środa, 31 grudnia 2014

Marek Harny, "Dwie kochanki"

Źródło: http://lubimyczytac.pl/ksiazka/228358/dwie-kochanki

Do "Dwóch kochanek" Marka Harnego zabrałam się dość późno, bo czytałam wiele skrajnych opinii na temat tej książki. Po kościach czułam, że to będzie droga przez mękę i w sumie niewiele się pomyliłam. 

Powyższa książka jest opowieścią o gorzkiej historii polsko - żydowskiej, bolesnych rozliczeniach oraz wkraczaniu w dorosłość. Pod koniec XX wieku, pisarz Marcin Cichy zmuszony jest dokonać obrachunku z własnym życiem. Wyrusza śladami tragicznie zmarłej Maryli - Miriam, która w latach młodości była jego kochanką. Równocześnie próbuje odnaleźć swoją drogę, którą zagubił gdzieś miedzy Nowym Sączem, Krakowem i Paryżem. Główny bohater angażuje się w związek z Agatą, który rozbudza w nim nowe nadzieje oraz stare niepokoje. Przy tym oboje muszą stawić czoło przeszłości. 

Autorowi nie można odmówić tego, że podjął bardzo ważny temat, o którym wciąż należy dużo mówić. Jednak liczne przeplatanie wątków oraz retrospekcje sprawiają, że ciężej jest się zmierzyć z tą powieścią. Poza tym wciąż odnosiłam wrażenie, że fabuła gdzieś stoi w miejscu i nie dzieje się nic. Moim zdaniem cała historia niepotrzebnie została zaprawiona seksem. Uważam, że mogło być tego nieco mniej (chociaż i tak nie było tego dużo), a książka tylko by na tym zyskała. Być może moja niechęć do "Dwóch kochanek" wynika z tego, że jeszcze nie dojrzałam do tej książki. Jednak nie mogę oprzeć się wrażeniu, że tym razem jest to książka, która w ogóle do mnie nie trafia i trafiać nie będzie. 

Mnie "Dwie kochanki" zawiodły, chociażby z tego względu, że całą historię można było przedstawić ciekawiej i dużo prościej. Jednak mimo wszystko uważam, że jeżeli interesuje Was tematyka żydowska, warto się z nią zapoznać. Mnie zdziwiło to, jak bardzo można nienawidzić innych ludzi tylko ze względu na religię i/lub rasę - nie mając przy tym sensownych argumentów. Nienawiść na tle rasowym i/lub religijnym często jest odbicem naszych kompleksów i tego z czym sobie nie radzimy. Pamiętajcie, że są książki, których wartość doceniamy mimo to, że nie przypadły nam do gustu. "Dwie kochanki" to jedna z tych powieści, więc nie skreślajcie tej historii zbyt szybko. 

wtorek, 30 grudnia 2014

Czekoladowy koktajl do kąpieli z BingoSpa

Zbieram się do recenzji "Dwóch kochanek", ale to jest trudniejsze niż myślałam. Zresztą książka też nie była lekka w odbiorze. Ale jak wiecie to temat na odrębny post. 

Dzisiaj chciałam Wam napisać kilka słów o czekoladowym koktajlu do kąpieli z cynamonem.

Pojemność: 400 ml,
Cena: 9,99

Producent zapewnia nas, że powyższy podróż ma umożliwić nam zmysłową podróż do krainy relaksu oraz odprężenia. Aktywne składniki zawarte w tym kosmetyku mają doskonale pielęgnować, odżywiać i wygładzać skórę. Jednak osobiście nie mam zbyt wysokich wymagań do tego typu kosmetyków. Dla mnie pełnią rolę umilaczy kąpieli - mają pachnieć, robić pianę i ewentualnie barwić wodę. W tym przypadku zapach mnie nieco rozczarował, ponieważ moim zdaniem jest sztuczny i nie pachnie tak ładnie jak chociażby szampon z tej linii. Piana jest bez zarzutu, ale zabarwienie wody do kąpieli nie nastraja do niej zbyt optymistycznie. Niestety miałam wrażenie jakbym wchodziła do zabrudzonej wody. Nie wiem czy to wynikało z ilości wlanego produktu czy z czego innego, ale niestety to nie było zbyt przyjemne. I to właśnie zapach + nieszczęsne zabarwienie wody sprawiają, że nie wiem czy wrócę do tego koktajlu. 

Niestety powyższy kosmetyk jest bardzo przeciętnym produktem, a szkoda, bo mógł być bardzo fajnym czasoumilaczem.




poniedziałek, 29 grudnia 2014

Ulubieńcy grudnia 2014

Kończy się grudzień i zanim napiszę kolejną opinię o książce chcę się z Wami podzielić kilkoma ulubieńcami kończącego się miesiąca. Jest ich mało, ponieważ nie chcę się zbytnio powtarzać, a nie robię często zakupów kosmetycznych czy książkowych. Jednak coś się uzbierało, więc zapraszam:). 


G. R. R. Martin "Nawałnica mieczy. Stal i śnieg" - ta saga wciąga bardziej niż się tego spodziewałam. Już nie mogę się doczekać kolejnego sezonu i filmowego wydania "Uczty dla wron" Recenzja


P. Pullman "Baśnie braci Grimm dla dorosłych i młodzieży" - gratka dla wszystkich, którzy lubią baśnie i dobrze je wspominają z dzieciństwa.  Recenzja


Candy Cane Lane od YC - słodko - kwaśny zapach cukierków na choinkę. Szkoda, że już mi się kończy. 

Black Little Dress od Avon - ulubieniec II połowy grudnia i świąt. Mam wersję 30 ml. - idealną do torebki, która niestety za szybko się skończy.  


Wygładzająco - Odżywczy krem do rąk z Nivei. Przy takiej pogodzie jak ta nic go nie zastąpi. 

Już od dawna chciałam kupić sobie podobne szklanki. Jednak Gwiazdka mnie ubiegła i dostałam cały komplet. Na zdjęciu tylko dwie, bo nie widziałam sensu wyciągania ich wszystkich. Póki co sprawdzają się zarówno do zimnych, jak i gorących napoi np. kakao czy kawa;]. 


"Adwokat spraw ostatnich. Kontrakt" Pawła Szlachetko - niewątpliwie największe książkowe zaskoczenie roku. Myślałam, że powieje kiczem i mi się nie spodoba, ale jednak nie:). Recenzja. 

sobota, 27 grudnia 2014

Paweł Mirosław Szlachetko "Adwokat spraw ostatnich"

Święta to czas, w którym wiele moli książkowych planuje nadrobić czytelnicze zaległości. U mnie od Wigilii do drugiego dnia świąt jest niewiele czasu dla tego typu działalności. Raczej każdy ma jakieś zajęcie, a jak się siedzi przy stole raczej nie chodzi się by spędzać czas samemu, bo przecież jest tyle gości, że raczej to nim poświęca się czas. 

Ja jednak znalazłam chwilę czasu przed świętami, aby dokończyć czytać książkę pt. "Adwokat spraw ostatnich. Kontrakt" Pawła Szlachetko. Jest to powieść, którą się smakuje i nie chce się skończyć, ponieważ jest z serii tych, które wciągają i sprawiają czytelnikowi sporo przyjemności oraz dostarczają nie mało wrażeń. W "Adwokacie spraw ostatnich. Kontrakt" znajdujemy historię, w której to co najlepsze zaczyna się od momentu znalezienia zwłok młodej kobiety w jednym z warszawskich kościołów. Śledztwem zajmuje się komisarz Tamar Sarnecka, której pomaga adwokat Maks Werben. Ona przestrzega obowiązujących zasad; on - łamie je w imię sprawiedliwości. Oboje muszą połączyć siły, gdyż morderca jest bezlitosny i przebiegły. Dodatkowym elementem tej historii jest element ponadnaturalny - duchy, które mieszają się w śledztwo (często z korzyścią dla niego). Poza tym niektórym z bohaterów przeszłość mocno stąpa po piętach.  

Powyższa powieść zabiera nas do świata zbrodni oraz nieco również do zaświatów, poprzez wprowadzenie duchów osób, które mają jeszcze niezałatwione sprawy na ziemi. Dodatkowo Paweł Szlachetko wprowadził do swojej książki fragmenty inspirowane twórczością takich pisarzy jak np. Stanisław Lem czy Arthur C. Clarke, które bardzo fajnie wpisały się w fabułę. Jakby ktoś mi kiedyś powiedział, że to wszystko można zawrzeć w jednej książce pomyślałabym, że to nie może się udać. Jednak okazuje się, że można to zrobić z powodzeniem i całkiem niezłym zyskiem dla całości. Paweł Szlachetko wpisał w swoją opowieść również nieraz skomplikowane relacje między bohaterami i nie zrobił ich bohaterami, ale pozostawił ludźmi ze swoimi wadami, zaletami i ułomnościami. Pisarz również nie idealizował nikogo i nie usprawiedliwiał pewnych zachowań.  Do ostatniej chwili autor skrywał przed nami sprawcę i bawił się z nami w kotka i myszkę, co jest dodatkowym atutem tej książki. Natomiast jeżeli chodzi o same postacie to na szczęście nie są one papierowe, ale są całkiem ciekawie rozbudowane. Przy czym warto wspomnieć, że życie osobiste poszczególnych bohaterów oraz oni sami nie przyćmiewają całej fabuły, ale świetnie ją uzupełniają; co w powieściach polskich autorów bardzo rzadko się zdarza. Autor zostawił kilka znaków zapytania i wątków, które można pociągnąć dalej, wiec myślę, że będą jakieś dalsze części tej historii... Jeżeli pojawiły by się takowe ja z przyjemnością po nie sięgnę. 

Reasumując. 

Dostaliśmy do ręki lekki i bardzo ciekawie zbudowany kryminał, który ma kilka ciekawych pobocznych wątków, które sprawiają, że mamy ochotę zatopić się w lekturze na kilka dłuższych chwil. Jednak tak jak wspomniałam wcześniej "Adwokat spraw ostatnich. Kontrakt" jest książką na tyle ciekawą, że nie ma się ochoty z nią rozstawać. 

piątek, 26 grudnia 2014

Ch. Dreller, "Czy słonie boją się myszy? Historyjki dla ciekawskich dzieci."

Mój siostrzeniec jest aktualnie jednym z najważniejszych dla mnie dzieci. Mimo tego, że jest dość absorbujący to darzę go bezgraniczną miłością, która chyba jest odwzajemniana;).

Przejawia się to chociażby w tym, że jak Go odwiedzam często trzyma się ze mną i się bawimy:). Możliwe, że lubi mnie tak bardzo, że wie, iż z ciocią może sobie na wiele pozwolić, a przy okazji może się z nią powygłupiać;). Nie byłabym sobą, gdybym nie podrzucała małemu książek, które moglibyśmy razem czytać. 

Święta to idealny czas na to, żebym poświęciła małemu więcej czasu. Dlatego też kolejna książka z serii Historyjki dla ciekawskich dzieci wydaje się być na ten czas idealna:). 

Mój siostrzeniec zarówno wcześniejszymi książkami z tej serii, jak również i tą był zachwycony. Dzieci przyciągają kolorowe obrazki, które mogą być idealnym punktem zaczepienia dla wielu wspólnych odkrywczych podróży. W pozycji Czy słonie boją się myszy? Ch. Drellera znajdziemy kilka krótkich, ciekawych i pouczających tekstów, po które możemy sięgać nawet wtedy, kiedy dziecko nie zadaje konkretnego pytania. Ta książka stanowi możliwość do odkrywania i poznawania świata, który jest wokół nas. Tylko uwaga? Dzieci mogą zacząć zadawać jeszcze więcej pytań;). 

