niedziela, 30 lipca 2017

Pilaten, maską pod oczy - Girl Seaweed eye Mask

maska pod oczy, Pilaten, pielęgnacja koreańska,
Skóra pod oczami jest bardzo delikatna i dlatego wymaga odpowiedniej troski. To właśnie te okolice starzeją się najszybciej. Naprzeciw potrzebom skóry wokół oczu wychodzi m. in. marka Pilaten wraz ze swoją maską pod oczy - Girl Seaweed eye Mask

Liście z wodorostów są bogate w witaminy, przeciwutleniacze oraz minerały.Zawarty w masce ekstrakt z wodorostów dogłębnie nawilża skórę i opóźnia jej starzenie. Maska skutecznie rozjaśnia skórę, likwidując cienie pod oczami. Skóra ma pozostać nawilżona i odżywiona przez długi czas, co niweluje obrzęki, poprawia jędrność oraz wygładza zmarszczki. 

Stosowanie: 

Po oczyszczeniu i wysuszeniu twarzy należy nałożyć na skórę pod oczami płatki żelowe i pozostawić na ok. 25 min. 

Producent zaleca, że aby uzyskać najlepszy efekt należy stosować tą maskę raz w tygodniu. 

Skład:

  • Skład: Water, Glycerin, chondrus Crispus Powder (Seaweed), Xantan Gum, Polysorbate 20, Collagen, Sodium Hyaluronate, Pearl Powder, Butanediol, Rosa Rugosa Flower Oil, Sargassum Pallidum Extract (Seaweed), Aloe, Methylparaben, Caprylhydroxamic Acid.

Płatki mają żelową konsystencję i świetnie przylegają do okolicy pod oczami, dzięki czemu można z nimi np. czytać książkę, oglądać telewizję, albo chociażby sprzątać. Zaraz po nałożeniu płatków możecie odczuwać efekt chłodzenia, który po chwili przechodzi. 

Po zdjęciu maski zauważamy widocznie
rozjaśnioną skórę w miejscach, w których była nałożona. Jeżeli chodzi o nawilżenie to dla mojej skóry jest niewystarczające, ale już sam efekt rozjaśnienia okolicy pod oczami oraz załagodzenia zaczerwienień jest wystarczający do tego, abym chciała do niej wracać. 

Gdzie kupić?  >>>TU<<<

sobota, 29 lipca 2017

J. Ćwiek, "Grimm City. WIlk!"

"Grimm City. Wilk!" J. Ćwiek
"Grimm City. Wilk!" Jakuba Ćwieka to książka, która przyciągnęła mnie zarówno swoim tytułem, jak i okładką. Spodziewałam się mocnych nawiązań do baśni i byłam i bardzo ciekawa. 

Wkraczając w świat wykreowany przez Pana Jakuba wstępujemy do miasta Grimm - ponurej, spowitej obłokami tłustej czerni metropolii, w której o sprawiedliwość równie trudno, jak o bezchmurne niebo. Miejscowość zbudowana na ciele olbrzyma i napędzana jego smolistą krwią oraz odłamkami węglowego serc trwa w dawno ustalonym porządku - do teraz. Na przestępczą scenę bezkompromisowo wkracza Nowy Gracz, a oficer policji Wolf zostaje brutalnie zamordowany we własnym domu.

Autor roztacza przed nami gorzki i brutalny kryminał noir w osobliwym świecie inspirowanym amerykańskim podziemiem przestępczym lat dwudziestych i trzydziestych XX w. Grimm to miejsce,  którym rządzi strach i opowieść. 

Kiedy zamykam oczy widzę Gtimm City jako wielką metropolię, w której każdy zna swoje miejsce, a jeżeli ktoś o tym zapomina to życie brutalnie mu to uświadamia. Tytułowe miasto jest niczym organizm, którego wszystkie organy współgrają ze sobą. Jednak to co zaczęło się dziać w mieście w połączeniu z zabójstwem policjanta zasiewa w mieszkańcach niepokój. Mimo to jego mieszkańcy pozornie wiodą normalny tryb życia. 

W fabule zafascynowało mnie głównie to jak autor sprawnie nawiązuje nie tylko do baśni, ale do opowieści w ogóle. Sam wątek religii w tejże powieści jest czymś wyjątkowym, co sprawiło, że w mojej głowie zapadła pewna zapadka i zaczęłam patrzeć na takie sprawy z nieco innej perspektywy. 


Czytając "Grimm City. Wilk!" odniosłam wrażenie, że każdy kto ma podstawową wiedzę ogólną i orientuje się w baśniach odnajdzie ciekawe nawiązania do współczesnej kultury. Dlatego też ta powieść powinna zaspokoić tych z Was, którzy szukają świetnej historii, która jednak wymaga nieco myślenia ze strony odbiorcy. 

Nie wiem jeszcze czy sięgnę po inne książki Jakuba Ćwieka, ale jeżeli już uporam się z moją listą czytelniczą na najbliższy czas to na pewno zastanowię się nad wyborem, którejś z Jego powieści. 

IT'S SKIN Collagen Eye Mask Sheet Kolagenowa maska pod oczy

kolagenowa maska pod oczy, It's Skin

IT'S SKIN Collagen Eye Mask Sheet Kolagenowa maska pod oczy to produkt, który wzięłam z ciekawości podczas ostatnich zakupów w MintiShop. Są to żelowe kolagenowe płatki pod oczy zaprojektowane dla odżywienia, uelastycznienia i wygładzenia skóry wokół oczu, jak również delikatnego rozjaśnienia kolorytu skóry. Podobno  ich regularne stosowanie przywraca skórze miękkość i sprężystość. Poza tym minimalizuje widoczność zmarszczek i i utrzymuje odpowiedni poziom nawilżenia.


Warto wiedzieć: 

Produkty It's SKIN opracowane są przez lekarzy dermatologów z Uniwersytetu Medycznego w Seulu. Mają unikatowe receptury wykorzystujące połączenie naturalnych składników z najnowszymi osiągnięciami w dziedzinie dermatologii. Dzięki temu pozwalają obudzić pierwotną energię i witalność, która drzemie w skórze.

IT'S SKIN Collagen Eye Mask Sheet Kolagenowa maska pod oczy - moja opinia. 


Płatki są zamknięte w plastikowym
pojemniczku i świetnie od siebie odseparowane. Po nałożeniu pod oczy świetnie przylegają do skóry tak, że można z nimi pracować na komputerze, albo wykonywać jakąkolwiek inną czynność. Moja skóra  świetnie wchłonęła produkt, którym były nasączone płatki. Po ich ściągnięciu moja skóra była delikatnie rozjaśniona, napięta i odżywiona. Na pewno będę do nich wracać. 

piątek, 28 lipca 2017

K. Gier, "Silver. Trzecia księga snów"

"Silver. Trzecia księga snów", K. Gier,
Był taki czas, w którym bardzo sceptycznie podchodziłam do książek przeznaczonych dla młodzieży. Wydawały się mi płytkie i niewnoszące nic do życia. Jednak od jakiegoś czasu to się zmieniło - może dlatego, że po pracy potrzebuję lekkiej i mało wymagającej rozrywki. Ostatnio sięgnęłam po "Silver. Trzecią księgę snów" autorstwa Kerstin Gier. Byłam bardzo ciekawa ostatniego tomu serii, ponieważ z dwie pierwsze bardzo mnie wciągnęły. 

Są na świecie ludzie, którzy mają dostęp do snów. Z marzeń sennych można się bardzo wiele dowiedzieć - pogrzebać w świadomości i podświadomości. Można też popchnąć śniącego do czynów, których nigdy nie dopuściłby się na jawie... Główna bohaterka serii, Liv Silver, ma same kłopoty. Jej antagonista Arthur rośnie w siłę, blogerka Secrecy wie coraz więcej, a groźna Anabel znów pojawia się na sennych korytarzach. Liv musi połączyć siły z przyjaciółmi, żeby chronić siebie i bliskich przed niebezpieczeństwem, które czyha na jawie i we śnie.

A z racji tego, że to jest ostatni tom z serii autorka domyka wszelkie rozpoczęte wątki. Nie tylko te związane z rzekomym demonem, ale również te poboczne. Dlatego też towarzyszymy rozterkom sercowym Lottie, przygotowaniom do ślubu mamy Liv i innym. 

Ostatnia część była całkiem sympatyczna, ale biorąc pod uwagę, że oczekiwałam czegoś spektakularnego to niestety się zawiodłam. Ciężko jest pisać opinię o ostatniej części serii, kiedy ma się świadomość, że są osoby, które dopiero sięgną po tą serię za jakiś czas...

Zatem krótko...jeżeli potrzebujecie lekkiej, zabawnej i ciekawej historii to spokojnie możecie po nią sięgnąć. Albowiem Kerstin Gier maluje przed nami żywe sceny, które pobudzają wyobraźnie i utrzymują zainteresowanie historią. Jednakże zawiedziecie się jeżeli oczekujecie spektakularnego końca. 

