sobota, 4 czerwca 2016

Marta Abramowicz, "Zakonnice odchodzą po cichu"

Kiedy byłam studentką jeszcze nie miałam konkretnego planu na życie. Wciąż szukałam swojej drogi - tej, na której mogłabym być szczęśliwa i się spełniać. Myślałam o życiu zakonnym i widocznie Ktoś lub coś nade mną czuwało, bo aktualnie pracuję w zawodzie, który kocham i za niespełna trzy miesiące zakładam własną rodzinę. 

Chyba to właśnie przez ten okres, w którym myślałam o życiu konsekrowanym nie mogłam sobie odmówić lektury książki pt. "Zakonnice odchodzą po cichu" autorstwa M. Abramowicz. 

Pani Marta opisuje historie kilkunastu sióstr, które wspominają o tym jak żyły w zgromadzeniach i dlaczego odeszły. I chociaż miałam jakieś wyobrażenia o takim życiu, to nieco zdziwiło mnie to jak bardzo Matki Przełożone mogą nadużywać władzy. Okazuje się bowiem, że w wielu zakonach żeńskich zabrania się nawiązywania jakichkolwiek bliższych relacji ze współsiostrami z roku, ponieważ teoretycznie zagraża to budowaniu wspólnoty. Szczególnie te siostry, które nie mają jeszcze zbudowanej pozycji często narażone są na mobbing, albo są wykorzystywane (ponieważ przełożone zmuszają je do pracy ponad siły). Najbardziej przerażał mnie brak dostępu do podstawowego leczenia (problem był nawet z wyjściem do lekarza pierwszego kontaktu) i edukacji. 

Kiedy ktoś nie wgłębia się w książkę i przyświecającą jej ideę, może odnieść wrażenie, że jest antykościelna, bo nie pokazuje drugiej strony medalu. Jednak jeżeli komuś chciało ją się przeczytać dowie się, że: 

1. Do byłych sióstr bardzo trudno dotrzeć. 
2. O życiu zakonnym trudno jest rozmawiać z siostrami, bo nie chcą o nim mówić. 
3. Autorka próbowała zgłębić temat, ale niestety często spotykała się z murem nieufności i strachu przed uzewnętrznieniem się. 

Znam kilka świetnych sióstr zakonnych, jednak mogłabym je policzyć na palcach jednej ręki, a z tej części mojego życia, kiedy byłam bardzo blisko Kościoła, jednak wyodrębnia się subtelny obraz, który sprawia, że książka pani Abramowicz jest dla mnie bardzo wiarygodna. 

Na pewno z żeńskich zgromadzeniach zakonnych nie wszystko jest złe i jest wiele wspaniałych sióstr oraz przełożonych, jednak niewątpliwie wiele jeszcze zmian w tej dziedzinie musi zajść - szczególnie na naszym polskim podwórku. 

1 komentarz:

  1. Książka od dawna mnie intryguje i z pewnością niebawem i ja do niej dotrę :-)

    OdpowiedzUsuń