Czy słonie boją się myszy? jest warta polecenia, bo nie tylko daje możliwość oswojenia dziecka z książką, ale daje szansę na spędzenie kilku chwil razem z nim w bardzo pożyteczny sposób. Jeżeli będą ukazywać się inne części tej serii, w miarę możliwości na pewno będę w nie zaopatrywać w nie małego Karola, dopóki z nich nie wyrośnie;)

wtorek, 23 grudnia 2014

Olejowanie włosów, zima 2014 - 2015

Okres zimowy to dla naszej skóry i włosów ciężki czas. Dlatego wypada się zatroszczyć o odpowiednią pielęgnację w tym czasie. Tymczasem ten właściwy świąteczny czas rozpoczyna się dla mnie dzisiaj i nie wiem czy będę mogła Wam cokolwiek odpisać lub zaakceptować komentarze. Jednak wszystko nadrobię po powrocie. Poza tym mam zaplanowane dwie notki - na jutro i na drugi dzień świąt. Ale nie przedłużając zapraszam Was do właściwego tematu notki...;)

~*~

Pod koniec listopada zauważyłam wzmożone wypadanie włosów, dlatego też postanowiłam sięgnąć po coś na ich wzmocnienie. Ze względu na mocno ograniczone fundusze sięgnęłam po olejek łopianowy z olejem arganowym z Green Pharmacy.
Wcześniej używałam tego czerwonego, ale postanowiłam zaryzykować i zdecydowałam się na ten. 

Koszt: 5,50 zł.
Dostępność: drogerie
Pojemność: 100 ml

Kompozycja oleju araganowego oraz naturalnego oleju z korzenia łopianu ma za zadanie wzmocnić strukturę włosów, odżywić cebulki, pobudzić wzrost włosów oraz zmniejszyć łojotok. Dodatkowo działa przeciwzapalnie i przeciwłupieżowo. Według producenta ten kosmetyk działa również odżywczo na skórę głowy i łagodzi jej podrażnienia. W efekcie nasze włosy stają się mocniejsze, lśniące i pełne życia. 

Ten olejek nakładam na skalp głowy na noc. A na resztę włosów stosuję organiczny olej kokosowy z BioPlanete. W przypadku tego pierwszego jeszcze nie mogę Wam zbyt wiele powiedzieć, bo używałam innej jego wersji, ale w przypadku oleju kokosowego mogę Wam skrobnąć parę słów;). 

Koszt: ok. 40 zł. 
Dostępność: sklepy z ekologiczną żywnością, 
Pojemność: 400 ml,

Olej kokosowy stał się ostatnio bardzo popularny jeżeli chodzi o pielęgnację. Na wielu blogach i kanałach YT zostało o nim powiedziane całkiem sporo. Można go stosować nie tylko do włosów, ale także do ciała i paznokci. Ja używam go tylko do włosów, bo do czego innego mi go szkoda;]. 
Jak już napisałam wcześniej, używam go z olejkiem łopianowym na noc. Po zmyciu go z włosów, w moim przypadku są one nawilżone i lśniące. Poza tym są one odżywione i bardzo przyjemne w dotyku, przez co nie mogę się powstrzymać od dotykania ich;p.

Olej w temperaturze pokojowej jest stały, ale pod wpływem ciepła się rozpuszcza. Jak dla mnie pachnie kokosami, albo kokosankami;]. Jednak mojemu Rafałowi podobno śmierdzi;p. Cóż zapach jest kwestią indywidualną;). 

Dla mnie ten olej pod względem pielęgnacji włosów na pewno jest odkryciem i zapewne to opakowanie, które mam posłuży mi jeszcze długo, bo produkt jest bardzo wydajny;]. Jestem pewna, że w miarę możliwości będę do niego wracać, tym bardziej, że jest on stacjonarnie dostępny w jednym ze sklepów w moim mieście - przynajmniej jak na razie;)

niedziela, 21 grudnia 2014

Michał Bajor, "Kocham jutro"

Z dzieciństwa pamiętam m. in. to, że w naszym domu obok książek było dużo kaset magnetofonowych. Moja mama lubiła Ewę Demarczyk i Marka Grechutę, ale obok ich kaset był m. in. Queen czy Phil Collins. Do tej pory lubię muzykę lat '80 i 90' XX wieku i w tej dziedzinie sztuki szukam nie tylko czegoś co wpada w ucho, ale często także czegoś co niesie pewien przekaz. 

Jeżeli ktoś zna mnie osobiście dobrze wie, że uwielbiam muzykę Michała Bajora, która bardzo dużo dla mnie znaczy. Jedną z najważniejszych dla mnie wydanych przez powyższego Artystę płyt jest "Kocham jutro", które przypomina nam o tym, że tylko dzisiejszy dzień jest nasz i powinniśmy go jak najlepiej wykorzystać. W końcu nie wiadomo co przyniesie nam jutro - może nam przynieść odmianę zarówno na lepsze, jak i na gorsze. Ono równie dobrze może w ogóle nie nadejść. Jednak każda zmiana jest elementem naszego życia, które jest wartością samą w sobie. Dlatego też nie powinniśmy ulec zabieganiu, w dążeniu za marzeniami i celam, ale czasem powinniśmy przystanąć i jeszcze raz przyjrzeć się naszym priorytetom. Łapmy chwilę i cieszmy się nią; pamiętajmy o naszych doświadczeniach, wyciągajmy wnioski i nie bójmy się marzyć! Nie zapominajmy też o naszych bliskich, bo nie wiadomo ile czasu nam zostanie. Dla mnie takie właśnie przesłanie płynie z tej płyty, a ja co rusz odkrywam w niej coś nowego! Mimo swojej dramatyczności można dostrzec w niej optymizm i przestrogę przed tym, żeby niepotrzebnie się nie zatracić w rzeczach, które mogą przynieść nam zgubę. 

Jak na razie to chyba moja ulubiona płyta Michała Bajora. Chociaż może powinnam napisać, że najważniejsza dla mnie, bo pozwoliła mi uporać się z moimi emocjami i poukładać to co było do ułożenia. Poza tym nie raz w chwilach smutku lub radości podśpiewywałam sobie tytułową piosenkę, która mimo swej dramatyczności jest niezwykła i niesie ze sobą niesamowity ładunek emocjonalny. Muzyka z "Kocham jutro" była przy mnie zarówno w chwilach radości, jak i w momentach, w których przeżywałam ciężkie chwile i chyba już zawsze będę miała do niej słabość. 

