czwartek, 15 stycznia 2015

S. Bolton, "Ulubione rzeczy"

Od zawsze mam słabość do kryminałów w każdej formie. Uwielbiam je zarówno w formie serialowej i filmowej, jak również literackiej. Dlatego też w bibliotekach zwykle najpierw po nie wyciągam ręce – szczególnie, gdy trafiam na coś, czego czytałam dobrą recenzję. Tak było z „Ulubionymi rzeczami” autorstwa S. J. Bolton. Pamiętałam, że na jednym z blogów czytałam dość pochlebną opinię, a dodatkowym atutem stała się okładka, która bardzo przyciągnęła moją uwagę. Po prostu musiałam ją wziąć ze sobą do domu! I nie zawiodłam się.
Powieść zaczyna się od momentu, w którym martwa kobieta osuwa się na samochód młodej policjantki. To wydarzenie sprawia, że mimo woli zostaje włączona w sprawę zabójstwa. Już od początku pojawiają się skojarzenia ze sławnym wiktoriańskim mordercą – Kubą Rozpruwaczem. Wszystko wskazuje na to, że we współczesnym Londynie pojawił się naśladowca tegoż legendarnego już zabójcy. Zdawałoby się, iż Lancey została wplątana w śledztwo mimo woli – najpierw w charakterze świadka, a z czasem jako śledcza. Jednak okazuje się, że z jednej strony wzbudza podejrzenia jednego z kolegów, a z drugiej w trakcie rozwoju fabuły wiele rzeczy wskazuje na to, iż coś łączy ją ze sprawcą.
Niewątpliwym atutem „Ulubionych rzeczy” jest nie tylko nawiązanie do Kuby Rozpruwacza, ale także mroczna aura tajemnicy, która nadaje powieści niesamowity klimat. Dodatkowo policjanci to ludzie z krwi i kości – z własną przeszłością, tajemnicami i mrocznymi stronami. Bardzo podoba mi się w tej historii to, że autorka nie próbuje ich wybielać i ugładzać oraz pokazywać ich z jak najlepszej strony. Po prostu w powieści S. J. Bolton śledczy to też ludzie, których przeszłość była dość wyboista – zresztą ich teraźniejszość też często taka jest. Kolejnym niewątpliwym plusem tej historii są liczne zwroty akcji i zaskoczenia, które zostają nam serwowane. Kiedy już myślimy, że mamy chwilę spokoju S. J. Bolton nagle dorzuca nam zaskakującą wiadomość, albo serwuje nam trzymające w napięciu wydarzenie. Poza tym sama Lancey jest bardzo ciekawą i przyciągającą uwagę postacią. Cały czas wiemy, że coś skrywa, a autorka sprawnie dawkuje nam informację nie tylko na temat śledztwa, ale również o głównej bohaterce. Już sama ciekawość co ona skrywa przyszpila do „Ulubionych rzeczy” i zajmuje nasze myśli w chwilach, kiedy odkładamy je na bok.


            Obok tej książki po prostu nie można przejść obojętnie – moim zdaniem jest ona obowiązkową lekturą dla wszystkich miłośników kryminałów. Natomiast jeżeli dopiero macie przed sobą przygodę z tym gatunkiem to ta powieść jest idealna na początek. Nie mogłam Wam napisać o niej zbyt wiele, bo czytając ją nie mielibyście już takiej frajdy. A warto...szczególnie dla zakończenia, które sprawia, że szczęka opada, aż do podłogi…

9 komentarzy:

  1. Już od jakiegoś czasu jest na mojej liście do przeczytania, ale niestety trudno ją dorwać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja przynajmniej tą książkę widziałam u siebi w dwóch bibliotekach;p

      Usuń
  2. Uwielbiam książki tej autorki! Przeczytałam wszystkie trzy jakie wyszły w Polsce i teraz czekam na czwartą ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Muszę koniecznie po nią sięgnąć <3

    OdpowiedzUsuń
  4. Średnio lubię czytać kryminały, najczęściej sięgam po fantastykę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja je bardzo lubię. A fantastyka jest moim drugim ulubionym gatunkiem literackim.

      Usuń
  5. Hm. Lubię czytywać kryminały i jak natknę się na nią w bibliotece, to czemu nie.

    OdpowiedzUsuń