niedziela, 30 marca 2014

#12 Tydzień w zdjęciach

Witajcie, 
w zeszłym tygodniu zaniedbałam tydzień w zdjęciach na rzecz pochwalenia się prezentami urodzinowymi. Tym razem postanowiłam wrócić do cotygodniowego cyklu. Jednak dzisiaj te zdjęcia nie będą ułożone chronologicznie, bo nie pomyślałam, żeby je układać na bieżąco, a teraz nie chce mi się myśleć, które zdjęcie było najpierw;) 


Forsycje - uwielbiam te kwiaty, bo zapowiadają wiosnę, a poza tym kwitną w tej jej fazie, którą lubię najbardziej:)


Moja bazylia podparta pędzelkiem;D


Nowe doświadczenie alkoholowe...


...i zielone pierogi;)


Lektura na najbliższe dni...


...i mnóstwo innych w kolejce...doprawdy nie wiem, kiedy ja to przeczytam;] 


I moja nowa kawowa miłość:D


Wczoraj zrobiłam bułeczki drożdżowe z czekoladą w środku i trochę mi nie wyszły pod względem wizualnym, aczkolwiek Rafał jak je zobaczył to stwierdził, że wyglądają bardzo seksownie, chwycił jedną i stwierdził, że za mało ich zrobiłam i koniecznie je muszę zrobić w najbliższym czasie;]. 


Po kościele dłuugi spacer i lody miętowo czekoladowe...pierwsze w tym roku;). A teraz obiad na palnikach i całkiem przyjemna leniwa reszta dnia;). Zatem i Wam życzę przyjemnego popołudnia;)

piątek, 28 marca 2014

Ogłoszenia parafialne;)

Witajcie, 
o swoje poczucie własnej wartości często musimy walczyć i nad nim pracować. Niestety świat to często mało przyjazne miejsce, w którym musimy o wszystko walczyć i przepychać się łokciami - tym bardziej jeżeli odbiegasz od normy, jesteś często skazany na wykluczenie. Ja poniekąd kimś takim jestem - kimś kto nie mieści się w normach, bo ma nadwagę. Ci z Was, którzy mają ten sam problem co ja dobrze wiedzą co to oznacza - jeżeli chodzi o gimnazjum, to często owo wspomniane wykluczenie wiąże się z wyzwiskami i wyśmiewaniem, a w dorosłym życiu jeszcze bardziej trafia do nas, że zakupy odzieżowe w sieciówkach nie są dla nas. 

Dlatego też postanowiłam zmierzyć się z tematem i pisać o tym jak pracować nad własną samooceną, polecać Wam sklepy, z których sama korzystam, pisać o tym co sama robię, żeby czuć się ze sobą lepiej i może nawet wrzucę kilka strojów dnia (chociaż nad tym ostatnim się waham, ale jeżeli bardzo będziecie chcieli to się przełamię, dopadnę jakiegoś fotografa amatora i zrobię to dla Was;)). 

Poza tym zastanawiam się nad założeniem kanału na You Tube, ale z tym mam kilka problemów:
  • za bardzo nie mam czym nagrywać:/,
  • na nagraniach zwykle brzmię jak chora:(,
  • mam wrażenie, że ciężko będzie mi się przełamać...
Jestem ciekawa Waszego zdania szczególnie o tym cyklu o samoocenie, więc dajcie znać;)

Tymczasem muszę Wam powiedzieć, że Rafał wczoraj wyciągnął mnie na niemalże dwógodzinny spacer, z którego już po chwili chciałam wrócić, a po kilku chwilach obudziły się we mnie mordercze instynkty;]. 

Dlaczego? 

  1. Zabrał mnie na koniec świata
  2. Bardzo padało...
Ale udało mi się zrobić kilka zdjęć;]


 Na zdjęciach może tego nie widać, ale wczoraj na prawdę było paskudnie:(



Ale przynajmniej się dotleniłam;].

czwartek, 27 marca 2014

L. Scottoline, "Nie odchodź" recenzja

Witajcie, 
zanim wprowadzę kącik językowy (co planuję na jutro lub sobotę) mam dla Was recenzję książki, która bardzo długo czekała na swoją kolej. Ostatnio skończyłam czytać Nie odchodź autorstwa L. Scottoline - powieść podejmującą temat samotnego ojcostwa, który nie jest często podejmowany w literaturze.

Mike Scanlon - lekarz odbywający służbę w Afganistanie bardzo tęskni za pozostawioną w kraju żoną i nowonarodzoną córeczką. Jednakże, pewnego dnia otrzymuje wiadomość o śmierci małżonki, która jest dla niego bardzo wstrząsająca. Z upływem czasu dowiaduje się o swojej żonie nowych informacji, które sprawiają, że zaczyna zastanawiać się nad tym na ile i czy w ogóle zna swoją żonę oraz...samego siebie. Mike musi również skonfrontować się z sytuacją, w której ma zdecydować czy i na ile jest w stanie zaopiekować się dzieckiem, które traktuje go jak obcego człowieka. Dodatkowo musi uporać się ze swoim stanem psychicznym wynikającym z doświadczeń wojennych oraz utraty ręki. Dlatego też jak się domyślacie Mike’a czeka bardzo trudna walka i kto wie czy nie najważniejsza w jego życiu...

Sięgając po tą książkę miałam nadzieję, że dostanę do ręki historię, która poruszy mnie równie mocno jak Tańcząc na rozbitym szkle czy też Dopóki cię nie zdobędę, które również podejmują trudny temat rodzicielstwa, które musi zmierzyć się z trudnymi doświadczeniami. Wyżej wspomniane powieści będę pamiętać jeszcze długo. Jednakże moje oczekiwania w stosunku do Nie odchodź chyba były zbyt wysokie, bo bardzo się rozczarowałam, ponieważ  dostałam do ręki książkę, która wprawdzie daje do myślenia, ale nie wstrząsa tak bardzo jak wcześniej wspomniane przeze mnie historie. 

W Nie odchodź poznajemy głównego bohatera jako człowieka honoru, który stara się być w porządku wobec wartości, które reprezentuje oraz wobec innych ludzi, jednakże w obliczu ciężkich doświadczeń musi zmierzyć się ze swoimi słabościami oraz trudnościami, które spotyka walcząc nie tylko o siebie, ale także o odzyskanie swojej córeczki oraz o utraconą dumę. Autorka chciała pokazać Mike’a po prostu jako człowieka – razem z jego odwagą, hartem ducha, jak również z wadami i słabościami, które kryją się w każdym z nas. Mimo dramatycznych doświadczeń, które spotykają głównego bohatera jego sytuacja mnie nie wzruszyła, ani nie wywołała emocji poza irytacją i politowaniem dla niego. Jakoś nie umiałam dojrzeć w nim postaci z jajami, która mimo swoich słabości robi wszystko, żeby zmierzyć się z sytuacją. To właśnie jest najgorszą wadą w Nie odchodź - brak tego czegoś, co sprawia, że czytelnik wstrzymuje oddech, płacze ze wzruszenia, lub po prostu zostaje zaskakiwany. A szkoda, bo ta historia naprawdę ma duży potencjał!

Posdumowując:

L. Scottoline serwuje nam tak naprawdę bardzo przewidywalną historię, która mimo to, że podejmuje trudny temat nie porywa tak jak chociażby te powieści, o których wspomniałam na początku. Niemniej jednak Nie odchodź  mimo wszystko skłania do myślenia i może spowodować, że wielu rodziców docenia to życie, które ma. Nie mogę jednoznacznie powiedzieć, że ta książka jest zła lub dobra. Dla mnie jest po prostu przeciętna i z tego powodu czuję się zawiedziona, bo spodziewałam się czegoś dużo lepszego, co wstrząśnie mną do reszty...może niepotrzebnie podchodziłam do tej powieści z wysokimi oczekiwaniami?



wtorek, 25 marca 2014

Baikal Herbals, odżywczy krem na noc dla cery suchej i wrażliwej

W mojej codziennej pielęgnacji ostatnio znalazło się dużo rosyjskich kosmetyków. Jednym z nich jest odżywczy krem na noc z Baikal Herbals do skóry suchej i wrażliwej, który kupiłam w sklepie http://prostoznatury.com.pl/ za 21 zł, czyli w dość przystępnej cenie.

Baikal Herbals, odżywczy krem na noc do skóry suchej i wrażliwej. 

Odżywczy krem na noc z Baikal Herbals ma być produktem o wysokiej zawartości biologicznie aktywnych ekstraktów z ziół bajkalskich. Kosmetyk ten ma eliminować uczucie napięcia, intensywnie odżywiać i nawilżać, jak również likwidować suchość skóry nadmierne łuszczenie i pobudzać regeneracje komórek skóry. Z informacji na opakowaniu dowiadujemy się również, że ten krem ma też za zadanie przywrócić prawidłową równowagę skóry i likwidować objawy zmęczenia, zapewniać uczucie komfortu oraz odpowiednie nawilżenie. 

Na stronie sklepu znalazłam również Prosto z natury znalazłam również wykaz wspomnianych wyżej aktywnych składników, do których zaliczają się:
  • Miodulka Leśna, mająca nasycić skórę wilgocią oraz usunąć suchość i szorstkość skóry, 
  • Rokitnik zawierający witaminy i substancje odżywcze, który ma sprzyjać odnowie komórek skóry, 
  • Herbata Mongolska zmiękczająca i uspokajająca skórę oraz dodająca jej gładkości i elastyczności, 
  • Organiczny olej z szałwii działający oczyszczająco, przeciwzapalnie, ściągająco przy rozszerzonych porach oraz odkażająco w przypadku podrażnień skóry oraz trudno gojących się ran, 
  • Organiczny wyciąg ze ślazu dzikiego mający działanie regenerujące i przeciwzapalne, 
  • Masło shea działające ochronnie i nawilżająco, przywracające skórze elastyczność i sprężystość oraz łagodzące podrażnienia i działające przeciwzapalnie. Dodatkowo wspomaga ochronę przed promieniami UV

Czytając powyższą listę możemy mieć wrażenie, że dostaniemy do ręki silnie odżywczy krem, którego konsystencja będzie gęsta i może nieco topornie rozprowadzać się na twarzy. Nic bardziej mylnego. Produkt jest zadziwiająco lekki i bardzo szybko się wchłania, jednakże pozostawia odżywioną i lekko nawilżoną skórę. Nie wiem jak Wy, ale mam wrażenie, że i tym razem producent tegoż kosmetyku stara się nam przedstawić swój produkt jako coś wielofunkjonalnego, co ma nie tylko poprawić stan naszej skóry poprzez nawilżenie i regenerację, ale też m.in. ją złuszczyć i zadbać o to, żeby była bardziej gładka i elastyczna. Nie wiem na ile ten krem złuszczył moją skórę, bo w sumie od tego mam peeling, ale nie mogę zaprzeczyć, że moja skóra jest nieco bardziej gładka i przyjemna w dotyku. Rano moja skóra nadal była przyjemnie nawilżona i odżywiona. Jeżeli chodzi o podrażnienia i działanie przeciwzapalne czy oczyszczające to też się nie wypowiem, bo to załatwia mi w dużej mierze demakijaż, mycie i peeling twarzy, więc uważam, że to oczyszczanie skóry przez krem jest tu czymś na wyrost, ale takie paradoksy jak widać się zdarzają. 

Myślę, że ten krem niewątpliwie przyczynił się do poprawy stanu mojej skóry, ale nie mogę zaprzeczyć, że staram się regularnie dbać o swoją skórę dbając o nią zarówno wieczorem jak i rano. Co za tym idzie myślę, że poprawa stanu mojej skóry to wynik kompleksowego działania na nią nie tylko kosmetykami, ale także większa uwaga na to jak się odżywiam. 

Reasumując
Dostałam do ręki całkiem dobry produkt, który zadbał o moją skórę tak jak oczekiwałam czyli przede wszystkim nawilżał ją i odżywiał. Dodatkowo nie podrażniał i nie uczulał, co przy mojej skórze nie jest trudne. Myślę, że do niego wrócę, ale zanim to zrobię pewnie wypróbuję jeszcze kilka kremów na noc...jeden jego zamiennik czeka na swoją kolej w szafce w łazience;) Jednakże mam wrażenie, że działanie odżywczego kremu z Baikal Herbarls nie jest na początku takie oczywiste jakby to mogło wynikać z opisu producenta. Dlatego też warto zostać z nim na dłużej i dokładniej się mu przyjrzę, co mam nadzieję zrobię w (mimo wszystko) niedalekiej przyszłości. 

A Wy znacie już ten krem, albo inny produkt z Baikal Herbals? Jestem ciekawa Waszej opinii;)

poniedziałek, 24 marca 2014

Ciocią być...

Witajcie, 

dzisiaj planowałam podzielić się garścią wspomnień dotyczących mojego siostrzeńca, ale wolałabym na razie to odłożyć i np. najpierw przedyskutować tą notkę chociażby z siostrą. Dlatego też dzisiaj chciałabym Wam napisać o tym jak wyobrażam sobie rolę cioci. 

Otóż mam tylko jedną siostrę rodzoną, więc co za tym idzie na składzie mam na razie jednego siostrzeńca, którego jestem przy okazji matką chrzestną. W sumie obie role są bardzo ważne, a ja sama mam poczucie, że powinnam jakoś uczestniczyć w życiu młodego. 

Opieka 

Kiedy wróciłam z Brukseli, a młody był jeszcze młodszy, a moja siostra jeszcze studiowała, Karolek spędzał ze mną trochę czasu, kiedy nie miał kto się nim zająć. Akurat byłam na tyle dostępna, że mogłam w tym pomóc;). Kiedy odwiedzam moją siostrę i rodziców zawsze spędzam trochę czasu z małym i jakiś czas temu z cioci Naki ewoluowałam w ciocię Natalkę;). 

Co chcę wnieść do wychowania?


Rzeczą, do której chciałabym przyłożyć rękę jest szczególnie wyrobienie nawyku czytania książek. Z tego co zauważyłam to Karolkowi czyta szczególnie jego tato (a mój szwagier), ale i od ciotki zdarza mu się dostać książkę, chociaż mi czytanie młodemu nie wychodzi już tak dobrze jak szwagrowi. Zobaczymy z czasem na co będę mogła się przydać. Póki co w znacznej mierze ograniczam się do...

Zabawy

Młody często rozwala mnie na łopatki, w momentach, w których podchodzi do innych członków rodziny, albo próbuje wyjaśnić/pokazać o jaką zabawę mu chodzi i nikt nie załapuje, a np. bawił się w określony sposób wcześniej ze mną. Dlatego też, kiedy podchodzi do mnie i zawsze w miarę jasny sposób sygnalizuje o co mu chodzi. Tak np. kiedy chowa się za pudłami i np. mówi o gdzie ten Karolek lub też o nie ma Karolka, czy coś w tym stylu,  to wiem, że mam siąść na fotelu naprzeciwko pudeł i mówić o gdzie się schował ten Karolek, nie ma Karolka i ciocia będzie płakać (przy czym udaję, że płaczę). W tym momencie młody wychodzi, a ja wtedy mówię o wyszedł Karolek i rozkładam ręce, a wtedy on do mnie biegnie i się przytula (czasem jeszcze go delikatnie podrzucam i wtedy ma niesamowitą radochę). Ostatnio jak byłam u rodziny to bardzo długo tak się ze mną bawił;p. Oczywiście w grę wchodzą jeszcze inne zajęcia jak np. wyłudzanie od ciotki oglądania zdjęć na telefonie, oglądanie książek czy ganianie się po całym domu itd. 

Jednakże co się okazuje wujek Rafał też ma tu swój udział, tutaj np, w grę wchodzi zabawa samochodzikami, przeglądanie zdjęć i książek;]. Swoją drogą kiedy raz ważyłam się przyjechać bez wujka Rafała młody przywitał mnie tekstem A gdzie wujek Jafał? 

To tylko mały skrawek tego jak to jest być ciocią, ale nie sądziłam, że to może być tak fajne;)

A i swoją drogą drogą do serca mojego siostrzeńca jest...


I tak sobie myślę, że tym ostatecznie Rafał przełamał lody w relacjach z Karolkiem. Cóż...mam nadzieję, że ciotka nie pójdzie tak zupełnie w odstawkę;). Na razie mój wkład w wychowanie małego może nie jest zbyt duży, chociażby z racji odległości, ale ciekawa jestem jak to będzie dalej i mam nadzieję, że już zawszę będę w jakiś sposób obecna w życiu mojego siostrzeńca. 

sobota, 22 marca 2014

Urodzinowo:), prezenty - w tym urodzinowy stosik;]

Witajcie w tym niezwykłym dla mnie dniu. Dzisiaj o 11:35 minął kolejny rok mojego życia. Dzień przywitałam w podłym humorze, bo niestety coś się do mnie dobiera i tym czymś niestety nie jest Rafał;/. 

Jednakże dzisiaj chciałabym się wam pochwalić tym co dostałam od bliskich na urodziny, żeby Was nie zanudzać pokarzę Wam tylko część prezentów, które reprezentują daną grupę, bo wierzę, że nie wszystkich musi interesować jakie konkretnie bluzki dostałam (chociaż jak jest inaczej to dajcie znać, a nadrobię to chociażby jutro w tygodniu w zdjęciach;]). 

 Książki, które już od dawna chciałam mieć. Od góry:

  1. Arthur Conan Doyle "Znak czterech",
  2. Charlotte Link, "Obserwator"
  3. Maria Stepnova "Kobiety łazarza"
  4. Salman Rushdie "Szatańskie wersety"


 W końcu dorobiłam się swojej drukarki;) Dzięki Mamie:)


Ubrania. Tą bluzkę i sweterek dostałam od Rafała, ale jeszcze Mama kupiła mi bluzę, a za pieniądze od Babci dokupiłam sobie dwie bluzki. To niesamowite - znalazłam w swoim mieście miejsca z ciuchami w moich rozmiarach!


 Buty. Moje Nike niemalże trzymają się już tylko na słowo honoru (chociaż przechodziłam w nich jakieś 3 lata i wiele ze mną przeszły) i Mama (znowu!;)) się nade mną zlitowała i zafundowała buty z okazji urodzin:D


Kosmetyki. Najbardziej ucieszyłam się z wody toaletowej C-Thru Blooming, bo nie dość, że jest to zapach na teraz to w rozmiarze, który zmieści mi się do torebki. Dodatkowo z kosmetyków dostałam jeszcze dwa produkty do pielęgnacji włosów. 

Muszę przyznać, że nie spodziewałam się, aż tylu prezentów i to aż takich! Na prawdę z każdego się ucieszyłam, bo każdy sprawił mi przyjemność i jak najbardziej się przyda;]. Tymczasem 30stka zbliża się nieuchronnie i jest już bliżej niż dalej...jeszcze 2 lata;]. 

piątek, 21 marca 2014

E. E. Schmitt, "Tajemnica pani Ming"

Eric Emmanuel Schmitt towarzyszy mi już od dobrych kilku lat i po jego książki sięgam regularnie, aczkolwiek nie z jakąś nadmierną częstotliwością. Zatem tylko kiedy "Tajemnica pani Ming" trafi w moje ręce było tylko kwestią czasu. Będąc w tym tygodniu w bibliotece i już kończąc swój "obchód" między regałami zerknęłam jeszcze od niechcenia na dział z literaturą francuską pod S, chcąc sprawdzić co jest z książek wyżej wspomnianego autora. Nawet nie wyobrażacie sobie jakże się zdziwiłam kiedy trafiłam własnie na "Tajemnicę pani Ming". 


Jeszcze nie tak dawno w wielu miejscach napotykałam się na recenzje tej powieści i jak już wspomniałam, wiedziałam, że to tylko kwestia czasu zanim sięgnę po tą książkę, dlatego też bez wahania po nią sięgnęłam. 

Tym razem Schmitt snuje opowieść, o serdecznej i mądrej kobiecie, która uwielbia opowiadać o swoich dzieciach. Wydaje się, że liczna rodzina jest jej całym światem. Ta niepozorna kobieta bardzo fascynuje głównego bohatera, który jest przyjezdnym z Europy i co jakiś czas odwiedzającym współczesne Chiny. Wiedziony ciekawością chce odkryć sekret pani Ming i dowiedzieć się, co kobieta skrywa za fasadą swoich poruszających, chociaż niewiarygodnych opowieści.

Autor ponownie zabiera nas do świata, który skrywa najskrytsze tajemnice ludzkiej duszy i ludzkiego serca, w niezwykły sposób odmalowując emocje, o których bardzo trudno jest mówić. Jednakże tym razem miałam wrażenie, że tą historię pisarz pisał nieco na siłę - a przynajmniej miał słabsze momenty podczas pisania, ponieważ niektóre fragmenty ewidentnie nie były zbyt dobre i odrobinę zalatywały kiczem (przynajmniej dla mnie). W pierwszej połowie książki miałam bardzo ambiwalentne uczucia do tej historii. Na szczęście w jej drugiej połowie Schmitt, znów przypominał mi Schmitta z moich ulubionych jego powieści. 

"Tajemnica pani Ming" to kolejna magiczna opowieść o odnajdywaniu swojej osobowości; odpowiedzi na dręczące pytania oraz błądzeniu i odnajdywaniu się, a także o niezwykłych relacjach między matką i córką oraz ich wzajemnym oddaniu. 

Mimo to, że powyższa powieść nie jest najlepszą książką Schmitta, to nie przeszkodziło mi to w pochłonięciu jej za jednym zamachem. Niewątpliwie jest w niej coś magicznego, coś co sprawiło, że doszłam do pewnych wniosków, których się po sobie nie spodziewałam...

środa, 19 marca 2014

Ch. Link, "Grzech aniołów" - recenzja

Długo wzbraniałam się przed sięgnięciem po którąś z powieści Charlotte Link. Myślę, że wynikało to głównie z tego, że swego czasu niemalże nawet z lodówki wyskakiwały recenzje "Obserwatora" jej autorstwa. Bałam się, ze znów trafię na przereklamowane powieści tak jak to było chociażby w przypadki książek Dana Browna. Jednakże któregoś dnia robiąc zakupy w jednym z supermarketów zobaczyłam na półkach z książkami "Grzech aniołów", który kusił mnie bardzo długo. W końcu dzięki Rafałowi ta powieść zagościła w mojej domowej biblioteczce. 

Charlotte Link, Grzech aniołów
Maxymilian ostatnie kilka lat spędził w klinice psychiatrycznej. Jego ojciec, wzbrania się przed przyjęciem go z powrotem na łono rodziny po opuszczeniu kliniki, a zrozpaczona matka wyjeżdża do Londynu i rzuca się w ramiona swojego kochanka z lat młodości. W pewnym momencie dociera do niej wiadomość, że Mario - brat bliźniak Maxymiliana, wyjechał razem ze swoją dziewczyną do Prowansji na urlop. Po otrzymaniu tej wiadomości Janet na łeb na szyję wyrusza za synem i jego ukochaną. Jaką tajemnice skrywa rodzina i dlaczego Janet wpadła w panikę po otrzymaniu wiadomości o wyjeździe syna? Co ukrywa Janet i jej synowie, i jaki wpływ na zachowania i wybory członków rodziny będą miały wydarzenia z przeszłości?

Na tle niespiesznie rozwijającej się fabuły widzimy, z jak trudną sytuacją zmaga się rodzina. Ojciec - który nie radzi sobie ze zdradą żony i chorobą syna; matka, która tak jak umie usiłuje pomóc synowi (co nie znaczy, że jej matczyna logika jest właściwa i nie jest brzemienna w negatywne skutki dla wielu osób) i bliźniacy, którzy są w stanie zrobić dla siebie nawzajem niemalże wszystko. W powieści postacie nie są zbyt rozbudowane - może dlatego, że jest ich dość sporo, a książka nie jest pokaźnych rozmiarów. Jedną z głównych postaci jest Janet (matka bliźniaków), która jest bardzo naiwna i egoistyczna, chociaż na swój sposób stara się pomóc swoim synom, chociaż nieudolnie i kierując się jakąś dziwną logiką, która jak wspomniałam wyżej jest brzemienna w skutki. Poza tym spotykamy Danę i Tinę, które mimo to, że są skrajnie różnymi osobowościami potrafią się przyjaźnić i wspierać, a przy tym mimowolnie są wplątane w wir wydarzeń związanych z chorobą jednego z braci i jak się okazuję muszą zapłacić wysoką cenę za swoją naiwność. Autorka dość zręcznie przeplata kilka wątków i nie gubi się w zeznaniach, chociaż na początku ciężko wszystko ogarnąć. 

We wszystkie słabości bohaterów i zawirowania wynikające z ich wyborów jest wpleciony wątek kryminalny, który dodaje smaczku całości, która mimo wszystko jest w znacznej mierze przewidywalna. W najgorszym wypadku już kilka stron przed końcem książki czytelnik jest w stanie odgadnąć zakończenie i motywy kierujące Jane. 

Być może nie jest to najlepszy thriller, jaki trzymałam w ręce, ale skutecznie oderwał mnie od mojej codzienności i sprawił, że przynajmniej na chwilę zapominałam o tym co zaprząta mi głowę. Podobno nie jest to najlepsza z powieści pani Link, dlatego też tym bardziej mam ochotę sięgnąć po następną. Możecie mi polecić jakąś?

wtorek, 18 marca 2014

Aussie Mirecle Moist, odżywka do włosów suchych. Recenzja

Witajcie, 
może pamiętacie, że jakiś czas temu narzekałam na odżywkę z Ziai, która u mnie się kompletnie nie sprawdziła i szukałam czegoś lepszego, co wpłynęłoby na poprawę kondycji moich włosów. Jakiś czas temu postanowiłam sięgnąć po jakiś produkt z Aussie, ponieważ dużo dobrego słyszałam o tej firmie i pewnego pięknego dnia robiąc zakupy w drogerii w końcu sięgnęłam po odżywkę do włosów suchych, własnie z Aussie. 

Aussie  Miracle Moist, odżywka do włosów suchych
Odżywka Aussie Mirecle Moist jest przeznaczona do włosów suchych, zniszczonych i pozbawionych blasku. Zawiera olejek z australijskiego Orzecha Makadamia. Według producenta ta odżywka wnika w strukturę suchych i zniszczonych włosów, pozostawiając je miękkie, gładkie i odżywione. 

Pierwszą rzeczą, która zaskoczyła mnie w tym produkcie jest słodki i delikatny zapach. Pamiętam, że po pierwszym użyciu bardzo często po prostu wąchałam moje włosy;p. Ostatnio nawet Rafał jak się do mnie przytulał zwrócił uwagę na to, że moje włosy ładnie pachną:). 

Co do działania to już po pierwszym użyciu zauważyłam, że moje włosy są bardziej odżywione, miękkie i gładkie. Przyznam, że ciężko mi było się powstrzymać od ciągłego dotykania moich włosów już po ich użyciu;]. Dodatkowym plusem tegoż kosmetyku jest na pewno jego wydajność, ponieważ mam go już kilka miesięcy, a on jeszcze jest i jakiś czas mi posłuży. 

Czy wrócę do tej odżywki? Tak, chociaż po drodze chcę jeszcze wypróbować kilka rzeczy:). A Wy dajcie znać czy mieliście ten kosmetyk i jak się Wam sprawdził (oczywiście o ile zawitał do Waszych łazienek;)). 

poniedziałek, 17 marca 2014

Jak szybko pozbyć się fajnej niani?

Dobra niania to skarb. Dobra to znaczy taka, która ma kontakt z dzieckiem i stara się dbać o dziecko tak jak ją o to prosimy. Jednakże niania to też człowiek i swoją cierpliwość ma. Dlatego też chciałabym Wam napisać kilka słów o tym jak można szybko stracić całkiem fajną nianię. Chciałabym Wam napisać, że tu opieram się głównie na własnych doświadczeniach, więc jak czegoś Wam brakuje to po prostu piszcie w komentarzach. 

Mało sprecyzowane polecenia i nie korygowanie błędów w pracy na bieżąco

W jednej z rodzin, w której zrezygnowałam z pracy rodzice ogólnie przedstawili mi co powinnam wziąć pod uwagę w opiece nad dziećmi. Jednak nie ze wszystkim dokładnie sprecyzowali co mam robić. Dlatego też robiłam jak uważałam i przez jakiś czas nie było żadnych uwag. Między innymi chodziło o pory posiłków. Rodzice nie powiedzieli wprost, że dzieci mają zjeść obiad przed ich przyjściem, tylko zaznaczyli, że fajnie by było jakby zjedli, ale nic na siłę. Więc jeżeli zamiast jedzenia przewidzianego na obiad chciały powiedzmy bułeczkę to nie wmuszałam w dzieci obiadu, tylko dawałam im to na co mają ochotę pilnując przy tym, żeby się nie przejdały przed obiadem. Przez długi czas nie miałam informacji zwrotnej, więc założyłam, że ten obiad jedzą, więc nie zmieniałam niczego. Po jakimś czasie zostałam poproszona o to, żebym zwróciła na to uwagę, co oczywiście zrobiłam, ale zdziwiło mnie to, że nikt nie zwrócił mi uwagi wcześniej. 

Zmiana grafiku w ostatniej chwili i zarobki. 

Bardzo często zdarzało się tak, że przychodząc rano do pracy dowiadywałam się, że będę krócej, ponieważ przyjedzie jakaś babcia, ciocia, albo ktośtam zająć się dzieciakami, co mnie denerwowało, bo planowałam sobie dzień tak, aby móc być tyle czasu na ile umawialiśmy się wcześniej. Często wieczór wcześniej dowiadywałam się jak pracuję następnego dnia. To mnie bardzo demotywowało, bo nie mogłam sobie zaplanować czasu tak jakbym to mogła zrobić, gdybym z góry wiedziała jak pracuję. To miało przełożenie na moje zarobki, w efekcie zdecydowałam, że nie opłaca mi się tak pracować, ponieważ np. stawka za tydzień wychodziła mi mniej niż 100 zł. Dlatego też zdecydowałam się na zmianę pracy. W końcu jeżeli nie chcecie płacić niani to po co ją w ogóle zatrudniać? 

Stwarzanie dziwnej atmosfery

Otóż czasem dziwiło mnie, że jedno z rodziców (tutaj myślę o ojcach) np. było zdziwione, że dałam choremu dziecku dłużej pospać (bo przecież będzie szalało w nocy;p). Ale przecież nie zedrę dziecka z łóżka, bo tym bardziej będzie marudne, a jest już nieznośne przez to, że choruje. Wiem, że może myślę też tu o swojej wygodzie, ale z drugiej strony po co męczyć dziecko, jak można zrobić tak, żeby ulżyć nie tylko jemu, ale żeby i nam było je łatwiej opanować jak wstanie. Poza tym zwykle chore dzieci w nocy nie śpią, więc trudno wymagać, żeby je jakoś próbować programować - to nie maszyna;]. 

Mnie głównie przeszkadzały wyżej wymienione rzeczy. Dajcie znać czy wy spotkałyście się z czymś podobnym w pracy niani, a jak jesteście rodzicami to dajcie znać jakie jest Wasze podejście do tematu;). 

niedziela, 16 marca 2014

#11 Tydzień w zdjęciach

Witajcie, 
kolejny tydzień dochodzi do końca. Dla mnie w pewien sposób był on wyjątkowy, ponieważ R. był w Krakowie na ok. tygodniowym szkoleniu i to był najdłuższy czas w naszym związku, w którym się nie widzieliśmy. Rozmawialiśmy ze sobą codziennie, ale sami rozumiecie, że taki kontakt na odległość to nie to samo co regularne widywanie się. Zatem mieliśmy oboje okazję zatęsknić, a poza tym miałam czas dla tych ludzi i rzeczy, które ostatnio zaniedbywałam. 


 Dla siebie samej nie chciało mi się gotować, więc żywiłam się czym popadnie;p


Albo czymś, czego nie jem jak jest Rafał, który nielubi niektórych połączeń, albo składników;]. 


W końcu dorobiłam się wosków Yankee Candle.


 I z pierwszego rzutu najbardziej spodobał mi się wosk o zapachu świeżo ściętych róż. 


 A pierwszy rzut nie był spory. 



W zeszłym tygodniu rozpoczęłam pracę nad dwoma projektami blogowymi: http://azylowo.blogspot.com/...


...i http://mojportret-gotuje.blogspot.com/, który znowuż nie jest tak zupełnie nowym projektem;). 



A kolekcja wosków powoli zaczyna się rozrastać;]. 


A wśród nich pojawił się kolejny faworyt, który przywołuje typowo belgijskie wspomnienia;]. 


W ostatnim tygodniu znalazłam czas ze znajomymi, których zaniedbywałam całkiem niezamierzenie:(, ale zamierzam się poprawić. 


A powyżej jeszcze jedna rzecz, której Rafał nie tknie, ale ja czasem lubię zjeść...owsianka z owocami;] 

Poza tym miałam więcej czasu chociażby na czytanie, co widzieliście po tym, że dodałam, aż dwie recenzje książek ostatnio. Teraz moje życie wraca powoli do normalnego rytmu, bo R. wrócił już w piątek, co mnie bardzo cieszy. Chyba oboje nie mogliśmy się doczekać Jego powrotu, a teraz będziemy mogli się cieszyć swoją obecnością bardzo często. A po zeszłym tygodniu obiecałam sobie, że będę jeść więcej zdrowszych rzeczy, nie zapominając o tym, że R. też musi coś jeść; poza tym nie chcę więcej zaniedbywać ważnych dla mnie ludzi. Mam nadzieję, że będzie na to czas i sposobność;)

piątek, 14 marca 2014

Wake Me Up, Rimmel recenzja

Chyba nikt nie ma wątpliwości, że nadchodzi wiosna;]. Czuć to w każdym oddechu i w każdym kroku na zewnątrz;]. Dlatego też wyciągamy lżejsze ciuchy i...podkłady;p. Moim zdecydowanym faworytem na wiosnę jest Wake Me Up z Rimmel



Chyba tak na prawdę nie ma osoby, która nie słyszałaby o tym podkładzie - na YouTube bardzo wiele dziewczyn o nim mówiło. Dlatego też postanowiłam zaryzykować i jakiś czas temu go kupiłam;]. 

Z informacji, które znalazłam na Wizażu dowiedziałam się, że jest to podkład, który ma za zadanie pobudzić naszą cerę i ją rozświetlić oraz nadać nieskazitelny wygląd. Dodatkowo ma działać przeciw oznakom zmęczenia. 

Jak pewnie już dobrze wiedzie mam skórę suchą, wrażliwą i naczynkową co wiąże się z tym, że mam pełno zaczerwienień, suchych skórek i niewiele problemów związanych chociażby z trądzikiem czy przetłuszczaniem się skóry. Jednakże często jest po prostu szara, a pod oczami mam zwykle cienie, więc zależy mi głównie na wyrównaniu kolorytu, przykryciu cieni pod oczami i zakryciu zaczerwienień. W dodatku bardzo ładnie stapia się ze skórą i nie podkreśla suchych skórek. 

Miałam go, kiedy byłam narażona na masowe robienie zdjęć przy przedziwnych okazjach i używałam go zawsze wtedy, kiedy miałam mieć wywiad do lokalnej telewizji (niestety to był efekt uboczny mojej pracy zawodowej, że w mediach potrafiło być mnie sporo). W takich momentach sprawdzał się idealnie - skóra prezentowała się tak jak trzeba;]. 

Podsumowując. 
Jestem zadowolona z tego produktu i w pewnych sytuacjach sięgałam po niego jak po pewnik. Sprawdzał mi się w ekstremalnych jak dla mnie sytuacjach i trzymał się tak jak miał się trzymać, wtedy kiedy powinien;p.  Ok...wiem, że to co przed chwilą napisałam jest bez składu, ale w każdym bądź razie polecam - u Wake Me Up sprawdza się całkiem dobrze, chociaż znając siebie pewnie będę chciała jeszcze przetestować podobne podkłady z innych firm...tylko czy warto? ;)

Dajcie znać czy miałyście już ten podkład i jak się u Was sprawdził;) 

P.S. Jeżeli chcecie przepis na szybkoznikającą sałatkę to koniecznie zajrzyjcie >>>TU<<<

wtorek, 11 marca 2014

P. Cielecki, "Zasypianie" recenzja

R. pojechał na kilka dni w delegację z pracy, co niewątpliwie znacznie wpłynęło na organizację mojego dnia. Kiedy On po godzinach szkolenia "rozbija się" po Krakowie, ja postanowiłam poświęcić nieco więcej wolnego czasu na czynności, na które jak się spotykamy normalnie nie poświęcam, aż tyle czasu, co mogę teraz. 

Jak się domyślacie jedną z nich jest czytanie książek, od czego mniej lub bardziej skutecznie odrywa mnie mój Luby. Dlatego też, skoro Go nie ma mogę Wam wystukać kilka słów na temat "Zasypiania" Piotra Cieleckiego. 


Głównym bohaterem książki jest Piotr - fotograf, seksoholik, wielbiciel kobiecych ciał, hedonista i co się wiąże z powyższymi...łajdak. Jego życie płynie z dnia na dzień, a on sam nie ma większych planów i oczekiwań wobec swojej rzeczywistości. Jak na seksoholika co jakiś czas cumuje w łóżkach innych kobiet, a gdy poznaje Weronikę, która zdaje się mieć na niego znaczący wpływ i może się wydawać nam, że go zmieni, zauważamy, że tak na prawdę jest inaczej. Chociażby dlatego, że główny bohater nieprzerwanie tkwi w swojej postawie, z którą mu po prostu wygodnie. 

Po przeczytaniu tejże książki muszę Wam się przyznać, że nie mam zielonego pojęcia, kie licho mnie podkusiło, żeby po nią sięgnąć... Cała książka składa się niemalże z identycznych wspomnień Piotra, który nie robi nic poza tym, że uprawia seks, pije i bije się, wykazując inicjatywę i odrobinę kreatywności tylko w momentach kiedy brakuje mu pieniędzy. W sumie to taka książka o wszystkim i o niczym...takie trochę pitolenie, które niewiele wnosi do życia czytelnika. Jednak nie piszę, że ta publikacja jest totalnie beznadziejna, bo stwierdziłam, że nigdy nie będę chciała być osobą uzależnioną od czegokolwiek, bo takie życie jest beznadziejne i sprawia, że nie jesteśmy w stanie jakoś w miarę normalnie żyć. Kurczę - ileż można wpierdzielać naleśniki?

Nie wiem, może ja jestem jakaś inna, ale zauważyłam, że na LC książka zebrała dużo dobrych ocen i chyba tylko ja wyróżniam się z dwoma...cóż - każdy ma swój gust i swoje refleksje...

Jeżeli jest ktoś z Was, komu książka nie podeszła do gustu niech da o sobie znać...przynajmniej będę wiedzieć, że nie jestem sama;p. 

Nowy mieszkaniec;p

Praktycznie od zawsze jestem maniaczką świec zapachowych, kadzidełek innych rzeczy, które mają na celu nadać pomieszczeniu, w którym się znajdujemy przyjemny zapach. Ta przypadłość wcale nie słabnie i nie zapowiada się na to, żeby było inaczej. Moim marzeniem jest dom pełen zapachów - świec, kominków kwiatów i również (a może przede wszystkim) zapachów gotowania.

Ostatnio w moje ręce trafił kominek, który dostępny jest w Jysk, w cenie 14,95, czyli całkiem przystępnej:). 

 Po otwarciu pudełeczka widzimy, ze do kominka dołączony jest również wosk - nie wiem czy to jest normalne w przypadku tych produktów, ale w każdym bądź razie jest bardzo miłe;).  Dodatku bardzo kobiecy kolor wosku niemalże woła o to, by od razu go użyć;]. 


Ten kominek wybrałam głównie ze względu na to, że może dawać ciekawy efekt na ścianie po zapadnięciu zmroku i mam nadzieję, że mnie nie zawiedzie;). 



Oczywiście jako maniaczka takich rzeczy nie mogłam sobie odmówić wręcz natychmiastowego wypróbowania kominka jak tylko dostałam go w swoje ręce...mam nadzieję, że będzie mi służył długo i z powodzeniem;). 

Dajcie znać, czy też lubicie takie rzeczy;)

poniedziałek, 10 marca 2014

H. Rastam "Seryjny morderca Thomas Quick" - recenzja

Witajcie,
przez najbliższy czas uporałam się z dwiema książkami, więc będzie teraz więcej notek książkowych, skoro okazało się, że się szybciej wyrabiam;]. 

W końcu uporałam się z powieścią "Seryjny morderca Thomas Quick" H. Rastam. Ta książka traktuje o największym skandalu szwedzkiej kryminalistyki, czyli o tym jak stworzono z chorego umysłowo człowieka seryjnego mordercę. 

Seryjny morderca Thomas Quick - Hannes Råstam
Źródło: www.lubimyczytac.pl

W 1992 r. przebywający w klinice psychiatrycznej Thomas Quick oświadcza, że 12 lat wcześniej zabił nastolatka. Na przestrzeni następnych lat przyznaje się do popełnienia kolejnych nierozwiązanych zbrodni - morderstw, okaleczeń, gwałtów oraz kanibalizmu. Naturalnie jego sprawa jest bardzo medialna, a Rastam usiłuje się wgłębić w historię tego pierwszego szwedzkiego seryjnego mordercy. 

Moim zdaniem to jest bardzo trudna książka, która wymaga od czytelnika dużego skupienia i bynajmniej nie jest do poduszki, a już o relaksie przy niej możecie zapomnieć. Dodatkowo uważam, że autor piszę tą książkę w dość ciężkim stylu, co przyczyniło się do tego, że "Seryjny morderca Thomas Quick" wisiał u mnie na tapecie bardzo długo. 

W powyższej publikacji znajdziemy nie tylko zbiór opisów przestępstw, do których przyznał się Quick, ale także możemy zobaczyć jak preparowano dowody (np. pewne zeznania znikały w magiczny sposób) i kierowano się tylko poszlakami, jak również przymykano oczy na ewidentne kłamstwa tegoż "przestępcy". Poza tym nie przestrzegano środków bezpieczeństwa wobec tegoż człowieka i dość chętnie wypuszczano go na przepustki ze szpitala, co mnie bardzo dziwiło - tym bardziej, że w wielu przypadkach toczyło się wobec niego śledztwo. 

W powieści widzimy jak wielu ludzi chciało na przypadku T. Quicka zbudować swoją karierę, co było bardzo nieetyczne i popychało ich to dopasowywaniu na siłę różnych teorii psychologicznych i jak już wspomniałam dowodów. A co najbardziej zdumiewające niektórym się to udało. Ta cała historia jest przerażająca i to zadziwiające, że coś takiego mogło się zdarzyć i że tak na prawdę wielu prawdziwych morderców pozostało na wolności...

"Seryjny morderca Thomas Quick" podejmuje bardzo ważny temat, który pokazuje, że czasem wymiar sprawiedliwości zawodzi, co wzbudza strach i sprzeciw wobec takim działaniom. 

Znając styl autora nie wiem czy sięgnęłabym jeszcze raz po tą publikację, bo bardzo się przy niej męczyłam, chociaż sam temat jest ciekawy, także sami musicie zdecydować czy sięgniecie po tą książkę mimo koszmarnego stylu autora... 

100 zabaw dla dzieci 3letnich + wyniki konkursu:)

Witajcie, 
zanim przejdę do notki z cyklu dziecięcych to chciałabym Wam napisać, że pierwsze miejsce w konkursie z okazji dnia kobiet zajęła Sisi, a drugie Anka G. Z dziewczynami, które wygrały skontaktuję się mailowo, albo w jakiś inny sposób w celu ustalenia szczegółów dokonania przesyłki;]. 

Natomiast jeżeli chodzi o notkę okołodziecięcą to dzisiaj chciałabym Wam napisać kilka słów na temat małej książeczki, która może być inspiracją do zabaw z małym dzieckiem. Chodzi mi o 100 zabaw dla dzieci 3-letnich, które ukazało się nakładem wydawnictwa Siedmioróg. 


Sięgnęłam po nią, ponieważ w moim otoczeniu jest kilkoro dzieci, które ukończyły już 3 lata, albo te ich urodziny będą niebawem, więc będę miała (właściwie już mam) na kim ją testować. 

W zeszłym tygodniu "siedziałam" trochę z chorymi dzieciakami i kiedy już wszystkie możliwe znane zabawki i zabawy się przejadły to właśnie powyższa publikacja przyszła mi z pomocą i stanowiła bezcenną inspirację do proponowania zabaw maluchom. W książeczce znajdziemy wiele zabaw, które zna każdy z nas (jak chociażby budowanie tak zwanej bazy czy różne wyklejanki;p). Jednakże ja znalazłam wiele nowych inspiracji do zabaw, które niby wydają się oczywiste, ale czasem ciężko nam na nie wpaść;]. Wiem, że jest jeszcze wersja dla dwulatków, ale nie sięgnęłam po nią tylko dlatego, że nie miałabym na kim wypróbować zabaw, które są w niej zawarte. Przyznam się szczerze, że jeżeli chodzi o tą wersję dla trzylatków, to dzieciaki przyjęły moje propozycje zabaw z tej książeczki jak wybawienie od nudy, która dopadła ich po kilku dniach "siedzenia" w domu. Dodatkowo do wielu zabaw można angażować starsze rodzeństwo, które też z powodzeniem angażuje się w zabawy;]. 

W każdym bądź razie cieszę się, że mam ją na półce, bo tak jak teraz przydaje mi się w zabawie ze znajomymi dzieciakami, tak kiedyż pewnie przyda mi się w zabawie z moim dzieckiem;]. 

niedziela, 9 marca 2014

#10 Tydzień w zdjęciach

Witajcie, 
na początku chcę Wam przypomnieć o konkursie z okazji Dnia Kobiet, który znajdziecie >>>TU<<<. Do tej pory dotarło tylko jedno zgłoszenie i jestem tym trochę zawiedziona:(, ale wierzę w Was i w to, że mnie nie zawiedziecie;p. 

A teraz przyszedł czas na zdjęcia:D


 W poniedziałek przyszła do mnie mała przesyłka - fiszki z angielskiego;). Spodziewajcie się niebawem recenzji;] 


 Przeczytałam bardzo ciekawą książkę, którą jak to mam w ogóle w zwyczaju jeżeli chodzi o książki taszczyłam wszędzie:). 


 I jak widać uzależniłam się od kawy z mlekiem;]. 


 Mój Dzień Kobiet nastał już w piątek;]. 


