się możliwością do uratowania zdrowia męża Sofii. Jednak czy powinna dążyć do tego nawet za cenę utraty szacunku do siebie? Czy powinna też, aż tak bardzo narażać swój związek? A może właściwie tylko dopisywała sobie ideologię do swojej zdrady?

Natomiast postać nieznajomego mężczyzny również sprawia, że budzą się w nas różne odczucia. Siłą rzeczy czytelnik zastanawia się nad tym jakim prawem ten człowiek przywłaszcza (kupuje?) sobie nawet ludzi, traktując ich poniekąd jak rzeczy? Czy bycie obłędnie bogatym upoważnia nas do traktowania wszystkich i wszystkiego jako naszej własności? Co kryje się za tym zimnym spojrzeniem i władczą postawą? I czy na prawdę to jest taki bezduszny człowiek? W takim razie jeżeli jest bardziej ludzki jak nam się wydaje to co sprawiło, że stał się tak cyniczny i zimny?

Na jedne pytania jesteśmy w stanie sobie odpowiedzieć w miarę rozwoju fabuły, a na inne nie. Jednakże dwójka głównych bohaterów mimo, że irytowała mnie czasem niezmiernie, to była na tyle wyrazista, że zachęcała do dalszego czytania. 
Poza tym zrozumiałam, że czasem zbyt łatwo i za szybko oceniam innych ludzi zapominając o tym, że nie mogę przewidzieć własnej reakcji w pewnych sytuacjach. 

Poza tym, że Mężczyzna, którego nie chciała pokochać daje do myślenia, jest też powieścią napisaną na tyle lekkim językiem, że spokojnie można ją zabrać ze sobą do autobusu. Sama pamiętam, że swego czasu spędzałam znaczną część dnia w komunikacji miejskiej i pozamiejskiej i przeważnie nie brałam niczego do czytania, bo nie miałam akurat pod ręką nic odpowiedniego (lub też nie wiedziałam co mogę ze sobą zabrać, żeby nie przegapić swojego przystanku). A ta niepozornych rozmiarów powieść nie tylko idealnie nadaje się do damskiej torebki, ale również nie jest na tyle absorbująca, żeby przegapić swój przystanek. Muszę przyznać, że ta pozycja nadaje się również idealnie na wykłady, dla tych z Was, którzy są jeszcze studentami, a mają w planie zajęć jakieś mega nudne wykłady na których muszą być. Zresztą sama pamiętam siebie jako studentkę schowaną gdzieś za filarem podczas nudnych zajęć z nosem utkwionym w książce. Na studiach podyplomowych nasza grupa była zresztą zbiorowiskiem człowieków wprost idealnym do wymiany opinii na temat lekkich książek, które akurat umilały nam czas na wykładach. Być może moim kolegom z roku ta powieść nie przypadłaby do gustu, ale moim koleżankom zapewne tak i podejrzewam, że wywołałaby burzliwą dyskusję chociażby na temat motywów działań głównych bohaterów. 

Zatem jeżeli macie ochotę na coś w tym klimacie, w jakim jest książka to polecam:).

8 komentarzy:

  1. Vitay!
    Jestem już po długiej przerwie.
    Co tam u Ciebie słychać?

    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. oj dużo się dzieje mieszkam już w Polsce, a nie w Belgii, mieszkałam trochę w Warszawie, a teraz wróciłam do rodzinnego miasta.
      A tak w ogóle nie mogę zostawić komentarza u Ciebie:(. Próbowałam już kilka razy:((

      Usuń
  2. Na co dzień czytam dość trudne, akademickie książki, na których muszę się bardzo skupiać, robić z nich notatki itp., więc na wolne chwile, do autobusu, czy na ferie chętnie biorę do ręki jakieś lekkie powieści. Tę dołączam do mojego spisu i pewnie kiedyś przeczytam ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. zatem polecam:)
      Mam nadzieję, że Ci się spodoba;))

      Usuń
  3. ja ostatnio przeczytalam "50 shades of grey" i najgorszy, jaglupszy romans jaki kiedykolwiek czytalam. Ta wydaje sie byc znacznie ciekawsza

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. oj tak, słyszałam, że ta książka nie jest zbyt ambitna i nie jest godna uwagi. Już wolę sięgnąć po Oscara Wilde'a - który napisał erotyczne książki, ale raczej nie tak śmieszne jak 50 twarzy Greya.
      A tą książkę, o której pisałam polecam, chociaż też może nie jest to literatura wysokich lotów, ale jest ciekawa i daje do myślenia. A to już sprawia, że można sięgnąć po tą książkę:)

      Usuń
  4. Chyba jednak nie dla mnie... okładka mnie jakoś tak odpycha :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie każdemu dana książka musi odpowiadać. W końcu gusta są różne. A swoją drogą okładka chyba przyciągnęła mnie najbardziej;)

      Usuń