piątek, 18 marca 2016

S. Bolton, "Małe mroczne kłamstwa"

Uwielbiam książki Sharon Bolton, więc sięgnięcie po "Małe mroczne kłamstwa" było tylko kwestią czasu. 

Już na początku spodziewałam się, że to nie będzie łatwa, ponieważ znam tą autorkę na tyle, że wiem, iż w swoje książki wplata trudne społecznie tematy. I tym razem Sharon Bolton sprawiła, że nie mogłam się oderwać od jej książki, a mną, aż targało od emocji. 


S. Bolton, "Małe mroczne kłamstwa" - fabuła. 

Autorka przedstawia nam tą samą historię z perspektywy trzech bohaterów. Na Falklandach już od lat giną dzieci. Na początku mieszkańcy wyspy zaginięciom dzieci przypisują nieszczęśliwe wypadki - takie jak wpadnięcie do morza. Jednak kiedy zaginęło dziecko turystów policja wraz z mieszkańcami i wycieczkowiczami wszczynają poszukiwania chłopca. Te wydarzenia przypadają na czas, gdy zbliża się trzecia rocznica tragicznej śmierci dwóch chłopców z wyspy, a przeżycia trójki mieszkańców Falklandów są wplecione w aktualne wydarzenia na wyspie. Autorka sprawnie ukazuje mroczną stronę poszczególnych postaci, sprawnie ukrywając najciemniejszy charakter. 


Z perspektywy czytelnika...

Sharon Bolton po raz kolejny nas zaskakuje ukazując to jak mroczną naturę potrafi mieć człowiek, a jego psychika potrafi być niezmiernie pokrętna. Jej bohaterowie nie są papierowi, ale są pełnokrwistymi postaciami, ze swoimi mrocznymi tajemnicami, cierpieniem i nadziejami oraz strachem. Każdy z nich w pewien sposób złamany tragicznym wypadkiem usiłuje poradzić sobie ze swoimi emocjami, które zostały nim wywołane. Dodatkowo wokół czuć duszną i mroczną atmosferę, która potęguje wrażenie, że w mroku wyspy czai się jeszcze coś...coś czego nie jesteśmy w stanie uchwycić. Muszę Wam się przyznać, że miałam swoje typy co do porywacza i/lub tego co się stało z dzieciakami. Jednak koniec tak mnie zaskoczył, że musiałam go czytać dwa razy, żeby sprawdzić czy dobrze zrozumiałam... Autorka w bardzo subtelny sposób ukazuje to jak bardzo złożona jest ludzka psychika i nie zawsze zło jest takie oczywiste jak myślimy...czasem kryje się pod piękną i złudną fasadą dobra. 

Powyższa książka jest powieścią, która cały czas trzyma czytelnika w napięciu, co chwile przynosi coś nowego i go zaskakuje. Nie raz ścisnęło mnie za serce, nie raz się uśmiechnęłam i przez większość czasu czytałam z zapartym tchem, by na końcu wytrzeszczyć oczy ze zdumienia. 

Mam nadzieję, że jeszcze nie jedna książka Pani Bolton ukarze się na naszym rodzimym rynku, bo stała się jedną z moich ulubionych pisarek, a przeczytałam już wszystkie dostępne książki. Tymczasem po tej lekturze potrzebowałam sięgnąć po coś nieco lżejszego...

zBLOGowani.pl

5 komentarzy:

  1. O proszę! Koniecznie muszę ją poznać :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ostatnio przeczytałam dwie książki Bolton pod rząd więc teraz chcę od niej trochę odpocząć, ale tą książkę też prędzej czy później planuję przeczytać, bo lubię jej twórczość. :-)

    OdpowiedzUsuń
  3. nie czytałam :) ale wydaje się ciekawa

    OdpowiedzUsuń
  4. Czytałam tej autorki "Karuzelę samobójczyń" i wprost ją uwielbiam! Muszę przeczytać inne pozycje :)
    Justyna z livingbooksx.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń