piątek, 22 lipca 2016

J. Kopińska, "Czy Bóg wybaczy siostrze Bernadetcie?"

"Czy Bóg wybaczy siostrze Bernadetcie?" to publikacja, która "chodziła" za mną bardzo długo. Opisuje ona sprawę ośrodka wychowawczego w Zabrzu prowadzonego przez siostry boromeuszki. Nie spodziewałam się łatwej lektury, jednak to czego dowiedziałam się z tej książki przeszło moje najśmielsze wyobrażenia. 

Nie wiem na ile znacie sprawę, ale w ośrodku prowadzonym przez siostry było 8 (słownie osiem) wychowawczyń na kilkadziesiąt dzieci, które miały prawo być przepracowane i znerwicowane, ponieważ praca w domu dziecka nie należy do łatwych. Jednak zbyt mała liczba wychowawczyń w stosunku to dzieci to najmniejsze z przewinień sióstr, bo to w ich kwestii było zwiększyć liczbę wychowawców lub nie przyjmować dzieci ponad stan. Okazuje się bowiem, że codziennością w tej placówce było znęcanie się nad dziećmi, bicie ich (nieraz do krwi i/lub nieprzytomności, łamanie kości i wyrywanie garściami włosów - również do krwi), zmuszanie do jedzenia - dzieci musiały zjeść wszystko niezależnie od tego czy coś lubiły czy nie, a jeżeli zwymiotowały przy jedzeniu to wychowawczynie kazały im jeść wymiociny. Do tego dochodziło obarczanie dzieci zbyt dużymi obowiązkami (np. sprzątaniem wszystkich pokoi, praniem skarpetek wszystkich wychowanków itp.) Poza tym w tym ośrodku panowało przyzwolenie na przemoc i gwałty na młodszych dzieciach. W placówce, która powinna dać i tak trudnym dzieciom chociażby podstawowe poczucie bezpieczeństwa i zapewnić podstawowe potrzeby na poziomie humanitarnym, na porządku dziennym była przemoc fizyczna i psychiczna. No bo jak można wyzywać 3 czy 4roletnie dziecko i wyrywać mu włosy aż do krwi? 

Wybaczcie, że zdradzam Wam, aż tak dużo szczegółów z książki, ale podchodzę do niej bardzo emocjonalnie. Chociażby dlatego, że sama jestem pedagogiem, który jakiś czas pracował w domu dziecka. Doskonale wiem jak człowiek się przejmuje tymi dziećmi i stara im się coś włożyć do głów, a to przecież to nie są łatwe i wdzięczne do pracy dzieci... Świetnie pamiętam zmiany podczas których moja grupa miała zły dzień (wtedy ciężko było ich opanować), albo miałam tyle zajęć, że pod koniec popołudniowej zmiany niemalże spałam na siedząco wykończona fizycznie i psychicznie. Zatem nikt mi nie wmówi, że nie wiem jaka to trudna praca, bo doskonale to wiem. Jednak nie wyobrażam sobie, żebym miała pobić wychowanka, albo pozwalać na to, żeby któryś był tak bardzo wykorzystywany przez starszych kolegów, jak w placówce w Zabrzu. Dlatego też nie rozumiem jak te siostry mogły pozwalać na to wszystko, ukrywać to, a w dodatku nie widziały nic złego w swoim postępowaniu, bo przecież te dzieci mają zło w genach, którego nie da się wyplenić, więc po co cokolwiek robić? Najtragiczniejsze jest to, że przez wiele lat nikt nic nie robił, żeby cokolwiek się zmieniło w tej sprawie chociaż były sygnały, że coś jest nie tak - ale albo nikt nie chciał się wychylać i szlajać się później po sądach, aby składać zeznania, albo nie mógł w to uwierzyć. I szczerze? Samej ciężko było mi uwierzyć w to, że w takiej placówce, w naszych czasach mogą dziać się rzeczy, które się nie mieszczą w głowie. Nie umiem zrozumieć krat w oknach, zamykania chłopców we wspólnej sali na klucz od zewnątrz (zostawiając wiadro na odchody) i izolowania ich od świata zewnętrznego oraz pozwalania na gwałty i niesamowity ogrom przemocy fizycznej i psychicznej wśród wychowanków... Jednak chyba najbardziej szokuje mnie to, że ta placówka nie miała żadnego nadzoru ze strony urzędów (np. Urzędu Miasta), a jak miała to była to kontrola na żenującym poziomie... Chcę, żebyście mieli świadomość, że ten ośrodek był finansowany bodajże z UM, a urząd wcale nie rozliczał do z tego jak te fundusze były wykorzystywane. 

