czwartek, 23 stycznia 2014

Tara Moss, "Pajęcza bogini" recenzja

Dzisiaj skończyłam czytać kolejną część serii o Pandorze English zatytułowaną "Pajęcza bogini". O pierwszej części, czyli o "Krwawej hrabinie" możecie przeczytać sobie >>>TU<<<. Pierwsza część spodobała mi się na tyle, że przy okazji jednej z wizyt w bibliotece bez wahania sięgnęłam po drugi tom. W "Pajęczej boginii" Pandorę spotykamy w momencie kiedy ma za sobą już dwa miesiące mieszkania w Spektorze - osnutej mgłą tajemniczości części Manhattanu, której próżno szukać na mapie. Dzięki pomocy swojej ciotecznej babki Celi i zmarłemu porucznikowi Lucasowi dziewczyna poznaje znaczenie dziedzictwa swojej rodziny, które do tej pory było przed nią ukrywane. Pandora została obdarzona pewnym darem, który niesie za sobą ogromną odpowiedzialność, jednakże w świecie śmiertelników wydaje się skazana na niepowodzenie, gdyż jej szefowa ledwo zauważa jej obecność w redakcji, w której pracuje. Ale Nowy Jork potrzebuje szczególnych umiejętności ambitnej dziennikarki, a pojawienie się w mieście nowego projektanta otwiera przed nią nowe możliwości...

Tara Moss, "Pajęcza bogini"

Moim zdaniem Tara Moos stworzyła niesamowitą serię dla młodzieży, która nie tylko trzyma w napięciu, ale niesamowicie wciąga. Autorka stopniowo odkrywa przed czytelnikiem świat i tajemnice Spektora. Dodatkowo pisarka z niesamowitą wprawą dawkuje nam wiadomości związane z bohaterami tychże powieści. Poza tym zarówno "Krwawa hrabina", jak i "Pajęcza bogini" napisane są bardzo przystępnym językiem. To wszystko razem sprawia, że ciężko się oderwać od tej historii i mimowolnie oczekuje się na kolejną jej część, a po jej pojawieniu nerwowo szuka się kolejnego tomu w księgarniach lub bibliotekach. Aha - i nie wiem czy uznacie to za atut czy nie, ale drugą część można czytać niezależnie od pierwszej, co sprawi, że jeżeli zaczniecie czytać powyższą serię od tej książki to spokojnie połapiecie się w fabule;]. 

Muszę przyznać, że mało która seria dla młodzieży tak bardzo mi się spodobała. Przeważnie tego typu książki wydawały mi się bardzo kiczowate i nie pozostawiały po sobie zbyt miłych wspomnień. Dzięki Tarze Moos dostałam do ręki nie tylko lekką książkę o nieumarłych, ale również uwierzyłam w to, że jeszcze ten gatunek nie zszedł całkiem na manowce. Tymczasem przede mną ostatni tom tej serii, który z tego co kojarzę jeszcze się nie pojawił. Jednak z niecierpliwością na niego czekam i mam nadzieję, że niebawem będę mogła go przytargać do domu. Mam jednak nadzieję, że kolejna książka Tary Moss nie będzie moją ostatnią. 

2 komentarze:

  1. Dużo osób uważa, ze książki dla młodzieży to pisanina w stylu Zmierzchu, a zdarzają się takie perełki, które zadają kłam temu stwierdzeniu. u siebie w bibliotece nie widziałam takiej książki, albo nie maja albo jest namiętnie wypożyczana.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tak i to na szczęście, że są takie książki, bo ja zaczęłąm wątpić w ich istnienie, bo trafiałam na takie w stylu zmierzchu:/

      Usuń