czwartek, 26 czerwca 2014

"Nielegalni" V. V. Severski, kilka słów

Nie potrafię skończyć książki, która mi nie podchodzi. Wiem, że niektórzy z Was pewnie mają odwrotnie, chociażby dlatego, że nie lubią mieć na swoim kącie niedoczytanych książek. I ja czasem doczytuje niefortunnie wybrane książki, jednakże muszę być do niej chociaż odrobinę przekonania...

Ale od początku.

"Nielegalni" Vincenta V. Severskiego to książka, o której było swego czasu dość głośno na blogach, na których zbierała pozytywne recenzje. I w sumie nie dziwię się, bo może ona przypaść do gustu wielu czytelnikom. 

Otóż oficer polskiego wywiadu, pracujący za granicami polski, pod przybraną tożsamością, napisał pod pseudonimem trylogię. W pierwszej części serii autor odsłania warsztat pracy służb szpiegowskich w różnych krajach świata. Akcja powieści rozgrywa się współcześnie w Polsce, Szwecji, Rosji, na Białorusi i Ukrainie, a autor w fabułę wplata epizody historyczne z czasów II wojny światowej oraz wiele współczesnych wątków politycznych oraz z osobami z życia publicznego. 

Pisarz odkrywa tajemnice stosunków polsko - rosyjskich, sięgając do lat 40. XX w. oraz nieznanych wątków katyńskich i dokumentów IPN. Nawiązuje do współczesności, odsłaniając kulisy obejmowania władzy w Polsce przez prawicę.  Tropi również polskiego łącznika Al-Kaidy i pokazuje metody działania szwedzkich służb specjalnych. 

Bohaterami powieści są tak zwani nielegałowie, którzy są supertajnymi szpiegami, którzy posługują się za granicą nową tożsamością i dorobioną "legendą".

Konrad wraca do Warszawy po zakończonej fiaskiem misji na Bliskim Wschodzie. Ponownie nie udało mu się dopaść "Karola" vel Safira as-Salama - polskiego odszczepieńca i łącznika Al - Kaidy. W gabinecie prezesa IPN zjawia się profesor Barda i twierdzi, że ma dokumenty, które rzucają nowe światło na zbrodnie katyńską.  Dodatkowo w Polsce stanowisko prezydenta sprawuje St. ZIeliński, lecz faktyczna władza spoczywa w rękach szefa jego kancelarii - człowieka o mało reprezentacyjnej aparycji, jednak cieszącego się poparciem konserwatywnego elektoratu. Niejaki Hans Jorgensen szuka w szwedzkiej prasie na pozór niewinnych ogłoszeń, z których odszyfrowuje zakodowane informacje. Natomiast pułkownik Stiepanowicz z mińskiego KGB pada ofiarą napadu i zostaje zamordowany. 

Wszystkie na pierwszy rzut oka odległe od siebie wątki, postacie, miejsca i wydarzenia mają łączyć się w niezwykłą i precyzyjnie skonstruowaną fabułę, tworząc wciągającą historię o wyjątkowej mocy.

A więc...

Kiedy sięgnęłam po tą książkę byłam bardzo podekscytowana czekającą mnie historią, która jawiła mi się jako niezwykle wciągająca opowieść, od której zapewne nie będę mogła się oderwać. Jednak już przy pierwszych 100 stronach czułam, że coś jest nie tak. Otóż mnogość wątków sprawiała, że musiałam bardzo się skupić, żeby się nie pogubić. Jednakże pomyślałam, że dam szansę tej powieści, bo może być tak, że wszystko się rozkręci i później będzie tylko łatwiej. Jednakże naprzemienność opisywanych wątków sprawiła, że mimo to, iż faktycznie było nieco łatwiej, to i tak nie było lekko. Miałam nadzieję, że poszczególne motywy zaczną się posuwać na przód i bardziej wciągać, ale bardzo się myliłam. Odnosiłam wrażenie, że fabuła niemalże stoi w miejscu. Dlatego też postanowiłam przestać się męczyć i zaprzestałam czytania krótko po tym jak przebrnęłam przez dwieście kilka stron... Cóż, nikt nie powiedział, że ta książka każdemu musi przypaść do gustu. 

6 komentarzy:

  1. mam spore zaległości w lekturze a tego autora w ogóle nie znam.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ostatnio też czytałam książkę, która jest zachwalana przez innych i ma masę pozytywnych recenzji, a ja przez nią ledwo co przebrnęłam, żeby było ciekawiej jest to kryminał o agentach wywiadu więc chyba coś podobnego do "Nielegalnych". Tego typu literatura niestety mi nie podchodzi

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie słyszałam o tej książce, ale nie żałuję bo to nie moje klimaty ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Wyznaje zasadę, że czytanie ma sprawiać przyjemność i/lub rozwijać intelektualnie. Jeżeli książka mnie nie bawi a głębszych treści również z niej nie wyciągam to rzucam w kąt. Tyle jest książek do czytania, ze nie mam zamiaru marnować czasu na coś co mnie nudzi. A strasznie zawiłych historii z tysiącem wątków nie lubię, zawsze się pogubię.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to myślimy tak samo pod tym kątem, chociaż jak książka jest krótka to jeszcze się jakoś zmuszę do jej doczytania. Jednak zdecydowanie wolę te historie, które mi się podobają.

      Usuń