wtorek, 24 października 2017

C. R. Zafon, "Labirynt duchów"

Są takie historie na zakończenie których czeka się latami. Jedną z nich jest seria Cmentarz Zapomnianych Książek, autorstwa Carlosa Ruiz'a Zafona

W "Labiryncie duchów" odwiedzamy Barcelonę w połowie ubiegłego stulecia. Alicja Gris piękna, inteligentna oraz pozbawiona skrupułów agentka pewnego dnia otrzymuje zlecenie z najwyższych sfer władzy. Sprawa jest ściśle tajna i dotyczy zniknięcia ministra kultury. Wydaje się, że sprawa może mieć związek z przeszłością, kiedy polityk był dyrektorem budzącego grozę więzienia Montjuic. W trakcie poszukiwań w ręce agentki trafia siódmy tom z serii "Labirynt duchów", który doprowadza Alicję do ukrytej w samym sercu księgarni Sempere&Synowie. Czar tego miejsca sprawia, że jak przez mgłę wracają do niej obrazy z dzieciństwa, co budzi w kobiecie pewne dawno zapomniane i głęboko schowane struny. Jednak to co odkryje będzie śmiertelnym zagrożeniem nie tylko dla niej, ale również dla tych, których kocha. 

"Labirynt duchów" to niezwykła powieść, w której wyczuwa się niezwykły i mroczny klimat Barcelony. Pokochałam tą książkę właśnie za ponurą i duszną atmosferę, która wciąga i nie pozwala o sobie zapomnieć. Zafon po mistrzowsku rozsupłuje wszystkie zawiłe intrygi i prowadzi czytelnika do emocjonującego i zaskakującego finału. "Labirynt duchów" to opasłe tomiszcze, na które potrzebowałam więcej czasu niż normalnie, jednakże z tą serią już tak jest, że trzeba się nią delektować; gdyż "Labirynt duchów" jest niezwykły hołd dla świata książek, sztuki snucia opowieści oraz magicznych powiązań między literaturą a życiem. 

sobota, 21 października 2017

Zabawki dla chłopców i dziewczynek

Nie da się ukryć, że nasze życie jest zdeterminowane przez normy społeczne. Bez nich bylibyśmy zagubieni jak dzieci we mgle. Mimo to pracując z ludźmi coraz bardziej uświadamiam sobie rozmiar pewnych zwyczajów, które są krzywdzące i często tłamszą tego człowieczka, który w nas siedzi. 

 Zabawki dla dziewczynek i chłopców. 

Kiedy dziewczynki bawią się lalkami, albo w takie tematyczne zabawy jak dom, zakład fryzjerski itp., a chłopcy grają w piłkę i trenują sport wszystko wydaje się być na swoim miejscu. Problem zwykle pojawia się w momencie, kiedy w naszym otoczeniu dziewczynka trenująca w drużynie piłki nożnej czy chłopiec, który przynosi do szkoły lalki z Monster High. W takich przypadkach zarówno wśród innych dzieci, a nawet i dorosłych, którzy chcą na siłę wcisnąć innych w sztywne ramy tego jak sami widzą rzeczywistość. Bo niby dlaczego dziewczynka ma nie grać w piłkę nożną lub stać koło kolegów na szkolnej akademii skoro ich lubi?


Owszem pewne zachowania, zainteresowania czy zawody są zdeterminowane przez płeć, ale w wielu przypadkach powoli zaczyna się to zmieniać. Mamy zatem świetnych fryzjerów i całkiem niezłe panie prowadzące miejski autobus. Powiedzcie mi dlaczego miałabym bronić wyboru hobby czy zawodu, który nie jest powszechnie przypisany do płci? Nie rozumiem też podejścia chłopców, którzy karzą dziewczynkom zostać na placu zabaw, bo siłka jest przecież dla chłopaków i dziewczyny nie mogą tam iść. Nie wiem też dlaczego mam nie chodzić w glanach? Czemu to jest zaskakujące, że fascynuje mnie kryminologia, kryminalistyka i psychopaci? Co jest takiego dziwnego w tym, że wolę przeczytać lub obejrzeć, kryminał, horror czy coś sensacyjnego zamiast głupiego romansu bazującego na baśni o kopciuszku? 


Otóż moi drodzy jestem kobietą i chodzę na siłownię. Jestem kobietą i zrobiłam sobie podyplomówkę z kryminologii i profilaktyki przestępstw, a w mojej domowej biblioteczce dominuje fantastyka, literatura faktu, kryminały i sensacja...no może jeszcze trochę literatury dziecięcej oraz młodzieżowej - ale to z racji wykonywanego zawodu. 


Nie zamierzam zmieniać swojego podejścia do życia tylko dlatego, że coś co robię wydaje się komuś mało kobiece i powinnam zamienić siłownię na kuchnię. Bo nie mam zamiaru wstydzić się tego co mnie definiuje - zarówno jako kobietę, jak i człowieka. 

poniedziałek, 16 października 2017

Biolaven, opinia o wybranych kosmetykach z olejem z pestek winogron i lejkiem lawendowym

Zanim zaczęłam subskrypcję BeGlossy nie ciągnęło mnie jakoś specjalnie do marki Biolaven. Jednak już od jakiegoś czasu używam trzy produkty z powyższej marki. Dziś chciałabym Wam napisać o nich kilka słów. 

1. Szampon do włosów, olej z pestek winogron i olejek lawendowy. 


Jest to wzmacniająco - wygładzający szampon do każdego rodzaju włosów, przeznaczony do codziennego stosowania. 

Ma on za zadanie delikatnie i skutecznie oczyszczanie nawet najbardziej wrażliwej skóry głowy. Olej z pestek winogron ma zapewnić włosom miękkość, gładkość i sprawić, że staną się bardziej odporne na niektóre niekorzystne czynniki. Natomiast olejek eteryczny z lawendy jest znany ze swoich odświeżających i wzmacniających właściwości. 

Już na początku bardzo pozytywnie zaskoczył mnie zapach, bo okazał się świeży i bardzo przyjemny. Moim zdaniem jest to produkt przeznaczony bardziej do suchych i zniszczonych włosów, niż do innego ich rodzaju. U mnie sprawdził się właśnie po tym jak drastycznie rozjaśniłam włosy (z niemalże czarnych na rudy wpadający w blond). 

2.Płyn Micelarny


Jest to płyn, który ma usunąć nawet wodoodporny makijaż z twarzy. Natomiast składniki nawilżające i łagodzące zapobiegają wysuszeniu i koją podrażnioną skórę. 

Jeżeli mam być szczera to ten produkt służy mi do przetarcia twarzy po jej pierwszym umyciu. I jedyne co Wam mogę powiedzieć poza tym, że nie podrażnia i nie uczula to, to, że ładnie zbiera resztki zanieczyszczeń, które znajdują się na twarzy. 

3. Krem do twarzy na dzień. 



Tenże nawilżająco - ochronny krem na dzień jest przeznaczony do pielęgnacji suchej i wrażliwej skóry. Zawiera: olej z pestek winogron, ksylitol, mocznik i witaminę E, których działanie ma chronić przed wysuszeniem oraz działaniem szkodliwych czynników oraz przywrócić skórze miękkość i elastyczność. Dodatkowo olejek eteryczny z lawendy ma ukoić i odświeżyć naszą skórę. 

Jak na razie ten krem sprawdza mi się całkiem nieźle. Lekko nawilża i dość szybko się wchłania. Szczerze mówiąc bałam się, że będzie przeszkadzać mi zapach, jednakże po chwili przestaje być dla mnie wyczuwalny. Zobaczymy jak będzie się sprawdzać, kiedy na prawdę się ochłodzi. 

Póki co jestem całkiem mile zaskoczona tymi kosmetykami i zapewne wypróbuję jeszcze inne kosmetyki z tej firmy.

Biolaven Organic, żel myjący do twarzy

Na moim blogu znajdziecie jeszcze opinię o żelu do twarzy z powyższej marki. Jeżeli jesteście zainteresowani zapraszam >>>TU<<<

sobota, 14 października 2017

Moje pielęgnacyjne must have.

Od kiedy testuję więcej kosmetyków nie tylko uzbierało mi się sporo takich, które polubiłam i, do których wracam, ale też dorobiłam się kilku takich, bez których nie wyobrażam sobie swojej łazienki. Dzisiaj chcę Wam pokazać 3 z nich. 


1. Olej avocado. 



Dla mnie jest to wielofunkcyjny kosmetyk. Sięgam po niego głównie w przypadku uczuleń spowodowanych przez inne kosmetyki. Świetnie łagodzi, koi i przywraca do równowagi moją skórę. Olej avocado z Nacomi towarzyszy mi już dłuższy czas i nie mam już połowy, chociaż jest to 100 ml, a produkt jest całkiem wydajny. 


2. Carmex



Ten nawilżający balsam do ust towarzyszy mi już od lat i  kiedy kończy mi się jedno opakowanie to kupuję nowe. Świetnie nawilża i odżywia mi usta. 

