piątek, 21 marca 2014

E. E. Schmitt, "Tajemnica pani Ming"

Eric Emmanuel Schmitt towarzyszy mi już od dobrych kilku lat i po jego książki sięgam regularnie, aczkolwiek nie z jakąś nadmierną częstotliwością. Zatem tylko kiedy "Tajemnica pani Ming" trafi w moje ręce było tylko kwestią czasu. Będąc w tym tygodniu w bibliotece i już kończąc swój "obchód" między regałami zerknęłam jeszcze od niechcenia na dział z literaturą francuską pod S, chcąc sprawdzić co jest z książek wyżej wspomnianego autora. Nawet nie wyobrażacie sobie jakże się zdziwiłam kiedy trafiłam własnie na "Tajemnicę pani Ming". 


Jeszcze nie tak dawno w wielu miejscach napotykałam się na recenzje tej powieści i jak już wspomniałam, wiedziałam, że to tylko kwestia czasu zanim sięgnę po tą książkę, dlatego też bez wahania po nią sięgnęłam. 

Tym razem Schmitt snuje opowieść, o serdecznej i mądrej kobiecie, która uwielbia opowiadać o swoich dzieciach. Wydaje się, że liczna rodzina jest jej całym światem. Ta niepozorna kobieta bardzo fascynuje głównego bohatera, który jest przyjezdnym z Europy i co jakiś czas odwiedzającym współczesne Chiny. Wiedziony ciekawością chce odkryć sekret pani Ming i dowiedzieć się, co kobieta skrywa za fasadą swoich poruszających, chociaż niewiarygodnych opowieści.

Autor ponownie zabiera nas do świata, który skrywa najskrytsze tajemnice ludzkiej duszy i ludzkiego serca, w niezwykły sposób odmalowując emocje, o których bardzo trudno jest mówić. Jednakże tym razem miałam wrażenie, że tą historię pisarz pisał nieco na siłę - a przynajmniej miał słabsze momenty podczas pisania, ponieważ niektóre fragmenty ewidentnie nie były zbyt dobre i odrobinę zalatywały kiczem (przynajmniej dla mnie). W pierwszej połowie książki miałam bardzo ambiwalentne uczucia do tej historii. Na szczęście w jej drugiej połowie Schmitt, znów przypominał mi Schmitta z moich ulubionych jego powieści. 

"Tajemnica pani Ming" to kolejna magiczna opowieść o odnajdywaniu swojej osobowości; odpowiedzi na dręczące pytania oraz błądzeniu i odnajdywaniu się, a także o niezwykłych relacjach między matką i córką oraz ich wzajemnym oddaniu. 

Mimo to, że powyższa powieść nie jest najlepszą książką Schmitta, to nie przeszkodziło mi to w pochłonięciu jej za jednym zamachem. Niewątpliwie jest w niej coś magicznego, coś co sprawiło, że doszłam do pewnych wniosków, których się po sobie nie spodziewałam...

8 komentarzy:

  1. W mojej bibliotece nie mogę trafić na tego autora :( muszę znaleźć inny sposób na przeczytanie jakiejś jego powieści.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U to kiepsko...na szczęście u nas jest całkiem ok jeżeli chodzi o Schmitta;)

      Usuń
  2. Również lubię od czasu do czasu sięgnąć po jakąś książkę Schmitta. Tej jeszcze nie czytałam i nie widziałam jej w bibliotece, ale może warto rozejrzeć się lepiej. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z nią to może być jeszcze różnie, bo niedawno wyszła, ale u mnie była, więc u ciebie w bibliotece też może być;]

      Usuń
  3. Ja mam Małżeństwo we troje czeka na przeczytania,ale może za jakiś czas oczy mi odmawiają posłuszeństwa przy czytaniu a okulista za m-ąc i może okulary dostanę do czytania i przed kompa . Muszę i nabić ta książkę Tajemnice panny Ming:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja mam tak, że teraz bez okularów ani rusz, bo inaczej świat mi się rozmazuje;]

      Usuń
    2. Czytanie książek wychodzi nam" oczami":),ale ja na odwyku wytrzymałam 1cały dzień!!!!wczoraj trochę już czytałam Schmitta ( w tajemnicy przed mężem by nie złościł się:P )miałam poczekac do wizyty u okulisty.

      Usuń
    3. No w sumie trochę w tym racji. Ja jak nie poczytam chociaż trochę w ciągu dnia to chodzę zła;]

      Usuń