sobota, 22 lutego 2014

"Tajemnica szkoły dla panien" J. Szwechłowicz - recenzja

Witajcie, 
dawno nie pisałam o żadnej książce, bo chyba przechodziłam coś na kształt zmęczenia materiału, po intensywnym czytelniczym początku roku. Na szczęście taki stan nie mógł się utrzymywać wiecznie, dlatego też dzisiaj mam dla Was kilka słów na temat książki "Tajemnica szkoły dla panien" autorstwa Joanny Szwechłowicz. 

Z okładki dowiadujemy się, że powyższa książka jest smakowitą, wciągającą i pełną poczucia humoru, wielowarstwową powieścią, flirtującą z gatunkiem kryminału retro. I w sumie to się zgadza, bo ciężko zakwalifikować tą pozycję do jakiegoś konkretnego gatunku - przynajmniej takiemu laikowi jak ja. 

Otóż w Mańkowicach - małym miasteczku w dawnym zaborze pruskim, w szkole dla dziewcząt wybucha skandal. Jedna z uczennic powiesiła się, a jej ciało znajduje niespełna trzydziestoletnia nauczycielka przyrody. 

Śledztwo prowadzi podkomisarz Hieronim Ratajczak - wielbiciel landrynek od Fuscha. Nie jest on typowym, podejrzliwym detektywem, ale człowiekiem, który kieruje się w życiu własnym interesem. Ratajczak do tej pory skupiał się na poszukiwaniu skradzionych worków z cukrem i wolałby, żeby tak zostało. Nie da się zatem ukryć, że zagadka śmierci Marianny Szulc zdecydowanie nie jest mu na rękę - tym bardziej, że w sprawę zdają się być wplątane najważniejsze osoby w Mańkowicach. 

Po kilku dniach tajemnicze wydarzenia nabierają tempa i mają duży wpływ na życie mieszkańców małego miasteczka, a szczególnie na życie nauczycielki, która znalazła martwą uczennice. 


Do "Tajemnicy szkoły dla panien" mam ambiwalentne uczucia, ponieważ spodziewałam się trochę czegoś innego, jednakże to nie zmienia faktu, że ta historia pod pewnymi względami mi się podobała, głównie przez wzgląd na jej wielowymiarowość. Mamy tu bowiem w jakimś stopniu opisaną mentalność ludzi po I wojnie światowej oraz kilka silnych kobiecych postaci, które chcą być zauważone, docenione i przede wszystkim kochane. Poza tym myślę, że autorka dość wiarygodnie przedstawiła relacje mieszkańców małej miejscowości, w której wszyscy dobrze się znają i wszyscy wszystko o sobie wiedzą. Całość jest przyprawiona intrygami i zemstą po latach, która jest bardzo wyrafinowana. Właściwie to liczyłam na to, że wątek kryminalny będzie bardziej rozbudowany, a cała opowieść będzie mnie trzymać w napięciu, a co za tym idzie przeczytam ją niemalże jednym tchem. Dlatego też zawiodło mnie że jest inaczej. Chociaż to było ciekawe doświadczenie poznać te wszystkie uprzedzenia, ambicje, problemy i relacje międzyludzkie mieszkańców Mańkowic i w sumie kilka razy uśmiechnęłam się pod nosem, bo mam wrażenie, że przez ostatnie niespełna sto lat niewiele się zmieniło w pewnych kwestiach...

4 komentarze:

  1. O książce usłyszałem wczoraj z jednego kanału na YT ;-) Fabularnie zapowiada się ciekawie, przyznaję :-) Sam też niedawno przechodziłem czytelniczy kryzys, wszystko wraca jednak do starego porządku. Czasem po prostu trzeba trochę odsapnąć, po przerwie czytanie smakuje znacznie lepiej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W sumie to też zależy czego oczekujesz, ale w sumie faktycznie jest ciekawa;] A co do kryzysu, to faktycznie jak przejdzie to od razu czyta się inaczej;].

      Usuń
  2. Może się skuszę, byłaby to miła odmiana po kryminale Marka Krajewskiego, po którym nadal odczuwam lekkie zniechęcenie okresem międzywojennym.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zawsze można spróbować. W sumie jest całkiem lekko napisana;]

      Usuń