środa, 9 listopada 2011

Bruksela:)

Witajcie,
dzisiaj piszę do Was już z nowego miejsca, które znajduje się daleko od mojego domu. Dopiero od dzisiaj mam neta, więc dopiero dziś mogę Wam napisać o moich wrażeniach z pobytu w Belgii. Od początku pobytu prowadziłam dla Was notatki, które zamieszczam poniżej:

Wyjazd i podróż.

Panika zaczęła mnie z lekka podchodzić dzień przed, kiedy byłam już prawie spakowana i gotowa do wyjazdu. Dopinałam ostatnie sprawy i żegnałam się z ostatnimi osobami, z którymi mogłabym się pożegnać. Moja podróż była dość ciężka. Miałam dwie przesiadki, co spowodowało, że miałam do pokonania dwa pierwsze wyzwania – za każdym razem odnaleźć właściwy autokar i nie zgubić bagaży:). Jeszcze w Polsce, kiedy już jechałam i byłam coraz bliżej granicy z Niemcami prawie miałam napad histerii, ale na szczęście jestem osobą opanowaną, więc się nie dałam. Stresior mnie wziął dlatego, że naszły mnie obawy, że sobie nie poradzę i zaczęłam się zastanawiać co ja w ogóle robię w tym autobusie. Pomagały mi telefony od rodziny i sms-y od znajomych, bo dodawały otuchy i sprawiały, że czułam się lepiej. Już po stronie niemieckiej byłam spokojniejsza i bardziej pozytywnie nastawiona. Na jednym z postojów poszłam sobie kupić wodę, bo oczywiście dziecko zostawiło swoją w poprzednim autokarze w trakcie przesiadki. Po niemieckiej stronie okazało się, że wsiadł do nas koleś, który jechał do Londynu, gdzie nasz autobus w ogóle nie jechał. Pilotka miała nie małe zamieszanie, bo musieliśmy coś zrobić z nadprogramowym pasażerem. Szczerze mówiąc nie wiem jak to się skończyło, bo zdaje się, że przespałam moment, w którym wszystko się rozwiązało. Jeżeli chodzi o samo przejście przez granice nawet go nie poczułam, po prostu wjechaliśmy sobie spokojnie zarówno do Niemiec, jak i do Belgii – przejazd do Belgii w sumie też przespałam;p.

Bruksela

Na miejscu rodzina, która mnie gości mnie przywitała i podwieźli mnie do mojego nowego domu, w którym zamierzam rezydować jakiś czas, bo mi się tu podoba. Pokoik jest dla mnie w sam raz. Jest miejsce do odpoczynku, do spania i mycia się. Mogę sobie coś ugotować i mam swoją lodówkę. Poza tym mam sąsiadkę polkę, więc będzie dobrze:). Mam nadzieję, że tu się zadomowię, bo polubiłam tych ludzi. Bruksela póki co bardzo mi się podoba – ze względu na architekturę i mnóstwo parków. Mam nadzieję, że zapoznam się też z jakimiś muzeami i miejscami, w których warto bywać. Cieszę się, że tu jestem, chociaż brakuje mi moich bliskich z Polski. Ciekawa jestem co robiłabym teraz w domu...
Tymczasem w pierwszym dniu mojego pobytu w Brukseli, byliśmy na spacerze z małym, w parku. Zafascynowało mnie nie tylko to, że widzę taką różnorodność kultur, ale także to jak wielu ludzi, którzy uprawiają sport. Pozytywnym zaskoczeniem było też to, że osoby niepełnosprawne również wychodzą na spacer całkiem samodzielnie. U nas nie jest to wcale oczywiste. Jeżeli jesteście innego zdania to wyobraźcie sobie proszę, że widzicie na ulicy osobę na wózku, która ma przystosowany do siebie wózek, tak by móc sterować nim głową. No i teraz wyobraźcie sobie, że ta osoba wychodzi sama (sama!) na spacer.
U nas to: 1) Już, żeby zdobyć odpowiedni wózek trzeba ogromnego wysiłku i latania po różnych instytucjach. Dodatkowo jest masakrycznie dużo papierkowej roboty. 2) Jeżeli uda się zdobyć wózek to przeszkodą są zwyczajne schody, które często gęsto utrudniają wyjście z domu i poruszenie się gdziekolwiek 3) W wielu miejscach nie ma przystosowań dla osób niepełnosprawnych – np. restauracje, obiekty kulturowe, stacje metra itp. A tu jak wracałam do domu, widziałam przy metrze przystosowania dla osób niepełnosprawnych wzrokowo. Poza tym metro jest przystosowane również dla osób na wózkach, bo podłoga jest na jednym poziomie z chodnikiem i można sobie spokojnie przejechać do pociągu metra z peronu. Tymczasem u nas w Polsce często są problemy z najprostszymi przystosowaniami takimi jak podjazdy czy przystosowanie stacji (jakichkolwiek) dla osób niepełnosprawnych.
Kolejnym pozytywnym zaskoczeniem jest to, że tu bardzo wiele osób biega – o różnych porach dnia. I to nie są tylko osoby młode, ale też starsze. Nie są to tylko spacerki z kijkami, ale też np. jogging. A teraz łapka w górę, kto widział w Polsce starszą osobę, która biega sobie np. po parku (bez kijków)??
Co do okolicy, w której mieszkam to muszę przyznać, że lepiej nie mogłam trafić. Mieszkam bardzo blisko Parlamentu Europejskiego i Zamku Królewskiego (w oba te miejsca jestem w stanie dojść dość szybko na piechotę:)). Normalnie, jakby ktoś mi powiedział ok. miesiąc temu, że będę mieszkać w takim miejscu, to uznałabym go za wariata;p.

