środa, 30 listopada 2016

BeGlossy, listopad 2016

Nie wiem jak Wy, ale kiedy ja dowiedziałam się, że Zmalowana będzie współtworzyć BeGlossy miałam spore oczekiwania odnośnie zawartości. Tymczasem nieco się zawiodłam, ponieważ moje oczekiwania jednak okazały się zbyt duże. Albowiem w pudełeczku znalazłam w większości miniaturki lub próbki produktów.


1. Goldem Rose Sheer Shine Stylo, 
2. Manna Kadar Cosmetics Radiance Split Pan Bronzer & Highlighter Duo (pełnowymiarowy produkt), 
3. Body Boom, kawowy Peeling do ciała - ja mam wersję kokosową, 
4. Próbka kremu pod oczy z Clinique,
5. Yves Rocher Łagodzący płyn micelarny 2w1 (miniatura 50ml)
6. Yves Rocher Krem nawilżająco- łagodzący (miniatura 10ml).

I wiecie co...nawet nie chce mi się komentować zawartości tego pudełeczka, bo jaka jest każdy widzi... Nie wiem czy zdecyduję się na kontynuację subskrypcji od przyszłego miesiąca, bo jeżeli będzie więcej takich zawodów to wolę za wydane pieniądze kupić sobie co innego. 


poniedziałek, 28 listopada 2016

ShinyBox, listopad 2016

W tym miesiącu chciałabym się z Wami podzielić jedynie tym co znalazłam w ShinyBox w tym miesiącu. Od razu mogę Wam powiedzieć, że nawet spodobało mi się to, na co w nim trafiłam. 

Po otworzeniu pudełeczka znalazłam całkiem pokaźną zawartość, co przy bardzo ubogim w tym miesiącu BeGlossy okazało się być bardzo miłym zaskoczeniem :). A w moim pudełeczku znalazły się następujące kosmetyki: 

Delawell, Słodki peeling do ciała - kokos i trawa cytrynowa. 


Jest to produkt stworzony na bazie bio olejów: makadamia, migdałowego, arganowego oraz baobabu. Po użyciu peelingu skóra ma się stać gładka, oczyszczona, delikatnie nawilżona oraz zostaje pobudzone jej ukrwienie. Dodatkowo ma odzyskać zdrowy wygląd dzięki masażowi drobinkami zawartymi w peelingu. 

Cena za 200 ml.: 38,00

Przypinka "cukier krzepi" oraz herbata smakowa.


 Mi trafiła się czarna herbata z bergamotką i kwiatami bławatka. Wiem, że była jeszcze zielona herbata z płatkami migdałów, korą cynamonu i kwiatami lipy. 


Cna za 100 g - 20 zł. 

Elfa Pharm, Biszofitowe Mydło do twarzy i ciała Vis Plantis oraz żurawinowy żel pod prysznic od Stenders


Jeżeli chodzi o mydło to z informacji, które znalazłam na ulotce to jest ono wzbogacone substancją aktywną i olejem z oliwek. Ma ono delikatnie i skutecznie oczyszczać skórę. Jego działanie ma pomagać w prawidłowej pielęgnacji skóry oraz z jej problemami. Cena za 70g to 3.99 zł.

Natomiast jeżeli chodzi o żel od Stenders to ma być to łagodny żel o działaniu nawilżającym. Został stworzony z myślą o skótze wrażliwej i według ulotki zawiera tylko naturalne składniki oczyszczające, które dodatkowo wygładzają i odżywiają skórę.  Cena za 50 ml to 9,99 zł.

Constance Carroll - kompaktowy puder prasowany oraz błyszczyk z Deli



Cena za błyszczyk: 6,44 zł, a za puder: 10,35 zł. 

Dodatkowo w pudełeczku znalazłam też lakier do paznokci z Mollon PRO. 


Z informacji, które znalazłam w ulotce jest on dostępny w cenie 18 zł. 

Dajcie znać co myślicie o zawartości pudełeczka. Ja szczeglnie jestem ciekawa tego mydełka, peelingu i lakieru do paznokci. 

czwartek, 24 listopada 2016

3 ulubione pomadki na jesień i zimę/Bell, Barry M

Nie wiem jak Wy, ale ja uwielbiam jesień ze względu na jej klimat i to, że tej porze roku towarzyszą moje ulubione barwy. W okresie jesienno - zimowym mój makijaż oczu i ust jest sporo mocniejszy, bo po prostu mogę sobie na to pozwolić ;). 

