sobota, 3 stycznia 2015

Scrub do skóry głowy, Natura Syberica

Wciąż zmagam się z "Malowanym Ptakiem" Jerzego Kosińskiego i muszę przyznać, że nie wybrałam sobie najłatwiejszej lektury na przełom jednego i drugiego roku. Mimo to, że lektura ma nieco ponad 300 stron razem z uwagami autora czyta ją się powoli ze względu na jej treść...ale o tym za jakiś czas. 

Dzisiaj mam dla Was coś lżejszego. A mianowicie moją opinię o scrubu do skóry głowy z firmy Natura Siberica. 

Dużo czytałam i słyszałam o tym, że robienie peelingu głowy nie tylko wpływa na stan naszej skóry głowy, ale również na to, że odżywki, oleje czy maski do włosów mają dużo lepsze oddziaływanie niż bez robienia sobie powyższego zabiegu. Dlatego też zaczęłam testować różne rodzaje peelingów do skóry głowy.

Scrub z Natura Syberica poszedł w ruch kilka miesięcy temu i na początku stosowałam go dość regularnie, co zmieniło się pod koniec listopada. Jednakże zacznijmy standardowo od tego jak powinien działać tenże kosmetyk. 


Tym razem posiłkowałam się stroną http://triny.pl/.

Tam znalazłam informację, że ten scrub powinien:
  • głęboko oczyszczać skórę głowy,
  • wzmacniać cebulki włosowe, 
  • stymulować wzrost włosów 
  • zapobiegać pojawianiu się łupieżu. 
Podobno można go stosować do każdego rodzaju włosów. 

Cena:  ok. 22 zł 
Pojemność: 200 ml,
Dostępność: sklepy internetowe

Jeżeli chodzi o działanie to na początku byłam bardzo zadowolona. Używając tego kosmetyku mogłam sobie robić masaż włosów i przygotowywałam swoją skórę do mycia włosów. Stosowałam go w tym samym czasie co olej na porost włosów, więc nie mogę się wypowiedzieć jeżeli chodzi o jego działanie pod względem ich porostu. Mimo to wierzę, że miał jakiś wpływ na wzmocnienie cebulek. A przy tym cudownie pachnie sokiem o smaku tropikalnym co sprawia, że ma się ochotę go wypić. Jednakże minusem, który przekreśla go w moich oczach i sprawia, że do niego nie wrócę jest to, że tragicznie się wypłukuje i we włosach pozostają drobinki. To właśnie jest główny powód, że go odstawiłam. Jak widzicie zostało mi go jeszcze trochę i prawdopodobnie zużyję go jako peeling do ciała - mam nadzieję, że chociaż w ty przypadku lepiej się sprawdzi. 

3 komentarze:

  1. Ach, właśnie widząc produkt miałam się zapytać jak się wypłukują drobinki, ale widzę, że o tym napisałaś.
    Co do Kosińskiego to ja też go sobie dawkowałam, ale po połowie to szybko go przeczytałam żeby mieć to już za sobą i wziąć coś ładnego, pozytywnego, jednorożce i małe kotki.

    OdpowiedzUsuń
  2. oj u mnie również wypłukiwanie go eliminuje, nie lubię produktów których ciężko pozbyć się z głowy

    OdpowiedzUsuń
  3. mam peeling do ciałą dokładnie z tej samej serii, zastanawiam się, czy można by go zastosować też na głowę ;)

    OdpowiedzUsuń