sobota, 9 lipca 2016

S. Verant, "Siedem listów z Paryża"

Bardzo rzadko sięgam po książki o miłości. Jak dla mnie jest w nich coś kiczowatego, a wiele historii jest takich samych, tylko ubrane są w inne słowa. 

"Siedem listów z Paryża" Samanthy Verant, przekonało mnie do siebie tym, że jest to prawdziwa historia, którą opowiada sama główna bohaterka. 

Samantha jako nastolatka wyrusza w podróż po Europie, kiedy trafia do Paryża przeżywa zauroczenie pewnym francuzem spotkanym w jednej z miejscowych knajpek. Kiedy wraca do domu czeka na nią siedem listów, które wysłał jej mężczyzna poznany we Francji. 

Po dwudziestu latach kiedy życie Samanthy rozpada się na kawałeczki odnajduje listy od dawnego wielbiciela i w końcu postanawia mu odpowiedzieć...

W chwili, gdy kobieta wysłała tego maila zmienia się nie tylko jej życie, ale także życie pewnego Francuza, który tak na prawdę na nią czekał. 

"Siedem listów z Paryża" to niezwykła, rzadka i dość nieprawdopodobna historia...jednak wszystko wskazuje na to, że faktycznie się wydarzyła. Cała ta historia jest poruszająca i zadziwiająca, bo taki rozwój wydarzeń po tylu latach jest naprawdę nadzwyczajny i małoprawdopodobny, a jednak się wydarzył. I chociaż sam styl autorki w końcu stał się dla mnie dość nużący to można przymknąć na niego oko, bo nie to jest w tej opowieści najważniejsze, a sama autorka raczej nie pretenduje do pisarzy pokroju Kinga, Tolkiena czy Martina...

Powyższa powieść to książka idealna na plażę, do pociągu czy po prostu na letni wieczór. I mimo tego, że prawdopodobnie szybko o niej zapomnimy, to może warto przypomnieć sobie, że na świecie jest jeszcze prawdziwa miłość i nie wszyscy romantycy wyginęli...

2 komentarze: