wtorek, 7 kwietnia 2015

K. Taylor, "Barwy miłości"

Kiedy dostałam możliwość przedpremierowego przeczytania "Barw miłości" i rzucił mi się opis porównujący powieść do "50 twarzy Grey'a", pomyślałam, że to nie może być dobra książka. Tym bardziej, że opis z tej książki jest łudząco podobny do opisu fabuły "50 twarzy Grey'a". 

Otóż 22letnia Grece przyjeżdża do Londynu na trzymiesięczne praktyki. Już na lotnisku zaczynają się jej kłopoty, ponieważ myśląc, że szef i założyciel firmy, w której będzie pracować przyjechał właśnie po nią. Głupie i naiwne prawda? Jednak mimo wszystko, po krótkiej rozmowie z odbieranym z lotniska przyjaciela Johnatan Huntington zabiera swoją praktykantkę ze sobą do firmy. Już ten fakt sam w sobie jest wyjątkowy i zapewne jest powodem wielu plotek w firmie, tym bardziej, że drugiego dnia praktyk młoda Grace zostaje asystentką szefa. I tu właśnie powoli zaczyna się właściwa fabuła. Ewidentnie czuć, że między dwójką głównych bohaterów od początku coś iskrzy, a relacje między nimi już od początki rozwijają się zatrważająco szybko. 

Cała akcja książki toczy się wokół relacji Grace i Johnatana, a narracja prowadzona jest z perspektywy głównej bohaterki. Sięgając po tą książkę bałam się, że będzie w niej sporo infantylnych westchnień do swojej wewnętrznej bogini, albo wezwania do jakiegoś dziwnego świętego podczas określonych scen. Na szczęście nie było tak źle jak się spodziewałam, co nie znaczy, że było całkiem dobrze. Główna bohaterka jest tak naiwna i dziecinna, że momentami mnie bardzo irytuje - wydaje mi się, że ja w jej wieku miałam więcej oleju w głowie i byłam dużo bardziej rozgarnięta. Poza tym pewne określenia i opisy były tak żałosne, że. aż śmieszne. Mimo to większość scen łóżkowych jest opisana...zadziwiająco dobrze i nawet chwilami pobudza wyobraźnie, do momentu, w którym natkniemy się na te nieliczne fragmenty, które nas irytują lub śmieszą p. Jednakże o dziwo książka,w ogólnym rozrachunku wychodzi całkiem nieźle - lekka, momentami zakrawająca o kicz, ale dobra i przyjemna! "Barwy miłości" na pewno pozwalają się zrelaksować i nieco zapomnieć o codzienności, ale na pewno nie jest to propozycja dla pruderyjnych osób - nawet mimo to, że fabuła jest momentami naiwna. Myślę, że panowie spokojnie mogą sprawić tą książkę w prezencie swoim narzeczonym, żonom tudzież stałym partnerkom.

Reasumując:
Mimo to, że powyższa powieść nie jest pozbawiona wad to czytałam ją z przyjemnością. Dlatego też jeżeli macie ochotę na coś lekkiego z nutą pikanterii to polecam...nie bójcie się, że to będzie nie do przebrnięcia - na szczęście ta powieść jest napisana o niebo lepiej niż ta książka, do której jest porównywana, zatem można po nią sięgnąć bez obawy o swoje zdrowie psychiczne ;). 

3 komentarze:

  1. Powiem szczerze, że zaskoczyłaś mnie pozytywną recenzją, bo każda opinia na jej temat zwieńczona była ocenami od 1 do 5. Ale fajnie, że przypadła Ci do gustu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To chyba zależy od tego kto, czego się spodziewał:], ja na moment, w którym czytałam "Barwy miłości" potrzebowałam czegoś lekkiego i niewymagającego. I to właśnie dostałam;]

      Usuń
  2. teraz wszystko s greyem sie kojarzy :)

    OdpowiedzUsuń