Jednak styl Pana Michała zdecydowanie nie jest dla wszystkich. Jego się kocha, albo nie znosi. Jak dla mnie to Artysta nietuzinkowy i bardzo utalentowany, którego twórczość ma niezwykłe przesłanie i potrafi niesamowicie wzruszyć oraz poruszyć nieznane struny, gdzieś w głębi nas. Bardzo bym chciała kiedyś uściskać Mu rękę i podziękować chociażby za obecną moją wrażliwość muzyczną, którą pomógł mi ukształtować. 

środa, 17 grudnia 2014

Czekoladowy szampon do włosów z BingoSpa

Tak jak ostatnio pisałam postaram się bardziej przeplatać notki urodowe z tymi kulturowymi. W pierwszym temacie nazbierało mi się trochę zaległości, ale mam nadzieję, że powoli zacznę je nadrabiać. 

Być może pamiętacie, że na początku listopada dostałam m. in. paczkę z BingoSpa, co bardzo mnie ucieszyło, gdyż od dawna miałam chrapkę na ich czekoladową serię;). 

W paczce znalazł się czekoladowy szampon z odżywką, który pachnie niczym budyń czekoladowy. 
Pojemność: 500 ml, 
Cena:  14 zł, 
Dostępność: bingospa.eu

Substancje zawarte w czekoladzie podobno posiadają silne właściwości nawilżające, przeciwutleniające oraz tonizujące, jak również pobudzają metabolizm komórkowy, regenerują i działają kojąco. 
Właściwości te związane są z obecnością w ziarnie kakaowym substancji, a jednymi z najważniejszych są:

  • kofeina i teobromina - mające działanie nawilżające i detoksykujące,  
  • polifenole - antyoksydacyjne i ochronne  stosunku do komórek skóry.
Natomiast botaniczna odżywka BingoSpa składająca się z ekstraktów roślinnych z arniki, łopianu, nagietka oraz sosny i innych składników:
  • regeneruje nawilżenie, 
  • likwiduje podrażnienia skóry, 
  • poprawia ukrwienie skóry głowy,
  • głęboko oczyszcza skórę głowy,
  • chroni naturalny odcień włosów,
  • działa ochronnie.
Wszystkie składniki zawarte w szamponie mają powodować wygładzenie i uelastycznienie powierzchni włosów oraz wzmocnienie cebulek włosowych. Zapewniają również skórze głowy optymalne nawilżenie. 

Producent obiecuje nam, że szampon BingoSpa ułatwi rozczesywanie oraz sprawi, że włosy staną się jedwabiście gładkie, lśniące i miłe w dotyku.

Już nie raz pisałam Wam, że jeżeli jakiś producent obiecuje nam za dużo, to zaczynam powątpiewać w inteligencję tych, którzy tworzą opisy produktów. Czasem jeszcze szkoda, że dany kosmetyk nie tańczy i nie śpiewa oraz nie podaje śniadania do łóżka;p.

Jednakże tenże szampon jako produkt do mycia włosów jest całkiem dobry. Poza tym, że pachnie mi czekoladowym budyniem to jest zarazem silny i łagodny. Silny dlatego, że radzi sobie nawet ze zmyciem olejów z głowy. Natomiast łagodny dlatego, że nigdy mnie nie podrażnił i nie uczulił. Poza tym ładnie się pieni i pozostawia uczucie na prawdę czystych włosów. Jednakże do szamponów z odżywką od zawsze podchodziłam z dystansem. Dlatego też w takich wypadkach zwykle używam po umyciu przynajmniej odżywki w spray'u, bo nie wyobrażam sobie użyć tego produktu w ogóle. 

Czy sięgnę jeszcze raz po ten szampon? 

Pewnie tak, tylko za jakiś czas. Ja jakoś nie przywiązuję się zbytnio do tego typu kosmetyków, chociaż jak mi się któryś spodoba to sięgam po niego od czasu do czasu. 

poniedziałek, 15 grudnia 2014

Gok Wan "Lata chude, lata tłuste. Moja autobiografia"

Uroczego Chińczyka z programu "Jak dobrze wyglądać nago" kojarzy przynajmniej większość z nas. Ten tryskający energią i pewny siebie człowiek podbił wiele kobiecych serc i zyskał niesamowitą sympatię. Dlatego też nie mogłam sobie odmówić przyjemności książki Jego autorstwa pt. "Lata chude, lata tłuste. Moja autobiografia"

Zapewne wielu z nas myśli, że temu niezwykłemu człowiekowi osiągnięcie sukcesu przyszło z łatwością, jednak mało kto zagłębia się w życiorys tego człowieka. Gok nie miał w życiu łatwo. Nie dość, że jest Chińczykiem, co w białym społeczeństwie samo w sobie często stanowi powód do docinków, to jeszcze jako dziecko był otyły. Sytuacja pogorszyła się, kiedy w okresie dojrzewania stał się w pełni świadomym swojej seksualności gejem. Mieszanka wybuchowa! Już bez czytania autobiografii tego znanego stylisty można się domyśleć, że nie miał łatwego życia z rówieśnikami.
Gok przez to kim i jaki jest musiał borykać się nie tylko z docinkami, ale również z uczuciami wobec samego siebie. Nie potrafił zaakceptować i pokochać siebie samego, a szczególnie swojego ciała, jednak miał marzenia i dużo determinacji, żeby o nie walczyć. Mimo to długo szukał swojego miejsca i możliwości spełniania się w życiu. Pokonał nie tylko otyłość, ale też zmagał się z anoreksją i brakiem tolerancji dla tego kim jest.

Mam wrażenie, że autobiografia Goka Wana jest szczerą opowieścią o przeszłości, zmaganiu się z przeciwnościami losu i dążeniu do realizacji marzeń. Z powyższej historii wyłania się obraz bardzo ciepłego i wrażliwego człowieka, któremu ciężko było uwierzyć w siebie i przełamać pewne bariery. Momentami był również bardzo bezczelny, co przejawiało się w niektórych podejmowanych przez niego działaniach. Jednak to wyszło mu tylko na dobre;). Dzięki autobiografii Goka możemy zajrzeć nieco do jego umysłu i poznać jego obawy, nadzieje i to jak bardzo się zmieniał. Mimo kochającej i wspierającej rodziny miał nawet problem z przyznaniem się rodzicom do swojej orientacji. Chyba to nigdy nie jest łatwe. Sam Gok pisze o tym tak: 
"Coming out to coś, na co nie można się przygotować. Nikt ci tu nic mądrego nie poradzi, bo wyjawienie prawdy rodzicom to doświadczenie przeżywane w wielkiej samotności, bardzo osobiste.  
Tak naprawdę złości mnie, że to w ogóle trzeba robić. Moja siostra nigdy nie  odciągnęła mnie na bok, żeby szepnąć mi w zaufaniu, że jest hetero. Nie musiała ryzykować utraty rodziny, bo zakochała się w jakimś mężczyźnie. To dlaczego geje muszą przez wszystkie lata dorastania przygotowywać się na ryzyko utraty tych, których najbardziej kochają?"
Jak już wspominałam książka Goka Wana jest przepełniona niesamowitym ciepłem i wrażliwością. Autor pokazuje swoją nieznaną dotąd twarz i przekonuje do tego, że warto walczyć o siebie; a przede wszystkim pokochać siebie, bo to punkt wyjściowy do podejmowania odpowiednich decyzji i działań oraz podstawa do szczęśliwego życia. 

Moim zdaniem w "Latach chudych, latach tłustych" Goka Wana wielu z nas odnajdzie cząstkę swoich lęków i zmartwień. Jednak jest to książka, która inspiruje i sprawia, że człowiekowi chce się podjąć walkę o siebie, mimo to, że wydawałoby się, iż się z niej dawno zrezygnowało.

niedziela, 14 grudnia 2014

Domowe sposoby na przeziębienie/chorobę

Dopadł mnie!

Jeden wredny wirus, który rozłożył mnie na łopatki i zmusił do porzucenia weekendowych planów w postaci genialnych warsztatów, które bardzo by mi się przydały:/. Jednak zdrowie ważniejsze i może jakoś to przeboleję. 

Poza braniem leków starałam się sobie jakoś radzić domowymi sposobami. Na pierwszy rzut poszedł...

CZOSNEK
Dlaczego? 

Otóż na stronie: http://www.poradnikzdrowie.pl/ znalazłam informację, że to warzywo ma nam pomóc w zwalczaniu infekcji i hamowaniu rozwoju bakterii. Dodatkowo obniża ciśnienie krwi. 

Poza tym czosnek ma: 
  • chronić przed zawałem i udarem,
  • wspomagać trawienie, (co w moim przypadku jest kolejnym dużym plusem)
  • niszczyć pasożyty z jelit, 
  • działać antynowotworowo,
  • odmładzać (jeżeli chodzi o to podchodziłabym bardzo sceptycznie do tego;)). 
Przypomniałam sobie, że za młodu jadłam kanapki z masłem, czosnkiem, solą i pieprzem. Dlatego też nie mogłam sobie odmówić tych kanapek - szczególnie, że mi bardzo smakowały;) 

Szerzej o działaniu czosnku macie napisane >>>TU<<<

SYROP Z MIODU I CEBULI

Pamiętam, że jak byłam dzieckiem mama robiła syrop z miodu i cebuli. 
Dlatego też pokroiłam cebulę w piórka zalałam miodem w słoiku, który później szczelnie zamknęłam. Jest on podobno sposobem na przeziębienie i kaszel;]. 

Za młodu piłam też miksturę z gorącego mleka, miodu i masła. Czasem dodawało się czosnek. Z czosnkiem było obrzydliwe, ale mleko z dodatkiem miodu i masła całkiem mi smakowało. Dzisiaj nie wiem czy byłabym w stanie to wypić;]. 

Dodatkowo z bloga Zabawa w gotowanie zgapiłam przepis na:

1. Kieszeń z kurczaka z kaszą jaglaną:

2. Bezalkoholowego rozgrzewającego grzańca: 

Dzisiaj już mi nieco lepiej i jestem w stanie zrobić cokolwiek, co wymaga skupienia;]. Mam nadzieję, że się ogarnę w najbliższym czasie już do końca;). Dajcie znać jakie Wy macie domowe sposoby na pozbycie się choróbska;)

~*~

Poza tym u mnie już niebawem recenzja autobiografii Goka Wana. Do tej pory bardzo lubiłam tego gościa, teraz Go podziwiam, że mimo to, że miał pod górkę, to jednak nie bał się walczyć o swoje marzenia...więcej już niebawem;)

sobota, 13 grudnia 2014

P. Pullman "Baśnie braci Grimm dla dorosłych i młodzieży"

Zdjęcie: Wśród Stalowi Czytacze już od dawna toczyły się rozmowy o Baśniach braci Grimm dla dużo starszych odbiorców niż dzieciaczki. Jednak strasznie ciężko było do nich dotrzeć. Natomiast w zeszłym miesiącu nasze fantazje książkowe zostały spełnione w postaci książki "Baśnie braci Grimm dla dorosłych i młodzieży" <3 <3 <3 <3
Własnie czytam i na pewno nie obejdzie się bez recenzji na blogu! Już mogę Wam zdradzić, że chyba zakochałam się od pierwszego wejrzenia...a raczej od pierwszej baśni :D  <3 <3 <3 
Coś mi się wydaje, że będzie to dla mnie jedna z najbardziej ulubionych książek przeczytanych w tym roku!
http://mojportret.blogspot.com/Od jakiegoś czasu coraz bardziej lubię sięgać po książki z elementami magii, baśni itp. Mam wrażenie, że pewne gatunki dopiero odkrywam, a co za tym idzie coraz częściej odbywam niesamowitą podróż do niezwykłych i nieznanych sobie światów, które dodatkowo często niosą za sobą jakiś przekaz. 

Temat "Baśni braci Grimm" już od jakiegoś czasu powracał w rozmowach ze znajomymi. Marzyło nam się, żeby znaleźć te z nich, które nie są uładzone i dostosowane dla dzieci. Wszak podobno ten gatunek wcale nie był przeznaczony dla tej grupy odbiorców lecz miał nieść pewien przekaz i przestrogę dla ludzi. 

Dlatego też w momencie, w którym dowiedziałam się, że mają się ukazać "Baśnie braci Grimm dla dorosłych i młodzieży" pod redakcją Philipa Pullmana wiedziałam, że muszę je zdobyć. Magicznym sposobem znalazły się w moich rękach i najszybciej jak tylko mogłam zabrałam się za ich lekturę. To pozwoliło mi odbyć podróż do mojego dzieciństwa. Pamiętam, że kiedy byłam mała coś przyciągało mnie do tych baśni - jakaś taka tajemnica, niezwykłość i mimo wszystko ich drastyczność, która już wtedy mnie uderzała (mimo to, że wiele z tych baśni znałam w złagodzonej wersji). 

Teraz mogłam zapoznać się z 50 baśniami, które sprawiły, że nie tylko przypomniałam sobie pewne historie, ale odkryłam je na nowo i poznałam kilka innych niesamowitych baśni. 

"Baśnie braci Grimm dla dorosłych i młodzieży" mają w sobie niezwykły klimat, który pozwala nam na oderwanie się od naszej codzienności i zwykłych obowiązków. Poszczególne baśnie nie są zbyt długie, dlatego też spokojnie możemy czytać je nawet w podróży bez obawy, że przeoczymy nasz przystanek. Moim zdaniem dodatkowo stanowią one idealny prezent pod choinkę, gdyż nawet jeżeli ktoś nie czyta dużo te baśnie będą  one mogły zabrać go w sentymentalną podróż do dzieciństwa i pomóc spojrzeć na "Królewnę śnieżkę", "Kopciuszka" i inne baśnie z zupełnie nowej perspektywy. 

czwartek, 11 grudnia 2014

The Strain - krwawa historia o wampirach.

Jakiś czas temu w internetach wpadłam na recenzję książki i serialu zrealizowanego na jej podstawie pt. "Wirus". Zainteresowała mnie ona na tyle, że postanowiłam poszukać serialu, a w pewnym momencie zmaterializowała się u mnie również książka...,której jeszcze nie tknęłam, ale o tym za chwilę. 

Pewnego dnia na lotnisku w Nowym Jorku ląduje samolot, w którym nikt nie daje znaku życia - łącznie z pilotami. Pracownicy lotniska nie potrafią znaleźć przyczyny takiego lądowania samolotu i wzywają na miejsce odpowiednie służby. Wkrótce zostaje odkryta tajemnicza skrzynia, a niezwykły "wirus" zaczyna się rozpowszechniać po mieście, w którym powoli wybucha chaos. 

Musze przyznać, że nie wiedziałam czego się spodziewać po tej historii, ponieważ znałam ją dość powierzchownie z recenzji. Zainteresował mnie motyw wampirów i pewnej aury, która otacza Mistrza. Już po pierwszym odcinku wiedziałam, że obejrzę tą serię do końca. Sama historia może nie jest jakaś bardzo skomplikowana, jednakże trzyma w napięciu, a odbiorca czeka na ciąg dalszy. 

Twórcy tej historii przedstawili odmienne spojrzenie na wampiry, od tego, które jest powszechnie znane. Nie znajdziemy tu istot z kłami, ani wymuskanych stworzeń świecących w słońcu. Jednak te istoty są jak najbardziej krwawe i obrzydliwe. W tejże historii znajdziemy kilka retrospekcji, które nadają więcej jasności fabule oraz przybliżą nam kilka postaci. Jednakże podobno w książce legenda Mistrza jest dużo bardziej zarysowana, a przez to bardziej zrozumiała. Napisałam podobno, bo, jak wspomniałam na początku jeszcze nie sięgnęłam po książkę.

Dlaczego? 

Otóż sceny z filmu mocno działają na wyobraźnie i na długo zostają w pamięci. Poza tym oboje z Rafałem wpadliśmy w taki stan, w jaki wpada się po obejrzeniu/przeczytaniu dobrego horroru. A mianowicie czuliśmy pewien nieokreślony, hmm...niepokój? Jednak mimo to nie potrafiliśmy się zbytnio oderwać od tego serialu dopóki go nie skończyliśmy. Po ostatnim odcinku stwierdziłam, że jak już dostanę książkę w ręce tak szybko jej nie wezmę do rąk. Nie dlatego, że przypuszczam, że jest kiepska, ale chcę odpocząć od obrazów/opisów działających na wyobraźnię. 

Jednak w tej historii będziemy mieli szansę zobaczyć też ludzką walkę ze swoimi słabościami oraz podziwiać siłę miłości i odwagi, która nie pozwala się poddać z siłami, które są dla nas niezrozumiałe. Bo to właśnie miłość często pcha nas do przodu i to ona potrafi generować najwięcej pozytywnych i negatywnych działań w naszym życii. 

Dlatego też jeżeli szukacie historii z dreszczykiem, która trzyma w napięciu to ta jest idealna. Dodatkowo aktualna pora roku jeszcze bardziej wpływa na odbiór treści...

środa, 10 grudnia 2014

Icicles od Yankee Candle

Nie da się ukryć, że zarówno zima, jak i Święta Bożego Narodzenia zbliżają się wielkimi krokami. Wielu z nas zaczęło już wprowadzać się w świąteczny klimat chociażby poprzez ozdabianie domu czy też odpalanie świec, wosków lub olejków zapachowych. Różnorakie pachnidła wróciły również i do moich łask. Aktualnie u mnie od wczoraj czuć w mieszkaniu Icicles od Yankee Candle, który ma być aromatem sosnowych gałęzi pokrytych lodem z nutami cynamonu. 



Jest to zapach, który moim zdaniem z jednej strony jest świeżym i bardzo przyjemnym zapachem, a z drugiej strony czuć w nim tą ostrość i ciepło cynamonu. Zapach jak dla mnie niejednoznaczny, jednak idealnie wpasowuje się w klimat zimy i zbliżających się świąt. Mam nadzieję, że Yankee Candle nie wycofa tego zapachu zbyt szybko, bo zapach jest bardzo ładny i całkiem intensywny

A u Wy co aktualnie palicie? 

