poniedziałek, 13 stycznia 2014

"Małżeństwo we troje" , Eric - Emmanuel Schmitt, recenzja

Będąc w związku wciąż jesteśmy wystawieni na wpływ innych ludzi nie tylko na nas samych, ale też na nasze relacje z partnerem. W końcu wiążąc się z drugim człowiekiem nie przenosimy się na jakieś bezludzie, a tym bardziej nie zrywamy z naszą przeszłością i otoczeniem. Jak Wam kiedyś wspominałam moja rodzina nie może doczekać się kolejnego wesela (bo poszliby na jakieś;)) i jak w wielu wypadkach próbuje zorientować się na kiedy mają się szykować (to co przyszłaś w końcu prosić??;p).

Jednakże czasem zdarza się, że w naszym życiu pojawiają się osoby bądź też zwierzęta, które wywierają na nasze życie większy wpływ niż tabuny ciotek, wujków i dziadków;). Nie raz ich pojawienie się w naszym życiu jest zrządzeniem losu jednak mimo to (a może właśnie dlatego) stają się oni opiekuńczymi duchami, pozostającymi w cieniu lub przyjaciółmi, którzy sprawiają, że to dzięki nim potrafimy w ogóle wejść w jakiekolwiek relacje z drugim człowiekiem. Czasem jednak to nasze decyzje względem innych ludzi też mają znaczenie, bo jak chociażby potraktujemy nasze dzieci może zarówno scementować jak i zniszczyć nasz związek.

Eric - Emmanuel Schmitt z właściwą sobie lekkością pokazuje, że często to właśnie inni ludzie (czy też inne istoty) mają znaczący wpływ na nasze pożycie w związku. Może być to zarówno osoba z najbliższej rodziny, jak również ktoś nam zupełnie obcy czy nawet zwierzak. Pisarz dostarcza nam 5 wzruszających historii o miłości, oddaniu i człowieczeństwie oraz o naszych słabościach i ciemniejszej stronie ludzkiej natury. Kilka notek wcześniej pisałam Wam o książce pod tytułem "Sztuka słyszenia bicia serca" porównując jej klimat do powieści Schmitta. Kłamałam! Tamta książka nie może się równać, z którąkolwiek powieścią autorstwa Schmitta. Tamtemu autorowi bardzo wiele brakuje do lekkości pióra autora "Małżeństwa we troje".

Powyższą powieść udało mi się dorwać podczas jednej z wizyt w bibliotece (szczęśliwie zdarza się, że kupią coś nowego do którejś z bibliotek;)) i żałuję, że nie mam jej w swoich prywatnych zasobach...zatem jeżeli, ktoś będzie miał problem z wyborem prezentu dla mnie (jakby co urodziny mam za ok. 2 miesiące;p) to nie obrażę się jak dostanę tą właśnie książkę, bo z chęcią przeczytam ją nie jeszcze raz, ale wiele razy...

Nie skłamię, jeżeli powiem Wam, że jest to jedna z najlepszych powieści Schmitta i na pewno spodoba się nie tylko tym, którzy lubią twórczość tego autora.

10 komentarzy:

  1. Ale się zgrałyśmy :D Też dzisiaj opublikowałam post na temat tej książki. Świetna! Bardzo dobrze mi się ją czytało i przy niej płakało! :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O widzisz;). Faktycznie fajny zbieg okoliczności:)

      Usuń
  2. coś ciekawego, w sam raz dla mnie :) Ja jak na razie mam za sobą 4 książki autora i bardzo mi się one podobały :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Samo życie w tej treści ,tak bywa i w realu nie tylko w powieściach ,pozdrawiam serdecznie ,a co do małżeństwa ,jakby każdy tak to zgłębiał ,żadnych ślubów by nie było :):):):):):

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No w sumie tak. Schmitt pisze bardzo realistycznie;). W sumie jakby się zgłębić w jeszcze parę rzeczy to człowiek pewnie by nic nie robił;))

      Usuń
  4. Nie moja tematyka ale skoro są to opowiadania to może z ciekawości zerknę jak znajdę.

    OdpowiedzUsuń
  5. Coraz częściej mam wrażenie, że do Schmitta zabrałam się (za przeproszeniem) od dupy strony i niepotrzebnie zniechęciłam się czytając "Moje Ewangelia" i cośtam "kwiaty Koranu".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Być może.
      Ja zaczęłam "Moje Ewangelie" i je rzuciłam, bo mi się nie podobały;p

      Usuń