Dzisiaj chciałabym Wam podzielić się z Wami moimi ulubieńcami jeżeli chodzi o kolor na ustach. Przede wszystkim są to 3 pomadki. Dwie z Bell i jedna z BarryM. Te dwie pomadki z Bell są dostępne właściwie wszędzie w cenie ok. 10 zł. Natomiast pomadka z BarryM (ta różowa) jest dostępny na MintiShop w cenie ok. 15 zł. 

Jak widzicie na zdjęciu powyżej wszystkie trzy kolory są w sumie do siebie bardzo zbliżone. Jednak to właśnie róż i bordowy jest moim ulubionym kolorem na ustach ostatnio. Jeżeli chodzi o numerki to jak widzicie są to 205 i 202 jeżeli chodzi o Bell, a 162 jeżeli chodzi o BarryM. 

Wszystkie te trzy szminki mają dość mocne krycie i trzeba mieć dobrze zadbane usta (jednakże efekt jest tego wart :)). Wszystkie trzy pomadki utrzymują się u mnie kilka godzin na ustach i tylko czasem wymagana jest poprawka. Nawet jeżeli coś jemy ścierają się w miarę równomiernie nie tworząc makabrycznego efektu. Dlatego też polecam ;). 

wtorek, 22 listopada 2016

G. Grzegorzewska, "Noc z czwartku na niedzielę"

Gaja Grzegorzewska, "Noc z czwartku na niedzielę" - słowem wstępu

Bardzo długo stroniłam od polskiej literatury, ponieważ zaczynając moją przygodę z regularnym czytaniem często zawodziłam się na naszych rodzimych autorach. Nie znajdowałam nic co by mnie zadowalało. Do czasu. 
Otóż okazuje się, że wystarczy dobrze poszukać, a znajdzie się perełki, które pozostaną z nami na dłużej. Jedną z nich jest Gaja Grzegorzewska i jej twórczość. Po dobrych wspomnieniach dotyczących "Żniwiarza" postanowiłam sięgnąć również po inne książki tej autorki. Tym razem była to "Noc z czwartku na niedzielę", która jest drugim tomem cyklu, który zapoczątkował "Żniwiarz".
Fabuła

Weekend może być naprawdę długi...

Prywatna detektyw, Julia Dobrowolska, przyjmuje intratną pracę w detektywistycznym show u boku gwiazdy telewizyjnej, Wiktora Bergena. Odtąd jej śledztwom towarzyszy ekipa telewizyjna, a Julia musi się podporządkować dość ekscentrycznym wymaganiom Bergena.

Gdy dzwoni do niej siostra, detektywka nie spodziewa się, że chodzi o kryminalną sprawę, a już na pewno nie tak złożoną i mroczną. Siostra była świadkiem morderstwa… Nim Julia zdąży wysłuchać zeznań świadków zabójstwa, ginie następna osoba, a zaraz potem kolejna… A wszystko w jednej krakowskiej kamienicy, której właścicielem jest brat bliskiego Julii mężczyzny.

W labiryntach osobliwego klubu, wielopoziomowego jak sama zagadka, ukrytych jest wiele tajemnic. Pojawiają się też pożądanie i zagrożenie, których Julia nie uniknie… A morderca czyha gdzieś bardzo blisko…
Czy w blasku kamer, w zamkniętej przestrzeni, Julia Dobrowolska zdoła dopaść seryjnego zabójcę? A może sprawców jest więcej?

Czy warto poświęcić czas na tą książkę? 

To zależy od tego czego szukacie. Jeżeli szukacie lekkiego kryminału, który Was zrelaksuje to jak najbardziej. Gaja Grzegorzewska "Żniwiarzem" rozpoczęła lekki i niewymagający cykl, który potrafi zrelaksować. Jednakże z drugiej strony zawarte są w niej wątki, które mogą nieco zaskoczyć co bardziej pruderyjnych czytelników.
W "Nocy z czwartku na niedzielę" znajdziemy więcej kontrowersyjnych wątków, ciekawych przestępstw i zawiłości w relacjach między bohaterami. Gaja Grzegorzewska świetnie utrzymała klimat poprzedniej powieści sprawiając, że kontynuację czyta się równie dobrze jak pierwszy tom. A to jest bardzo trudne do zrobienia. W "Nocy z czwartku na niedzielę" mamy kontynuację pewnych wątków z poprzedniej części i na pewno zaspokoją ciekawość odnośnie tego jak potoczyły się relację między poszczególnymi bohaterami. Autorka coraz bardziej odkrywa przed nami tajemnice poszczególnych postaci. Jednak robi to w taki sposób, że drugą część cyklu spokojnie można czytać bez znajomości poprzedniej, ponieważ fabuła nie jest ze sobą ściśle powiązana, przez co spokojnie możemy wszystko zrozumieć. 

Zatem "Noc z czwartku na niedzielę" spokojnie sprawdzi się w momencie kiedy nie macie ochoty na lekturę, która wymaga od Was większego zaangażowania. Przy tej pozycji świetnie się zrelaksujecie i na kilka chwil oderwiecie od swoich codziennych obowiązków.  

piątek, 18 listopada 2016

Sposób na zajady.

W okolicach mojego własnego ślubu pojawił mi się paskudny zajad, którego musiałam tuszować makijażem, bo dziad nie chciał zejść. Nic dziwnego stres i brak czasu na jedzenie zrobiły swoje. Próbowałam wielu rzeczy, ale dopiero ostatnio zaczął mi zanikać (przypomnę tylko, że ślub brałam 3 miesiące temu). 

Chciałabym się podzielić z Wami sposobem, który w końcu okazał się skuteczny. 

  • Dieta bogata w witaminy z grupy B - szczególnie w B2 oraz witaminę C.

Zatem należy pamiętać o jedzeniu cytrusów, owoców leśnych oraz: mięsa, fasoli, grochu, warzyw liściastych (np. szpinak, kapusta, sałata). Polecane jest też również wzbogacenie diety w przetworzy mleczne. Ja mogę mieć tu problem za jakiś czas, bo planuję przejść na weganizm, więc będzie mi trudniej. 

  • Tribiotic (maść antybiotykowa). 

To maść, którą dostałam w bardzo małym opakowaniu, które wystarczyło mi zaledwie na kilka razy. Jednak Tribiotic sprawił, że w końcu mój zajad zaczął się goić. Po tym jak skończyła mi się ta maść do walki wszedł: 

  • Zajadex.
Jest to maść na zajady, która zawiera cynk, witaminę B2 i ekstrakt z szałwii lekarskiej. Chodzę nią wysmarowana tylko po domu, bo ma ten minus, że niestety jest bardzo widoczna na twarzy, więc do pracy nie mogę w niej chodzić. 


Na szczęście w końcu zajad zaczął znikać. Ale trzeba przyznać, że żyje w mniejszym stresie niż trzy miesiące temu i lepiej się odżywiam (bo wcześniej nie zawsze miałam czas na jedzenie). Tymczasem mam jeszcze dla Was na koniec listę specyfików, które dostaniecie w aptece bez recepty, i które mogą Wam w razie czego pomóc: 

  • witamina B2, 
  • maści o działaniu ściągającym, bakteriostatycznym i przeciwzapalnym, 
  • maści antybiotykowe, 
  • preparaty zawierające klotrimazol, o działaniu grzybobójczym (w przypadku, w którym zmiany trudno się goją),
  • maść cynkowa, 
  • krem z hydrokortyzonem, 
  • balsam do ust z kwasem mlekowym,
  • maści bogate w witaminy A i E.

Mam nadzieję, że znaleźliście coś dla siebie i na coś Wam się przyda ten post. Dajcie też znać jak Wy radzicie sobie z tym problemem. 

czwartek, 17 listopada 2016

Pomóżmy Hani.