3. Koreańskie maski w płacie. 



Koreańskie maski w płacie to coś co już na stałe weszło do kanonu mojej pielęgnacji twarzy. Uwielbiam je za ich działanie i zawsze staram się mieć ich zapas w domu. Wszelkie notki o tych maskach macie podlinkowane wyżej, więc jeżeli chcecie zobaczyć co sądzę o tych, które przetestowałam to zapraszam do innych notek. Wyczekujcie też kolejnych, chociażby o tych maskach ze zdjęcia ;). 

Na dziś to wszystko. Dajcie znać jakie Wy macie kosmetyki, które musicie mieć pod ręką ;). 

piątek, 13 października 2017

0.2. Saga o książkach: Prahistoryczne i starożytne początki książki

Archeologowie interesują się każdym aspektem życia, które istniało na Ziemi  nawet jeszcze nim pojawił się człowiek. Dlatego też formy książek są jednym z wielu takich zakresów zainteresowań tychże naukowców. Dzisiaj chciałabym Wam przybliżyć kolejne tematy związane z książką - a właściwie jej początkami. 


Najstarsze świadectwa wiedzy matematycznej. 

Podczas poszukiwań w wielu jaskiniach na całym świecie znaleziono celowo ponacinane kości. Dzięki metodzie datowania radiowęglowego stwierdzono, że niektóre z nich są na prawdę bardzo stare. Jedną z takich kości datowaną na 25 000 - 20 000 lat p. n. e. znalazł belgijski archeolog w Ishango koło Jeziora Edwarda w Republice Konga. Jest to kość strzałkowa pawiana, która na jednym z końców ma kawałek kwarcu, przez co można przypuszczać, że służyła jako narzędzie. Na bokach ma wydrapane rysy. 

Naukowcy snują na jej temat różne przypuszczenia. Sądzono, że służyła do zapisu danych liczbowych, chociaż badania sugerują, że mógł być to rodzaj kalendarza lunarnego, który obejmował okres 6 miesięcy. Niektórzy z badaczy utrzymują, że nacięcia robiły kobiety  i odnoszą się one do cyklu menstruacyjnego. Jednakże są też uczeni, którzy uważają, że to wszystko nadinterpretacja, a kości służyły do zapamiętywania tak jak kipu w Ameryce Południowej. 

Tabliczki zapisane pismem klinowym.



To naturalne, że w żyznej krainie między Tygrysem a Eufratem, płaszczyzna wilgotnej gliny stała się materiałem do pisania. Była ona powszechnie dostępna, łatwa do przygotowania i bez trudu stawiało się na niej znaki. Wypalone tabliczki pokryte pismem klinowym były niemalże niezniszczalne. Przetrwały dłużej niż papirusy używane w Egipcie czy też w Rzymie. 

Dyski z gliny zaczęto stosować do obliczeń ok 8000 r. p. n. e.; ok. 3100 r. p. n. e. wczesnej formy pisma klinowego używano w Uruk, w imperium sumeryjskim. Dokumenty sporządzone pismem klinowym zostały zapisane różnymi językami jak np. akadyjski, sumeryjski i babiloński. Ten rodzaj pisma był tak powszechny, że stosowano go w kontaktach dyplomatycznych z faraonami w Egipcie. 


Zapisane w tej formie znane są pierwsze kodeksy prawne, podręczniki medyczne, teksty matematyczne czy nawet studia astronomiczne, słowniki, a nawet dawna książka kucharska. Przetrwało wiele zapisów dot. administrowania, handlu oraz finansów. 

Pisma sumeryjskie i babilońskie zawierały wiele maksym. Opowieść o Gilgameszu, kiedy została odcyfrowana wzbudziła poruszenie ze względu na podobieństwa do opowieści o Noem i potopie. Dziś jest ona uważana za jedno z ważnych dzieł literackich, chociaż znamy jedynie nazwisko skryby, który sporządził gliniane tabliczki, skomponował oraz wyrył na nich tekst. Był to kapłan który żył w Mezopotamii między 1300 a 1000 r. p. n. e.

Obecnie teksty pisane pismem klinowym są digitalizowane. Powstają nawet do nich słowniki (na uniwersytetach w Oksfordzie, Chicago, Los Angeles i in.), co ułatwia badania starożytnej Mezopotamii. 

Andyjska zagadka. 

Na długo przed powstaniem kultury sumeryjskiej w Mezopotamii czy budową piramid w Egipcie pierwszym znanym ośrodkiem w Ameryce było Caral - Supe z własnymi piramidami. To właśnie tam rozwinął się system komunikacji, w którym główną rolę odgrywał sznurki z węzełkami - kipu. 

