środa, 19 września 2012

Val McDermid "Syreni śpiew" subiektywna opinia

Seryjni zabójcy zapewne intrygują nie tylko kryminologów, ale przykuwają uwagę wielu innych ludzi. Ci ludzie mają w sobie coś takiego, że człowiek automatycznie zaczyna się zastanawiać, co im siedzi w głowach. I mimo budzącej się odrazy wobec tych ludzi nie potrafię odmówić sobie chociażby przeczytania kryminału, który traktuje o wyżej wymienionych osobnikach. Tak było i tym razem. Otóż w moje ręce dostała się powieść zatytułowana Syreni śpiew autorstwa szkockiej pisarki Val McDermid.
Od Wydawcy:
Tego lata odkrył, czego tak naprawdę chce. Stało się to w przerażającym muzeum kryminalistyki, bo rzeczy, które tam zobaczył zainspirowały go…

W Bradfield w Wielkiej Brytanii znaleziono ciała czterech mężczyzn. W śledztwo został zaangażowany psycholog kryminalny Tony Hill. Nawet dla doświadczonego profesjonalisty seria przerażających morderstw na tle seksualnym okazała się niepodobna do niczego, z czym zetknął się do tej pory. Ale stworzenie psychologicznego portretu psychopaty to zadanie w sam raz dla niego, zwłaszcza, że przeszłość Hilla może pomóc mu zrozumieć motywy mordercy. Z tego samego powodu jest on idealnym materiałem na kolejna ofiarę…

Rozpoczyna się gra między łowcą a ściganym. Hill musi stanąć twarzą w twarz z własnymi demonami i złem tak strasznym, że może nie mieć wystarczająco dużo odwagi i siły, by je powstrzymać. Jak skończy się walka pomiędzy bezwzględnym psychopatą a psychologiem? Czy ktoś wyjdzie z tego starcia zwycięsko?


Ode mnie:
Muszę przyznać, że jak dla mnie akcja rozwija się niespiesznie. Ale to akurat dobrze, ponieważ miałam wrażenie, że autorka dawkowała mi przyjemność, którą jest odkrywanie sprawcy. Przez całą powieść mamy możliwość śledzenia postępów w śledztwie, jednakże autorka uchyla nam rąbka tajemnicy i pozwala zajrzeć do świata seryjnego mordercy, zamieszczając w większości rozdziałów jego notatki. Jednak to okazało się dla mnie zwodnicze. Ponieważ w pewnym momencie w którym pomyślałam sobie, że może zabójcą jest taka i taka osoba. I to był błąd, że nie myślałam krytycznie, gdy moja teoria została obalona, ponieważ na końcu okazało się, że miałam trochę racji;p. Muszę przyznać, że mimo leniwie rozwijającej się akcji pod koniec książki niemalże połykałam kolejne strony z zaciekawieniem jak to wszystko się skończy i kiedy zobaczyłam, że już zbliżam się ku końcowi odkryłam, że miałabym ochotę na uzyskanie kolejnych odpowiedzi na kilka pytań, które się pojawiły w mojej głowie. Jednakże chyba będę musiała sięgnąć jeszcze raz po Krwawą bliznę (czyli drugą część z serii), żeby odświeżyć sobie pewne rzeczy. Jednak zrobię to z przyjemnością za jakiś czas. Generalnie ta powieść może nie jest jakimś arcydziełem literatury kryminalnej, ale ma coś w sobie, co sprawia, że chce się sięgać po kolejne części. Jeżeli chodzi o mnie, to wrażenie jakie zostawił po sobie Syreni śpiew sprawiło, że mam jeszcze większą ochotę na spotkania z tą szkocką pisarką, a tym bardziej z serią zapoczątkowaną przez powyższą książkę. Wiem, że są jeszcze trzy książki z tego cyklu, w które zamierzam się jakoś zaopatrzyć, ale to na spokojnie...chcę je sobie spokojnie dawkować, żeby móc się w nich rozsmakować na dobre;)
A Wy znacie tą autorkę? 

6 komentarzy:

  1. nie znam, nawet o niej nie słyszałam;) Ale zapowiada się ciekawie;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak dla mnie jest ciekawie. Nie za ciężko, ale to może być plus;). Osobiście polecam:)

      Usuń
  2. "Tego lata odkrył, czego tak naprawdę chce." - o matko, już samo to zdanie zmroziło mi krew w żyłach!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. oj i miało prawo zmrozić Ci krew, bo to co zabójca robił z ofiarami przyprawiało o dreszcze.

      Usuń
  3. Moim zdaniem to, że książka leniwie się rozkręcała to tylko zaleta. Potem z jeszcze większą przyjemnością czyta się końcówkę :) tak jak to zresztą napisałaś, "połykałaś strony" :)

    OdpowiedzUsuń