Wolontariat zmienił moje postrzeganie świata już na zawsze. To jakże cenne kilkuletnie doświadczenie nie tylko nauczyło mnie większej wrażliwości, ale też wyczucia. Nie wspominając już o nabyciu cennych doświadczeń, przełamaniu swoich słabości i zdobycia fajnych znajomości. Jednakże mając za sobą epizod bycia koordynatorem wolontariackiego dobrze znam również ludzi, którzy mówią, że nie mają czasu na pomaganie, bo praca i inne obowiązki sprawiają, że nie swój czas wolny wolą wykorzystać na odpoczynek. Jednak nie trzeba robić wielkich rzeczy, aby odmienić czyjeś życie lub przynajmniej ułatwić innym chociaż jedną chwile. 

Od jakiegoś czasu znam portal Się Pomaga, dzięki któremu można pomagać innym ludziom - nie tylko dzieciom, ale też dorosłym. Plusem jest to, że możesz się zapoznać z sytuacją osoby, której pomagasz i z jej dalszymi losami. Mnie ostatnio poruszyła historia Hani i chciałabym być spokojna o to, że dostanie pomoc zanim zacznę pomagać kolejnej osobie. O sytuacji Hani możecie poczytać tu: https://www.siepomaga.pl/hanna-lapinska




Ja już wpłaciłam pierwsze pieniążki - niewiele, bo niewiele, ale obiecałam sobie, że po wypłacie dołożę jeszcze trochę. Może niewiele to da, ale wierzę, że jeżeli włączę w to Was i moich znajomych to razem możemy zdziałać cuda...a jak jeszcze Wy podacie dalej to uda nam się szybko zebrać całą kwotę. To nie musi być dużo...najważniejsze jest to, żeby nawet małe kwoty utworzyły całą sumę;). Zatem zajrzyjcie pod powyższy link i jeżeli nie możecie nic dołożyć od siebie, to podajcie dalej ;). Będę wdzięczna. 

poniedziałek, 14 listopada 2016

M. Kahn, A. Veron, "Kobiety w mafii"

 Moje kryminologiczne zamiłowanie odbija się niemalże w każdej dziedzinie mojego życia. Literatura nie jest w tym przypadku odosobnieniem. Dlatego też sięgnięcie po "Kobiety w mafii" autorstwa Milki Kahn i Anne Veron było dla mnie niemalże obowiązkowe. 
Rola kobiet w mafii była przez długi czas bagatelizowana. Ograniczone do statusu ofiary, zdominowane przez mężczyzn, odesłane do domowych zajęć, są szacownymi wizytówkami mafiosów, prezentującymi się jako doskonałe, nieskazitelne, podporządkowane. Trudno sobie wyobrazić, że te „madonny” są żonami krwawych zabójców.

Kim są naprawdę te kobiety, towarzyszące mężom i synom w ich życiu zbrodniarzy i więźniów? Madonnami czy matkami chrzestnymi?

Ta książka ukazuje, że od zawsze odgrywały one ważną rolę w łonie organizacji przestępczych: rolę strażniczek mafijnej tradycji. Podczas gdy mężczyźni przebywają w kryjówkach lub pod kluczem, one kultywują i przekazują mafijne wartości. Kiedy owdowieją, popychają synów do wendetty i coraz częściej same stają się bossami. 

A jednak wiele z nich decyduje się, pewnego dnia, z obawy o swoje życie, zerwać z rodziną mafijną, podjąć współpracę z wymiarem sprawiedliwości i stać się jedną ze „skruszonych”, by skończyć z przestępczością i rozpocząć normalne życie. 

A zatem, madonny czy matki chrzestne? Aby to rozstrzygnąć, zaprezentowano portrety kobiet cosa nostry, ndranghety i kamorry. Ich niezwykłe losy zostały nam opowiedziane głównie poprzez niepublikowane dotąd świadectwa, zebrane na miejscu.


Sięgając po tą pozycję byłam ciekawa tego jak właściwie funkcjonują kobiety w takich organizacjach i właściwie dowiedziałam się, że to w znacznej mierze jest uwarunkowane kulturowo. Dlatego też w zależności od tego gdzie dana organizacja miała swój początek, bo kobiety będą funkcjonowały tak jak w regionie, z którego dana mafia pochodzi. 