"Walczę" z dość trudną książką...mam nadzieję, że dam radę;p. 


Dziś zrecenzowałam "Kuchnię Filmową" na blogu: http://mojportret-gotuje.blogspot.com/, zatem zapraszam tam tych z Was, których to cokolwiek interesuje;]. 

Mam nadzieję, że Wam ten tydzień również minął spokojnie. 
Pozdrawiam i życzę Wam spokojnego popołudnia;)

piątek, 7 marca 2014

Organic Therapy, przeciwzmarszczkowy krem pod oczy z olejkiem z acai - recenzja

Witajcie, 
korzystając z tego, ze mam kilka wolnych chwil stwierdziłam, że napiszę coś dla Was. Padło na recenzję przeciwzmarszczkowego kremu pod oczy z acai z Organic Therapy, który przyszedł mi jakiś czas temu wraz z innymi zakupami ze sklepu Prosto z natury


Z opisu wynika, że dostajemy do ręki lekki krem przeznaczony szczególnie do delikatnej skóry wokół oczu. 

Olejek z Acai, który wchodzi w skład kremu pomaga przywrócić naturalną strukturę komórkową, nawilża, tonizuje oraz skutecznie stymuluje regenerację. Zapobiega powstawaniu zmarszczek i usuwa oznaki zmęczenia. Ma silne działanie antyoksydacyjne oraz poprawia elastyczność skóry. 

Ekstrakt z czarnej jagody ma wzmacniać naczynia krwionośne, usuwać cienie i opuchliznę wokół oczu. Poza tym ma silne działanie antyoksydacyjne, zapobiega pojawianiu się zmarszczek mimicznych, wzmacnia elastyczność i sprężystość skóry. 

Na opakowaniu podana jest informacja, że produkt nie zawiera parabenów, glikoli, ftalanów (cokolwiek by to nie było), silikonów oraz barwników syntetycznych

Krem ma aż 30 ml, co jak na krem pod oczy to bardzo duża pojemność i starczy mi na wieki;]. 

Pierwsze, co rzuciło mi się w oczy to śliczne i kolorowe opakowanie, które moim zdaniem nie jest kiczowate. Poza tym pompka sprawia, że nie trzeba grzebać w słoiczku i dużo produktu się oszczędza. Ta forma również dużo bardziej pasuje mi od wyciskanej tubki, więc takie, a nie inne opakowanie tegoż produktu bardzo mi przypadło do gustu. 

Natomiast jeżeli chodzi o działanie to rzeczą, która wysuwa się na prowadzenie jest dobre nawilżanie okolic oczu - chyba nie miałam kremu pod oczy, który radziłby sobie z tym lepiej. Jeżeli chodzi o cienie pod oczami, to chyba muszę się pogodzić z ich obecnością, ale w sumie są tak jakby nieco rozjaśnione i poza momentami, w których jestem chronicznie niewyspana jest lepiej;p. 

Innymi zaletami tegoż kosmetyku są: 
  • wydajność, 
  • przyjemny i bardzo delikatny zapach, 
  • nie uczula i nie podrażnia;]. 
W sumie jedyne co mi przeszkadza to, to, że nie można ocenić zużycia produktu i trzeba będzie kierować się intuicją jeżeli chodzi o zużycie produktu:/, ale myślę, że przede mną jeszcze kilka miesięcy z tym produktem;]. 

Cena: ok. 30 zł, 

środa, 5 marca 2014

S. Miller "Wysłanniczka" recenzja

Witajcie,
ostatnio  bardzo zaniedbałam się z czytaniem i recenzjami książek, ale postanawiam się poprawić i zawziąć w sobie, żeby czytać więcej, chociaż czasem padam na twarz;p. Otóż moja kolejka książek do przeczytania zmienia się na bieżąco - bo czasem nie da się odpuścić sięgnięcia po książkę spoza kolejki, która niemalże błaga nas o to, żeby ją przeczytać (być może niektóre mole książkowe znają to uczucie...). Tym razem była to Wysłanniczka Stephena Millera, która stała się jedną z moich najbardziej ulubionych książek. 

Otóż kiedy Daria Vermiglio przylatuje do Nowego Jorku, nikt nie wie, kim jest w rzeczywistości. Chociaż udaje dziennikarkę, która zbiera materiały do artykułu o podróżach, to tak na prawdę ma zupełnie inny cel: zarażona zmodyfikowanym wirusem ospy zaczyna "rozdawać" śmierć przez dotyk milionom niewinnych ludzi. Ta fanatyczna terrorystka i bezwzględna zabójczyni to "strzała", która ma ugodzić znienawidzonego wroga. Po kilkunastu dniach jej śmiercionośnych działań wydaje się, że już nic nie powstrzyma epidemii, a światu grozi zagłada. 


W Wysłanniczce poznajemy świat nie tylko z perspektywy ludzi usiłujących zapobiec zagładzie, ale również możemy przyjrzeć się bardzo dynamicznej (rozwijającej się) postaci terrorystki. Nie tylko poznajemy jej motywy podjęcia działań terrorystycznych, ale towarzyszymy przez całą drogę od wchodzenia w skórę innej osoby, przez podjęcie działań terrorystycznych, determinację w wykonaniu zadania i wątpliwości w jego realizacji, aż po...(nie nie napiszę Wam, czy główna bohaterka zginie, bo autor bawi się z nami i rozwiązanie może i przewidywalne, ale nie jest jasne do samego końca).

W tej pozycji mamy szansę zajrzeć wgłąb motywacji Darii, jej wątpliwości i poznać punkt widzeni fanatyczki - terrorystki, która miewa swoje wątpliwości oraz okazuje się...być człowiekiem. Na początku Darii nie robiło różnicy czy zginie w bombowej akcji samobójczej czy jako "strzała", jednakże widzimy, że z biegiem czasu zaczyna przywiązywać się do ludzi i patrzeć na to co robi z nieco innej perspektywy. Mogłabym się zagłębiać w tą postać bardzo długo, ale boję się, że zdradzę Wam za dużo szczegółów i zepsuję lekturę tym z Was, którzy chcą sięgnąć po tą powieść. Zatem może na tym zakończę moje wynurzenia na temat tejże postaci, a tym samym książki. 

Wysłanniczka to świetna powieść, która jest idealnym materiałem na trzymający w napięciu film katastroficzny, chociaż nie jest pozbawiona rzeczy, które mnie w niej irytowały, ale na szczęście były tego śladowe ilości, więc nie za bardzo jest sens o tym wspominać. Zatem jeżeli wahacie się przed przeczytaniem/kupnem* tej powieści to możecie być pewni, że warto! Mnie bardzo pomogła oderwać się od mojej codzienności i stresu, który towarzyszył mi przez ostatnie dni, a dodatkowym jej atutem jest na pewno to, że 3ma w napięciu i ciężko się od niej oderwać;)