Wczesne kipu należało do ważnych archeologicznych znalezisk w Caral - Supe. Wiedza o kipu wciąż jest niekompletna. Wyniki badań amerykańskich naukowców sugerują, że te węzełki były używane jako narzędzia ułatwiające zapamiętywanie. Dyskutuje się też o tym czy ich wynalazcy zaczęli używać systemu dwójkowego w obliczeniach. 


Egipskie księgi na papirusie. 


Wspomniane wcześniej gliniane tabliczki zapisywane pismem klinowym były trwałe aczkolwiek nieporęczne. Ok. 2900 r. p. n. e. znaleźli sposób otrzymywania stosunkowo taniego i łatwego w przechowywaniu materiału pisarskiego, którego mogli używać zarówno malarze, jak i skrybowie. Wykonany był on z łodyg trzciny papirusowej. 

Uzyskany materiał był bardzo popularny. Nawet eksportowano go do krajów śródziemnomorskich, chociaż wilgotniejszy klimat zmniejszał trwałość manuskryptów na papirusie. Papirusu nie można było składać - używano go w zwojach szerokości zwykle do 30 cm, a tekst pisano kolumnami. 

Suchy klimat Egiptu sprzyjał przechowywaniu papirusowych zwojów. Wiele ocalałych dokumentów dowodzi, że Egipcjanie interesowali się prawem, medycyną, matematyką, astronomią, a nawet śmiercią. Najwspanialsze papirusy były związane z pogrzebami. Zwoje, które wędrowały razem ze zmarłymi do grobów miały pomagać duszom Egipcjan w ich wędrówce do świata pozagrobowego. Zawierały również modlitwy oraz zaklęcia mające chronić ciała oraz pomagać w życiu pozagrobowym. 

Zachowało się ponad 100 takich zwojów. Warto również wspomnieć, że koszt skryby piszącego jeden zwój, był wysoki - równał się rocznym zarobkom. 

Źrodła: 

  • Roderick Cave, Sara Ayad, "Historia książki. Od glinianych tabliczek po e - booki", 
  • https://pixabay.com/

środa, 11 października 2017

Sara Pennypacker, Jon Klassen, "Pax"

"Pax" Sary Pennypacker i Jona Klassena prześladował mnie już jakiś czas. Kilka tygodni temu trafił do mojej domowej biblioteczki i zaczęłam go czytać jeszcze na wakacjach. Jednak w trakcie remontu zaginął gdzieś między książkami w pudłach i musiał czekać na siebie do tej pory. Mimo to nie żałuję tego, bo to była lektura idealna na jesień. 

Historia jest o chłopcu, który uratował osieroconego liska. Od tamtej pory on i Pax byli nierozłączni. Jednak pewnego dnia stało się coś czego Peter nigdy się nie spodziewał - jego ojciec idzie do wojska, a chłopiec musi przeprowadzić się do dziadka, którego słabo zna i raczej nie lubi (z wzajemnością). Chłopiec jest zmuszony wypuścić lisa do lasu. Niemniej jednak chłopiec już pierwszej nocy wymyka się z domu dziadka i wyrusza do swojego, oddalonego o 500 kilometrów, gdzie ma nadzieję zastać Paxa. 

W tym czasie lis musi nauczyć się przetrwać w dzikim lesie, i na nowo odkryć świat ludzi i zwierząt. Nigdy jednak nie traci nadziei, że jego chłopiec po niego wróci. 

"Pax" jest wciągającą opowieścią, w której szybko zaczynamy kibicować zarówno chłopcu, jak i liskowi. Razem z nimi przeżywamy przygody i odkrywamy świat, który coraz bardziej ich zaskakuje - często też źle. 

Zarówno Peter, jak i Pax poznają sens przyjaźni i w postawionej sytuacji przełamują swoje słabości oraz poznają prawdę o sobie. 

Na pewno za jakiś czas podrzucę "Paxa" moim siostrzeńcom, bo ta powieść w przystępny sposób przekazuje dzieciom pewne prawdy nie tylko o przyjaźni, ale także o życiu. 

poniedziałek, 9 października 2017

Mokosh, Ujędrniające serum do twarzy|pomarańcza

Okres grzewczy to czas, w którym skóra wielu z nas się wysusza i potrzebuje dodatkowego nawilżenia. W moim przypadku aktualnie nawilżenie twarzy wspomaga: ujędrniające serum pomarańcza z Mokosh.


Jest to produkt, który ma dogłębnie regenerować i nawilżać skórę, przeciwdziałając jej starzeniu. W składzie tego serum mają znajdować się olej arganowy, olej z wiesiołka oraz olej ze słodkich migdałów. Dodatkowo zawarte w serum maceraty z kwiatów opuncji figowej i pomarańczy mają świetnie odżywiać skórę i poprawiać jej wygląd. Natomiast dodatek olejku eterycznego z pomarańczy ma przywracać jej elastyczność. 

Serum ma się sprawdzić do pielęgnacji zarówno na dzień, jak i na noc. Ja jednak używam go na noc, z obawy, że na dzień może być za ciężkie. 

Producent zastrzega, że serum nie powinno być używane przez kobiety w ciąży i matki karmiące. Dodatkowo bezpośrednio po użyciu produkt należy unikać ekspozycji skóry na działanie promieni UV (słońce, solarium). Serum nie powinno być również stosowane łącznie z kuracją z użyciem kwasów lu z użyciem retinolu.

Ten produkt najlepiej sprawdza mi się, w momencie gdy dodam kilka kropel do kremu, przed nałożeniem na twarz. Wtedy zauważyłam najlepsze efekty. Dodatkowo to serum jest w tym momencie bardziej wydajne, bo przy takim stosowaniu wystarczy, że dodam go do kremy 2 - 3 krople, aby uzyskać zadowalający mnie efekt. 

Ta buteleczka, którą mam starczy mi jeszcze na długo, ale wiem, że sięgnę jeszcze kiedyś po to serum, kiedy będę potrzebowała jego wsparcia. 

niedziela, 8 października 2017

Moje DIY #5: Kartki ślubne

Kiedy zaczęłam myśleć, że sezon ślubny już się skończył moja znajoma z pracy uświadomiła mi, że jeszcze tak nie do końca, bo ona wybiera się na ślub. I kolejna z "moich" kartek znalazła nowego posiadacza. To natchnęło mnie do zrobienia kilku nowych i mimo, że jeszcze daleko im do moich wyobrażeń idealnej kartki, którą mam w głowie to chciałabym je Wam pokazać. 

DIY, kartki ślubne

DIY, kartki ślubne

DIY, kartki ślubne

DIY, kartki ślubne

DIY, kartki ślubne

DIY, kartki ślubne

kartki na ślub DIY
Jest jeszcze jedna - najmniej udana, bo coś, co sprawia, że jest nie do końca wyjściowa dało się usunąć najpóźniej od razu po jej zrobieniu. Niestety tego nie zauważyłam :(..., a byłaby całkiem ok, gdyby nie to:

I mimo tego, że jak ją postawię na półce to tego tak nie widać, to chyba nie znajdzie swoich nowych właścicieli :(. 

czwartek, 5 października 2017

8 sposobów na uchronienie się przed wypaleniem zawodowym. (wg. mnie)

Czasami w naszym życiu zapominamy o rzeczach najbardziej oczywistych. O tym raz na jakiś czas z bezwzględnością przypomina mi moja codzienność. Dlatego też pomyślałam, że będę czasem Wam pisać o rzeczach ważnych, o których czasem zapominamy z punktu aktywnego zawodowo pedagoga. Mam nadzieję, że tego typu notki się Wam przydadzą. 

1. Rozwiń w sobie pasję!

Posiadanie zainteresowań i pasji poza pracą sprawia, że pozwalamy naszej psychice odetchnąć, a naszemu umysłowi zająć się innymi rzeczami niż praca. 



To bardzo ważne ponieważ możemy się zdystansować do pracy oraz przede wszystkim od niej odpocząć. 

2. Uprawiaj sport.


Od kilku miesięcy regularnie ćwiczę. Znalazłam miejsce, w którym dobrze się czuję, a ludzie zachowują się tak, że nie krępuję się tam chodzić. Co więcej na swojej siłowni odpoczywam psychicznie, spotykam świetnych ludzi kochających sport i mogę wyładować negatywne emocję. Moje treningi pozwalają mi na spuszczenie pary i odreagowanie stresu. A to bardzo ważne!

3. Zdrowo się odżywiaj.

Specyfika mojej pracy sprzyja nieregularnemu jedzeniu, a przede wszystkim jedzeniu byle czego. Dlatego od jakiegoś czasu staram się dbać o to, żeby mieć odpowiednią ilość wartościowego pod względem wartości odżywczych jedzenia. A przede wszystkim staram się gotować w domu. Dzięki temu mam kontrolę nad tym co i jak jem. 

4. Nie przynoś pracy do domu. 

To nie jest łatwe w przypadku niektórych zawodów, bo czasem jest tak, że trzeba przygotować się na następny dzień, albo po prostu ciągle się myśli o niektórych rzeczach. I dlatego też trzeba rozwijać powyższe punkty, jak również te następne, aby jakoś sobie ze wszystkim poradzić. 

5. Spędzaj czas z bliskimi.


Na co dzień zbytnio nie mam na to czasu, chociaż z moim mężem codziennie spędzamy ze sobą kilka chwil. Jednak na spotkania z rodziną i przyjaciółmi muszę zawsze wygospodarować trochę czasu, co nie zawsze jest łatwe. 

6. Bądź asertywny. 

To jest coś czego nadal się uczę. Mam społeczny zawód, a dodatkowo w swoim życiu często zmieniałam pracę. Taka sytuacja sprawia, że obracam się z wieloma ludźmi i nie tylko muszę umieć wyrazić swoje zdanie, ale też muszę m. in. umieć odmawiać. Inaczej mogłabym być wykorzystywana w pracy, a co za tym idzie zestresowana, sfrustrowana i przemęczona. 

7. Szkól się!

Na to niestety trzeba poświęcić trochę wolnego czasu. Jednak rozwijanie swoich kompetencji zawodowych sprzyja awansowi, lepszemu funkcjonowaniu w pracy, a co więcej lepszemu samopoczuciu.


8. Dbaj o siebie


Często jest tak, że musimy zmierzyć się z natłokiem obowiązków. Jednak nie zapomnijcie dbać o swoje zdrowie psychiczne i pamiętać, żeby w miarę możliwości się wysypiać (przynajmniej w dni wolne), dobrze się odżywiać i chociażby znaleźć przynajmniej chwilę dla siebie chociażby na wypicie kawy. Ważne jest też zaplanowanie sobie wypoczynku. To bardzo ważne nie tylko dla naszego zdrowia psychicznego, ale również fizycznego, bo to jak funkcjonujemy na co dzień znajduje odbicie w naszym ciele. 

Dla mnie to najważniejsze rzeczy, o których muszę pamiętać na co dzień, aby móc dobrze funkcjonować w pracy. Dajcie znać czy jest coś co dopisalibyście jeszcze do listy. 

wtorek, 3 października 2017

TBR Październik 2017

Powoli chaos w moim życiu zaczyna przechodzić w harmonijny ład. Dlatego też w końcu zwolniło się trochę czasu na książki. Postanowiłam, że na bloga wróci cykl TBR na dany miesiąc oraz podsumowanie minionego miesiąca. Tak mi się czyta sprawniej. 

Zatem w najbliższym miesiącu zamierzam przeczytać następujące książki: 

  1. Adam Szustak OP, "Góra obietnic",
  2. Sara Pennypacker, "Pax",
  3. J.K. Rowling, "Harry Potter i Zakon Feniksa",
  4. C. R. Zafon, "Labirynt duchów",
  5. Alissa Hamilton, "Pij mleko, będziesz chory".
Większość książek mam już pozaczynanych, więc to tylko kwestia ich dokończenia. Myślę, że na dniach powinny się pojawić notki o takich książkach jak "Pax" i "Labirynt duchów". 

Tymczasem aura coraz bardziej sprzyja czytaniu. 


Nieprawdaż? 

niedziela, 1 października 2017

Katarzyna Berenika Miszczuk, "Obsesja"


"Obsesja" Katarzyny Bereniki Miszczuk to nowość, która ukazała się nakładem wydawnictwa W.A.B. 

Akcja powieści rozgrywa się głównie w jednym z Warszawskich szpitali. Psychiatra, która w nim pracuje zaczyna otrzymywać listy od Tajemniczego Wielbiciela. Jednakże sytuacja zaczyna się robić groźna w momencie, w którym na terenie szpitala zaczęły ginąć pacjentki. W trakcie rozwoju akcji dowiadujemy się, że prawdopodobnie wrócił seryjny morderca kobiet, poszukiwany od trzech miesięcy przez policję. Asia - główna bohaterka książki znajduje się w samym centrum zainteresowania zabójcy, który niemalże cały czas jest przyczajony gdzieś w jej najbliższym otoczeniu. Autorka sprawnie manipulując fabułą podrzuca nam fałszywe tropy skutecznie myląc czytelnika i utrzymując zainteresowanie. Dodatkowo pani Miszczuk ma lekkie pióro, które sprawia, że książkę można pochłonąć w jeden wieczór i na jakiś czas oderwać się od swojej rzeczywistości. Dzięki lekturze "Obsesji" skutecznie oderwałam się od myśli o swojej pracy i znalazłam ukojenie gdzieś między układaniem paneli a skręcaniem mebli do sypialni. 


