czwartek, 16 lipca 2015

R. P. Evans, "Papierowe marzenia"

Wakacje to czas, w którym wielu z nas ma czas na nadrobienie zaległości w rzeczach, które na co dzień nie ma czasu np. w czytaniu książek. Zdarza mi się, że znajomi pytają mnie o lekkie książki, przy których nie trzeba zbytnio myśleć, a można się zrelaksować. "Papierowe marzenia" Richarda Paula Evansa są jedną z takich książek - nie wymagają od nas zbytniego wysiłku, jednak relaksują i przy okazji nieco dają do myślenia. 

Luke ma bardzo dobry życiowy start. Wychował się w bogatym domu, w którym ojciec zadbał nie tylko o wykształcenie, ale również przyzwyczaił chłopaka do ciężkiej pracy, przy okazji starając się wpoić synowi pewne zasady. Jednak pewnego dnia ojciec wysyła Luka na studia do innego miasta, Gdyby ktoś powiedział mu, że wyrzeknie się tego co dał mu ojciec, a jego sytuacja bardzo się zmieni - nie uwierzyłby. A jednak tak się stało. Podjął złe decyzje, wpadł w złe towarzystwo i wylądował na ulic. A jednak zrozumiał, czym tak na prawdę jest miłość.

"Papierowe marzenia" to historia, w której już na początku dowiadujemy się, że nawiązuje do biblijnej przypowieści o synu marnotrawnym, więc możemy przewidzieć jak ona się potoczy, a tym bardziej skończy. Jednak mimo to Evans po raz kolejny przypomina nam, że to co mamy - nasze życie, szczęście i szacunek innych ludzi jest bardzo kruchy i powinniśmy szanować to co mamy. 

Ta powiastka nie jest wymagającą historią - zresztą chyba tak jak wszystkie tego autora. Jednak R. P. Evansowi nie można odmówić tego, że potrafi wzruszyć swojego czytelnika, ale też dać mu do myślenia. 

Powyższa książka długo czekała na swoją kolej wśród moich książek, upchana gdzieś w cieniu za nowszymi nabytkami (niestety z braku miejsca na półkach, niektóre mają już dwa rzędy książek ;)). Jednak od kiedy zaczęłam się skupiać na przeczytaniu tych książek, które mam, a nie zdobywaniu nowych i przynoszeniu kolejnych z biblioteki zaczęłam żałować, że po pewne książki nie sięgnęłam wcześniej. Jednak chyba tylko mol książkowy jest w stanie zrozumieć tą niechęć do sięgnięcia po książkę oraz jednoczesną chęć przeczytania jej...w końcu tylko raz możemy przeczytać daną powieść pierwszy raz i tych wrażeń nie da się już powtórzyć :(. Jednak na szczęście nazbierało mi się tyle świetnych książek, że będę miała co czytać, przez najbliższe tygodnie ;D

Reasumując: 

"Papierowe marzenia" R. P. Evansa są świetną książką na wakacje, przy której nie będziemy musieli się zbytnio wysilić. Mimo tego, że nie jest zbyt ambitna i zapewne nie pozostanie w naszej pamięci na długo to warto po nią sięgnąć chociażby po to, żeby się zrelaksować. 

4 komentarze:

  1. ja od jutra będę miała dużo czasu na nadrobienie zaległości książkowych :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Evan tu, Evans tam..będę musiała w końcu zerknąć ;-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Te książki mnie bardzo ciekawią, właśnie chciałam skusić się na którąś z pozycji. :-)

    OdpowiedzUsuń