"Silver. Trzecia księga snów" jest przeznaczona dla nastolatków, więc może fakt, iż nastolatką nie jestem od dobrych kilkunastu lat może mieć nie mały wpływ na odbiór tejże książki. Jednakże mimo małego mankamentu z czystym sumieniem mogę stwierdzić, że powyższą pozycję przeczytałam z przyjemnością i bardzo mile ją wspominam. 

czwartek, 27 lipca 2017

J. Boyne, "Chłopiec na szczycie góry"

"Chłopiec na szczycie gory" J. Boyne, recenzjaPo "Chłopca na szczycie góry" Johna Boyne sięgnęłam niebawem po skończeniu "Chłopca w pasiastej piżamie"

Ta historia opowiada o chłopcu, który zostaje sierotą i zmuszony jest opuścić swój rodzinny dom w Paryżu oraz rozpocząć nowe życie ze swoją ciotką Beatrix. Kobieta jest służącą w zamożnej austriackiej rodzinie. 

Jest rok 1935, a II Wojna Światowa zbliża się wielkimi krokami. Miejsce, do którego trafia chłopiec nie jest zwykłym domem. To Berghof - rezydencja Adolfa Hitlera. 

Chłopiec szybko zostaje wzięty pod skrzydła Hitlera i wrzucony do coraz bardziej niebezpiecznego nowego świata: świata terroru, tajemnic i zdrady, z którego nigdy nie będzie w stanie wrócić. 

"Chłopiec na szczycie góry" to opowieść o tym jak bardzo młodzi ludzie są podatni na wpływy charyzmatycznych osób oraz idee, które sprawiają, że mają poczucie, iż stają się w swoich oczach lepszymi - bardziej wartościowymi ludźmi czy patriotami. Przemiana chłopca następuje powoli i niemalże niezauważalnie. I to właśnie to jest najbardziej przerażające w tej książce - okrucieństwo i fanatyzm dyskretnie wdzierające się w umysł i serce młodego człowieka. Pierrot momentami ma przebłyski tego co usiłowali wpoić mu jego opiekunowie - szczególnie w momentach, w których zaskakuje go okrucieństwo żołnierzy lub wtedy, gdy odkrywa, że są ludzie, którzy nie podzielają jego spojrzenia na świat. 

"Chłopiec w pasiastej piżamie" poruszał pięknem przyjaźni dwóch chłopców, natomiast "Chłopiec na szczycie góry" wstrząsa tą uniwersalną prawdą, którą jest fakt, że młode dusze i umysły są bardzo plastyczne oraz podatne. Po tej lekturze chyba czuję jeszcze większą odpowiedzialność ciążącą na mnie z racji wykonywanego zawodu i mam wrażenie, że od momentu, w którym zapoznałam się z treścią książki na pewne rzeczy patrzę nieco inaczej. 

"Chłopiec na szczycie góry" to niezwykła powieść, którą będę polecała szczególnie młodym ludziom, którzy dopiero wchodzą, w tematykę wojenną. Jednakże na pewno podsunę ją niejednej mojej koleżance. Może wykorzysta to w swojej pracy zawodowej?

środa, 26 lipca 2017

Moje DIY #4 - kartki okolicznościowe w 3D.

Nigdy nie uważałam siebie za uzdolnioną plastycznie. Jednak zaczynając pracę z dziećmi musiałam zweryfikować ten pogląd, w momencie, w którym w jednej z placówek opiekuńczo wychowawczych musiałam razem z wychowankami robić kartki dla darczyńców i sponsorów. Wtedy nie było to dla mnie przyjemnością. Od kilku miesięcy odkrywam to na nowo i udało mi się zrobić już całkiem sporo kartek. Dzisiaj chciałabym Wam pokazać kartki, które zrobiłam z gotowych zestawów, które ułatwiają start jeżeli chodzi o robienie kartek. 

kartki okolicznościowe, DIY

Gotowe zestawy prezentują się tak jak te powyższe. Głównym problemem jest poskładanie wszystkiego do kupy i dobranie tła. ;) 


Moim zdaniem te kartki pasują głównie do młodych osób lub takich, które słuchają nieco ostrzejszej muzyki, albo mają określony styl bycia. Jak na razie jest to mój ulubiony styl jeżeli chodzi o kartki. 

wtorek, 25 lipca 2017

John Boyne, "Chłopiec w pasiastej piżamie"

"Chłopiec w pasiastej piżamie" "Chłopiec w pasiastej piżamie" Johna Boyne'a to książka tak znana, że nie mogą oprzeć się wrażeniu, że jestem ostatnią osobą, która ją przeczytała. 

Jest to historia dwóch chłopców - jeden syn niemieckiego komendanta SS, drugi jest żydowskim dzieckiem z obozu. Ich spotkanie wydaje się czymś niemożliwym, jednakże mimo różnic i małego prawdopodobieństwa spotkania zostają przyjaciółmi. 

Bruno w końcu nie czuje się tak samotny, a Szmul zyskuje przyjaciela, który sprawia, że jego obozowe życie staje się nieco znośniejsze (no może z wyjątkiem jednej sytuacji). 

