poniedziałek, 27 października 2014

S. Collins "W pierścieniu ognia" kilka słów

Witajcie, 
dzisiaj chciałabym Was zaprosić na kolejną recenzję książki, Ostatnio coraz chętniej sięgam po pozycję z gatunku dystopii typu "Więzień Labiryntu" i "Igrzyska śmierci". Zachęcona początkiem tej drugiej serii zabrałam się za jej drugi tom. A mianowicie "W pierścieniu ognia". 
Niestety musicie mi wybaczyć jakość, bo książkę oddałam do biblioteki zanim zdążyłam zrobić jakieś sensowne zdjęcie. 

W tej części poznajemy losy Katniss i Peety po Głodowych Igrzyskach. Oboje wracają do Dwunastego Dystryktu i zamieszkują w wiosce zwycięzców. Jednak sprawy się komplikują, gdyż władzom nie spodobała się postawa Katniss na Igrzyskach. Bardziej skomplikowane staje się również jej życie osobiste. Katniss trudno jest się odnaleźć we własnych uczuciach, gdyż zdążyła polubić Peetę, ale przecież jest jeszcze jeden bardzo bliski przyjaciel - Gale. Dodatkowo dwójka naszych głównych bohaterów musi wziąć udział w Turnee Zwycięzców, które odbywa się po każdych Igrzyskach. Dlatego też Peeta i Katniss odwiedzają każdy dystrykt, a ta podróż uświadamia im, że ludzie są skłonni zbuntować się przeciw Kapitolowi. 
Dziewczyna nieoczekiwanie staje się symbolem buntu, który niesie powiew zmian i śmierci. 

"W pierścieniu ognia" jest tomem bardzo podobnym do "Igrzysk śmierci", gdyż dwoje trybutów z dwunastki w pewnym momencie wraca na głodowe igrzyska. Jednak tym razem są one niezwykłe, bo w szranki stają zawodowcy z każdego dystryktu. Zatem zamiast roli mentora znów przypada im rola trybutów.

W tej części tak jak i w poprzedniej nie zabraknie emocji. Jednak "W pierścieniu ognia" różni się od poprzedniej części tym, że bliżej poznajemy Katniss. Główna bohaterka staje się bardziej emocjonalna, a dzięki temu bliższa nam (bo bardziej ludzka). Poza tym w Panem budzi się rewolucja, a władza Kapitolu jest coraz bardziej niepewna. W powietrzu czuć, że zaraz coś się wydarzy, bo ludzie są już na skraju wytrzymałości. Jednak kiedy docieramy do ostatniej kropki w książce ze zdziwieniem zauważamy, że autorka zostawia nas z wieloma znakami zapytania w miejscu, w którym chcemy czytać dalej. I w momencie, kiedy nie mamy pod ręką ostatniego tomu tejże trylogii robi się mało przyjemnie:(.

W każdym bądź razie będę zdeterminowana, aby dorwać gdzieś "Kosogłosa" - tym bardziej, że R. już za mną chodzi i mówi mi, żebym się z tym uporała przed premierą...cóż nie wiem jak ja to zrobię z moją książkową kolejką, ale czegóż się nie robi z miłości? 

10 komentarzy:

  1. Czytałam i bardzo mi się podobało :) Też muszę zdążyć przeczytać ostatnią część :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem jak Ty, ale ja nie mam zielonego pojęcia jak ja się wyrobię ze swoją kolejką książkową...ale może jakoś wcisnę tego "Kosogłosa"

      Usuń
  2. wiesz, że będę chciał iść do kina z Tobą na premierę ostatniej części trylogii a znając Twoje "nie obejrzymy tego filmu dopóki nie przeczytam książki" to muszę Cię trochę popędzić z czytaniem

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie trzeba było się wiązać z molem książkowym;]

      Usuń
  3. Mi się bardziej podobała pierwsza część, aczkolwiek ta też dawała radę. Trzecia mnie rozzłościła i zostawiła w poczuciu beznadziejności i z paroma pytaniami.

    OdpowiedzUsuń
  4. Czytałam. Drugi tom podobał mi się, ale szału nie było :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Cała trylogia przypadła mi do gustu. Każdy tom był dobry, chociaż właśnie drugi uważam za najsłabszy.

    OdpowiedzUsuń
  6. Jedna z moich ulubionych trylogii najlepsze jest jak dla mnie zakończenie przy którym beczłam :)

    OdpowiedzUsuń