Avon, bogaty krem do twarzy z linii Anew Nutri - Advance

Ostatnio bardzo dużo pisałam o książkach, a dość mocno zaniedbałam kosmetyczną część mojego bloga. Może to dlatego, że moja sytuacja wymaga tego, że wydaję kasę tylko na to co niezbędne, a kosmetyków mam w sumie tylko tyle ile mi na prawdę potrzeba. Dlatego też nie za bardzo jest o czym pisać, chociaż będę się starać przeplatać kulturę z urodą;) 

Dzisiaj mam dla Was trochę informacji o bogatym kremie odżywczym z Avon, z serii Anew Nutri - Advence. 

Dostępność: konsultantki Avon,
Cena: 25 zł (w promocji)
Pojemność: 50 ml. 

Już w momencie, kiedy ten krem wszedł do katalogu mnie zainteresował. Uznałam, że w końcu to może być coś z Avonu, co będzie w stanie nawilżyć moją skórę. Zaczęłam go używać jesienią i wtedy był idealny na noc, gdyż jeszcze nie miałam tak bardzo przesuszonej skóry jak teraz, kiedy okres grzewczy jest w pełni. Zatem teraz jest dla mnie idealny również na dzień. 

Jednakże osoby z cerą mieszaną i normalną niekoniecznie będą mogły używać go na dzień, bo jest on dość gęsty i może się w tym przypadku nie sprawdzić. Jednak na noc powinien być jak najbardziej w porządku:).

Słyszałam wiele opinii, że w ogóle seria Anew potrafi uczulić, jednak nie jest to mój pierwszy kosmetyk z tej linii i póki co na razie jestem zadowolona. Jak do tej pory nic mnie nie uczuliło i nie podrażniło oraz nie zapchało. Dlatego mogę z czystym sumieniem polecić ten krem. 

Na Wizażu znalazłam informację, że zarówno ten krem, jak i lżejsza jego wersja zawierają kompleks, w którego skład wchodzi 5 składników:
  • kwasy omega-3, 6 i 9
  • olej migdałowy
  • olej z pestek słonecznika
  • witamina E
  • panthenol (prowitamina B5

Zatem tym bardziej warto się zastanowić nad tym kremem, tym bardziej, że cena w promocji nie jest jakoś wygórowana. 

wtorek, 9 grudnia 2014

George R. R. Martin "Nawałnica mieczy. Stal i śnieg"

 "Nawałnica mieczy. Stal i śnieg" , George R. R. Martin
Gra o tron jest już sagą, o której słyszeli już chyba wszyscy. Aktualnie jestem po lekturze Nawałnicay Mieczy. Stal i śnieg, Georga R.R. Martina, czyli trzeciej części powyższej serii. Fabuła tej powieści rozgrywa się w momencie, w którym Siedem Królestw rozdarła zimna wojna, a zima jest coraz bliżej. Ludzie z Nocnej Straży przygotowują się do spotkania z ludźmi i istotami zza Muru oraz wielkim chłodem, który im towarzyszy. Horda głodnych, dzikich ludzi władających magią nawiedzonego pustkowia szykuje się do inwazji na północ, nad którą władze sprawuje Robb Stark. Tymczasem jego siostry znajdują się w nieciekawym położeniu, gdyż grozi im niebezpieczeństwo i w każdej chwili mogą zginąć. Natomiast za morzem ostatnia z Targaryenów wychowuje smoki, które wyklęły się na pogrzebowym stosie jej męża i zbiera armię, która ma pomóc jej odzyskać królestwo. 

W tym cyklu uwielbiam wszystkie wątki, które mają w sobie nieco magii i tajemnicy. Zatem w momencie, w którym są opisywane wydarzenia na Murze lub za nim, albo wątki dotyczące Matki Smoków, smakuje je dużo bardziej niż inne. Poza tym w tej części wydarzenia w Królewskiej Przystani zaczynają nabierać rumieńców i stają się dla mnie dużo bardziej interesujące niż w poprzednich częściach. W końcu mamy więcej ciekawych intryg i opisów relacji pomiędzy bohaterami. Jednakże w momencie kiedy wydarzenia opisywane są z perspektywy Jamiego, Catelyn lub Aryi, to moje zainteresowanie tym co się dzieje nieco opada. Catelyn bardzo mnie irytuje, chociaż poniekąd rozumiem jej postawę - przeżywa żałobę po mężu i dzieciach oraz martwi się o te, o których nie ma informacji. Poza tym mimo wszystko w pewnych momentach postępuje moim zdaniem nieco irracjonalnie - chociażby w przypadku uwolnienia Jamiego, bo przecież plan wymienienia go na córki nie dość, że jest bardzo ryzykowny. Wiem, wiem - matka posunie się do wszystkiego, żeby tylko uratować własne dzieci, nawet jeżeli istnieje chociażby cień szansy. Jednak chyba w tym przypadku korzyści są mniejsze niż straty spowodowane wypuszczeniem Lannistera. Na pogorszenie się sytuacji w obozie Robba składa się jeszcze jedno wydarzenie, które sprawia, że Freyowie od niego odchodzą, osłabiając możliwości wojskowe Robba. Co to jest pewnie już wiecie, ale nie chcę zdradzać zbyt wielu szczegółów tym, którzy jeszcze jakimś cudem nie znają tej historii. Natomiast wątek Stannisa i Brana jest dla mnie dość neutralny, bo moją małą sympatię (a właściwie jej brak) do tych bohaterów niwelują nieco magiczne elementy i historie w nich zawarte. 

Mimo moich mieszanych uczuć do poszczególnych wątków ta historia ma w sobie coś, co sprawia, że z przyjemnością się do niej wraca. George R.R. Martin po mistrzowsku przeplata wątki i buduje napięcie oraz przenosi nas do niezwykłego świata pełnego barwnych postaci oraz niezwykłych historii. W Nawałnicy mieczy. Śnieg i stal bliżej poznajemy bohaterów. Chociażby Jamiego i Tyriona, bo możemy zajrzeć do ich umysłów - poznać ich myśli, uczucia oraz reakcje na doświadczenia, które zsyła im życie. Dlatego też ta część jest świetnym uzupełnieniem trzeciego sezonu serialu. Podobno w przypadku Gry o tron wydarzenia z serialu coraz bardziej odbiegają od tego co się dzieje w książce. Jeżeli chodzi o tą część, to nie zauważyłam jakichś znacznych różnic. Owszem pewne rzeczy były bardziej rozbudowane, ale dzięki temu to co się dzieje w serialu jest dla nas bardziej zrozumiałe. 

