poniedziałek, 31 sierpnia 2015

Rzeszowskie spotkanie blogerek.

To spotkanie było planowane już od dawna i od momentu, w którym zostałam zaproszona nie mogłam się go doczekać. Kiedy dotarłam na miejsce widać było, że część dziewczyn już się znała, a ja taka sierotka nie znałam całkiem nikogo. Na szczęście dziewczyny, które wokół mnie siedziały były bardzo otwarte i praktycznie od razu złapałyśmy kontakt :). Widać było, że Kasia i Mariola włożyły dużo pracy w przygotowanie spotkania. Co zaowocowało chociażby aukcją charytatywną dla chorego chłopca i ogromem prezentów dla nas...śmiałam się, że chyba będę musiała zgłosić bagaż kierowcy;). Spotkałyśmy się 29 sierpnia w "Życie jest piękne", które mieści się na Rzeszowskim rynku. Poniżej macie kilka zdjęć, które udało mi się zrobić, ale powiem Wam szczerze, że tyle się działo, że nie byłam w stanie myśleć o robieniu zdjęć. 







Magazyn Make-Up - mnóstwo inspiracji makijażowych, które sprawiają, że zaczynam mieć kompleksy ;p. 




Dobroci z Ingrid...myślę, że zajęłoby mi za dużo czasu pokazanie Wam wszystkiego w zbiorczej notce, więc jeżeli jesteście ciekawe co dostałam zapraszam na mój FanPage: https://www.facebook.com/pages/M%C3%B3j-Portret/136063976509773?ref=aymt_homepage_panel




Upominek od Buziak Style, który jeszcze nie wiem czy zostanie u mnie, bo wiem, że spodobałby się komuś bliskiemu, więc prawdopodobnie powędruje gdzieś, zatem będziecie musiały zajrzeć sobie chociażby na ich FanPage, żeby zobaczyć co takiego pięknego robią  >>>KLIK<<<...chociaż szczerze mówiąc już zaczęłam nosić to cudo, więc chyba jednak zostanie u mnie i napiszę Wam o nim niebawem;D




Na naszym spotkaniu nie obeszło się bez spotkań z bardzo ciekawymi ludźmi. Jednym z nich było spotkanie z panem z firmy Basilur, która produkuje herbaty...myślę, że to ciekawy prezent...ba! ja sama zaopatrzę się przynajmniej w jedną torebkę herbaty...niestety trafiło na herbaciarę ;p. 



Poza tym mieliśmy okazję spotkać się z panem z Centrum Podologicznego: 


Dodatkowo spotkałyśmy się również z panią ze Strefy Urody; 
http://strefaurody.rzeszow.pl/




Na aukcji też się skusiłam na jedną rzecz i chociaż dałam niewiele to mam nadzieję, że chociaż trochę byłyśmy w stanie pomóc. 



Ja osobiście czułam się jakbym miała dzień dziecka, bo wróciłam do domu obładowana nowymi rzeczami do testowania, zatem spodziewajcie się w najbliższym czasie całkiem sporej ilości nowych notek :)...Zaskoczyło mnie też, że chociażby Eveline nas dość hojnie obradowało: 





Jedyną rzeczą, którą sobie kupiłam to dwie książki: 



Muszę Wam się przyznać, że przyszalałam i za obie zapłaciłam, aż 17, 8 :) Myślę, że będę ją odwiedzać za każdym razem kiedy będę w Rzeszowie, a przynajmniej zawsze kiedy będę miała okazję ;). 




Natomiast bardzo miło mnie zaskoczyło to, że również z naszego spotkania wytargałam książkę ;). Jeszcze nie wiem czy ją przeczytam, bo to totalnie nie moje klimaty, ale może się przekonam ;) A poniżej macie kosmetyki, na które czekałam chyba najbardziej, chociaż te inne też sprawiły mi dużo radości:




Są to: 
  1. Biosilk, Odżywka zwiększająca objętość i pogrubiająca włosy, 355 ml (starczy mi na wieki)
  2. B.app, kuracja kreatynowa zapobiegająca rozdwajaniu się włosów, 100 ml (też starczy mi na wieki)
Na pewno za ok. miesiąc napiszę Wam jak się sprawdzają;). Oczywiście innych recenzji też możecie się spodziewać na bieżąco, a jest o czym pisać. 

Żałuję, że nie mogłam zostać dłużej, ale mam nadzieję, że przy najbliższej okazji (o ile taką będę mieć), będę mogła posiedzieć więcej :)

Mały update:)

Z racji tego, że dziewczyny zarzuciły większą ilością zdjęć, a ja się ogarnęłam już ze sobą i pracą w tym tygodniu postanowiłam Wam dorzucić kilka fotek, z racji tego, że towarzyszyła nam pani fotograf: 







Zatem like dla naszej Pani Fotograf :) : http://www.facebook.com/fotografiarozakedzierska?fref=ts&__mref=message_bubble

Inne osoby/firmy, które wsparły nasze spotkanie: 

  1. Wydawnictwo Feeria: http://wydawnictwofeeria.pl/pl/
  2. Bosco Design: http://bosco-design.com/
  3. Verona: http://www.veronacosmetics.com/ (to ta paczuszka z kosmetykami Ingrid)
  4. Essence: http://www.essence.eu/pl/strona-startowa/
  5. Eveline: https://www.facebook.com/EvelineCosmeticsPoland
  6. MyBra: http://mybra.pl/
  7. Akaja: http://akatja.pl/
  8. Bell: http://www.bell.com.pl/
  9. Hean: http://hean.pl/
  10. No 36. (kosmetyki do pielęgnacji stóp): https://www.facebook.com/no.36p
O kim nie wspomniałam w liście, wspominałam wcześniej w poście ;).
Jeżeli pojawi się coś jeszcze to pewnie wstawię na FanPage, żeby nie uaktualniać tego posta w nieskończoność;)

niedziela, 30 sierpnia 2015

Czytelnicze podsumowanie lipca i sierpnia 2015

Hej, hej
ostatnio się zagapiłam i nie było książkowego podsumowania lipca, więc nadszedł czas na nadrobienie zaległości;). 


A zatem, w lipcu 2015 udało mi się przeczytać: 
  1. S. Bolton, "Zagubieni", 
  2. Jo Kyung - Ran, "Smak języka. Historia pewnej zemsty",
  3. R. P. Evans, "Papierowe marzenia", 
  4. K. Janicki, "Epoka hipokryzji."
  5. L. Bray, "Wróżbiarze", 
  6. S. Bolton, "Mroczne przypływy Tamizy", 
Natomiast sierpień prezentuje się tak: 

  1. Ch. Bronte, "Jane Eyre", 
  2. O. Rudnicka, "Cichy wielbiciel", 
  3. Gong Ji-young, "Nasze szczęśliwe czasy", 
  4. S. Kaysen, "Przerwana lekcja muzyki", 
  5. A. Oz, "Pantera w piwnicy"

Filmy: 
  1. "Cudownie tu i teraz", 
  2. "Anioł śmierci"
  3. "Minionki"
  4. "Poskromić playboya"
  5. "A little chaos"
W sierpniu przed spotkaniem blogerek wstąpiłam też do księgarni...i niechcący (na prawdę niechcący) odkryłam fajną księgarnie. Wyszłam z niej z: 


1. "Hotelem zaświat" P. Borkowskiego oraz
2. "Zabójczymi umysłami. Ostre cięcie" M. A. Collinsa 

Przy kasie zapłaciłam 17,8 zł. Przesadziłam prawda ? ;) Mam nadzieję, że wrzesień będzie się dużo lepiej prezentował niż sierpień, ale mam nadzieję, że w przyszłym miesiącu będzie już spokojniej ;). Chociaż i tak moim zdaniem nie jest ze mną jeszcze tak źle ;) Poza tym mam jeszcze zaczętego "Pielgrzyma": 


Z racji tego, że nie przeczytałam go nawet połowy, to przechodzi on na kolejny miesiąc...ale i tak już wiem, że jest on genialny :)

sobota, 29 sierpnia 2015

Przepisy Babci Agafii, drożdżowa maska do włosów,

Zdarza się, że obserwujemy wzmożone wypadanie włosów, co potrafi zmartwić szczególnie kobiety. Wtedy zaczynamy szukać czegoś co sprawi, że nasze włosy się wzmocnią i zaczną odrastać. 

Poza przypadkami, kiedy wypadanie włosów jest spowodowane chorobą można sobie z tym jakoś poradzić. Ja dopiero zaczynam urozmaicać sobie pielęgnację włosów pod tym względem, żeby moje kłaki nie przyzwyczaiły się za bardzo do jednego kosmetyku, bo przestanie on działać tak jak powinien. 

Jakiś czas temu wpadła do mnie drożdżowa maska do włosów z firmy Przepisy Babci Agafii, do której używania nie mogłam się przekonać przez jej zapach. Jednak po jakimś czasie to się zmieniło, bo miałam wybór między używaniem jej a wyrzuceniem, bo oddać nie miałam komu. 


Cena: 13,99 zł, 
Pojemność: 300 ml, 
Dostępność: sklepy z ekologiczną żywnością/kosmetykami. 

Drożdże piwne zawarte w powyższej masce to naturalne źródło białka, witamin i mikroelementów, które przenikają w strukturę włosów, wzmacniając je oraz przyspieszając ich wzrost. Natomiast olej z kiełków pszenicy posiada działanie regeneracyjne i przeciwdziałające wypadaniu. Sok z kiełków brzozy to środek na wzmocnienie cebulek włosowych. Dzięki zawartości olejów z zimnego tłoczenia maska ułatwia rozczesywanie. Produkt nie zawiera PEG i parabenów

Po zastosowaniu tej maski włosy mają stać się jedwabiste i pełne blasku.

Maska zawiera ekstrakty z:
- Drożdże piwne (Yeast Extract) – poprawiają strukturę włosa, wzmacniają, przyśpieszają wzrost.
- Sok brzozowy (Betula Alba Juice) – wzmacnia cebulki włosowe, nadaje włosom blask, zapobiega wypadaniu.
- Oman wielki (Inula Helenium Extract) – działa antyseptycznie i przeciwbakteryjnie
- Mącznica lekarska ( Arctostaphylos Uva Ursi Extract) - znakomity naturalny antyseptyk
- Ostropest plamisty (Silybum Marianum Extract) - łagodzi stany zapalne i hamuje zmiany skórne.
oraz oleje z zimnego tłoczenia:
- Olej z kiełków pszenicy (Triticum Vulgare Germ Oil) - regeneruje wnętrze włosów, odtwarza naturalną osłonkę i wygładza ich powierzchnie. Chroni przed nadmierną utratą wody oraz promieniowaniem UV.
- Olej z nasion białej porzeczki (Ribes Aureum Seed Oil) – wykazuje działanie przeciwzapalne, intensywnie odżywia włosy.
- Olej z orzeszków cedrowych (Pinus Siberica Cone Oil) – ogranicza łojotok, zwalcza łupież, stymuluje krążenie podskórne i przeciwdziała wypadaniu włosów
- Olej z owoców dzikiej róży ( Rosa canina Fruit Oil) - odżywia, nawilża i uelastycznia włosy

Skład: Aqua with infusions of: Yeast Extract, Betula Alba Juice; enriched by extracts: Inula Helenium Extract, Arctostaphylos Uva Ursi Extract, Silybum Marianum Extract, Cetrionium Chloride, Cetearyl Alcohol, Ceteareth-20, Guar Gum; cold pressed oils: Triticum Vulgare Germ Oil, Ribes Aureum Seed Oil, Pinus Siberica Cone Oil, Rosa Canina Fruit Oil, Ascorbic Acid, Panthenol, Glucosamine, Citric Acid, Parfum, Benzoic Acid, Sorbic Acid

Źródło: www.wizaz.pl

Jak pisałam na początku do tej maski zniechęcał mnie jej zapach, ale kiedy zauważyłam wzmożone wypadanie włosów postanowiłam coś z tym zrobić. Zaczęłam od tego, co już mam, a mianowicie od sięgnięcia po powyższą maskę oraz olejek łopianowy (ten drugi nakładam na noc jak mam czas, więc używam go dużo rzadziej niż maskę). 

Przy regularnym stosowaniu (1 - 2 razy w tygodniu) po ok. miesiącu zauważyłam, że włosów wypada mi dużo mniej. Oczywiście pielęgnacja włosów tą maską była wspomagana przez olejek łopianowy z Green Pharmacy, więc nie jestem w stanie przypisać jej wszystkich zasług, ale większość na pewno - ze względu na częstotliwość jej używania. Dodatkowo po jej zastosowaniu miałam włosy odżywione i bardzo miłe w dotyku. Dlatego też możecie wypróbować, tym bardziej, że nie jest droga. 



Powiązane notki:


  1. Zimowa pielęgnacja włosów. 
  2. Olejowanie włosów
  3. Sekret długich i zadbanych włosów.
  4. Green Pharmacy, Olejek łopianowy z czerwoną papryką

czwartek, 27 sierpnia 2015

Jak uzupełnić niedobór magnezu?

Kiedy w zeszłym miesiącu zaczęłam staż musiałam na nowo się zorganizować i przystosować się do nowego trybu życia. Siłą rzeczy zaczęłam pić więcej kawy, a kiedy idę na noc na dyżur zabieram ze sobą butelkę koli. Myślę, że to właśnie sprawiło, iż z mojego organizmu wypłukał się magnez, co spowodowało m. in. bolesne skurcze w łydkach. Wiedziałam, że muszę sobie z tym poradzić, jednak nie chciałam sięgać po żadne suplementy diety, bo ostatnio i tak nałykałam się tabletek ;p. 


Dlatego też dzisiaj chciałam się z Wami podzielić jak zaczęłam sobie uzupełniać magnez w pożywieniu. 

Kasza

Kasza gryczana zawiera 218 mg magnezu w 100 g. Dlatego też na następny dzień po dwóch bolesnych skurczach w łydce zrobiłam paprykę nadziewana kaszą i grzybami. Pyszne i przy okazji zapewniło mi dawkę magnezu ;). Warto też dodatkowo do kaszy dodać koperek lub pietruszkę, ja jednak niestety nie miałam tego w swoich zapasach kuchennych zapasach :(. Dodatkowo magnez znajdziecie też w kaszy jęczmiennej. 

Warzywa i owoce

Magnez podobno znajdziemy m. in w takich warzywach i owocach jak:
  • jabłka, 
  • banany, 
  • szpinak,
  • biała fasola, 
  • groch, 
  • ziemniaki.
Na szczęście bananów jest u mnie dostatek, bo kupuję je sobie dość regularnie. 

Słodycze

Kiedy czuję, że mam niedobór magnezu czego oznaką są m. in. wspomniane już bolesne skurcze mięśni w łydkach często sięgam po gorzkie kakao (takie, które wykorzystuje się też do robienia polew do ciast) czy też gorzką czekoladę. Aktualnie moją ulubioną jest ta z nadzieniem z masła orzechowego: 


Oczywiście nie jem całej czekolady na raz, ale niewątpliwie sięgam po nią, kiedy mam potrzebę ;p. 

Woda

Warto włączyć w swoje żywienie również wysoko - i średniomineralizowane wody, które obok innych minerałów będą nam również dostarczały magnez. 

Inne

Warto też sięgnąć chociażby po orzechy nerkowca, albo otręby pszenne, pestki dyni czy też ciemne pieczywo. 

Kiedy szukałam w internecie informacji dotyczących uzupełniania niedoboru magnezu okazało się, że to jest prostsze niż myślałam, więc mam nadzieję, że na przyszłość uda mi się zapobiec bolesnym skurczom łydek ;). Jeżeli chcecie wiedzieć coś więcej na temat uzupełnienia niedoboru magnezu to zapraszam Was np. na strony, którymi ja się posiłkowałam podczas pisania notki: 
Znajdziecie tam chociażby więcej informacji na temat tego czym możecie sobie uzupełnić magnez :). 

wtorek, 25 sierpnia 2015

O. Rudnicka, "Cichy wielbiciel" + kilka słów o stalkingu

Stalking, czyli uporczywe nękanie to zjawisko, o którym wciąż bardzo mało się mówi. Penalizacji stalkingu dokonano wprowadzając art. 190a do kodeksu karnego. Jest on traktowany jako przestępstwo przeciwko wolnościom człowieka. Powyższy artykuł kk mówi, że kto przez uporczywe nękanie innej osoby lub osoby jej najbliższej wzbudza u niej uzasadnione okolicznościami poczucie zagrożenia lub istotnie narusza jej prywatność, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3. Odpowiedzialność sprawcy wzrasta, w momencie kiedy ofiara targnie się na swoje życie. Wtedy przestępstwo to podlega karze do 10 lat. Niestety jest to dość mało, ale w końcu jeszcze do niedawna w naszym rodzimym kodeksie karnym nie było żadnych zapisów dotyczących uporczywego nękania. 

Czym jest stalking? 

Za uporczywe nękanie przyjmuje się prześladowanie, dokuczanie innej osobie, głuche lub obraźliwe telefony, niechciane SMS-y oraz e-maile, śledzenie, obserwowanie, nachodzenie itp.

Podstawa prawna

  • Art. 1-2 ustawy z 25 lutego 2011 r. o zmianie ustawy – Kodeks karny.
  • Art. 190a kodeksu karnego


Źródła
Prześladowanie przez stalkera ma wpływ nie tylko na ofiarę stalkingu, ale też na jej otoczenie. Co więcej to właśnie ofiara stalkingu spotyka się z niezrozumieniem i bagatelizowaniem problemu dopóki nie stanie się on uciążliwy dla jej otoczenia. 


Sytuację, w której pojawia się stalker i niszczy życie danej osobie i jej otoczeniu w świetny sposób opisuje Olga Rudnicka w "Cichym wielbicielu"

W życiu Julii pojawia się prześladowca. Zaczyna się niewinnie od przysłania kwiatów do jej miejsca pracy. Jednak coś co na początku pochlebia dziewczynie zaczyna ją przerażać. Prezenty zaczęły się przeradzać w dostawanie licznych sms'ów, głuchych telefonów, które powoli zamieniło się w prześladowanie w realu...

Czy Julia zdoła się uwolnić od swojego stalkera i jak sobie poradą z tym jej przyjaciele, współpracownicy, chłopak i rodzina musicie się przekonać z książki.

Jednak moim zdaniem ta książka idealnie pokazuje to na czym polega zjawisko, którym jest stalking, bo nie zawsze mamy świadomość tego czym ono jest - tym bardziej, jeżeli nikt z naszego otoczenia nie miał stalkera. Właściwie często je bagatelizujemy lub zrzucamy winę na ofiarę uporczywego nękania. A "Cichy wielbiciel" w bardzo obrazowy i przystępny sposób przedstawia problem oraz jego niszczycielską moc. Jednak przy okazji pokazuje jak można znaleźć wyjście z takiej sytuacji. Żałuję jednak, że nie ma więcej takich książek. 

Mimo to, że powoli wzrasta w nas świadomość czym jest stalking, to wciąż dopiero raczkujemy jeżeli o to chodzi, a szkoda, bo przecież nasz spokój i poczucie bezpieczeństwa powinno być nienaruszalne i jest bezcenne, tymczasem wystarczy jedna osoba, aby je zachwiać :/

piątek, 21 sierpnia 2015

Sierpniowy stosik biblioteczny, 2015


Ostatnio poszukanie książki na spotkanie Stalowych Czytaczy skłoniło mnie do wizyty w bibliotece. Miałam wypożyczyć tylko jedną książkę, ale tak się złożyło, że wyszłam z pięcioma :). 

  1. Jo Nesbo, "Krew na śniegu", 
  2. Chelsea Quinn Yarbro, "Hotel Transylvania",
  3. Marta Stefaniak, "Czary w małym miasteczku",
  4. Amos Oz, "Pantera w piwnicy",
  5. Aleksandra Boćkowska, "To nie są moje wielbłądy". 
Praktycznie o żadnej nic nie słyszałam, ale mam nadzieję, że będzie mi się dobrze czytało. Na pierwszy rzut oczywiście pójdzie "Pantera w piwnicy", którą mamy przeczytać na spotkanie :). Jeżeli coś czytaliście to dajcie znać co polecacie do czytania w następnej kolejności :). 

czwartek, 20 sierpnia 2015

Cytrynowa zupa z cukinii, z kurkumą i ryżem.

W moim życiu ostatnio dzieje się kilka rzeczy, które na chwile rozwaliły moje spokojne egzystowanie. Jednakże powoli zaczęłam się odnajdować w świecie pełnym nowych obowiązków, doznań i emocji. Przyszedł czas na świat pełen wyzwań - przynajmniej przez najbliższe miesiące :). Na moim FanPage będę umieszczać też łatwe i szybkie przepisy, których nie znajdziecie na blogu więc zapraszam Was również w tamto miejsce: https://www.facebook.com/pages/M%C3%B3j-Portret/136063976509773

Jednym z nich jest częstsze dzielenie się z Wami przepisami, które wypróbowuje :). Dzisiaj chciałabym się z Wami podzielić przepisem na cytrynową zupę z cukiii z kurkumą i ryżem. Zainspirowałam się przepisem znalezionym w Jadłonomi Marty Dymek. Przepis zmodyfikowałam nieco na swój użytek, ze względu na to, że nie miałam wszystkich potrzebnych produktów. Ale i tak wyszło pysznie :)



Składniki:
  • 3 szklanki wody,
  • włoszczyzna,
  • 1 kg. cukinii, 
  • 2 ząbki czosnku, 
  • łyżeczka kurkumy, 
  • 1/4 łyżeczki chili, 
  • sól, pieprz, przyprawa typu kucharek, 
  • 1 - 2 łyżki soku z cytryny, 
  • kilka łyżek oleju, 
  • torebka ryżu lub 1/2 szklanki czarnej soczewicy moczonej przez godzinę w gorącej wodzie. 
Do podania: 
  • siekana pietruszka lub kolendra
Wykonanie: 
  • Jeżeli podajemy zupę z soczewicą, po jej namoczeniu odcedzić, zalać wodą i gotować przez 20 - 30 minut  do czasu, aż zmięknie. Natomiast jeżeli wybierzemy opcję z ryżem gotujemy go wg. instrukcji na opakowaniu. 
  • Obrać cukinię i pokroić ją na grube plastry, a czosnek posiekać. W garnku rozgrzać olej Wrzucić czosnek, kurkumę i chili oraz dusić przez 30 sekund. Dodać cukinię, dokładnie wymieszać i dusić przez 15 minut, a potem wlać bulion i gotować przez 5 minut, aż cukinia będzie bardzo miękka. 
  • Dodać sok z cytryny, zmiksować zupę blenderem ręcznym i doprawić zupę solą, pieprzem i kucharkiem. 
  • Na środku każdego talerza z zupą ułożyć łyżkę soczewicy lub ryżu. Podawać z natką pietruszki, albo kolendry. 
Dajcie znać ja Wy wykorzystujecie cukinie najchętniej:). Może znajdę coś jeszcze oprócz tradycyjnych placuszków lub spaghetti;)

środa, 19 sierpnia 2015

S. Kaysen, "Przerwana lekcja muzyki",

Kiedy opublikowałam na blogu stosik, z żywym zainteresowaniem spotkała się "Przerwana lekcja muzyki" autorstwa S. Kaysen. Jedni z Was już ją czytali, a inni mają ją na swojej liście. Dla mnie ta książka jest jedną z tych pozycji, którą miałam w planach już od dawna. A obecnie sięgnęłam po nią w ramach nadrabiania żenujących braków nie tylko w klasyce, ale również w tych pozycjach, których wstyd jest nie znać - "Przerwana lekcja muzyki" jest jedną z nich.
Susanna Kaysen

Autorka tej książki urodziła się w 1948 roku. Niemalże dwa lata była pacjentką szpitala psychiatrycznego McLean, w którym leczyła się  m. in. Sylvia Plath. "Przerwana lekcja muzyki" powstała po zanalizowaniu przez autorkę swojej kartoteki z okresu, w którym przebywała w szpitalu. Zdiagnozowano u niej wówczas osobowość borderline, którą tłumaczono jej jako zaburzenia osobowości. W wydobyciu kartoteki z archiwum szpitala pomógł jej prawnik. 

"Przerwana lekcja muzyki"

Już od dawna intrygowało mnie to co ludzie widzą w tej historii. Byłam bardzo ciekawa, co sprawia, że ta książka jest tak bardzo poczytna, a film jest już niemal klasykiem. Doszłam do wniosku, że jest coś hipnotycznego w historiach o szpitalach psychiatrycznych, bo mają w sobie coś mrocznego i tajemniczego. A prawdziwe historie z tych miejsc pozwolą uchylić rąbka tajemnicy w funkcjonowaniu tychże miejsc, leczeniu oraz tego co przeżywają ludzie. 

"Przerwana lekcja muzyki" to bardzo osobista i intymna opowieść o bardzo trudnym okresie z życia autorki. Czytelnik przeżywa ja tym bardziej, że podczas lektury ma się tą świadomość, że ta książka jest oparta na doświadczeniach autorki. Takie historie zawsze dają do myślenia i skłaniają do refleksji. 

Przede mną jeszcze film o tym samym tytule. Jednakże muszę ochłonąć po lekturze, która wzbudziła we mnie wiele emocji. Jednak teraz na pewno nie mam wyjścia - muszę go obejrzeć. 

Powiązania

Jeżeli czytaliście "Przerwaną lekcję muzyki" i chcecie sięgnąć po coś o podobnej tematyce, ze spokojnym sumieniem mogę Wam polecić książkę z rodzimego podwórka pt. "Anioły jedzą trzy razy dziennie" Grażyny Jagielskiej, która trafiła do szpitala psychiatrycznego ze względu na stres spowodowany pracą męża. O tej książce możecie przeczytać na moim blogu TUTAJ.

Podsumowanie

Takie książki jak "Przerwana lekcja muzyki", jak również "Anioły jedzą trzy razy dziennie" moim zdaniem nie podlegają ocenie, ze względu na to, że są oparte na osobistych doświadczeniach. Tego typu powieści pozwalają nam spojrzeć inaczej na ludzi, którzy mają problemy ze zdrowiem psychicznym. Jednakże takie publikacje uświadamiają nam, że my sami jesteśmy niezwykle delikatnymi i kruchymi istotami, które muszą na siebie uważać. Dlatego też uważam, że każdy z nas powinien przeczytać przynajmniej jedną taką książkę, aby móc docenić to co ma i przy okazji przemyśleć kilka spraw...

poniedziałek, 17 sierpnia 2015

Moja makijażowa rutyna

Ostatnio bardzo poszłam w książki. Chyba dlatego, że na gotowanie nie mam czasu, a kosmetyków jakoś mi nie przebywa, bo póki co muszę się liczyć z kasą;). Ale postanawiam się poprawić :). Dzisiaj mam dla Was moją makijażową rutynę i zapewne większość kosmetyków przewijała się gdzieś w notkach, więc możecie je znać ;).  

Zacznijmy od oczu ;)

Aktualnie mam 3 paletki, których regularnie używam. Od lewego górnego rogu są to: 


  •  Avon, true color, nearly naked,
  • Hean, High Definition, nr 408 Caffe Twist, 
  • Sleek, Au Naturel
W sumie z wyjątkiem tej paletki z Avonu jestem w stanie zrobić sobie tymi cieniami zarówno makijaż dzienny, jak i wieczorowy. Więc jeżeli nie chcę nie wiadomo jakich szaleństw te cienie w zupełności mi wystarczają :). Jeżeli chodzi o tusz do rzęs jest to Boost it!


Daje on naturalny efekt i sięgam po niego zarówno jak się maluję do pracy, jak i na spotkania ze znajomymi. 

W ten upał nie da się używać podkładów czy czegokolwiek innego na twarz. Jednak obecnie, jeżeli już np. idę gdzieś wieczorem używam kremu CC od MaxFactor. 


Jest lekki i o dziwo znalazłam kolor pasujący do mojej skóry, z czym bywa ciężko. Nie zaznacza suchych skórek, a jeżeli chodzi o krycie to dla mnie jest wystarczające :). Jednak myślę, że jeżeli macie większe niedoskonałości ten krem może się u Was nie sprawdzić. Natomiast jeżeli chcę użyć różu lub bronzera to sięgam po duo z e.l.f.'a, które sprawdza się świetnie, kiedy mam opaloną skórę. 


Niestety nie mogę Wam napisać nic więcej o tym kosmetyku, bo wyrzuciłam opakowanie i zupełnie nie wie, który to odcień;p. Kupiłam go bodajże na kosmetykomani. 


Natomiast jeżeli chodzi o usta to używam po prostu ochronnej pomadki z NoniCare. 



Jakoś ostatnio po prostu nie mam ochoty na malowanie ust i skupiam się na ich odżywianiu. 

Dajcie znać czy znacie któryś z tych produktów;). 

sobota, 15 sierpnia 2015

Gong Ji-young, "Nasze szczęśliwe czasy"

Niedawno dokonałam osobistego odkrycia jeżeli chodzi o literaturę. Otóż dzięki Pani Dorocie Wellman, trafiłam na pierwszą książkę z literatury koreańskiej, pt. "Smak języka", o której pisałam Wam TUTAJ. Powieść ta wywarła na mnie takie wrażenie, że postanowiłam sięgnąć po inne powieści koreańskich autorów. 

Tym razem wpadły w moje ręce "Nasze szczęśliwe czasy" autorstwa Gong Ji-young.

Powyższa powieść jest niezwykłą opowieścią o tym, że nawet życiu pełnym cierpienia i nieszczęść można znaleźć ukojenie. Nawet jeżeli nasza sytuacja wydaje się beznadziejna. Autorka przedstawia historię człowieka skazanego na karę śmierci oraz Yu-jeong - pięknej, bogatej kobiety, której pełne cierpienia życie zostało naznaczone piętnem seksualnego i psychicznego znęcania. Jej pogarda dla matki oraz obojętność wobec reszty świata czynią ją wyobcowaną z strony społeczeństwa i izolują od szansy na szczęście. 


Yu-jeong ma też ciotkę - siostrę zakonną, która od 30 lat odwiedza skazańców, rozmawia z nimi i próbuje resocjalizować. Pewnego dnia ciotka doprowadza do spotkania Yu-jeong i Yun-su. Po pewnym czasie młodzi odkrywają, że jest coś, co ich łączy (smutek). W tym przypadku to jest punkt, w którym między obojgiem zaczyna się rozwijać wyjątkowe uczucie, które rodzi się w krótkim czasie przeznaczonym na spotkania raz w tygodniu.

"Nasze szczęśliwe czasy" to historia o miłości, która daje coś w rodzaju osobistego zbawienia, coś, czego nie sposób zapomnieć. 


Uważam, że powyższa powieść to książka, o której zdecydowana mówi się za mało. A szkoda, bo "Nasze szczęśliwe czasy" pokazują okrutną rzeczywistość, która rani, ale w której można odnaleźć nadzieję oraz dokonać w sobie i swoim życiu zmian. Nie znajdziecie tutaj wartkiej akcji i dynamicznej fabuły, ale dwie wzruszające historie skrzywdzonych przez życie ludzi, którzy spotykając się zmieniają nie tylko swoje życie, ale także siebie nawzajem. Gong Ji-young wprowadziła niewielu bohaterów i bardzo oszczędnie dawkuje nam historie obu bohaterów, wciągając nas w świat, o którym ciężko jest zapomnieć. 

"Nasze szczęśliwe czasy" to trudna historia, którą nie raz ma się ochotę odłożyć na bok, przez to, że nie raz szokuje. Jednak nie da się tego zrobić, ponieważ ona ciągle towarzyszy czytelnikowi i nie da o sobie zapomnieć. Dlatego też tą niewielkich rozmiarów książeczkę nosiłam ciągle przy sobie. Autorka nie raz wywołuje w nas łzy rozpaczy i wzbudza oburzenie. Jednak to sprawia, że "Nasze szczęśliwe czasy" coś w nas zmieniają oraz zapadają głęboko w pamięć i serce.

"Nasze szczęśliwe czasy" to jedna z najważniejszych dla mnie książek chociażby dlatego, że pozwoliła spojrzeć na moje życie z zupełnie innej perspektywy. Mam nadzieję, że każde kolejne spotkanie z literaturą azjatycką będzie co najmniej tak samo udane jak to. Tymczasem jeżeli szukacie lektury, która Wami wstrząśnie i wzruszy, to ta niepozorna książka jest idealna.  

czwartek, 13 sierpnia 2015

Stos,sierpień 2015

Witajcie, 
ostatnio doszło o mojej biblioteczki kilka świetnych książek i chciałabym się z Wami podzielić informacją o tym co do mnie przyszło. Myślę, że niebawem na blogu znajdziecie notki o większości z tych książek, bo jedną już skończyłam czytać, a kolejna zaczęła się czytać już wczoraj wieczorem i pewnie dzisiaj ją skończę. A moje zdobycze prezentują się tak: 



Od góry: 

  • Susanna Kaysen, "Przerwana lekcja muzyki",  - teraz czytam
  • Emily Bronte, "Wichrowe wzgórza", 
  • Gustave Flaubert, "Pani Bovary", 
  • Kate Atkinson, "Jej wszystkie życia" 


Do stosiku nie załapały się "Nasze szczęśliwe czasy" Gong Ji-young, które już przeczytałam i pożyczyłam ją znajomej z pracy ;p. Wy na kilka słów o tej książce jeszcze będziecie musieli chwilę poczekać, do momentu, aż się wyrobię z notką. Właściwie przeczytałam już obie książki, które widzicie na zdjęciu, więc będę musiała nadrobić przynajmniej dwie recenzje ;). 

Niestety przez to, że zaczęłam staż mam bardziej ograniczony czas, bo mam go mniej na załatwienie spraw, na które miałam wcześniej całe dnie. Ale jakoś sobie poradzimy;). Póki co plan jest taki, żeby notki pojawiały się regularnie co dwa dni, bo jak na razie, w takim tempie jestem w stanie się wyrobić z tworzeniem nowych postów. Tymczasem z prawej strony macie ankietę dotyczącą tego, o której książce chcecie najpierw przeczytać na blogu. Więc dajcie mi znać ;) 

Tymczasem życzę Wam miłego dnia :)

wtorek, 11 sierpnia 2015

Ch. Bronte, "Jane Eyre"

Witajcie, 
dzisiaj chciałabym Wam nieco opowiedzieć o książce, w której się zakochałam, mimo to, że nie jest to gatunek, po który sięgam zbyt często. 

Jest to "Jane Eyre", autorstwa Ch. Bronte. 

Jak łatwo się domyśleć po tytule główną bohaterką, a zarazem narratorką jest tytułowa Jane Eyre. Poznajemy ją w momencie, w którym jest wychowanką ciotki, która jej nie lubi i faworyzuje swoje dzieci. Pewnego dnia ciotka postanawia wysłać ją do zakładu Lowood, w którym dziewczynka nie tylko podejmie naukę, ale także będzie z daleka od niej i jej rodziny. To właśnie w Lowood Jane znajduje pierwszą pracę i zaczyna marzyć o czymś więcej. Te jej pragnienia sprawiają, że pewnego dnia staje się guwernantką podopiecznej Edwarda Fairfaxa Rochestera, w którym zakochuje się z wzajemnością. 

Powieść Ch. Bronte jest dość przewidywalna, jednak ma w sobie nutkę tajemnicy i niepewności. W trakcie lektury widzimy wszystko oczami głównej bohaterki, gdyż tak jak wspomniałam na początku jest ona narratorką całej historii. Mnie to pozwoliło na przywiązanie się do Jane, a nawet poczuć, że mamy ze sobą coś wspólnego. A to dlatego, że również przeżyłam trudną miłość, która jednak miała zupełnie inny koniec niż w książce (ale to dobrze, bo teraz nie byłabym w tym związku, w którym teraz jestem). Zresztą myślę, że wiele kobiet ma podobne przejścia - z trudnymi bądź nieszczęśliwymi miłościami. Ale wracając do książki...

Jak już wiecie bardzo rzadko sięgam po tego typu powieści, bo chociaż lubię czytać klasykę to z romansami i dramatami w książkowej postaci jakoś mi nie po drodze. Jednak w tym przypadku moja lektura była pełna westchnień oraz przeżywania razem z Jane tego co ją spotykało - radości z oświadczyn, rozczarowania, smutku, nadziei, strachu... Czasem czytając powyższą powieść potrafiłam się rozmarzyć i zachwycić jak niedojrzała nastolatka, która pragnie podobnego uczucia do Jane. I mimo to, że główna bohaterka jest postacią, których zwykle nie lubię w książkach (jest oddana Bogu i ludziom oraz zawsze stara się postępować słusznie), bo budzą moje podejrzenia, to Jane zyskała moja sympatię, a nawet przywiązanie - z serii tych, które można odczuwać wobec postaci z książki. 

Niewątpliwie jest coś magnetycznego w tej powieści, która potrafi zachwycić zarówno tych, który lubią ten gatunek, jak również osoby, które nie do końca mają z nim po drodze. Osobiście bardzo polubiłam tą książkę i na pewno będę chciała do niej kiedyś wrócić...

niedziela, 9 sierpnia 2015

Tydzień w zdjęciach #2

A właściwie to dwa, gdyż przez ostatni czas w moim życiu panowało takie zamieszanie, że na pewne rzeczy nie miałam siły i czasu. Jednak mam nadzieję, że wszystko powoli wraca do normy i chociażby ten cykl będzie się pojawiał u mnie regularnie. A zatem zaczynajmy :) 

Kolorowanki dla dorosłych wciąż są w użyciu:)


Burze i deszcze są ostatnio mile widziane...nie wiem jak Wy, ale ja nienawidzę upałów i ciężko je znoszę...nie wiem jak wytrzymam jeszcze przez sierpień:/



"Jane Eyre" - najlepsza książka jaką ostatnio przeczytałam. Notka o niej niebawem na blogu :) 


Zdarza się, że takie atrakcje mam za oknem... :)


Akcja nakrętka - chyba już zawsze będę miała do niej pewien sentyment:) 


A na blogu zaczął się nowy cykl. Pierwszą notkę z tej serii znajdziecie >>>TU<<< 


Na blogu pojawiła się ostatnia jak na razie notka o kosmetykach z Livioon >>>KLIK<<<


A w zeszłym tygodniu przyszły do mnie dwie zacne pozycje:) 
  • "Nasze szczęśliwe czasy" Gong Ji - Young
  • "Przerwana lekcja muzyki" Susanna Kaysen
Już nie mogę się doczekać tego, aby je przeczytać. W sumie tą pierwszą pozycję już zaczęłam :) 



W skrzynce znalazłam też swoją Kartę Dawcy Komórek Macierzystych :D. Teraz muzę o siebie dbać bardziej niż normalnie ;). 


Moje życie stało się już bardziej ustabilizowane po lipcu pełnym chaosu;), zatem mam nadzieję, że moje blogowanie i czytelnictwo przybierze regularny rytm :)


Najulubińszy otatnio zestaw do paznokci


Ostatnia lektura... "Cichy wielbiciel" już za mną, a "Nasze szczęśliwe czasy" w trakcie ;) 


Dajcie znać jak Wam minął tydzień, mam nadzieję, że ciekawie ;)