Pierwsze kroki w nowym miejscu.

Już powoli ogarniam swoją okolicę. Wiem gdzie mam najbliższy supermarket (tuż za rogiem:)) i umiem sama dojechać do mojego podopiecznego:)). W niedzielę miałam próbę generalną samodzielnego przejazdu do domu i z powrotem. Muszę przyznać, że mam dużo prostszą drogę do mieszkania, w którym mieszkam, a mam małe trudności w drugą stronę. Ale i tak nie jest źle, bo umiem się odnaleźć. Muszę przyznać, że odkryłam tu fajny park (dzięki temu, że wysiadłam przystanek dalej;p). na pierwszy rzut oka jest bardzo podobny do parku w Bonn. Jeszcze kilka dni i będę się poruszać po okolicy bez problemu:)
Jak na moje pierwsze starcie z nowym miejscem nie jest źle. Mały mnie zaakceptował i prawie się rozpłakał jak wracałam do domu. To chyba dobry znak, ale mnie wymęczył masakrycznie. To też chyba dobry znak, bo kondycję mam kiepską, a i kilogramów też jakby za dużo. Zatem w pagórkowatej Brukseli będę miała gdzie wyrabiać kondycję i mięśnie nóg. Mam wrażenie, że po równym stalowowolskim i furmańskim gruncie będzie mi się dziwnie i zbyt lekko chodzić. Poza tym ludzie są tu przesympatyczni i otwarci (wielu z nich mi pierwsi mówią bonjour:)), zatem francuskie dzień dobry mam opanowane do perfekcji. Za drugim samodzielnym przejazdem do pracy i z powrotem było dużo lepiej – wysiadłam na właściwym przystanku:)) Później było już tylko lepiej...

Poza tym dzisiaj poznałam swoją sąsiadkę z piętra. Mam nadzieję, że będziemy nieźle się dogadywać.

4 komentarze:

  1. Wow, zazdroszczę ci takie niesamowitej przygody w życiu. Oby wszystko doskonale ci się ułożyło. Gratuluję odwagi podjęcia się pracy i życia tak daleko od domu. :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Myślę, że łatwiej jest jak się nie ma własnej rodziny (tj. męża i dzieci), a wokół są Polacy:). Ja czasem mam wrażenie, że wyjechałam do Warszawy, a nie do Brukseli:).

    OdpowiedzUsuń
  3. O proszę, nie było mnie trzy tygodnie, a tu u Ciebie takie zmiany - lecę poczytać wstecz, a Ty się tam trzymaj belgijsko :)

    OdpowiedzUsuń
  4. No widzisz, bo to nagła i nieoczekiwana zmiana w moim życiu jest:)

    OdpowiedzUsuń