sobota, 30 kwietnia 2016

Podsumowanie kwietnia 2016

Kwiecień minął mi bardzo intensywnie i zaskoczył mnie jedną wielką zmianą, bo dostałam nową pracę :) Jednak w ferworze wydarzeń oglądanie filmów i czytanie książek nie było moim priorytetem: 


Przeczytane książki: 

1. J. K. Rowling, "Harry Potter i więzień Azkabanu"
2. K. Jabłońska, ks. J. Kaczkowski, "Szału nie ma, jest rak",
3. Lev Grossman, "Czarodzieje" 

Obejrzane filmy: 

1. "Harry Potter i kamień filozoficzny",
2. "Człowiek ze stali",
3. "Mroczny rycerz",
4. "Mroczny rycerz powstaje"

Mam jednak nadzieję, że w maju nieco się otrząsnę i będzie lepiej;).

Nawilżający eliksir do rąk i ciała od Allverne Nature's Essences o zapachu Lotos/Jaśmin

Jakiś czas temu robiąc zakupy w jednej z miejskich drogerii do mojego koszyka niechcący trafił nawilżający eliksir do rąk i ciała od Allverne Nature's Essences o zapachu Lotos/Jaśmin. Nawet nie wiecie jak wielkie było moje zaskoczenie, kiedy odkryłam, że pachnie on zupełnie jak The rightrous butter body lotion od Soap&Glory.

Ten balsam przeleżał w mojej szafce w łazience do momentu, w którym pokończyło mi się to co miałam w użyciu i od pierwszego razu zakochałam się w zapachu, który od razu skojarzył mi się z wspomnianym już zapachem od Soap&Glory. 

Balsam ma gęstą konsystencję i dość dobre nawilża, chociaż obawiam się o to czy będzie sobie radził w okresie grzewczym (to już jest do sprawdzenia w ciągu najbliższej jesieni i zimy;)). Plusem jest piękny i nienachalny zapach oraz całkiem niezła wydajność, gdyż kosmetyk mimo konsystencji bardzo dobrze rozprowadza się na skórze. 

Jak do tej pory nie zrobił mi krzywdy, więc mam nadzieję, że będę wracać do tych produktów w różnych wersjach zapachowych, tym bardziej, że za 300 ml płacimy nieco powyżej 10 zł (o ile dobrze pamiętam). 

Powyższy produkt jest moim małym odkryciem i mam nadzieję, że w najbliższym czasie będzie ich więcej ;). 

czwartek, 28 kwietnia 2016

Jestem zalatana...ale szczęśliwa ;)

Ostatnio czas przecieka mi przez palce. Nowa praca, nowe obowiązki i wielka ekscytacja związana z nowymi wyzwaniami. W nowej pracy mam w końcu poczucie, że jestem na właściwym miejscu. Rano wchodząc do "mojej szkoły" nie psioczę, że oto muszę się przemęczyć kilka godzin, ale wiem, że to co mnie czeka będzie tym o czym marzyłam przez wiele lat - możliwością wyciągnięcia ręki do małego człowieka i pokazania mu pewnego kierunku, w którym może podążać. I chociaż zwykle wychodzę z pracy z bólem głowy, to nie zamieniłabym swojej pracy na żadnej innej. Cieszą mnie postępy dzieci i ich wyrazy sympatii. Bardzo miło jest widzieć rodziców, którzy cieszą się z miłych słów usłyszanych o dziecku - w szczególności kiedy mile ich zaskakuje. Naturalnie codziennością są też trudne chwile - tęsknoty za mamą, dokuczanie, pyskowanie czy niesłuchanie pani lub jakieś drobne nieporozumienia. Jednak w całym tym ferworze czuję, że to jest, to co mogłabym robić jeszcze długo. 

Jednak po kilku godzinach pracy z przyjemnością wychodzę z niej, aby moc odetchnąć w ciszy. Z radością daję możliwość odpocząć zarówno gardłu, jak i nerwom, które często są nadszarpnięte przez te dzieci, które danego dnia zapędziły się za daleko.  


Dzisiaj czuję, że jestem szczęśliwa. Mam pracę, którą lubię i, w której mam nadzieję zostać na nieco dłużej niż na zastępstwo; zakładam rodzinę i mam w głowie pełno planów w realizację, których w końcu zaczęłam wierzyć. 

poniedziałek, 25 kwietnia 2016

Golden Rose, Black Diamond Hardener, odżywka do paznokci.

Od kiedy pamiętam moje paznokcie miałam w złej kondycji. Kiedy popularne odżywki od Eveline, jednak szkodziły moim paznokciom postanowiłam poszukać zamiennika bez formaldehydu. 

Po poszperaniu nieco w sieci i wynalazłam  odżywkę Black Diamond Hardener od Golden Rose. . Wszędzie było pełno zachwytów nad tym produktem, więc się na niego skusiłam.

Cena: ok. 13 zł, 
Pojemność: 11 ml, 
Dostępność: internetowe i stacjonarne drogerie

Na stronie producenta czytamy, że: 

Dzięki cząsteczkom czarnego diamentu zapewnia paznokciom większą twardość i wytrzymałość. Zawiera podwójną ilość mikro cząsteczek diamentu oraz składników utwardzających. Tworzy na powierzchni paznokcia twardą i błyszcząca powłokę zapewniając tym samym trwałe wzmocnienie cienkich, słabych i łamliwych paznokci. Zapobiega łamaniu i rozdwajaniu paznokci oraz odpryskiwaniu lakieru już po 4 tygodniach stosowania*
* Wynik używania preparatu przez z 4 tygodnie w testach skuteczności
Powyższej odżywki używam już od dłuższego czasu (w moim rozumieniu oznacza to kilka miesięcy). Używałam jej zgodnie z zaleceniami oraz jako bazę pod lakier. Jeżeli zmywałam paznokcie to od razu nakładałam na nie dwie warstwy, więc praktycznie cały czas miałam ją na pazurach. Jednak niestety muszę stwierdzić, że nie zauważyłam poprawy stanu swoich paznokci, nie było też pogorszenia ich kondycji. Ot po prostu nie robiła nic - ewentualnie zabezpieczała płytkę paznokcia przed odbarwieniem od lakieru... Cóż...pozostaje mi szukać czegoś innego, co może pomoże moim paznokciom. Zatem jeżeli znacie jakieś dobre odżywki do paznokci, które mają za zadanie je wzmocnić i przyspieszyć wzrost będę wdzięczna za wszelakie polecenia ;)

niedziela, 24 kwietnia 2016

Lec Grossman, "Czarodzieje"


O "Czarodziejach" dowiedziałam się od mojego narzeczonego. Szukał serialu, który moglibyśmy razem obejrzeć i zaproponował mi właśnie ten.

Po kilku odcinkach, kiedy wciągnęłam się w historię dowiedziałam się, że ten serial jest na podstawie książki, po którą zdecydowałam się sięgnąć w nadziei, że okaże się przynajmniej równie dobra jak jej odpowiednik z małego ekranu. 

Książka jest inspirowana "Harrym Potterem", "Opowieściami z Narnii" i poniekąd "Alicją z krainy czarów", co tym bardziej powinno zachęcać do sięgnięcia po tą trylogię - szczególnie miłośników powyższych pozycji. Jednak już z pierwsze strony nie zapowiadają nic dobrego. Otóż mamy zagubionego nastolatka, który nie może sobie poradzić z samym sobą i otaczającym go światem. Pewnego dnia ląduje w szkole magii wśród innych zagubionych w świecie uczniów. Po serialu spodziewałam się na prawdę dobrej lektury - może nie wgniatającej w fotel i bardzo zapadającej w pamięć, ale przynajmniej takiej, która jest lekka i przyjemna. Jednak nic z tego! Cała powieść jest bardzo nierówna i w 95% po prostu przeciętna, żeby nie powiedzieć kiepska. Nie ma w niej nic co mogłoby porwać czytelnika. Ani nie ma w niej pełnokrwistych bohaterów, ani wartkiej akcji, a język powieści też mocno kuleje. 

Z żadnym z bohaterów się nie z żyłam, nie mogłabym też powiedzieć, że któregoś specjalnie polubiłam lub zapamiętam na dłużej. Wszyscy są płowi, nijacy i cały czas użalają się nad sobą, piją, ćpają, uprawiają seks - niekoniecznie tylko heteroseksualny i nie mogą się odnaleźć w jakże złym i okrutnym świecie. W efekcie cała powieść pozbawiona jest jakiejkolwiek magii, uroku czy czegokolwiek, co zachęcałoby do sięgnięcia po kolejne części. 

Cóż bardzo się zawiodłam, a co za tym idzie przemęczyłam tą książkę. Na szczęście serial jak na razie bardzo różni się od książki - i dobrze, bo w razie czego będę miała co oglądać ;). 


sobota, 23 kwietnia 2016

Połącz kropki...czyli powrót do dzieciństwa;)

Kiedy byłam mała uwielbiałam wszelakie kolorowanki, rysunkowe zagadki, labirynty, łączenie kropek itp. Sprawiało mi to wiele frajdy i teraz kiedy sama pracuję w szkole, w oddziałach przedszkolnych wróciło wiele wspomnień z dzieciństwa. Już po rozpoczęciu pracy z dziećmi wpadła mi do rąk pozycja dla dorosłych pt. "Połącz kropki. Niesamowite miejsca" Patricii Moffett. 

Byłam bardzo ciekawa tej publikacji ponieważ nie tylko liczyłam na cień frajdy, którą przeżywałam jako mała dziewczynka podczas tego typu zabaw, ale zastanawiałam się też nad fenomenem takich pozycji z przeznaczeniem dla dorosłych. Jakoś nie mogłam sobie wyobrazić, że mogłabym wydać pieniądze na coś tak jednorazowego. Jednak kiedy "Połącz kropki" wylądowało w moim domu niemalże od razu wzięłam się do ich łączenia. 

Pierwszym rysunkiem jaki zrobiłam był Most Goden Gate z San Francisco. Muszę przyznać, że nie małą frajdę sprawiło mi łączenie kropek, ale też nie mało trudności przysparzało mi czasem odnajdywanie poszczególnych punkcików, które należy połączyć. Nie raz denerwowałam się, że któraś z kropek zapodziała mi się gdzieś wśród swoich towarzyszek i nie mogę jej odnaleźć. Tak sobie myślę, że chyba już nieco wiem jak się czują moje przedszkolaki, kiedy sami nie mogą zlokalizować, którejś kropki, jak sami robią podobne zadanie tylko, że na dużo łatwiejszym poziomie. Jednak więcej niż nerwów miałam przyjemności z obserwowania tego jak z bezwładnie rozrzuconych punkcików coś powstaje. 

"Połącz kropki. Niesamowite miejsca." okazało się być świetną publikacją, która podobnie jak kolorowanki dla dorosłych sprawiła, że miałam możliwość uspokoić i oczyścić umysł, nieco się zrelaksować i spędzić trochę czasu poza wirtualnym światem oraz w oderwaniu od codziennych rzeczy, które mnie martwią. Z zaskoczeniem odkryłam, że jedna praca zajęła mi więcej czasu niż myślałam. Zatem przede mną jeszcze wiele godzin relaksu, bo w środku znajdziemy 42 obrazków do połączenia kropek. Już nie mogę się doczekać na każde kolejne niesamowite miejsce, które stworzę łącząc kropki:). 

Nie małym plusem jest to, że na końcu są wszystkie obrazki z połączonymi kropkami, co mi bardzo ułatwiało rysowanie w momencie, w którym miałam wybitny problem z zlokalizowaniem jednej z kropek ;). 



Kiedy już uporam się z tą publikacją to na pewno zaopatrzę się w kolejne tego typu publikacje, bo przekonałam się do nich tak jak do kolorowanek...a może to po prostu sentyment i moje małe wewnętrzne dziecko, które w końcu doszło do głosu? Kto wie? ;). A Wy koniecznie dajcie znać czy mieliście już styczność z takimi publikacjami dla dorosłych i co o nich myślicie. 

wtorek, 19 kwietnia 2016

TOP3 Tanie paletki, na które warto zwrócić uwagę.

Jak każda maniaczka kosmetyczna często chciałabym mieć paletki, o których tak głośno w blogosferze. Jednak nie zawsze można sobie pozwolić na produkty z TheBalm, Zoeva, Urban Decay czy Too Faced. Dlatego też dzisiaj chciałabym Wam polecić 3 tanie paletki, po które moim zdaniem warto sięgnąć. 


1. Hean, HIGH definition, 


Ja mam paletkę o numerze 408, w której znajduje się jeden beżowy cień i trzy brązowe. Bardzo je lubię za pigmentację, cenę (ok. 16 zł.), wydajność oraz poręczność. Jeżeli chodzi o trwałość to ja raczej nie mam z tym problemu przy wszystkich cieniach, które używam. 

Gdzie kupić? 
Małe drogerie osiedlowe, sklepy internetowe np. Kosmetykomania, MintiShop. 


2. Makeup Revolution, Iconic Pro


Makeup Revolution, to w ogóle świetna drogeryjna marka, która ostatnio podbija rynek. Jednak jej paletki kochają wszyscy :). Ja mam powyższą i jeżeli chodzi o pierwsze wrażenie, to mogę powiedzieć, że jest spoko. W paletce znajduje się 16 cieni, z czego 8 jest matowych, a pozostałe są satynowe (a przynajmniej tak mi się wydaje). Długo się u3mują i można nimi zrobić zarówno dzienny, jak i wieczorowy makijaż. 

Cena: ok. 40 zł, 
Dostępność: drogerie stacjonarne i internetowe (np. Kosmetykomania i MintiShop). 

3. Sleek Makeup. 


Sleek miał swoje 5 minut na YouTube już jakiś czas temu, jednak do tej pory ma rzeszę fanek i nie dziwię się!. Nie dość, że są dostępne różne wersje kolorystyczne, to jeszcze dostajemy do ręki 12 całkiem niezłej jakości cieni w swoim przedziale cenowym. Ja jak na razie mam au naturel, ale już ostrzę sobie zęby na inne paletki, które kuszą mnie już od dawna. Zresztą mam na oku nie tylko paletki cieni z tej firmy, ale wszystko, w swoim czasie ;). 

Cena: ok. 40 zł, 
Dostępność: drogerie internetowe (np. MintiShop i Kosmetykomania). 

Wiem, że jest jeszcze wiele tanich marek, które prawdopodobnie mają fajne rzeczy. Sama ostatnio czaję się chociażby na coś z Freedom Makeup. Jednak co za dużo to nie zdrowo, a poza tym nie chcę, żeby mój portfel zbytnio ucierpiał;). 

Dajcie znać jakich Wy używacie paletek cieni wartych polecenia. A jeżeli chcecie, żeby tego typu notki pojawiały się częściej to komentujcie i podawajcie dalej, bo wtedy może znajdzie się np. jakaś drogeria internetowa, która będzie chciała przekazać coś do testów, więc mnie będzie wtedy łatwiej bo nie będę musiała liczyć się tak bardzo z kosztami ;). 

Dajcie znać jakie Wy polecacie cienie do oczu...mogą być te tańsze i te nieco droższe ;). 

niedziela, 17 kwietnia 2016

Jak zdobyć doświadczenie zawodowe?

Znalezienie swojej wymarzonej pracy w dzisiejszych czasach graniczy niemalże z cudem. Jednak mi się ostatnio udało załapać na zastępstwo w swoim zawodzie dosłownie "na chwilę", ale mam nadzieję, że zostanę tam na dłużej. W związku z moim doświadczeniem w szukaniu pracy i w końcu jej znajdowaniu postanowiłam się z Wami podzielić wiedzą o tym Jak zdobyć doświadczenie zawodowe

1. Zacznij już w gimnazjum/szkole średniej.

Nie wiem jak mieli inni, ale ja już w gimnazjum wiedziałam na jaki kierunek chcę iść i co chcę robić, i choć miałam chwile zawahania i niepewności to i tak poszłam na to o czym myślałam już od gimnazjum. W sumie to normalne, że człowiek w pewnym wieku ma kilka pomysłów na siebie;). Jednak zanim się zdecydowałam i złożyłam papiery na swój wymarzony kierunek studiów to zaangażowałam się w szkolne kółko zainteresowań zgodne z moimi planami na przyszłość i wolontariat. To pozwoliło mi zobaczyć jak się czuję w kontakcie z dziećmi i czy na prawdę chcę tak pracować. 