"Chłopiec w pasiastej piżamie" to historia przedstawiona z perspektywy dziecka, które nie rozumie co się wokół niego dzieje. Patrzy na wojnę i jest poddawane nazistowskiej propagandzie, ale tak po ludzku się z tym nie zgadza.

Sięgając po tą książkę bałam się, że obraz obozów koncentracyjnych zostanie w pewien sposób przekłamany. Bo jednak obcokrajowiec może mieć inny ich obraz, niż Polak. Na szczęście pan Boyne wykazał się świetnym wyczuciem oraz wiedzą na ten temat i stworzył bardzo poruszającą historię, obok której nie można przejść obojętnie.  

Ta książka w prosty sposób pokazuje świat wojny i obozów, które mogą w łagodny i zrozumiały sposób wprowadzić dzieci z podstawówki w tak trudną tematykę. 

Bardzo bym chciała wykorzystać kiedyś tą książkę i jej ekranizację w swojej pracy zawodowej. Jednakże na razie pracuję, ze zbyt małymi dziećmi, żeby móc to zrobić. A ta tematyka jednak wymaga pewnej wiedzy i przede wszystkim dojrzałości. 

Żel myjący do twarzy z Biolaven Organic

Biolaven Organic, żel myjący do twarzy Żel myjący do twarzy z Biolaven Organic z tego co pamiętam znalazłam w jednym z beautyboxów. Sama raczej bym po ten produkt nie sięgnęła ze względu na to, że nie przepadam za zapachem lawendy.

Żel myjący do twarzy z Biolaven Organic jest nawilżająco - odświeżającym żelem do twarzy, który ma za zadanie delikatnie, ale skutecznie oczyszczać skórę z wszelkich zabdrudzeń i makijażu. Zawarty w żelu olej z pestek winogron wzmacnia naturalną barierę ochronną skóry, nawilża oraz zapobiega wysuszeniu skóry. Natomiast olejek eteryczny z lawendy znany ze swoich antyseptycznych oraz odświeżających właściwości ma koić, regenerować oraz działać przeciwzapalnie. 

Systematyczne stosowanie powyższego produktu ma pozwolić cieszyć się czystą i promienną skórą wolną od stanów zapalnych i podrażnień. Dodatkowo żel posiada naturalne dla skóry pH, nie zawiera SLS, SLES, szkodliwych konserwantów i barwników. 

Do użycia wystarczy niewielka ilość kosmetyku. Lekko się pieni, więc jeżeli oczekujecie innego efektu podczas mycia to się rozczarujecie. O dziwo czuć bardziej winogrona niż lawendę, co mnie bardzo mile zaskoczyło :). 

Tego żelu do twarzy używam w momentach, w których moja skóra wymaga delikatnego traktowania oraz jeżeli mam jakieś podrażnienia na twarzy czy na szyi. Jednak jeżeli potrzebuję lepszego oczyszczenia to sięgam po te koreańskie jajeczka z węglem, o których napiszę Wam za jakiś czas jak je jeszcze trochę przetestuję ;). 

poniedziałek, 24 lipca 2017

Ł. Wierzbicki, "Drzewo. Mity słowiańskie i inne opowieści"

Od jakiegoś czasu fascynuje mnie mitologia słowiańska. Dlatego kiedy zobaczyłam "Drzewo. Mity słowiańskie i inne opowieści" nie mogłam się powstrzymać przed jej zakupem. 

Drzewo to podróż przez tajemniczy świat słowiańskich mitów. Najdawniejsza z naszych opowieści, przekazywana z pokolenia na pokolenie żyła przez stulecia, ale nikt nigdy jej nie spisał. Dlatego też popadła w zapomnienie, jednak nie zaginęła bezpowrotnie. 

Świat powstał z jaja, człowiek z wiechcia słomy, a zakuty Weles miota się w swej podziemnej krainie. 

Sięgając po tą niepozornych rozmiarów publikację nawet nie spodziewałam się, że na nowo odkryję znaczenie pewnych zwyczajów, które wydawały mi się współczesne i tak dobrze znane. Chociażby kreślenie krzyża na świeżym bochenku chleba zanim odkroi się pierwszą pajdę. W naszej kulturze chleb i krzyż mają znaczenia, które kojarzą się w określony sposób. Jednak o tym geście, o którym przed chwilą wspomniałam Łukasz Wierzbicki pisze tak: 

Widziałeś, być może, jak ludzie kreślą znak krzyża na bochenku chleba, zanim rozkroją go na pajdy. Dlaczego to robią? Bo chleb dojrzewał w piecu, tak jak Ziemia wyrosła w cieple pod kopułą nieba.
Chleb jest Ziemią. 
Ziemia jest chlebem. 
Ł. Wierzbicki, "Drzewo. Mity słowiańskie i inne opowieści". 

