czwartek, 31 marca 2016

Główna inspiracja marca 2016

W moim życiu przyszedł czas na zmiany, które są bardzo odczuwalne głównie przeze mnie. I to tylko kwestia czasu, jak moje otoczenie je dostrzeże. Dzisiaj chciałabym rozpocząć cykl, w którym chcę się z Wami podzielić informacjami o osobach/rzeczach/wydarzeniach/muzyce itp., które mnie inspirują i sprawiają, że głównie zmienia się mój tok myślenia. 

Ostatnie Święta Wielkanocne nie były tak radosne jakby się chciało. W drodze na mecz, grupę piłkarzy spotkał wypadek. Zginęło 5 z nich. Poza tym w czasie świąt zmarł ks. Jan Kaczkowski, którego losy śledziłam już jakiś czas. To mną w pewnym stopniu potrząsnęło, bo uświadomiło mi to, że czasem może być później niż nam się zdaje. Poniżej zamieszczam Wam krótki filmik, który nie tylko daje do myślenia, ale również wzrusza do łez: 


Po takim wstępie bardzo ciężko przejść do pisania Wam o innych sprawach, ponieważ wydają się przy tym bardzo błahe. Zatem pozostawiam Was z tym mając nadzieję, że i Wam nasuną się pewne przemyślenia. No...chociaż może jeszcze zajrzyjcie do notki [Dniowi dzień, nocy noc], tam znajdziecie dwie piosenki, które sprawiły, że znowu polubiłam muzykę chrześcijańską ;).

Kurczę tak jakoś bardzo smętnie i religijnie się zrobiło, ale co zrobisz jak nic nie zrobisz? ;). 

Podsumowanie marca 2016

Marzec przeleciał mi nie wiadomo kiedy. To niesamowite jak szybko potrafi upływać czas, szczególnie kiedy robimy to co kochamy i trochę się dzieje. Szczególnie druga połowa marca przeleciała mi jak z bicza strzelił i nie obejrzałam się, a niemalże mamy już kwiecień. Jak co miesiąc przyszła pora na podsumowaniu i okazuje się, że marzec był dla mnie lepszy pod względem przeczytanych książek niż luty :). A to oznacza, że jest całkiem spoko. Udało mi się przeczytać 6 książek:



Filmy/bajki, które obejrzałam: 

1. "Kung fu panda 2", 
2. "W głowie się nie mieści",
3. "Żadnych dzieci"


 Wydarzenia, w których wzięłam udział: 

1. Recital Michała Bajora (uwielbiam)

Tymczasem mam plan na kwiecień - aby spełnić przynajmniej jedno większe marzenie, ale o tym w jednej z następnych notek... Poza tym chciałabym się wziąć w garść i w końcu zamienić swoją pasję w swój styl życia, który pozwoli mi się utrzymać, ale o tym też, w którymś z kolejnych postów ;). Póki co trzymajcie się ciepło :)). 
xoxo

środa, 30 marca 2016

M. de Prince, E. de Prince, "Wytańczyć marzenia",

Jestem w dziwnym momencie swojego życia. Pewne rzeczy się kończą, inne zaczynają, a do mnie chyba w końcu zaczyna docierać, że życie jest zbyt kruche, aby odpuścić sobie walkę o woje marzenia. 

22.03, to dzień moich urodzin. To w tym roku również dzień zamachu terrorystycznego, w miejscu, które pokochałam, i w którym zostawiłam część swojego serca. Jednak tego dnia byłam też w trakcie czytania książki "Wytańczyć marzenia", a w powietrzu wisiała zapowiedź bardzo pozytywnych zmian, które mam nadzieję, że wejdą niebawem w życie. 

"Wytańczyć marzenia" Michaeli de Prince i Elaine de Prince to wspomnienia światowej sławy czarnej primabaleriny, która dodatkowo choruje na bielactwo. 

Życie autorki już od samego początku nie było łatwe, bo urodziła się w Afryce i to w trudnych czasach, w których po ulicach jej kraju panoszyli się rebelianci i można było zginąć w każdym momencie. Jednak została adoptowana przez rodzinę ze Stanów Zjednoczonych, która sprawiła, że marzenie o balecie stało się możliwe. Autorka opisuje swoje życie w Stanach Zjednoczonych - to jak dążyła do spełnienia marzeń, ale także z dyskryminacją, z którą się spotykała, przede wszystkim podyktowaną jej kolorem skóry. Jednak mimo przeciwności nie poddawała się i wytrwale dążyła do celów. 

Trafiłam na tą książkę w bardzo ważnym momencie mojego życia, bo kiedy ją czytałam nadeszły moje 30.ste urodziny oraz zamachy w Brukseli, a jedna z bomb wybuchła na "mojej" stacji metra. W efekcie przepłakałam cały dzień, bo wiedziałam, że ja też mogłabym być teraz w Brukseli i mogłam się znaleźć w tym nieszczęsnym metrze...te zamachy w połączeniu z moimi urodzinami i książką spowodowały, że doszłam do wniosku, iż w końcu nadszedł czas na walkę o woje marzenia, bo życie jest zbyt kruche i krótkie na to, żeby z tym zwlekać. 


Wiem, że odeszłam nieco od tematu. Jednak jedyne co mogę napisać o tej książce to, to, że jest ona napisana w lekki sposób, ale tak, że inspiruje i motywuje do działania oraz wiary w siebie i swoje marzenia...mam nadzieję, że mnie to się uda. 

wtorek, 29 marca 2016

Przesuszona skóra...i co dalej?

Jestem posiadaczką suchej skóry, co przyczynia się do tego, że często mam z nią problemy. Fakt, że makijaż dłużej mi się trzyma niż chociażby u posiadaczek np. mieszanej cery nie rekompensuje mi problemów z suchymi skórkami i ściągniętą skórą, w krytycznych sytuacjach. Dzisiaj chciałabym się z Wami podzielić, tym co ja robię, że z moją skórą jest nieco lepiej. Może komuś też nieco to pomoże. 

1. Pij więcej wody. 

Skóra jest ostatnim narządem, do którego woda w ogóle dochodzi, więc kiedy pijemy jej mało, to potrafi dla niej niewiele zostać. Dlatego też staram się często mieć coś do picia pod ręką. I to pomaga mi szczególnie w ciepłe, a wręcz upalne dni, kiedy płyny szybciej ulatniają się z naszego organizmu ;]. Faktycznie, widzę wtedy poprawę skóry ;). 

2. Łagodne mycie. 


Po wielu poszukiwaniach zaczęłam testować produkty na bazie olejków, które szczególnie w okresie grzewczym bardzo ułatwiają mi sprawę, bo moja skóra wtedy jest szczególnie przesuszona. Chyba nie muszę wspominać, o tym, że zbyt silne oczyszczanie skóry powoduje, że zdzieramy jej płaszcz lipidowy, co powoduje, że staje się ona jeszcze bardziej sucha i ściągnięta, a często również podrażniona...


Na chwilę obecną, moimi ulubionymi produktami jeżeli chodzi o mycie są: 



1. Bielenda, uszlachetniony olejek arganowy do oczyszczania i mycia twarzy + pro retinol, o którym już Wam pisałam >>>TU<<<

2. Isana, olejek pod prysznic, który przypomina mi trochę oliwkę dla dzieci, a który świetnie myje, nie wysusza skóry i jeszcze daje poczucie lekkiego nawilżenia. Czegóż chcieć więcej? 


3. Łagodny peeling




Do ciała jeszcze nie znalazłam nic, o czym mogłabym Wam wspomnieć, ale do twarzy aktualnie używam delikatny peeling enzymatyczny od Dermacos. Zapowiada się całkiem nieźle i jak tylko potestuję go jeszcze trochę to na pewno możecie się spodziewać mojej opinii na jego temat;).

4. Nawilżanie. 


Jeżeli chodzi o nawilżanie skóry ciała to u mnie najlepiej sprawdzają się masła. Aktualnie używam masła do ciała z olejkiem arganowym z linii SSS od Avon. Ma piękny zapach, lekką konsystencję (jak na masło), szybko się wchłania i świetnie nawilża :).

Dostępny u konsultantek Avon i jeżeli traficie na promocję możecie go dostać już za jakieś 10 czy 11 zł.

Jeżeli chodzi o skórę wokół oczu, to stosuję krem do skóry wrażliwej od Flos-Lek:


Świetnie nawilża, ma dużą pojemność, bo 30 ml i jest dostępny w Rossmanie. Na więcej musicie jeszcze chwilę poczekać, bo też niebawem planuję napisanie o nim opinii.

Natomiast jeżeli chodzi o twarz, to na noc stosuję przeciwstarzeniowo - odżywczy olejek do twarzy od Kolastyny, który też świetnie nawilża i o którym również będziecie mieć odrębną notkę.


Natomiast na dzień poleciał intensywnie nawilżający krem od Iwostinu...w sumie jeżeli chodzi o dzienne nawilżanie, to na razie tylko apteczne kremy są bezbłędne jeżeli o to chodzi. 

5. Pamiętaj o nieoczywistych partiach ciała. 

Mam wrażenie, że wiele z nas szczególnie zaniedbuje skórę szyi, dekoltu i piersi...tak jakby one nie potrzebowały nawilżenia, a to właśnie po szyi efekty starzenia się widać najwcześniej (no może jeszcze ręce dość łatwo zdradzają nasz wiek). Tak jak w przypadku piersi używam masła do ciała, które jest aktualnie w użyciu, tak do szyi i dekoltu używam aktualnie ujędrniające serum do szyi i dekoltu z Planet Spa od Avon, z tej serii z oliwą z oliwek

 

Jak na razie sprawdza się całkiem świetnie, silnie nawilża i zostawia naszą skórę odżywioną. Jednak jak nie mam tego typu kosmetyku pod ręką to zwykle ratuję się serum do twarzy;]. 

Wspomniałam Wam krótko o tych kosmetykach, bo inaczej wyszłaby epopeja, a z drugiej strony o większości z nich będą kolejne notki i nieco szersze opinie, więc mam nadzieję, że z czasem zaspokoję Waszą ciekawość. Tymczasem dajcie mi znać o czym chcielibyście przeczytać w pierwszej kolejności. 

niedziela, 27 marca 2016

Tydzień w zdjęciach #8

Witajcie, 
ten post zaplanowałam sobie jeszcze w piątek jak byłam w domu, bo wiedziałam, że spędzając święta u Rodziców nie będę miała czasu, ani możliwości, żeby go zrobić i opublikować. 


Taką przesyłeczkę wręczył mi mega pozytywnie zamotany Pan Kurier :)



O "Sercu w kawałkach" możecie przeczytać >>>TU<<<. Niestety mnie zawiodła ta książka :(



Całkiem niezła maska mi się trafiła ;)...o niej przeczytacie >>>TU<<<


Jeszcze przed wyjazdem na święta udało mi się skończyć czytać "Barwy miłości. Czerwień", o niej napiszę niebawem ;). 



Często mam w lodówce ciasto francuskie, a jabłek też ci u mnie dostatek. A te dwie rzeczy ratują mnie w momencie, w którym mam mieć gości i nie mam czasu piec czegoś bardziej pracochłonnego ;). 


Jeden z moich ulubionych podkładów...o nim też niebawem ;). 



Ja i megakubek jesteśmy ostatnio nierozłączni - szczególnie jak mam dużo pracy przy komputerze, albo coś oglądam ;). 




Czyżby wiosna zaczęła się w końcu rozgaszczać na dobre? Mam taką nadzieję;).

Musicie mi wybaczyć, że nie mam żadnych świątecznych zdjęć, ale są rzeczy i wydarzenia, podczas których nie myśli się o robieniu zdjęć i wstawianiu ich na bloga. Tymczasem czytając tego posta jesteście już przy końcu Wielkiej Niedzieli...mam nadzieję, że była (jest?) dla Was spokojna i radosna. 

xoxo

piątek, 25 marca 2016

[Dniowi dzień, nocy noc].

Kochani, 
mamy taki czas, w którym szczególnie pod koniec tygodnia to inne sprawy niż internety zaczynają być ważne. Szczególnie Triduum Paschalne jest czasem skupienia i oczekiwaniem na zmartwychwstanie Jezusa.

 

W mojej rodzinie to też czas spotkań, na które normalnie nie ma czasu i możliwości, bo każdy jest zajęty codziennymi obowiązkami i nie zawsze jest na to czas, żeby się spotkać. 

Dlatego życzę Wam, żeby ten czas również dla Was był czasem oczekiwania, radości ze Zmartwychwstania i szansy na zbawienie oraz czasem dla bliskich. 


Tymczasem do zobaczenia i przeczytania w przyszłym tygodniu :). Idźcie się zająć ważniejszymi sprawami niż czytanie mojego bloga ;]

czwartek, 24 marca 2016

L'Oreal, Elseve, maska z serum wzmacniającym dla włosów osłabionych z tendencją do wypadania,

Moje włosy mają tendencję do wypadania i często bywają osłabione. Dlatego też w ich pielęgnacji koniecznie muszę pamiętać o wzmacnianiu. Toteż oprócz stosowaniu olejków wzmacniających włosy sięgnęłam również po maskę z serum wzmacniającym dla włosów osłabionych z tendencją do wypadania od L'Oreal Elseve


Producent informuje nas, że po zastosowaniu tej maski otrzymamy mocniejsze i bardziej odporne włosy. 

Tą maskę należy stosować na całą długość włosów i pozostawić na 2 - 3 minut. Chociaż przyznam się Wam w tajemnicy, że ja czasem ją przetrzymuję i zostawiam na dłużej. A zanim ją spłuczę np. robię sobie kawę, albo nieco sprzątam :). 


Kosmetyk ma lekką konsystencję, dzięki czemu nie obciąża włosów. Dodatkowo ma piękny zapach, który na moich włosach utrzymuje się dłuższy czas. Osobiście czasami sobie ją wącham tak po prostu z opakowania...ot taki mały fetysz ;]

Aktualnie stosuję tą maskę od kilku miesięcy i wykorzystałam dopiero jakieś 2/3 produktu, zatem jej wydajność nie tylko mnie zadowoliła, ale mocno zaskoczyła, ponieważ nie sądziłam, że maska o pojemności 300 ml wystarczy mi na tak długo przy mojej długości włosów. 

Tą maskę stosowałam 2 - 3 razy w tygodniu (czasem rzadziej, jeżeli miałam II zmiany w pracy). Jeżeli chodzi o efekty, to po pojedynczym zastosowaniu tego kosmetyku, miałam poczucie, że moje włosy są nawilżone i odżywione, ale nie przeciążone (o co przy moich włosach bardzo łatwo). Często po użyciu masek do włosów obserwowałam szybsze przetłuszczanie się włosów, ale na szczęście przy tej masce tego nie zauważyłam. W dłuższej perspektywie moje włosy zaczęły faktycznie zyskiwać na sile jednak myślę, że to jest wynik stosowania nie tylko tej maski, ale również olejków do włosów. 

Powyższa maska jest jest świetnym produktem, który na pewno wspomoże naszą pielęgnację i wzmacnianie włosów. Dodatkowo jest łatwo dostępna (znajdziecie ją nie tylko w Rossmannie, ale zapewne również w wielu innych drogeriach). Ja na pewno będę do niej co jakiś czas wracać, tym bardziej, że jest w całkiem przystępnej cenie, bo można ją dostać już za ok. 12 zł. 

Tymczasem dajcie znać jakich masek Wy używacie, bo moja maska niepokojąco zbliża się do dna i będę chciała się rozejrzeć za czymś nowym do pielęgnacji włosów, żeby miały jakieś urozmaicenie i nie uodporniły się na działanie tej maski. 

środa, 23 marca 2016

K. Lange, "Serce w kawałkach",

Ostatnio pisałam Wam o "Sercu ze szkła" autorstwa Kathrin Lange, które spodobało mi się na tyle, że postanowiłam sięgnąć po kontynuację. Dlatego bardzo się ucieszyłam kiedy dostałam tą książkę do ręki:). 

"Serce w kawałkach" miało swoją premierę niedawno, bo 16.03. b.r. 


Tym razem zastajemy Dawida i Juli w warunkach, w których mają szansę zupełnie wyjść na prostą i być szczęśliwą parą. Jednakże w wyniku zbiegu różnych wydarzeń oboje ponownie odwiedzają Sorrow i są narażeni na działanie klątwy. 


Zacznijmy od pozytywów...


Na pewno wiele nastolatek odnajdzie w Juli trochę siebie. Dziewczyna jest zakochana po uszy w chłopaku z przeszłością, który nie jest łatwy w obejściu i bardzo często rani swoją partnerkę głupim i nieodpowiedzialnym zachowaniem. Jednak Juli jest dziewczyną, która walczy o swoją miłość. Dziewczyna chcę pomóc Davidowi w przejściu przez trudny okres, chociaż nie rozumie zachowania i toku myślenia swojego chłopaka. Ja byłam kiedyś podobna! Pociągali mnie chłopcy, którzy mieli swego rodzaj tajemnice w sobie, i w których doszukiwałam się pewnego rodzaju smutku. To dodawało im nie tylko tajemniczości i atrakcyjności, ale sprawiało, że chciałam się nimi zaopiekować i być tą, która odmieni ich życie. Bardzo romantyczne podejście do sprawy - nieprawdaż? Na szczęście teraz zmądrzałam i na facetów patrzę bardziej praktycznie, bo szukam w nich partnera do życia, a nie łajzy, o którą wiecznie trzeba się troszczyć i latać za nim zawsze kiedy popsuje mu się humor, z obawy, że może sobie coś zrobić. W tym cyklu to właśnie pewne pokrewne cechy łączące mnie z główną bohaterką sprawiają, że mnie do niego ciągnie...poza tym ta tajemniczość i pewne wątki, które są moimi ulubionymi na pewno nie są bez znaczenia. 


Jednak jest coś co wszystko psuje...


Przy tej części całego cyklu odniosłam wrażenie, że autorka nie ma pomysłu na kontynuację. Większość rzeczy było powieleniem tego, co już znamy z "Serca ze szkła", chociaż mam wrażenie, że bohaterowie stali się irytujący do skraju wytrzymałości. W moich oczach Juli zaczęła się zachowywać jakby była uzależniona od Davida i nie zauważała jego wad. Histerycznie o niego walczy, jakby od tego miało zależeć jej życie. Tymczasem Dawidowi to wszystko jest obojętne, bo traktuje ją dość oschle, tylko czasami łaskawie obdarowując ją ochłapami w postaci czułych gestów. Jednak przez większość czasu strzela fochy i wychodzi z pokoju, kiedy tylko usłyszy coś niewygodnego. Poza tym chyba interesuje go każda dziewczyna i wszystko inne, co nie jest Juli. I to właśnie upór Juli w trwaniu przy Davidzie denerwował mnie najbardziej, bo pozwalała sobie na takie traktowanie. Ja rozumiem, że kochając kogoś, walczy się o niego w trudnych chwilach. Jednak są granice po przekroczeniu, których człowiek musi odejść kierując się szacunkiem do siebie samego lub po prostu postawić pewne granice. Jednak główna bohaterka podchodzi do swojego ukochanego zupełnie bezkrytycznie, gdyż nie tylko nie stawia mu pewnych granic i wymagań, ale godzi się na ignorowanie jej chociażby po tym jak idą ze sobą do łóżka. 


Zatem jak widzicie ta książka nie jest tak udana, jak wcześniejsza, więc dlaczego warto po nią sięgnąć? 



1. Trudne relacje na linii rodzic - dziecko. 

Między Davidem a jego ojcem jest jakieś napięcie, o którym żaden z nich nie mówi. Między tymi dwoma bohaterami ciągle dochodzi do różnych dziwnych sytuacji, które sprawiają, że mimo minusów wciąż czyta się tą historię dalej. 



2. Tajemnice, legendy i duchy. 

Mimo swojej powtarzalności, w "Sercu w kawałkach" autorka podrzuca nam kilka faktów, które rozjaśniają tajemnice klątwy Sorrow i historii rodziny Davida. 



3. Zakończenie. 

Przyznam się, że ono nam dużo wyjaśnia nieco nas zaskakuje oraz sprawia, że ma się ochotę sięgnąć po kolejny tom. I mimo to, że chyba spokojnie można by było zawrzeć tą opowieść w jednym tomie, to mam wrażenie, że z ciekawości sięgnę po ostatni, jednak raczej nie wydam na niego swoich pieniędzy. 


Sami musicie się zdecydować, czy kontynuacja "Serca ze szkła" to historia dla Was. "Serce w kawałkach" jest tak nierówne i momentami niespójne, że nie mogę jej Wam polecić z czystym sumieniem. Jednak z drugiej strony ta książka ma w sobie na tyle dobrych stron, że ją dokończyłam i jestem ciekawa dalszych losów Juli i Davida. Chociaż może złudne są moje nadzieje, w związku z tym, że oboje na koniec zmądrzeją;p. 

wtorek, 22 marca 2016

Solidarnie z Brukselą.

Dzisiaj są moje urodziny - dzień, w którym radość z mojego święta przyćmiewa atak terrorystyczny w Brukseli...miejscu, z którym wiąże mnie wiele wspaniałych wspomnień i doświadczeń. Pokochałam to miejsce i Belgów za otwartość i życzliwość wobec siebie. Jednak dzisiaj ze smutkiem i strachem myślę o tym co musi się tam dziś dziać. 

Dzisiaj chciałabym Wam przypomnieć Brukselę swoim okiem...taką jaką ją zapamiętałam i widziałam...












































Bądź silna Brukselo!!!