Yankee Candle, Fresch Cut Roses

Są rzeczy do których wracamy z chęcią, bo nie tylko nam się podobają, ale też wywołują pewne pozytywne skojarzenia. 

Freshcut Roses od Yankee Candle był jednym z pierwszych wosków, które sobie kupiłam jakieś dwa lata temu. Pamiętam, że jak już wtedy otworzyłam paczkę jeden z zapachów był bardzo dominujący i to ten zapach był jednym z nich.

Już za pierwszym razem skojarzył mi się z babcinym pokojem, jednak nie mogłam sobie powiązać tego zapachu z czymś konkretnym. Jednak kiedy przeczytałam w jednej z notek innej blogerki o tym zapachu, w którym wspomniała, że jak dla niej jest to zapach różańcowy to już wiedziałam, że to jest to. 

Dzisiaj jak przymykam oczy wciąż mam pod powiekami ten pokój, siwe włosy oraz różaniec i książeczkę gdzieś na ławie...

Wiem, że właśnie dlatego, wielu z Was będzie zawiedzionych, że w tym zapachu nie ma jednak świeżo ściętych róż, ale dla mnie ten zapach jest jednym z najlepszych, ze względu na to, że przywołuje wspomnienia. Na pewno będę chciała mieć świecę o tym zapachu...

Komentarze

  1. Miałam ten zapach i chyba najgorzej wspominam ze wszystkich YC. Ale to był prezent, a jak wiadomo przy zapachach łatwo o wpadkę

    OdpowiedzUsuń
  2. A myślałam, że ten mocny zapach to właśnie te róże. Nie wiem - musiałabym sprawdzić przed zakupem jak pachnie, bo w ciemno to raczej bym nie kupiła.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ach zaczarowałaś mnie tym opisem choć za zapachem róży nie przepadam. :-)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz