środa, 6 sierpnia 2014

A. Piecyk, "Matnia", recenzja

Wczoraj zapytałam Was o to na recenzję, której książki macie ochotę po "Matni" i "Starciu królów" i okazało się, że najwięcej głosów było za "Bohaterkami Powstańczej Warszawy" na co po cichu liczyłam;). Tak więc jak tylko skończę II tom "Gry o tron" zabiorę się za powyższą książkę. 

Tymczasem ostatnio obiecałam sobie, że będę więcej sięgać po książki, które nie są popularne i nie należą do nowości. Po tym jak poszperałam w necie jakiś czas trafiłam na "Matnię" Anny Piecyk, którą zainteresował mnie opis wydawcy i okładka niesamowicie przyciągająca wzrok. 

Ta niewielkich rozmiarów książeczka opowiada o tym jaki wpływ może mieć alkohol na życie ludzi - nie tylko na tych uzależnionych od niego, ale również tych, którzy otaczają alkoholika. A w życiu Grażyny, Ryszarda, Agaty, Filipa i Alicji to właśnie od niego wszystko się zaczęło i zdeterminował ich życie.

W "Matni" spotykamy bohaterów w ich najtrudniejszych chwilach: kiedy jako dzieci poznają oddziaływanie alkoholu na rodziców oraz kiedy sami ulegają sile nałogu. Kiedy cierpią i kiedy zaczynają mieć nadzieję. Kiedy ją tracą i znów coś podnosi ich z kolan...

Po tą książeczkę właściwie sięgnęłam głównie dlatego, że tematyką alkoholizmu i DDA bardzo interesowałam się na studiach i byłam ciekawa jak autorka poradzi sobie z tym problemem. To właśnie o DDA była moja praca magisterska i praca zaliczeniowa na studiach podyplomowych, więc sentyment do powyższych zagadnień został mi do dziś. Jednakże to właśnie dlatego jestem bardziej krytyczna w ocenie powyższych zagadnień w książkach, niż ktoś, kto nie zetknął się z fachową wiedzą na ten temat i nie pracował z ludźmi dotkniętymi powyższym problemem.

Anna Piecyk pokazała w swojej powieści coś bardzo ważnego - jak bardzo alkohol może zniszczyć komuś życie i jak może zdeterminować życie osób funkcjonujących wokół alkoholika. Czasem dzieci wychowane w rodzinie z problemem alkoholowym sami wpadają w nałóg, innym razem usiłują sobie jakoś radzić. Jednakże niezmienni alkohol ma na nie wpływ. Osobom mającą minimalną wiedzę na ten temat ciężko jest sobie wyobrazić, w jaki sposób funkcjonuje osoba uzależniona i jej otoczenie, a tu mamy nieco dość wiarygodnych opisów. Mimo to uważam, że wiele rzeczy jest dość przerysowane, co mnie bardzo irytowało. Chociażby Filip. Zaraz po maturze wyprowadza się z domu, z miejsca znajduje mieszkanie i dostaje pracę, która pozwala mu się utrzymać, chociaż nie ma żadnego doświadczenia; a chwilę później odnajduję miłość swojego życia. Być może pani Piecyk chciała pokazać, że zawsze mamy jakiś wybór - możemy się wyprowadzić i usamodzielnić, bo rozwiązania często są na wyciągnięcie ręki. Jednak niestety rzadko kiedy tak jest w prawdziwym życiu. Często demony z przeszłości ścigają nas długie lata, a nasza sytuacja nie pozwala nam się ruszyć z rodzinnego domu. Wiem, bo znam kilka takich historii z reala. Także poleciłabym autorce nieco większy realizm w takich historiach, a co za tym idzie większe przyłożenie się do tematu.

Powyższa powieść wzbudza wiele skrajnych emocji, od irytacji, po współczucie do poszczególnych postaci. "Matnia" ukazuje, że możemy odciąć się od problemu z alkoholem, jeżeli znajdziemy w sobie na tyle siły i odwagi, chociaż w chwili nieuwagi wkrada się on w nasze życie i w efekcie możemy przegapić moment, w którym nim zawładnie. Z usamodzielnianiem się i wychodzeniem z dysfunkcyjnej rodziny nie ma tak łatwo jak w przypadku Filipa, bo często to się wiąże nie tylko z uniezależnieniem się finansowym, ale także emocjonalnym i psychicznym, na co jednak potrzeba dużo więcej czasu, niż w przypadku tegoż chłopaka. Jednakże obraz jego ojca i współuzależnionej matki jest całkiem realistyczny. 

Mimo wszelakich niedociągnięć uważam, że "Matnia" to potrzebna książka - pomimo kilku przerysowanych momentów. Jest ona przestrogą dla tych, nad którymi wisi widmo uzależnienia i nadzieją dla tych, którzy chcą się od niego uwolnić. Dodatkowo jest napisana prostym językiem, który sprawia, że człowiek pochłania tą historię w jeden wieczór... 

3 komentarze:

  1. No z tym Filipem to rzeczywiście babka przesadziła, trudno uwierzyć w taki fart.
    Książka brzmi trochę przygnębiająco, od czasów powieści o narkomance (tytułu nie pamiętam) wole unikać książek o uzależnieniach, bo irytowały mnie huśtawki emocjonalne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nom, ten Filip mnie bardzo irytował, bo był mało realny i Piecyk wykreowała go niemalże na jakiegoś suberbohatera.

      A ja po książki tego typu lubię sięgać co jakiś czas, ale nie za często.

      Usuń
  2. Czytałam ja dość dawno, jużz jakiś rok temu, mało pamiętam z niej już, ale śmiało mogę powiedzieć, ze była dobra i warta przeczytania, wiec jak najbardziej polecam :)

    OdpowiedzUsuń