W powyższej książce znajdziemy zatem kilka historii niebywałych kobiet, które z własnej woli, głupoty lub urodzenia zostały żonami mafiozów, co zaważyło na ich całym życiu. 

sobota, 12 listopada 2016

Dr. Konopka's, balsam wzmacniający do włosów osłabionych

Pierwsza połowa listopada była dla mnie dość intensywna. Będąc w rozjazdach nie tylko stałam się przemęczona i mniej odporna na przeziębienie, ale ucierpiała również ogólna kondycja moich włosów i skóry ze względu na to, że za zwyczaj nie miałam siły nawet na pielęgnację. Mam jednak nadzieję, że w końcu powoli wszystko wróci do normy...,a tym bardziej regularnego używania wzmacniającego balsamu do osłabionych włosów od Dr. Konopka's, o którym wspominam Wam od kilku dobrych miesięcy. 

Powyższy produkt wg. producenta: 

  • regeneruje
  • odżywia
  • wzmacnia
  • przywraca połysk
  • 98 składników naturalnych
Balsam wzmacniający Dr Konopka's polecany jest do pielęgnacji każdego rodzaju włosów, a w szczególności osłabionych i zniszczonych.
Produkt zawiera optymalny zestaw olei i ekstraktów, które są niezbędne do intensywnej regeneracji włosów.Balsam wzmacnia włosy, polepsza ich stan, sprawia, że są bardziej elastyczne, lśniące i mocne. W skład linii odżywczej dr. Konopki wchodzi specjalny wzmacniający olej ziołowy Nr.28, który zawiera naturalny olejek rozmarynowy. Aby osiągnąć maksymalny rezultat należy jednocześnie stosować olejek, szampon dr. Konopki, balsam i maskę z serii wzmacniającej.
Sposób użycia : Nanieść balsam na wilgotne, umyte włosy, rozprowadzić na całej długości włosów, pozostawić na 2-3 minuty, dokładnie spłukać.

Powyższej odżywki zaczęłam używać pod koniec wakacji, ze względu na to, że na przełomie pór roku takich jak np. lato i jesień zazwyczaj moje włosy są osłabione i wymagają wzmocnienia. Dlatego też wprowadzam kosmetyki mające je na celu wzmocnić. W moim przypadku przede wszystkim ułatwia podstawową pielęgnację oraz rozczesywanie włosów po umyciu. Dodatkowo zauważyłam małe włoski przy skalpie oraz nieco mniejsze wypadanie włosów. Zatem jak na razie ta odżywka się sprawdza. Jednakże mimo to muszę jeszcze wprowadzić coś dodatkowo, co będę używać naprzemiennie - a to przez dużą pojemność odżywki (500 ml) i boję się, że w końcu mój skalp za bardzo się do niej przyzwyczai. 

Dodatkowymi plusami jest to, że ten produkt jest dobry dla wegan oraz składa się z 98% natualnych składników. Zapewne będę wracać do tej odżywki, tym bardziej, że co raz bardziej zaczynam się skłaniać w kierunku kosmetyków, które można określać jako wegańskie ;). 

środa, 9 listopada 2016

"Preludium słowiańskie"

W piątek (04.11.br) byłam na spektaklu "Preludium Słowiańskie". Było to dla mnie niezwykłe doświadczenie - tym bardziej, że bardzo rzadko mam okazję być na spektaklu teatralnym. 


"Preludium słowiańskie" to spektakl muzyczny, który sięga do korzeni kultury Słowian. Językiem opowieści jest muzyka, taniec oraz symbolika przyrody zaklęta w czterech porach roku. Powyższy spektakl w wykonaniu WATAHA The Slavic Drummers, zespołu ART COLOR BALLET, oraz grupy wokalnej STROJONE przybliża współczesnemu widzowi barwny świat archetypu kultury słowiańskiej, pełnej magii i osobliwości.

Wybierając się na "Preludium słowiańskie" zupełnie nie wiedziałam czego się spodziewać. Szłam na nie z ciekawością i niecierpliwością, a kiedy już się zaczęło przez cały czas trwania spektaklu siedziałam jak zahipnotyzowana. Wszystko co widziałam na scenie było niezwykłą i przejrzystą kreacją tego co i tak jest w nas. Jednakże jak się okazuje nie wszyscy są w stanie odczytać symbolikę poszczególnych scen, bo tak na prawdę można się dopatrzeć wielu znaczeń, a dopiero posiadając pewną wiedzę można złożyć wszystko do kupy. 