Z chęcią sięgnę po inne książki pani Miszczuk, tym bardziej, że mam co nadrabiać. A książkę polecam szczególnie tym z Was, którzy szukają lekkiej i niewymagającej lektury, która Was odstresuje. 

Pasta do kanapek ze słonecznika.

Wielu z nas nie wyobraża sobie śniadania bez kanapki. Jednakże zazwyczaj towarzyszą nam standardowe dodatki takie jak dżem, ser, szynka czy warzywa. Mam wrażenie, że pasty do kanapek typu humus, pasta z awokado czy słonecznika są jeszcze rzadkością. Dlatego też dziś chciałabym Wam zaproponować pastę do kanapek ze słonecznika, którą poznałam dzięki ekipie z bloga Zabawa w gotowanie

pasta do kanapek ze słonecznika
Dodaj napis

Składniki: 
  • szklanka łuskanych ziaren ze słonecznika
  • kilka suszonych pomidorków z zalewy (ja dodaję zazwyczaj ok. 5, bo je lubię), 
  • dwa ząbki czosnku (można dać mniej lub więcej w zależności od upodobań), 
  • odrobina soku z cytryny (ja zazwyczaj odkrawam plasterek i go wyciskam), 
  • natka z pietruszki - dla mnie idealna jest ta wiązanka, którą znajdziecie w zasadzie w każdym supermarkecie, 
  • szczypta soli do smaku
Wykonanie: 
  • Ziarna słonecznika zostawić do namoczenia przez noc. 
  • Rano odcedzić słonecznik i przesypać go do miseczki, w której będziemy miksować składniki. 
  • W mniejsze kawałeczki kroimy pomidorki, a natkę pietruszki siekamy. Przesypujemy je do słonecznika. 
  • Czosnek przeciskamy przez praskę i dodajemy go do składników. 
  • Na koniec dodajemy soku z cytryny oraz szczyptę soli i mieszamy. 
  • Całość miksujemy i przekładamy do małej miseczki. 

Ta pasta jest jednym z moich ulubionych dodatków do kanapek, a dodatkowo niesie ze sobą dużo witamin (A, E, K, C) i minerałów (żelazo, wapń, magnez, fosfor, potas i in.).


środa, 27 września 2017

Ulubieńcy września 2017.

Wrzesień dobiega już końca. Jakoś ciężko w to uwierzyć, bo przecież dopiero co było lato. Na zakończenie miesiąca chciałabym podzielić się z Wami rzeczami, które szczególnie polubiłam we wrześniu. 

1. Muzyka

Kawałki, które ostatnio katowałam to:




To one towarzyszyły mi rano przed wyjściem do pracy. Pozwalały mi również spuścić z siebie to co nazbierało mi się przez te kilka godzin w pracy. 

2. Książki 

Zdecydowanie jest to "Labirynt duchów" i chociaż jeszcze nie skończyłam go czytać to już go pokochałam. 


Mam nadzieję, że szybko go skończę, bo nie mogę się doczekać, aż Wam o nim napiszę. 

3. Kosmetyki

W tym miesiącu szału nie było. Może to z tego względu, że przez wakacje nie przybyło mi wiele nowych kosmetyków. Ale jednak coś jest :). A mianowicie: 


Avon Attraction - o tym zapachu pisałam Wam >>>TU<<<, więc odsyłam do notki. 



 Venetian Carnival Mask Dewy Moon - zdecydowanie jest to maska, którą najbardziej polubiłam w tym miesiącu. Nie tylko ze względu na świetne działanie, ale też na stylizację płatu, na którym był nadruk weneckiej maski ;). Wspominałam Wam o niej w notce o maskach w płacie ze skin 79 inspirowanych maskami weneckimi

W tym miesiącu to tyle. Mam nadzieję, że w przyszłym będę mogła podzielić się z Wami większą ilością ulubieńców ;). 

niedziela, 24 września 2017

Super+ Bablesh Balm, krem bb

Jako, że pielęgnacja koreańskimi kosmetykami bardzo mi przypadła do gustu jakiś czas temu postanowiłam sięgnąć również po koreański krem BB. Mój wybór padł na Super+ Bablesh Balm w wersji fioletowej. 

Z opisu na stronie sklepu, w którym kupowałam ten produkt wynikało, że ten krem BB ma mieć właściwości nawilżająco - rozświetlające. Dodatkowo jest przeznaczony dla cery suchej, odwodnionej i potrzebującej nawodnienia. Poza tym miał optycznie maskować niedoskonałości oraz rozświetlać cerę. 