Ktoś może powiedzieć, że ta publikacja to kolejny atak na Kościół Katolicki. Jednak moim zdaniem ta pozycja jest całkiem rzetelnie napisana tym bardziej, że informacje w niej zawarte są do sprawdzenia. Ilość krzywdy, które wyrządziły te skrzywione kobiety nie mieści mi się w głowie, ponieważ te dzieci nawet po wyjściu z ośrodka nie wiedzą tego co jest dobre, a co złe i chociażby w pedofilii czy morderstwach nie dopatrują się niczego niegodziwego... Normalnie, aż nóż mi się otwiera jak pomyślę o tych wszystkich osobach, które mogły sobie ułożyć życie na przyzwoitym poziomie, a zostały przestępcami ze skrzywioną psychiką, których zrobiły z nich siostry. 

7 komentarzy:

  1. widać w Twoim wpisie, jak bardzo emocjonalnie podeszłaś do tematu; ale to akurat nie dziwne. Takie sytuacje nie powinny mieć miejsca; człowiek się zastanawia, jak to możliwe jest i co trzeba mieć w głowie, żeby pozwalać na takie rzeczy;
    książka sama w sobie na pewno przejmująca, pełna emocji. Dobrze, że poruszasz ten temat.
    Szkoda tylko tych skrzywdzonych dzieci.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie autorka jest o dziwo bardzo rzeczowa, chociaż pewnie i nią targały emocje, bo inaczej tu się nie da. I na ten temat chyba po prostu trzeba mówić i pisać.

      Usuń
  2. Również jestem pedagogiem (na razie niepracującym jeszcze w zawodzie), a do tego przez dwa lata byłam wolontariuszką w domu dziecka w grupie niemowlęcej. Zawsze pragnęłam pracować w takiej placówce, jednak wolontariat uświadomił mi, że to nie dla mnie, ponieważ bałam się, że po latach pracy stanę się taka, jak większość wychowawczyń - przepełniona rutyną, zamknięta, nieczuła na płacz i prośby maluszków. To, co ujrzałam, poraziło mnie... Po książkę Kopińskiej sięgnę na pewno - jestem przekonana, że wywoła we mnie masę emocji.

    OdpowiedzUsuń
  3. Już od dawna przymierzam się do przeczytania tej książki. O całej sprawie słyszałam w mediach. W głowie mi się nie mieści, jak można krzywdzić i dawać przyzwolenie na krzywdzenie! Nie odbieram tego, jako ataku na kościół tylko nagłośnienie zła, które człowiek robi innemu człowiekowi. Tym bardziej, że krzywdzący kojarzeni są z miłosierdziem a krzywdzeni z niewinnością. Coś tam się chyba niektórym siostrom poplątało w głowach! Twoja recenzja tylko mnie utwierdziła w przekonaniu, że to nie będzie łatwa lektura.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba żadnemu normalnemu człowiekowi nie mieści się w głowie to, jak mogło dojść do takiej sytuacji...najbardziej mnie wkurza to jak wiele osób mogło żyć w miarę normalnie, a ma skrzywioną psychikę do końca życia.

      Usuń
  4. O rany... byłam bardzo ciekawa tej książki, ale nie jestem pewna czy ja przebrnęłabym przez nią do końca. To smutne, że potem ludzie patrzą na religie pod takim kątem (nie mówiąc o innych szokujących sprawach księży itd).
    Jak tak można traktować drugiego człowieka, a co dopiero dzieci. Nie rozumiem i nigdy nie pojmę tak skandalicznego zachowania.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tak ciężko jest przebrnąć przez tą książkę w całości ze względu na to co tam jest opisane. Mną do tej pory targają emocje chociaż skończyłam ją czytać ze trzy dni temu...

      Usuń