2. Wolontariat

Wyżej wspomniałam o wolontariacie. Miał on znaczący wpływ na moje doświadczenie zawodowe, ponieważ nie tylko przełamałam wiele swoich barier i kompleksów, które przeszkadzałyby mi w pracy, ale przede wszystkim dałam się poznać i nawiązałam znajomości, które w przyszłości ułatwiły mi znalezienie pracy. Nie jeden raz zostałam przyjęta do pracy ze względu na to, że najpierw sprawdziłam się jako wolontariuszka, albo ktoś kojarzył mnie z pewnych określonych działań, w których się sprawdziłam. Natomiast zdobyte doświadczenie (również to niewolontarystyczne) sprawiło, że dostałam tą pracę, którą mam teraz, i której jak na razie nie zamieniłabym na żadną inną. 

3. Staże. 

Kiedy skończyłam licencjata praktycznie od razu zarejestrowałam się w PUP i złożyłam wniosek o staż. To doświadczenie pozwoliło mi spełnić warunki niezbędne do podjęcia kolejnej pracy - w zawodzie oczywiście ;). I pośrednio dzięki temu również dzisiaj mam pracę :). Niekoniecznie musisz się rozglądać za płatnym stażem, ale bezpłatny staż też może być ciekawym doświadczeniem. 

4. Gap Year 

Jest to rok przerwy, który możecie sobie zrobić np. po liceum jeżeli nie wiecie co robić, w trakcie studiów, albo zaraz po nich. Idea tego czegoś polega na tym, że na rok np. jedziemy gdzieś wolontarystycznie, zdobywamy doświadczenie i nawiązujemy kontakty. To pozwala nam mniej więcej się ogarnąć z tym co chcielibyśmy robić. Ja zastanawiałam się nad takim czymś i już nawet planowałam jakiś wyjazd, ale niestety mi się nie udało ;(. Generalnie Gap Year możemy też wykorzystać np. na podróżowanie, albo spożytkować w zupełnie inny sposób. W zasadzie jest to doświadczenie, które ma się odbyć w zupełnie innym dla nas środowisku...i w sumie tak sobie myślę, że miałam takie mini doświadczenie w Belgii ;). 

Na koniec chcę Wam jeszcze powiedzieć, że czasem warto pójść na staż za mniejszą kasę, bo to może zaowocować zdobyciem wymarzonej i całkiem dobrze płatnej pracy, niż do byle jakiej pracy, która tak na prawdę nie da nam nic poza pieniędzmi. 

Mam nadzieję, że komuś z Was chociaż trochę pomogłam. A tymczasem spadam się relaksować ;). 

piątek, 15 kwietnia 2016

Zdobycze z moich ostatnich kilku tygodni.

Życie mnie ostatnio zaskakuje. Raz bardzo dobrze, a raz niezbyt miło (chyba dlatego, żebym nie zachłysnęła się tym szczęściem zbytnio). Jednak zmiany w moim życiu spowodowały to, że mam mniej wolnego czasu, bo ponieważ...od czwartku pracuję :D. I to w zawodzie ;). 

Jednak nie będę Was tym zanudzać. Dzisiaj mam dla Was notkę z moimi zdobyczami z kilku ostatnich tygodni. Myślę, że wszystkie produkty są godne uwagi, więc nie omieszkam sobie o nich wspomnieć;]. 

 Od lewej (górny rząd): 

  • Kryolan, miękka kredka kosmetyczna do powiek, w cielistym kolorze - idealna na linię wodną...czy sprawdzi się jako baza pod cienie się okaże. Dostępność: Kosmetykomania.pl, Cena: 29 zł,
  • Catrice, balsam do ust w kredce, 050 Cherry-ty, Dostępność: Kosmetykomania i pewnie również Natura, Cena: ok. 20 zł. 
  • TheBalm, Nawilżający podkład do twarzy,  >>>KLIK<<<,
  • TheBalm, Paletka cieni do oczu - shady Lady, vol. 2, Dostępność: Kosmetykomania, Cena: 119,90 zł. 
  • Avon, tusz do rzęs superSHOCK MAX, Dostępność: konsultantki Avon, Cena: ok. 20 zł. 
  • Makeup Revolution, korektor pod oczy Focus&Fix, Cena: 10,9, Dostępność: drogerie stacjonarne i internetowe, 
  • Makeup Revolution, paletka Iconic Pro, Cena: ok. 40 zł, Dostępność: drogerie internetowe i stacjonarne

Jeżeli jesteście ciekawi kolorów cieni z palet to macie poniżej. 



O większości kosmetyków będę jeszcze pisała, a to o czym Wam już napisałam, to podlinkowałam w notce;). Ja ucieszyłam się z tej paletki z TheBalm, bo jak pewnie pamiętacie miałam ją na liście życzeń;p. Mam nadzieję, że będę sobie powoli kompletować inne kosmetyki, które w niej miałam;]. 

Tymczasem 3majcie się mocno, a ja zmykam robić swoje ;). Udanej reszty dnia lub nocy;)> 

środa, 13 kwietnia 2016

Pieczone krążki chlebowe, Oven Baked Bruschette Moretti

W ostatni poniedziałek odbyłam rozmowę telefoniczną, której skutkiem są pewne zmiany zachodzące w moim życiu. Poniedziałek i wtorek były małym chaosem, przez który miałam bardzo mało czasu na takie rzeczy jak chociażby jedzenie. Dlatego też dziś mam dla Was notkę o pieczonych krążkach chlebowych o smaku pikantnej mieszanki warzyw, z firmy Oven Baked Bruschette Moretti.