Niestety ten krem się u mnie nie sprawdził. A to głównie z dwóch powodów: 
  • wpada w różowe tony - niestety moja skóra jest bardziej beżowa niż różowa, a skóra twarzy ma tendencje do różowienia się pod wpływem temperatury i/lub wzmożonego wysiłku fizycznego. Niestety ten produkt sprawia, że moja twarz w połączeniu z tym kosmetykiem wygląda dość niekorzystnie. 
  • jest nietrwały - z mojej skóry znika dość szybko, dodatkowo nie kryje i nie rozświetla. A to dość słabo jak na kosmetyk, za który dałam 99 zł.
Jak się domyślacie to do niego nie wrócę. A to co zostało mi w pudełeczku prawdopodobnie szybko komuś oddam ;). 

czwartek, 21 września 2017

A'pieu - maski w płachcie, moje pierwsze podejście do kosmetyków marki.

Jeżeli śledzicie mojego bloga już jakiś czas doskonale wiecie, że chętnie sięgam po koreańskie maski w płacie. Do tej pory sięgałam po kosmetyki tego typu z firmy Holika Holika i Skin79. Zatem kiedy na naszym rynku pojawiły się maski w płacie z firmy A'pieu postanowiłam sięgnąć również po nie. 


Dziś chciałabym Wam wspomnieć na razie tylko o dwóch z nich, które najbardziej przykuły moją uwagę.


1. A'pieu Strawberry Milk One Pack,


Mleczne maski w płacie A'pieu Milk One Pack mają za zadanie wygładzić, nawilżyć oraz rozświetlić naszą skórę.  Mają również przywrócić równowagę płaszcza lipidowego oraz wzmocnić naturalne funkcje ochronne skóry. 

Powyższa maseczka jest przeznaczona do pielęgnacji skóry matowej. Ekstrakt z truskawek - bogate źródło witaminy C skutecznie rozświetla skórę. Perła wyrównuję koloryt przywracając zdrowy, promienny wygląd.

Producent podaje, że powyższy produkt jest delikatny oraz długotrwale nawilży skórę bez uczucia lepkości. Dodatkowo płachta, która jest nasiąknięta maseczką wykonana jest z 100% bawełny. 

Maskę należy pozostawić na 15 - 20 min. Nadmiar esencji należy delikatnie wklepać w skórę. Produkt nie wymaga spłukiwania.

Skład:
Water, Butylene Glycol, Glycerin, Mineral Oil, PEG-40 Stearate, Cetearyl Alcohol, Stearic Acid, Sorbitan Sesquioleate, Fragaria Chiloensis (Strawberry) Fruit Extract, Milk Extract, Pearl Extract, Lactobacillus/Soybean Ferment Extract, Saccharomyces/Imperata Cylindrica Root Ferment Extract, Saccharomyces/Viscum Album (Mistletoe) Ferment Extract, Nelumbo Nucifera Callus Culture Extract, 1,2-Hexanediol, Sodium Hyaluronate, Ethylhexylglycerin, Caprylyl Glycol, Illicium Verum (Anise) Fruit Extract, Carbomer, Triethanolamine, Phenoxyethanol, Disodium EDTA, Fragrance


To jedna z najlepszych  koreańskich masek,
które miałam. Bardzo dobrze odżywia,nawilża i świetnie nawilża skórę. Użyłam jej kiedy moja skóra była zmęczona i szara ze względu na przeziębienie, a dodatkowo podrażniona przez kosmetyk, o którym Wam dopiero wspomnę. Jednakże po użyciu tej maski moja skóra się wyciszyła i wyglądała na wypoczętą - tak jakbym porządnie wypoczęła.

Cena: niespełna 8 zł., 

Dostępność: drogerie internetowe. 


Na pewno będę do niej wracać - wypróbuję też inne wersje tej maski. 


2. A'Pieu, Fit Sheet Mask



Maska z ekstraktem na bazie nasion z Baobabu stosowana jest w celu zatrzymania wilgoci w skórze. Aktywnie chroni przed wysuszeniem oraz silnie nawilża skórę od wewnątrz. 


Cena: 9,9 zł, 

Dostępność: drogerie internetowe.


Ta maseczka dostarczyła mi porządnego odżywienia i nawilżenia skóry. Świetnie sprawdziła mi się po ciężkim dniu, kiedy moja skóra potrzebowała dodatkowego wsparcia i wyciszenia. 



Obie te maseczki były świetnie nasączone maseczką i dobrze przylegały do twarzy. Jednak to ta pierwsza sprawdziła się na tyle, żebym chciała do niej wracać.