piątek, 26 lutego 2016

AA oil infusion, krem do twarzy na dzień,

Witajcie, 

ostatnio uświadomiłam sobie, że od kilku miesięcy, a może nawet od czasu, który mierzony jest już nawet w latach nastawiłam się na ilość przeczytanych książek, co niekoniecznie szło w parze z ich jakością. W wyniku czego zatraciła się gdzieś moja przyjemność z czytania, bo w ferworze wyzwań coraz częściej pukał do mnie marazm czytelniczy. W końcu, żeby przeczytać te min. 52 książki w roku trzeba było spiąć poślady i się zorganizować - co nie zawsze było łatwe. Dlatego też postanowiłam dać swojemu umysłowi trochę odpocząć i postanowiłam skupić moją uwagę również na bardziej przyziemnych niż czytanie rzeczy - w tym na kosmetykach. Dlatego też dzisiaj chciałabym Wam nieco przybliżyć krem, który towarzyszył mi przez kilka ostatnich tygodni, a mianowicie: AA oil infusion 30+. 


Na stronie producenta przeczytałam, że AA oil infusion to podobno zaawansowany program pielęgnacji przeciwzmarszczkowej, który jest oparty na odmładzającym działaniu olejków: marula, arganowego oraz koenzymu Q10. Olejki mają uzupełniać występujące w skórze niedobory substancji budulcowych oraz jednocześnie pobudzać komórki do odzyskania młodzieńczej witalności. Poza tym producent zapewnia nas, że kosmetyki z tej serii mają za zadanie szybko się wchłaniać i wygodnie się aplikować. 

Sięgając po ten krem miałam wobec niego dość spore oczekiwania względem jego nawilżania. Liczyłam na to, że przyniesie mojej skórze ulgę i stanie się ona nawilżona, odżywiona oraz przy okazji pozbędę się tego napięcia i wiecznego uczucia suchości na mojej twarzy. Tymczasem mój krem skończy się za jakieś 2 - 3 dni, a ja nie zauważyłam żadnego efektu :(. A szkoda, bo AA ma zaufanie wielu kobiet i cieszy się jednak dobrą opinią. Ale jak każdej firmie trafił się po prostu bubel. Co z tego, że łatwo się nakłada i szybko wchłania jeżeli na mojej skórze nie robi nic i przegrywa z pogodą oraz ogrzewaniem?

Trudno będę musiała wrócić do bardziej sprawdzonych kremów na zimę...swoją drogą teraz to raczej jest bliżej wiosny, ale pewnie i tak kupię jakiś bogaty, apteczny krem, bo zapewne jeszcze długo będę musiała się zmagać z ogrzewaniem i kapryśną pogodą. 

3 komentarze:

  1. Kosmetyki od AA są bardzo fajne. :-)

    OdpowiedzUsuń
  2. ja średnio przepadam za produktami AA, jakoś nie sprawdzają się u mnie.

    OdpowiedzUsuń
  3. Od jakiegoś czasu szukałam kremu na co dzień, który poradziłby sobie z moją mieszana cerą. Poszukiwania raz był mniej raz bardziej owocne, aż któregoś razu w drogerii ekspedientka poleciła mi nowość z serii AA. Firmę Oceanic bardzo lubię, często kupuję kosmetyki pielęgnacyjne i maseczki do twarzy. Z pewną rezerwą podeszłam jednak do kremu, który na pudełku miał napisane "OIL INFUSION" - oczami wyobraźni wyobraziłam sobie pozapychane pory i świecącą się twarz. Nie mogłam się bardziej pomylić.
    Formuła kremu jest bardzo lekka i przyjemna. Produkt świetnie zachowuje się na twarzy, szybko się rozprowadza a jeszcze szybciej wchłania. Nie zostawia przy tym tłustego filmu na skórze, nie zatyka porów. Skóra jest zauważalnie wygładzona, nawilżona i rozjaśniona. Efekt jest całodniowy co bardzo mnie cieszy. Od stosowania tego kremu nie mam problemu z brzydkimi skórkami na policzkach, które wcześniej były moją prawdziwa zmorą.
    Krem dobrze zachowuje się stosowany pod makijaż, jest dobrą bazą. Twarz jest zdrowo nawilżona a jednocześnie matowa. Pełen sukces.
    Krem zamknięty jest w eleganckim słoiczku.
    Jedynym mankamentem, który dostrzegam jest zapach, może zbyt intensywny niż powinien być. jednak szybko sie on ulatnia i nie przeszkadza aż tak bardzo.
    Pozdrawiam
    Zapraszam do mnie : http://snowarskakarolina.blogspot.com/
    PS: Obserwuję i liczę na rewanż

    OdpowiedzUsuń