Dostępność: Biedronka,
Cena: ok. 2 zł.
Waga: 70 g

Skład:
Mąka PSZENNA, olej roślinny(olej palmowy, przeciwutleniacz: wyciąg z rozmarynu), mąka kukurydziana wytłaczana, preparat o smaku pikantnej mieszanki warzyw 5,5%(cukier, sól, maltodekstryn, cebula w proszku 10%, suszona papryka 4$, proszek pomidorowy 3%, czosnek w proszku 2%, suszona pietruszka, LAKTOZA, wzmacniacze smaku: glutaminian monosodowy, guanylan disodowy, inozynian disodowy

Jak widzicie tam jest dużo chemii... ale to jest takie dobre. Jak dla mnie jest to tańszy odpowiednik Bake Rolls i jakbym nie widziała opakowania to jakby ktoś to przede mną postawił powiedziałabym, że są to krążki właśnie z tamtej firmy. 

Ja jadłam je w dwóch smakach: 
  • o smaku pikantnej mieszanki warzyw, 
  • o smaku grzybowym.
Ta pierwsza wersja smakowała mi lepiej - jak grzanki z pikantną warzywną posypką nieco zalatującą rosołem. A grzybowy smak był dla mnie zbyt przewidywalny i oczywisty, ale to jest spoko jeżeli ktoś właśnie tego oczekuje. 

Opakowanie jest idealne do torebki, na tak zwany mały głód...jeden krążek jest niczym jeden gryz i można go pochłonąć w tak zwanym międzyczasie;]. Nie wiem czy będę do nich wracać, to pewnie zależy, bo chciałabym się skupić na zdrowszych wariantach...czyli pewnie zastąpię je chociażby waflami ryżowymi. Jednak to nie zmienia faktu, że zniknęły nie wiedzieć kiedy;]


poniedziałek, 11 kwietnia 2016

Ujędrniające serum do szyi i dekoltu z serii Planet Spa od Avon

Partiami, które starzeją się najszybciej są dłonie, szyja i dekolt oraz okolice wokół oczu. To przede wszystkim one jako pierwsze zdradzają nasz wiek i to o nie powinnyśmy dbać najbardziej. Jednak mam wrażenie, że często o nich zapominamy, a szczególnie o skórze szyi i dekoltu. 

Jakiś czas temu wpadło w moje ręce ujędrniające serum do szyi i dekoltu z serii Planet Spa od Avon. Bardzo lubię całą serię Planet Spa (a szczególnie tą serię oliwkową), więc ucieszyłam się, kiedy mogłam je dostać dużo taniej i je wypróbować - tym bardziej, że w moim życiu nadszedł czas, w którym muszę już poświęcać więcej uwagi pewnym rzeczom. 

Serum jest zapakowane w buteleczkę z pompką, co bardzo pomaga w jego aplikacji, a przy okazji nie musimy się w niczym babrać, przy okazji zostawiając w kosmetyku jakieś bakterie ;p. Produkt ma bardzo rzadką konsystencję, jednak jedno naciśnięcie pompki wydobywa z buteleczki tyle produktu, żeby móc je nałożyć zarówno na skórę szyi, jak i dekoltu. 

Używam je już kilka ładnych tygodni i moja skora szyi i dekoltu stała się przede wszystkim dobrze nawilżona i odżywiona. W dodatku jest bardzo miła w dotyku. A to świetny znak, bo to oznacza, że to serum w jakiś sposób działa:). Wiem, że pewne skutki pielęgnacji będą widoczne dopiero po długim czasie, jednak wierzę, że moja obecna pielęgnacja ma wpływ na jakość mojej skóry w przyszłości. 

Dajcie znać czy i jak dbacie o skórę swojej szyi i dekoltu. Jestem ciekawa jakich produktów używacie, bo może uda mi się coś podpatrzeć;). 

niedziela, 10 kwietnia 2016

Tydzień w zdjęciach #10

Hej,
coś w tym jest, że w pewnym wieku czas szybciej leci, a z każdym kolejnym rokiem jest tylko gorzej. Człowiek uświadamia sobie to szczególnie po rzeczach, które robi cyklicznie, albo kiedy zmienia się coś w jego życiu. Czasem mnie samą zadziwiają mnie odkrycia, że pewne moje wspomnienia dotyczą wydarzeń, które działy się wcześniej niż myślałam. 




Wiosna :D


Nie miało być tyle książków...a jednak;]



 W weekend mnie trochę nie było;]


Aktualna lektura. 


Nadrabiam zaległości poweekendowe i pochorobowe ;p. 


Wychodzi na to, że jestem bardzo nudnym i przeciętnym człowiekiem, bo w sumie niewiele się u mnie dzieje, ale może to się zmieni niebawem. 

"Szału nie ma, jest rak" - kilka słów o wywiadzie z x. J. Kaczkowskim

Kiedy po raz pierwszy zobaczyłam recenzję wywiadu z x. J. Kaczkowskim w sieci, nawet jej dobrze nie przeczytałam, tylko przebiegłam po niej wzrokiem. Jednak z czasem zaczęłam napotykać na więcej informacji o tym niezwykłym człowieku. Zaczęłam dostrzegać w nim wyjątkową osobę, która mimo swojej choroby chce wykorzystać swój czas do końca i najlepiej jak umie. 
Życie ludzkie jest wartością wielką, ale nie bezwzględną. Wartością bezwzględną dla nas, chrześcijan, jest tylko zbawienie. Dlatego możemy odmówić terapii uporczywej. I temu właśnie ma służyć przygotowywany projekt ustawy o testamencie życia. (...) Już słyszę oskarżenia, że testament życia jest wstępem do eutanazji lub wprowadzenie jej tylnymi drzwiami. A to nieprawda. 
ks. J. Kaczkowski, K. Jabłońska, "Szału nie ma, jest rak"

Ksiądz Jan Kaczkowski, bioetyk, wykładowca, katecheta i twórca hospicjum w Pucku. Człowiek, który nie był idealny, bo był tylko (albo "aż" człowiekiem) i codziennie zmagał się ze swoją chorobą, słabościami i niedomaganiami. Jednak w tym wszystkim wykorzystywał swoje cierpienie i chorobę jak najlepiej tylko mógł na rzecz innych i tego, aby coś po sobie pozostawić. "Szału nie ma, jest rak" to niepozornych rozmiarów książeczka, która zawiera wywiad z tym niezwykłym człowiekiem. Jednak niech Was nie zmyli rozmiar tej publikacji, bo mam wrażenie, że mi już zmieniła życie. Podczas czytania tego wywiadu nie tylko nie raz płakałam czy śmiałam się, ale dowiedziałam się więcej niż przez lata chodzenia do kościoła, jeżeli chodzi o stanowisko duchownych w pewnych sprawach. Ksiądz Kaczkowski w bardzo prosty sposób opowiada o miłości, seksualności, cierpieniu, umieraniu, eutanazji i...in vitro. Często są to tematy unikane przez duchownych i traktowane jako tabu. Chociażby podejście księży do in vitro jest mniej więcej takie: to jest złe, bo nie dochodzi do poczęcia w naturalny sposób, zarodki są zamrażane i wyrzucane, i to jest złe, bo to jest zabójstwo...koniec. Ok...nie wiem, jak Wy, ale słuchając podobnych słów we mnie rodzi się bunt i myśl o tym, że takie podejście jest dużym uproszczeniem. A w tym wywiadzie dowiedziałam się więcej o tym jak wygląda cała procedura i o tym jakie problemy etyczne są związane z tym, nazwijmy to procesem. To pozwoliło mi dojść do wniosku, że to faktycznie nie jest takie dobre jak myślałam. I tak jest z każdym innym zagadnieniem, o którym wyżej wspomniałam. Dodatkowo możemy zobaczyć ludzkie oblicze kapłaństwa, a przede wszystkim x. Kaczkowskiego. A to wszystko podane w bardzo przystępny i piękny sposób. 
Pan Bóg (...) chce naszego dobra. Jeżeli zatem zakładamy, że On nam błogosławi w momentach szczęścia, to logicznym wydaje się również, że tym bardziej jest blisko wtedy, kiedy jego dzieciom dzieje się krzywda. To nie Pan Bóg zsyła choroby, one występują naturalnie - biologicznie. (tamże)
Powyższy wywiad jest piękną książką, która mnie wzruszyła do łez, dała do myślenia i rozjaśniła pewne sprawy w głowie. Dzięki niej na pewno przyjrzę się x. Kaczkowskiemu bliżej i kto wie...może nie będę podchodzić tak zasadniczo do pewnych spraw? 

sobota, 9 kwietnia 2016

Jak sprawić, żeby makijaż wyglądał lepiej?

Od kiedy śledzę urodową blogosferę, a to już dobre kilka lat moja świadomość jeżeli chodzi o pielęgnację, makijaż i dobór kosmetyków do moich potrzeb bardzo wzrosła. A to sprawiło, że odniosłam wrażenie, że wszystkie kobiety z mojego otoczenia też mają podobną do mojej wiedzę. Jakież było moje zaskoczenie, kiedy w kontaktach ze znajomymi kobietami odkryłam, że tak nie jest i bliższe i dalsze mi kobiety popełniają sporo błędów, o których ja już niemalże zapomniałam. Dlatego też postanowiłam zacząć pisać o rzeczach, które są dla mnie oczywiste, ale dla innych niekoniecznie mogą być takie wiadome. Dzisiaj chciałabym napisać kilka słów o tym jak sprawić, aby makijaż wyglądał lepiej, a przynajmniej podzielić się z Wami tym co ja robię, aby poprawić jakość mojego makijażu


  • Regularna i dostosowana do mojego typu pielęgnacja skóry. 
Od kiedy zauważyłam, że podkłady potrafią podkreślić moje suche skórki, zaczęłam lepiej interesować się tym co z tym fantem zrobić. Okazało się, że wystarczy, że nieco udoskonalę swoją pielęgnację i wprowadzę regularność w stosowaniu kosmetyków pielęgnacyjnych do twarzy, a mój makijaż będzie lepiej się prezentował. Nie jestem jakąś wielką specjalistką w tej dziedzinie, ale dowiedziałam się, że w przypadku suchej skóry należy przede wszystkim pamiętać o łagodnym myciu i peelingu oraz nawilżaniu naskórka. Zupełnie tak samo jak w przypadku tłustej i mieszanej skory - posiadaczki tych cer często niepotrzebnie zbyt mocno oczyszczają skórę, co powoduję zdzieranie płaszcza lipidowego, a co za tym idzie jeszcze większe przetłuszczanie się naskórka (gdyż skóra dostaje sygnał, że dzieje się coś nie tak i trzeba zwiększyć produkcję sebum).

Moja pielęgnacja twarzy nie jest jeszcze idealna, ale na pewno jest coraz lepsza, a to oznacza, że mój makijaż także lepiej leży na twarzy;). Jednak to o czym wspomniałam wyżej nie wystarczy, są jeszcze dwa kroki, o których musimy pamiętać: 
  • Dostosowane do naszego typu skóry kosmetyki kolorowe. 
Mam tu na myśli przede wszystkim podkłady. W końcu dla suchej i/lub dojrzałej skóry nie wybierzemy chociażby matującego podkładu, bo ten tylko jeszcze bardziej uwidoczni nasze niedoskonałości (suche skórki, zmarszczki). Poza tym na suchej skórze dużo lepiej będą się trzymały kosmetyki w kremie i w płynie niż na tłustej;]. Jednak każda z nas musi sama odkryć pewne rzeczy, a z pomocą może Wam przyjść chociażby Wasza kosmetyczka czy znajoma makijażystka, bo ona może zobaczyć Waszą skórę na żywo ;). 
  • Demakijaż
Mam wrażenie, że "zapominamy" o nim szczególnie wtedy kiedy mamy nałożony lekki makijaż...bo przecież taka jestem zmęczona, a mi się nic nie stanie jak raz czy dwa pójdę spać w tuszu do rzęs i lekkim kremie koloryzującym. 

Nieprawda - stanie się;]

Kruszący się tusz do rzęs może Wam wpaść do oka, a podkład zanieczyszcza Waszą cerę, chociażby zapychając pory, przez co tworzy się więcej wągrów. I faktycznie jeżeli pójdziecie spać w makijażu raz na ruski rok, to może Wasza skóra tego jakoś mocno nie odczuje, ale jeżeli to się powtarza dość regularnie, to może być kiepsko, bo spanie w makijażu w końcu wpłynie na ogólną kondycję Waszej skóry. A przecież nie o to Wam chodzi, skoro stosujecie te wszystkie kremy i malujecie się, żeby wyglądać, a przede wszystkim czuć się lepiej. 

Pewnie większość z Was wie o tych trzech rzeczach, ale wierzę, że komuś pomogę lub przypomnę o rzeczach, które leżą u podstawy tego, aby nasza skóra była w dobrym stanie, a nasz makijaż był jak najbardziej nieskazitelny;]. Dajcie znać czy dodałybyście coś do tego;]. 

czwartek, 7 kwietnia 2016

J. K. Rowling, "Harry Potter i więzień Azkabanu".

Są książki, do których podchodziłam bardzo sceptycznie, bo uważałam je po prostu za złe, albo kiczowate. Jednak czasami zdarza się coś takiego, co sprawia, że po nie sięgam. Tak miałam z serią o Harrym Potterze, bowiem przez długi czas wydawało mi się, że jest ona przereklamowana i nie wiedziałam dlaczego ludzie tak bardzo zachwycają się tym cyklem. Mnie on ani ziębił, ani grzał.  

Tymczasem w grudniu zakochałam się w tym małym czarodzieju praktycznie bez pamięci. A to dzięki pierwszej części, która została zilustrowana i już okładka sprawiła, że włączyła się u mnie zachciewajka i dopóki jej nie zdobyłam dopóty kołatała się we mnie myśl MUSZĘ JĄ (tą książkę) MIEĆ.  Cóż nie od dziś wiadomo, że kobiety to sroki;p. 

Tak jak w poprzednim tomie i tym razem Harry zanim wróci do szkoły dowiaduje się, że znów grozi mu śmiertelne niebezpieczeństwo. Z Azkabanu uciekł właśnie groźny więzień - niegdysiejszy przyjaciel rodziców Harrego, o którym wszyscy myślą, że ich zdradził, przez co przyczynił się do śmierci tych dwojga. Zarówno Ministerstwo Magii, jak również pracownicy Hogwartu podejmują niezbędne środki bezpieczeństwa, aby nic się nikomu nie stało oraz jak najszybciej dorwać groźnego zbiega. W szkole pozornie wszystko przebiega bez zakłóceń, jednak pewne ograniczenia, które zostały wprowadzone dla bezpieczeństwa uczniów. Dodatkowo straszni dementorzy wciąż przypominają o niebezpiecznym zbiegu, który poluje na Harrego. Tytułowy więzień o Azkabanu faktycznie trafia do Hogwartu i jak zwykle z tą serią bywa następują wydarzenia, podczas których wiele się zmienia, a niektórzy nawet w końcu pokazują swoje prawdziwe oblicze. Szczególnie drugą połowę książki czyta się bardzo szybko (niemalże na jednym wdechu), a to nie tylko na wiele zwrotów wydarzeń, ale też dlatego, że co rusz jesteśmy zaskakiwani. 





"Harry Potter i więzień Azkabanu" jest dla mnie przepiękną opowieścią nie tylko o odwadze i wadze przyjaźni, ale też o tym, że każdy z nas chce być kochany i mieć ludzi, do których się wraca, i którzy są dla nas ostoją oraz oazą, na której możemy się schronić. Poza tym w tej historii autorka przypomina nam, że nasze osądy często bywają błędne, a ci których uznawaliśmy za przyjaciół bądź wrogów często nimi nie są... Dodatkowo J. K. Rowling również nie daje nam zapomnieć o tym, że nasi przyjaciele też są ludźmi, którzy mają prawo popełniać błędy i źle osądzać sytuację. 

Powyższa książka jest głównie skierowana do młodzieży, czyli osób, których charaktery jeszcze się kształtują i to przede wszystkim oni wyciągną z niej najwięcej. Jednak również starsi czytelnicy są w stanie z niej wyciągnąć bardzo dużo, a przede wszystkim mogą sobie przypomnieć o pewnych wartościach. A ja coś czuję, że przy takim tempie niebawem będę miała całą serię za sobą:)

A tak swoją drogą czy tylko ja tak bardzo lubię Hagrida? ;p

środa, 6 kwietnia 2016

Chcę Wam coś powiedzieć...

Moi Drodzy!
Moje życie ostatnio bardzo mnie zaskakuje. Ba! Ja sama siebie zaskakuję bardziej niż bym sobie tego życzyła. Przede mną wiele wyzwań, zmian i realizacji planów, o których nie zawsze Wam piszę, ale część z nich na pewno ma swoje odzwierciedlenie na blogu. 

Na pewno zauważyliście, że to miejsce się zmienia, a ja w pewien sposób otwieram się zarówno na nowe doświadczenia i tematy. Dzisiaj chciałabym Wam powiedzieć, że zmiany te będą następować nadal. Po pierwsze na pewno będzie mniej książkowych tematów, ponieważ chciałabym się rozwijać też w nieco innej tematyce. Ale, ale...nie bójcie się ;). Przecież taki mol książkowy jak ja nie może zaprzestać czytania, gadania i pisania o książkach. Tu nadal będę pisać o książkach tylko rzadziej i nieco w innym kontekście. Poza tym po wszelakie recenzje i nowinki zaglądajcie na bloga Stalowych Czytaczy: http://stalowiczytacze.blogspot.com/. Jest to blog tworzony przez grupę, ale to ja nadal jestem autorką większości tekstów. 

Tymczasem tu chciałabym się dzielić swoim doświadczeniem, wiedzą i jeszcze kilkoma innymi rzeczami...zatem rozsiądź się wygodnie i czasem daj znać, że jesteś ;). 

wtorek, 5 kwietnia 2016

Płyn micelarny do demakijażu Oeparol Hydrosense

Płyn micelarny lub inny produkt do demakijażu jest w kobiecej pielęgnacji kosmetykiem niemalże niezbędnym. Ja od jakiegoś czasu poszukuję swojego ideału do zmywania makijażu. Jakiś czas temu mój wybór padł na płyn micelarny do demakijażu Oeparol Hydrosense.

Jest to płyn do demakijażu przeznaczony dla skóry suchej i wrażliwej o poj. 200 ml. 


Płyn micelarny do demakijażu Oeparol Hydrosense.

Formuła micelarna szybko i dokładnie usuwa makijaż twarzy i oczu. Płyn micelarny Oeparol Hydrosense idealnie oczyszcza skórę i zapobiega podrażnieniu i przesuszeniu naskórka. Po zastosowaniu skóra jest miękka, nawilżona i ukojona. Dzięki łagodnym substancjom oczyszczającym, preparat nie powoduje zaczerwienień i zapewnia skórze uczucie komfortu. [źródło]

Moja opinia

Kupując tego typu produkty, w wyborze kieruję się głównie tym, żeby dany produkt dorze zmywał mi makijaż, nie podrażniając i nie wysuszając przy tym skóry. Dodatkowym i niewątpliwym plusem jest dla mnie również wydajność. 

Powyższy produkt na pewno spełnia większość moich wymagań, chociaż jak dla mnie za szybko się kończy :(, chociaż ja przypisuję to bardziej temu, że ma małą wydajność. Zatem jest to całkiem niezły produkt, do którego będę wracać zapewne bardziej w przypadkach jakichś wyjazdów, gdzie będę musiała się liczyć z tym, że będę mieć ograniczony bagaż. 

Z racji tego, że ten płyn mi się już kończy zaopatrzyłam się w inny o większej pojemności i mam nadzieję, że też będzie dobry. Tymczasem 3majcie się ciepło;). 

niedziela, 3 kwietnia 2016

Tydzień w zdjęciach #9

Nie wiem jak Wam, ale mnie właśnie te cotygodniowe i comiesięczne cykle najbardziej uświadamiają jak szybko mija czas i jak bardzo może być już dla mnie za późno na spełnianie pewnych marzeń. Czas leci nieubłaganie i niestety nie da się go cofnąć - można go tylko wykorzystać jak najbardziej efektywnie i dobrze, żeby później niczego nie żałować. Tymczasem zapraszam Was na migawki z ubiegłego tygodnia. 



Skończona w tym tygodniu :)...i ten dylemat, którą książkę wybrać na kolejną lekturę...


Na początku tygodnia forsycje zaczęły kwitnąć :D


Trochę wiosny w domu ;). 

Hi! :)


Też już "ganiacie" w trampkach? 


A może zamienić okulary na soczewki? 


Nowy egzemplarz recenzencki na Czytaczy :)


Będzie koktajl :) 


Spring is coming :)


Czytamy...



30 day fit...świetna aplikacja, o której możecie przeczytać w poprzedniej notce :). 


Moim sporym postępem w kończącym się tygodniu było to, że postanowiłam się wziąć za siebie i zaczęłam ćwiczyć, a do tego przywiodła mnie dość długa droga i skomplikowany ciąg myślowy ;]. Nie było i nie jest łatwo, bo to wymaga ode mnie sporo samozaparcia i samodyscypliny, ale teraz już będzie łatwiej, bo o dziwo wciągnęłam się! Przeżyłam już mega zakwasy, przez które nie byłam w stanie wykonać najprostszych czynności, ale jak mi zaczęły puszczać zauważyłam, że jest mi dużo łatwiej. Mam nadzieję, że przyszły tydzień przyniesie mi kolejne pozytywne zmiany:).