W "Preludium słowiańskim" pociąga wszystko - od koncepcji sztuki przez taniec, śpiew i grę aktorską, która sprawia, że spektakl jest niezwykłym, a wręcz mistycznym przeżyciem. 

Osobiście powtórzyłabym jeszcze raz to doświadczenie, które zmotywowało mnie do zgłębienia wiedzy na temat naszych przodków. 

poniedziałek, 7 listopada 2016

Podsumowanie października 2016

To niesamowite, że czas potrafi tak szybko mijać. Dzień za dniem ostatnio zdaje się biec coraz szybciej. Ostatnie dni były dla mnie też niezwykłe ze względu na to, że odkrywałam ludzi wokół mnie na nowo. To fascynujące, że ludzie czasem ukazują swoją nową twarz, dzięki której odkrywa się ich na nowo. Ale do rzeczy...przejdźmy do książek...



Przeczytane w październiku:
1. M. Błądek, "Gloria",
2. Red Lipstick Monster, "Tajniki makijażu",
3. Ela Sidi, "Czcij ojca swego",
4. Adam Brookes, "Wojny szpiegów",
5. Kathrin Lange, "Serce z popiołu". 


Obejrzane w październiku:
1. "Czarnobyl. Reaktor strachu."
2. "Bogowie Egiptu",
3. "Krwawa noc",
4. "Noc oczyszczenia", 
5. "Mój przyjaciel niedźwiedź" - obie części. 

Mam nadzieję, że listopad okaże się dla mnie dużo lepszy ;). 

sobota, 5 listopada 2016

Kathrin Lange, "Serce z popiołu",

 "Serce z popiołu" to zakończenie młodzieżowego cyklu "Serce ze szkła". 

W tej książce namiętność i strach są splecione w morderczym uścisku. Czy tajemnica domniemanej śmierci Charlie zostanie wyjaśniona? Zaskakujący finał trylogii Kathrin Lange trafił do rąk czytelników 12 października.

Juli miała nadzieję na wspólne życie u boku Davida, który usiłował sobie przypomnieć, jaki był jego udział w wydarzeniach związanych z tragiczną śmiercią Charlie, jego dziewczyny. Rozwiązanie ich utrapień przychodzi zupełnie nieoczekiwanie: Charlie żyje! David nie musi się już za nic obwiniać, a on i Juli mogliby odtąd żyć długo i szczęśliwie. Problem jednak w tym, że piękna Charlie poruszy niebo i ziemię, by odzyskać byłego narzeczonego, podczas gdy Juli, prześladowana przez ducha, powoli popada w obłęd. David dostrzega tylko jedną możliwość, by ochronić swoją obecną ukochaną: musi z nią zerwać. Kiedy Juli zaczyna doświadczać coraz bardziej przerażających wizji, postanawia skończyć z klątwą raz na zawsze – nawet jeśli będzie musiała poświęcić wszystko, co jest jej drogie…

„Serce z popiołu” to niezwykle emocjonujący love thriller ukazujący dalsze losy bohaterów „Serca ze szkła” i „Serca w kawałkach”. Trzecia część trylogii zainspirowanej słynną powieścią gotycką „Rebeka” rozgrywa się na zimnej i nieprzystępnej wyspie. Ujawniane przez jej mieszkańców tajemnice i porywający finał na skraju urwiska czynią z lektury tej historii niezapomniane przeżycie. Barwnie zarysowane postaci i zawiłe losy uczucia między bohaterami sprawiają, że od „Serca z popiołu” nie sposób się oderwać. 


W serii, którą stworzyła Kathrin Lange ujęło mnie przede wszystkim to, że autorka nawiązuje do gotyckiej opowieści, a książki, które chociażby odrobinę nawiązują do tego nurtu w literaturze są jak najbardziej w moich klimatach. 

Jednakże mimo to, że seria "Serce ze szkła" jest opisywana jako love thriller, to cała ta historia ma w sobie niezwykłą lekkość zakrapianą przystępnym stylem pani Lange. "Serce z popiołu" czytałam w na prawdę ciężkim dla siebie okresie, a ta książka, chociaż nie wymagała ode mnie większego wysiłku sprawiła, że moje myśli przestały się obracać wokół bardzo przykrych wydarzeń. W tej części powyższego cyklu bohaterowie nadal mnie irytowali, a w całej fabule czegoś mi brakowało. Mimo to "Serce z popiołu przeczytałam" z przyjemnością. 

Ciężko piszę się o kolejnej, a szczególnie chyba o ostatniej części jakiejś serii. Jednak mam nadzieję, że to co znaleźliście powyżej pozwoli Wam na podjęcie decyzji czy chcecie sięgać po te książki czy nie ;). Tymczasem ja pewnie za jakiś czas powtórzę swoją przygodę z "Sercem ze szkła". 

czwartek, 3 listopada 2016

Mój podstawowy pakiet umilający jesień :)

Jesień jest zdecydowanie moją ulubioną porą roku. Jej klimat sprawia, że czuję się i funkcjonuję dużo lepiej. Aura tej pory roku sprzyja takim ludziom jak ja introwertykom o artystycznych skłonnościach. I kiedy moje otoczenie narzeka, że winter is coming, ja z przyjemnością oddaję się czynnościom, którym sprzyja jesienna atmosfera.

1. Książki 


Jestem nałogowym molem książkowym, który nos utkwiony w książkach ma przez cały rok, jednak sezon jesienno - zimowy szczególnie sprzyja czytaniu. Dzieje się tak przede wszystkim, że można sobie zbudować tą całą aurę wokół czytania - wiecie te wszystkie świeczki, wielkie kubki z ulubioną herbatą/kawą/czekoladą czy czymkolwiek chcecie, itp. 

Jednak życie mola książkowego nie zawsze jest łatwe...


2. Muzyka


Mówcie co chcecie, ale pewien rodzaj muzyki jesienią brzmi najpiękniej...


3. Aromaterapia


Od podlotka uwielbiałam różnego rodzaje kadzidełka i świece zapachowe. To zostało mi do dziś. Na moim nocnym stoliku jest mała kolekcja świec, olejków zapachowych i wosków do kominka, a jesień i zima to przecież idealne pory na ich palenie :). 

4. Coś dobrego do picia. 


Nie wiem jak Wy, ale ja uwielbiam deszczowe wieczory. Kiedy jestem w domu mogę sobie siąść wygodnie, wsłuchać w padający za oknem deszcz i się zrelaksować...często więcej nie potrzeba.

5. Domowe SPA


Mam dość stresującą i męczącą pracę. Dlatego też poświęcenie kilku chwil dla siebie sprawia, że szybciej wracam do równowagi psychicznej i fizycznej. 

6. Zbliżenia



Moim zdaniem jesień i zima sprzyja spotkaniom. Rzadziej spędzamy swój czas w rozjazdach i często nieco zmieniamy tryb życia. Ja chętniej gram wtedy np. w gry planszowe, albo po prostu umawiam się z kimś na kawę. Ten czas jest idealny na to, żeby zbliżyć się do siebie. 

8. Kolorowanki


Uwielbiam ten rodzaj rozrywki, który przede wszystkim uspokaja i relaksuje. Szkoda tylko, że mam mało czasu na ten rodzaj terapii sztuką...ale zaczynam to nadrabiać chociażby podczas oglądania filmów: 


To mój podstawowy pakiet pozwalający cieszyć się jesienią i zimą. Zdradźcie mi swój, może jeszcze coś podpatrzę ;). 

wtorek, 1 listopada 2016

Dla tych, których nie ma...

Moi Drodzy, 
w głowie roi mi się od pomysłów, które chciałabym zrealizować. Jednakże mam dwóch silnych przeciwników - czas i mnie samą, bo jedynie to mnie ogranicza. 


Jednakże dziś zrobiłam sobie wolne od planowania, pisania, kombinowania i działania. A to dlatego, że dzisiejszy dzień powinien być dniem zadumy; kilkoma chwilami poświęconymi na myślenie o tych bliskich, którzy odeszli. Tegoroczny 1 listopada jest tym trudniejszy, że kilka dni wcześniej zmarła bliska mi osoba, która mam nadzieję, że już nie cierpi (*).