Takich opisów jest dużo więcej. Wydawałoby się, że pewne gesty i zwyczaje nawiązują do chrześcijaństwa, jednak zapominamy o tym, że wprowadzane było na pogańskich zwyczajach, w taki sposób, żeby poganie jak najlepiej mogli sobie przyswoić określoną symbolikę. Dlatego we współczesnych zwyczajach i świętach mamy mnóstwo starosłowiańskiej symboliki, o której jeszcze będę pisać. 



"Drzewo. Mity słowiańskie i inne opowieści" ujmują również sposobem w jaki są wydane. Mimo wszystko jestem wzrokowcem i uwielbiam ładnie wydane książki, a ta na pewno taka jest. 







W rozdziale o Matce Ziemi czytamy: 
Widziałeś na wiosnę ludzi w radosnym korowodzie. Nieśli jaja i chleby w wiklinowych koszach. prosili o urodzaj i hojne plony. To jej składali dary. 
(tamże) 
Brzmi znajomo, nieprawdaż? 



... wszystko bierze swój początek z drobiny. Spójrz na pisklę. Wykluło się z kruchej skorupy, wyjrzało z gniazda. Nim się spostrzeżesz, skrzydłami zagarniać będzie chmury. 


Spójrz na drzewo. Korzeniami sięga wgłąb ziemi, gałęziami chwyta niebo, a wyrosło z niesionego przez wiatr nasionka. 

Spójrz na siebie. Ty także, czyś duży czy mały, byłeś na początku mniejszy od najmniejszego z ziarenek. 


Świat  podobnie. Wziął swój początek z jaja. 
(tamże) 

Pozwólcie, że właśnie z tym Was zostawię. Myślę, że jeżeli Was interesuje ten temat będziecie skłonni sięgnąć po powyższą książkę. W innym wypadku nawet przy najlepszej recenzji po nią nie sięgniecie...

Z perspektywy nauczyciela mogę jeszcze dodać, że powyższą publikację spokojnie można wykorzystać na zajęciach zarówno dla uczniów z nauczania wczesnoszkolnego, jak również nieco starszych. 

J. Kwaśniewska, "Lekcja stylu dla par."

"Lekcja stylu dla par", J. Kwaśniewska
Jolantę Kwaśniewską z czasów, w których była pierwszą damą kojarzę jako elegancką kobietę z klasą. Dlatego też, kiedy dostaliśmy z mężem tą książkę wiedziałam, że chętnie po nią sięgnę, mimo tego, że sama bym sobie jej nie kupiła. 

Pani Jolanta w swojej publikacji zawarła swoje spojrzenie na to jak dwoje osób powinno się zachować w sytuacjach takich jak pierwsza randka, oświadczyny, czy też jak zabrać się za przygotowania do ślubu, itd.

Wiele wątków z powyższej książki było mi doskonale znanych, dlatego też mogłam krytycznie podejść do niektórych tematów - chociażby tych związanych z przygotowaniami do ślubu. Ta uroczystość jest dla przyszłych małżonków bardzo ważna i rozpoczęcie przygotowań rok wcześniej (tak jak radzi pani Kwaśniewska) jest czynem karkołomnym i bardzo odważnym, gdyż np. znalezienie sali, zespołu, fotografa i kamerzysty spełniających nasze oczekiwania na rok przed ślubem graniczy w moim regionie z cudem. Za to trzeba się wziąć przynajmniej dwa lata wcześniej - reszta przygotowań może być rozłożona na dwa lata;). 

Jednakże mimo tego, że nie ze wszystkim się zgadzam, to moim zdaniem "Lekcja stylu dla par" jest dobrym ogólnym zarysem dobrych manier, które powinny obowiązywać w związku. Fakt - można było to zrobić lepiej i bardziej praktycznie, ale z drugiej strony odbiorca uświadamia sobie, że trzeba dużo pracy nad sobą samym i sobą nawzajem, aby zbudować trwały i szczęśliwy związek. 


Czy sięgnę po inne pozycje pani Kwaśniewskiej? Nie wiem, być może tak, ale nie nastąpi to szybko.  

Moje DIY #3 Kartki ślubne

Jeszcze kiedyś robienie kartek wydawało mi się bardzo trudną sprawą. Jednak od kiedy się w to wciągnęłam patrzę na to nieco inaczej - jak na kreatywne wyzwanie, które mnie rozwija oraz poprawia samopoczucie. Dziś chciałabym Wam pokazać kartki w stylu vintage, które możecie wykorzystać jako kartki na ślub dla pary młodej. 

kartki ślubne ręcznie robione, scrapbooking





Tą ostatnią można wykorzystać nie tylko na ślub, ale też na Walentynki, rocznicę ślubu, urodziny itp. Wiem, że może nie są doskonałe, ale mi się podobają i wiem, że jak tylko nabiorę wprawy to będzie tylko lepiej ;). 

niedziela, 23 lipca 2017

K. Gier, "Silver. Druga księga snów"


Sny towarzyszą nam każdej nocy i są odbiciem tego co przeżywamy i jacy jesteśmy. Jednak to jakimi prawami się rządzą nie jest jeszcze do końca zbadane, co otwiera pole do popisu chociażby pisarzom, co wykorzystała Kerstin Gier. Jestem już po lekturze kolejnej części i muszę przyznać, że śnienie już nigdy nie będzie dla mnie takie samo, bo kto wie, co może się czaić w naszych snach? 



Sprawy Liv układają się coraz lepiej. Nowy dom oraz nowa rodzina okazały się być całkiem w porządku; a romantyczny związek z przystojnym chłopakiem nadal trwa. Jesteśmy świadkami typowego młodzieńczego zauroczenia i nie byłoby nic w tym dziwnego, że związek okraszony jest fascynującymi możliwościami roztoczonymi przez sferę snów. 

"Druga księga snów", K. Gier
Niestety każdy kij ma dwa końce,  sielanki mają to do siebie, że nigdy nie są wieczne. Po pierwsze Secrecy - anonimowa blogerka, która wie o Liv rzeczy, których nie powinna wiedzieć. Po drugie - Henry ma swoje tajemnice...wiele tajemnic. Po trzecie, za drzwiami z klamką w kształcie jaszczurki czai się coś strasznego, mrocznego i złowrogiego. 


Liv przypina mi nieco mnie w jej wieku i chyba wiele nastolatek jest podobnych. Coś co je łączy to, to jak przeżywają pierwsze miłości, zmiany otoczenia i jak wielką mają potrzebę akceptacji ludzi wokół siebie. Cała ta otoczka tajemniczości, snów i wyzwań sprawiła, że nie mogłam oderwać się od tej historii. "Silver. Druga księga snów" to książka napisana z humorem oraz nutką grozy i tajemniczości. Jedyne co mi brakuje to demonów - miałam nadzieję, że autorka jednak bardziej pociągnie ten temat. Jednak już w tym miesiącu ukarze się kolejna część i mam nadzieję, że Kerstin Gier to nadrobi :). Mimo tego braku powyższa książka jest bardzo wciągająca i można się przy niej zrelaksować...




A kolejna część ma się ukazać jeszcze w tym miesiącu, czego już nie mogę się doczekać :).

Incandessence Glow od Avon

Incandessence od Avon to zapach, który towarzyszy mi od studiów i kojarzy mi się z wieloma wspaniałymi chwilami. Dlatego też, kiedy wyszedł zapach Incandessence Glow nie mogłam się powstrzymać przed zakupem tegoż zapachu. Z podstawowym zapachem łączy go tylko bergamotka, ale po kolei. 

Incandessence Glow - podstawowe informacje: 

kategoria: kwiatowo-drzewna
nuty zapachowe: bergamotka, biała magnolia, wetiwer
Kreacja zapachowa, która wydobędzie Twój naturalny blask. Mieni się kroplami soczystej bergamotki, po chwili olśniewa bujnym aromatem białej magnolii, a w finale zaskakuje wyrazistą, drzewną nutą wetiweru.

Cena: ok. 50 zł. 

Moim zdaniem ten zapach jest idealny na wiosnę i lato - lekki, kwiatowy i całkiem trwały. Idealny na co dzień do pracy. Uwielbiam w nim tą kwiatową woń i to, że jakby zmienia zapach w zależności od pory dnia. Na pewno będę do niego wracać, tym bardziej, że również i ta wersja zaczyna mi się kojarzyć z dobrymi chwilami. 

Dajcie znać czy znacie ten zapach i co o nim sądzicie. Pochwalcie się też tym czego aktualnie używacie - może się zainspiruję? ;)

sobota, 22 lipca 2017

Pilaten, odżywczo - wygładzająca maseczka do ust.

Odżywczo - wygładzająca maseczka do ust od Pilaten.
Pilaten, odżywczo - wygładzająca maseczka do ust.
Chyba jak każda kobieta lubię testować nowinki kosmetyczne. Aktualnie jestem na etapie azjatyckiej pielęgnacji i to głównie azjatyckie kosmetyki wzbudzają moje największe zainteresowanie. 

Dostępność: MintiShop
Cena: 4,99

Pilaten, odżywczo - wygładzająca maseczka do ust.

Maska kolagenowa na usta marki Pilaten doskonale nawilża i regeneruje usta oraz skórę wokół nich. Zawarty w nich kolagen sprawia, że usta stają się elasryczne, jędrne i pełniejsze. Wyglądają naturalnie i zdrowo. Usta nabierają pięknego różowego kolorytu.



Sposób użycia:
  1. Oczyść usta wodą.
  2. Otwórz opakowanie i zdejmij przylepiony kształt ust.
  3. Przyklej do ust na 10-15 minut.
  4. Zdejmij maseczkę, a resztę wmasuj w usta i skórę wokół ust.

Skład: Water, Glycerin, Butanediol, Hyaluronic Acid, Glucan (Dextran), Honey, Collagen, Aloe Extract , Fragaria Chiloensis Ananassa (Strawberry Leaf), Fragrance, CI 14815. (źródło)


Moim zdaniem

Ta maseczka zainteresowała mnie dlatego, że raczej nie jest to często spotykany produkt do ust. Ten kosmetyk jest tym bardziej ciekawy, że ma również zadbać o naszą skórę wokół ust, a to miejsce jest zwykle pomijane w maskach do twarzy. 

Po zdjęciu maski z twarzy moje usta sprawiały wrażenie oczyszczonych, a skóra w tych okolicach była napięta. Nie odniosłam wrażenia nawilżenia, ale od tego mam balsamy nawilżające. 

Jedyną rzeczą, która mi przeszkadzała to, to, ze na płatku, który przylepiamy do ust nie ma żadnego nacięcia, które pozwalałoby na chociaż lekkie uchylenie ust. Jednak mimo to da się wytrzymać z tą maską na ustach kilkanaście minut. 

Do tego kosmetyku na pewno będę wracać zawsze wtedy, gdy będę miała jakąś imprezę np. będę szła na ślub i będę robić mocniejszy makijaż ust. 

N. H. Kleinbaum, "Stowarzyszenie umarłych poetów"

"Stowarzyszenie umarłych poetów" N. H. Kleinbaum
Są książki, które przeszły do świadomości społecznej i wstyd ich nie znać. Jedną z takich powieści jest "Stowarzyszenie umarłych poetów", N. H. Kleinbaum. 

Rozpoczyna się rok szkolny w Akademii Weltona, elitarnej szkole średniej o wielkich osiągnięciach i nader surowej dyscyplinie. W miejsce odchodzącego na emeryturę nauczyciela przychodzi nowy, John Keating. Czterem zasadom Akademii, którymi są : Tradycja, Honor, Dyscyplina i Doskonałość, przeciwstawia inny sposób kształtowania i wychowania młodych ludzi. Co zwycięży : rygorystycznie przestrzegana tradycja czy prawo do marzeń, wolności i młodzieńczego buntu?

Któż z nas nie kojarzy Robiego Williamsa w roli nauczyciela języka angielskiego...ten film i ta rola są już wręcz kultowe.

"Stowarzyszenie umarłych poetów" to niezwykła historia o tym, że zapominamy o tym, żeby marzyć i gonić za swoimi marzeniami, by być sobą i wieść szczęśliwe życie. Zamiast tego chcemy sprostać oczekiwaniom otoczenia, które chce nas sobie podporządkować. Zatracamy się w dążeniu za nie swoimi pragnieniami, aby żyć nie swoim życiem. 

Ta historia uderza w jakąś czułą strunę w każdym z nas. Nie pozwala zapomnieć o naszych marzeniach, które zdążyliśmy zakopać w sobie gdzieś głęboko. Myślę, że wielu z nas spokojnie może się utożsamiać, z którymś z bohaterów co sprawia, że ta opowieść porusza jeszcze bardziej. 

"Stowarzyszenie umarłych poetów" stało się jedną z moich ulubionych powieści, do których na pewno będę wracać i zapewne przy okazji płakać za każdym razem...

piątek, 21 lipca 2017

M. Grzesiak, "alphafemale"

 "alphafemale", M. Grzesiak, Po "AlphaFemale" autorstwa Mateusza Grzesiaka sięgnęłam po dłuższemu przyglądaniu się osobie autora - a właściwie jego działalności. 

"AlphaFemale" to książka skierowana do kobiet, w której można dowiedzieć się nieco o tym jak myślą mężczyźni i jak zbudować swoje życie, bezpieczeństwo oraz wolność w oparciu o siebie samą, a nie np. zakupy lub opinię męża. Dodatkowo dzięki tej książce można nieco zgłębić dynamikę związków, aby realizować się w szczęśliwej relacji. 

Ta książka świetnie pokazuje pewne zależności jeżeli chodzi o stosunki międzyludzkie. Jest świetna kiedy nie masz żadnej wiedzy z psychologii. Jednak jeżeli jesteś chociażby po pedagogice to pewne rzeczy są Ci już doskonale znane. Jednak mimo to uważam, że "AlphaFemale" to świetna pozycja zbierająca pewne podstawowe wiadomości, które zebrane przypominają nam o pewnych prawach, które nami rządzą. Moim zdaniem warto sobie uporządkować wiedzę, którą już posiadamy; uświadomić sobie, że jesteśmy jednostkami samodowodzącymi i przypomnieć sobie, że nie musimy z siebie rezygnować dla drugiej osoby. 

Ja na pewno sięgnę po inne pozycję Mateusza Grzesiaka, chociażby po to żeby się nieco otrząsnąć. ;). 

czwartek, 20 lipca 2017

Nacomi, Olej Avocado


Olej Avokado, Nacomi, opinia
Był czas, w którym moja skóra była problemowa. Mam tu na myśli, że stała się bardziej podatna na podrażnienia, alergie i stany zapalne. Dlatego też musiałam sobie znaleźć sposób na radzenie sobie z tymi reakcjami mojej skóry. 

W walce z powyższymi obok wapna, Tribioticu i maści z witaminą A na większe stany zapalne czy uczulenia bardzo pomagał mi olej z avocado z Nacomi.

Nacomi, olej z avocado

Powyższy produkt głównie ma zastosowanie przeciwalergiczne oraz przeciwzapalne. Poza tym doskonale radzi sobie z problemami skórnymi, które wymagają delikatnej pielęgnacji. Łagodzi zaczerwienienia i podrażnienia. 

Efekt na mojej skórze

Olej z avocado używam głównie na stany zapalne i uczulenia, które wyskakują mi na rękach. W wielu przypadkach już po pierwszym użyciu przynosi ulgę i widocznie łagodził problem. Przy regularnym stosowaniu wraz z zastosowaniem innych działań likwiduje problem. 

Dostępność: drogerie stacjonarne i internetowe, 
Pojemność: 100 ml, 
Cena: ok. 25 zł.

Uważam, że warto mieć ten olej pod ręką i pewnie jak mi się skończy kupię mniejszą wersję - tak w razie czego. Pewnie sięgnę również po inne oleje z Nacomi.  

środa, 19 lipca 2017

I. Levin, "Dziecko Rosemary"

"Dziecko Rosemary", I. Levin,"Dziecko Rosemary" Iry Levina chodziło za mną już od długiego czasu. Wciąż miałam wrażenie, że tą historię znają wszyscy tylko nie ja. I chyba niewiele się pomyliłam, bo nawet mój mąż widział ekranizację...Ale do rzeczy. 

"Dziecko Rosemary" opowiada o młodym małżeństwie, które tak na prawdę dopiero zaczyna wspólną drogę i buduje swoje życie. 

Pewnego dnia wprowadzają się do okrytego złą sławą apartamentowca, w którym zaczynają się dziać dziwne rzeczy. Nie wiedzieć kiedy atmosfera się zagęszcza i czytelnik zaczyna odczuwać, że coś jest nie tak. Autor z wprawą podsuwa nam pewne tropy, rozbudza wątpliwości i delikatnie naprowadza na rozwiązania. Razem z Rosemary nabieramy wątpliwości jeżeli chodzi o ludzi z otoczenia i kiedy już wiemy, że coś jest nie tak okazuje się być za późno. 

"Dziecko Rosemary" Iry Levina, to jedna z tych powieści, w której minimalistyczna fabuła oraz zręczne budowanie napięcia sprawiają, że zaczynamy się bać i w pewnym momencie sami popadamy w paranoję. Powyższa powieść to historia o ludzkiej potrzebie spełnienia nie tylko na gruncie rodziny, ale też na płaszczyźnie zawodowej. To właśnie pragnienie zrobienia wielkiej kariery oraz skupienie się tylko i wyłącznie na własnym ego często popycha nas w ramiona ludzi, którzy odmieniają nasze życie na zawsze. Tytułowa bohaterka zaślepiona miłością do męża i posiadania dziecka nie dopuszcza do siebie faktu, że wokół niej zaczynają dziać się podejrzane rzeczy, chociaż zwykle przejawiają się przez subtelne wydarzenia, gesty czy sytuacje. To właśnie subtelności i niedopowiedzenia są największym atutem tej historii.

"Dziecko Rosemary" stało się jedną z moich ulubionych powieści, bo w swojej minimalistycznej formie zawiera niebagatelny przekaz. Autor sprawnie wprowadził mnie w świat, w którym to właśnie drobiazgi i niedopowiedzenia świadczą o tym, że coś jest nie tak, a kiedy już jesteś pewny, że czas uciekać, staje się na to za późno. 

Ta książka to kolejna opowieść, która udowadnia, że to właśnie w minimalistycznej formie często kryje się najsilniejszy przekaz, który pozostaje w naszej głowie na długo... W tej niepozornych rozmiarów książeczce znalazłam historię, która mną wstrząsnęła i sprawiła, że wspomnienie o niej pozostanie w moim umyśle żywe jeszcze przez długi czas. Na pewno będę chciała obejrzeć ekranizację w reż. Polańskiego, jak również serial, który wyreżyserowała Agnieszka Holland.