niedziela, 7 czerwca 2015

B. Krupska, "Przygody Euzebiusza"


Witajcie, 

dziś o tej porze osobiście pewnie jeszcze jestem offline po wczorajszym weselu - nie, nie swoim, jednak chciałabym Wam przedstawić Euzebiusza...pierwszego i ostatniego Euzebiusza na świecie. Ta wyjątkowa i jedyna istota zaraz po urodzeniu wyrusza w pełną przygód oraz nowych znajomości podróż. Poszukuje ona innych Euzebiuszy - albo chociaż ciekawych przyjaciół. Na swojej drodze trafia na małego Koguta, Lisa mówiącego dużymi literami oraz wiele innych stworzeń, które inspirują Euzebiusza do odkrywania swoich umiejętności. Od swoich nowych przyjaciół dowiaduje się np. tego, jak pożyteczne jest pływanie, czytanie, liczenie czy budowanie domu. Euzebiusz uczy się również zarozumiałości, bycia trochę-kretem i udzielania pomocy. Poznaje też działanie tabletki na pięknotę oraz cud jakim jest sprawianie bliskim przyjemności.

Co podoba mi się w książce? 
  • Dzieci mogą nauczyć się, że bycie innym nie oznacza wcale bycia gorszym, ale może oznaczać, że ktoś jest wyjątkowy, 
  • Ładne wydanie - w tej książce podoba mi się wszystko począwszy od okładki po ilustracje na poszczególnych stronach, 
  • Euzebiusz - jest niesamowity:). Mimo tego, że przez swoją inność mógłby czuć się samotny, taki nie jest - otwiera się na innych, nowe znajomości i wiedzę, którą ze sobą niosą ;). Dlatego też dzieciaki, które same jakoś się wyróżniają mogą zobaczyć, że w tym może tkwić ich potencjał,
  • Poznanie różnorodności cech. Dzieci mogą zobaczyć, że pewnych rzeczy uczymy się w praktyce  same ocenić co jest dobre, a co złe. Poza tym rodzice w niektórych momentach mogą podjąć ze swoimi pociechami rozmowę o tym czy dane zachowania są dobre czy złe...
Co było nie tak? 
  • Kształtowanie stereotypów. Chodzi mi szczególnie o sytuację, w której to niedźwiedź jest odpowiedzialny za zdobywanie jedzenia dla rodziny, a jego żona ciągle truje mu głowę o  to, że nic nie przynosi. Dodatkowo niedźwiedzica siedzi bezradna w domu i nie potrafi zadbać o zdobywanie jedzenia, a kiedy niedźwiedź, w końcu je przynosi jest niezmiernie szczęśliwa i nie suszy łba swojemu partnerowi. Dzieciaki pewnie nie zwrócą na to uwagi, ale moim zdaniem w tym momencie autorka uczy dzieci, że dziewczynki, które stają się później kobietami powinny być tymi bezradnymi istotami, które powinny siedzieć w domu zajmować się nim oraz dogadzaniem dzieciom oraz partnerowi. Nie spodobało mi się to do końca i mam nadzieję, że rozumiecie czemu...


Mimo to książeczka jest całkiem fajna i na pewno spodoba się dzieciakom, nawet mimo małych mankamentów...które być może dostrzega tylko dorosły umysł ;)

1 komentarz:

  1. Książka co prawda dla dzieci ale sama chętnie bym ją przejrzała, ilustracje są niesamowite, a Euzebiusz przeuroczy! :-)

    OdpowiedzUsuń