Jak pisałam wcześniej nie wszystkie wątki przypadły mi do gustu. Jednak w książkach Georga R. R. Martina każdy znajdzie coś dla siebie. A cykl Gra o tron ma to do siebie, że uzależnia i nie da się przejść obok kolejnego tomu obojętnie. 

niedziela, 7 grudnia 2014

Garść linków #4

Witajcie, 
przyszedł czas na kolejną część garści linków. 

Na początek zapraszam Was na moje media społecznościowe - będzie mi bardzo miło, jak mnie polubicie i zaobserwujecie:


Blogowe odkrycia: 
Ciekawe linki: 
Ciekawe artykuły:

sobota, 6 grudnia 2014

Pierwszy stosik grudniowy 2014

Mimo wszystko Święty Mikołaj mnie trochę lubi, skoro od początku miesiąca dostałam już 4 książki:)



Są to:
  1. Guillermo Del Toro, Chuck Hogan "Wirus" - z tego co wiem, to nie dla ludzi o wrażliwych sercach i żołądkach;)
  2. Gok Wan "Lata chude, lata tłuste" - uwielbiam tego gościa;)
  3. Konstanty Ildefons Gałczyński "Szarlatanów nikt nie kocha"
  4. Konstanty Ildefons Gałczyński "Portret muzy"
Marzy mi się jeszcze kilka książek, o których wspomniałam w poprzedniej książce, więc św. Mikołaju nie zapominaj o mnie jeszcze w tym miesiącu...proszę;)

A u Was Mikołaj już był?

środa, 3 grudnia 2014

A. Strobel, "Schemat",

  Od zawsze miałam słabość do kryminałów i do tej pory często po nie sięgam – zarówno jeżeli chodzi o filmy, jak również o książki. I mimo to, że często się na nich zawodzę, to jednak mam do nich wracam.
         

            Tym razem mam dla Was kilka słów o „Schemacie” autorstwa Arno Strobela.

         Akcja powieści rozpoczyna się od momentu, w którym młoda dziewczyna otrzymuje tajemniczą przesyłkę z bardzo drastyczną zawartością. Okazuje się, że ktoś skru
pulatnie kopiuje opisane zbrodnie, z jednej, z książek Christoph’a Jahn’a. Sadystyczny morderca obdziera ofiary ze skóry, aby umieszczać na niej fragmenty swojej powieści. Policja zaczyna intensywne śledztwo, a presja jest tym większa, że zostaje porwana córka hamburskiego wydawcy jednej z największej gazet w mieście.

         Pomysł na powieść jest całkiem dobry, jednakże moim zdaniem tylko fragmentami jego wykonanie można nazwać dobrym. Śledztwo jest prowadzone m. in. przez dwoje policjantów (on i ona), którzy na początku nie przepadają za sobą, ale ich relacje z czasem się ocieplają. Podejmują oni rutynowe działania związane ze śledztwem, które jak dla mnie często są zbyt zachowawcze. Jeżeli szukacie mocnych wrażeń i trzymającej w napięciu akcji tu znajdziecie ją tylko fragmentarycznie. Otóż najbardziej ciekawe są te części powieści, które odnoszą się do okrutnych morderstw, bo tylko wtedy coś się dzieje. No i jeszcze na końcu może nam się podnieść poziom adrenaliny we krwi, kiedy to okazuje się, że mordercą jest oczywiście nie tą osoba, którą podejrzewa policja. Dodatkowo postacie w książce są jakieś takie płaskie i niewyraźne, przez co ciężko jest się wgryźć w powieść:/ Cóż...zawody literackie chodzą po ludziach, albo ludzie po zawodach;p. Jednak autorowi trzeba oddać to, że osoba mordercy mimo wszystko zaskakuje...

Zatem moim zdaniem jest to bardzo lekki i niewymagający kryminał, idealny dla tych z Was, którzy chcą przeczytać coś z tego gatunku, ale nie chce im się myśleć i nie chcą zbytnio narazić się na zawał serca, z powodu doznań czytelniczych;p ;]. Czy sięgnę po coś jeszcze tego autora? Nie mówię nie, jednak w tej chwili mam w domu tyle bardziej interesujących książek, że o tym nie myślę. 

poniedziałek, 1 grudnia 2014

Listopad 2014 w zdjęciach

Listopad przeszedł już do historii. Zatem pora na kolejne podsumowanie miesiąca, w zdjęciach. Tym razem nie mam dla Was zbyt wielu zdjęć...mimo to zapraszam:) 


Apokalipsa Koby. Wspomnienia przyjaciela Stalina. - książkowa zmora tego miesiąca, ale warto było sięgnąć!


11.11. - Bieg Niepodległości, o którym pisałam >>>TU<<< 


Zupa czosnkowa. Na początku nie byłam przekonana, ale jednak nie jest taka zła. 



Przesyłka kosmetyczna z początku miesiąca:) - spodziewajcie się kilku recenzji w najbliższym czasie. 


O tej najmniejszej kuli do kąpieli możecie przeczytać >>>TU<<<




Pasta słonecznikowa z pietruszką i suszonymi pomidorami od Zabawa w gotowanie. Pyszna i zaczęłam robić ją sama:) 




Herbatniki miodowe. Może nie wyglądają, ale są pyszne:). Przepis >>>TU<<<




Zima nadchodzi...




...mam nadzieję, że jeszcze chwile jej zejdzie;)




[TAG] Czytelnicze nawyki znajdziecie >>>TU<<&lt;




Oj tak nie ma to tamto grudzień nadchodzi;)


Podziękowania za aktywność...taki miły akcent na początku szkolenia...



..., na którym działy się różne dziwne i przydatne rzeczy;]

Tym czasem przed nami grudzień, a ja już dziś powoli zaczynam robić podsumowania, które dążą do tego, żeby niebawem wziąć los w swoje ręce, a nie tylko opierać się na innych. Zatem grudzień będzie dla mnie miesiącem podsumowań, planów i pierwszych przygotowań do działania. Rok 2015 będzie mój;)