sobota, 15 sierpnia 2015

Gong Ji-young, "Nasze szczęśliwe czasy"

Niedawno dokonałam osobistego odkrycia jeżeli chodzi o literaturę. Otóż dzięki Pani Dorocie Wellman, trafiłam na pierwszą książkę z literatury koreańskiej, pt. "Smak języka", o której pisałam Wam TUTAJ. Powieść ta wywarła na mnie takie wrażenie, że postanowiłam sięgnąć po inne powieści koreańskich autorów. 

Tym razem wpadły w moje ręce "Nasze szczęśliwe czasy" autorstwa Gong Ji-young.

Powyższa powieść jest niezwykłą opowieścią o tym, że nawet życiu pełnym cierpienia i nieszczęść można znaleźć ukojenie. Nawet jeżeli nasza sytuacja wydaje się beznadziejna. Autorka przedstawia historię człowieka skazanego na karę śmierci oraz Yu-jeong - pięknej, bogatej kobiety, której pełne cierpienia życie zostało naznaczone piętnem seksualnego i psychicznego znęcania. Jej pogarda dla matki oraz obojętność wobec reszty świata czynią ją wyobcowaną z strony społeczeństwa i izolują od szansy na szczęście. 


Yu-jeong ma też ciotkę - siostrę zakonną, która od 30 lat odwiedza skazańców, rozmawia z nimi i próbuje resocjalizować. Pewnego dnia ciotka doprowadza do spotkania Yu-jeong i Yun-su. Po pewnym czasie młodzi odkrywają, że jest coś, co ich łączy (smutek). W tym przypadku to jest punkt, w którym między obojgiem zaczyna się rozwijać wyjątkowe uczucie, które rodzi się w krótkim czasie przeznaczonym na spotkania raz w tygodniu.

"Nasze szczęśliwe czasy" to historia o miłości, która daje coś w rodzaju osobistego zbawienia, coś, czego nie sposób zapomnieć. 


Uważam, że powyższa powieść to książka, o której zdecydowana mówi się za mało. A szkoda, bo "Nasze szczęśliwe czasy" pokazują okrutną rzeczywistość, która rani, ale w której można odnaleźć nadzieję oraz dokonać w sobie i swoim życiu zmian. Nie znajdziecie tutaj wartkiej akcji i dynamicznej fabuły, ale dwie wzruszające historie skrzywdzonych przez życie ludzi, którzy spotykając się zmieniają nie tylko swoje życie, ale także siebie nawzajem. Gong Ji-young wprowadziła niewielu bohaterów i bardzo oszczędnie dawkuje nam historie obu bohaterów, wciągając nas w świat, o którym ciężko jest zapomnieć. 

"Nasze szczęśliwe czasy" to trudna historia, którą nie raz ma się ochotę odłożyć na bok, przez to, że nie raz szokuje. Jednak nie da się tego zrobić, ponieważ ona ciągle towarzyszy czytelnikowi i nie da o sobie zapomnieć. Dlatego też tą niewielkich rozmiarów książeczkę nosiłam ciągle przy sobie. Autorka nie raz wywołuje w nas łzy rozpaczy i wzbudza oburzenie. Jednak to sprawia, że "Nasze szczęśliwe czasy" coś w nas zmieniają oraz zapadają głęboko w pamięć i serce.

"Nasze szczęśliwe czasy" to jedna z najważniejszych dla mnie książek chociażby dlatego, że pozwoliła spojrzeć na moje życie z zupełnie innej perspektywy. Mam nadzieję, że każde kolejne spotkanie z literaturą azjatycką będzie co najmniej tak samo udane jak to. Tymczasem jeżeli szukacie lektury, która Wami wstrząśnie i wzruszy, to ta niepozorna książka jest idealna.  

1 komentarz:

  1. Ja rzadko sięgam po ,,trudne" historie z racji tego, że jestem zbyt wrażliwa na takie lektury... :D Ta jednak szczerze mnie zaciekawiła.

    OdpowiedzUsuń