wtorek, 21 stycznia 2014

Philip Roth, "Konające zwierzę", recenzja

Tak, tak - znowu byłam w bibliotece. A to dlatego, że stwierdziłam, że Zafon jeszcze musi poczekać na swój czas, bo nie mam nastroju na czytanie "Gry Anioła", a nie chcę mieć nastroju, który przyczyni się do tego, że mogę zmieszać tą książkę z błotem - tego nie robi się ulubionym autorom;]. Poza tym chyba podświadomie odsówam w czasie przeczytanie ostatniej książki tegoż hiszpańskiego autora, której jeszcze nie znam;]. Ale ja nie o tym chciałam;]. 

W moje ręce dostało się "Konające zwierzę" autorstwa Philipa Rotha. Za twórczość tego pisarza zamierzałam zabrać się już dawno, bo natknęłam się na kilka recenzji jego książek i byłam ciekawa jak ja odbiorę jego powieści. "Konające zwierzę" traktuje o siedemdziesięcioletnim wykładowcy i publicyście kulturalnym, który wspomina swój romans z dwudziestokilkuletnią kobietą o kubańskich korzeniach - Consuelą. On miał wtedy ponad 60 lat. Dla mnie ta historia jest zapiskiem doświadczeń bohatera związanych nie tylko z rewolucją seksualną, ale także z jego własnymi doświadczeniami erotycznymi, nie tylko związanymi z romansem, który jest głównym wątkiem. Szczerze mówiąc wiele momentów było dla mnie wręcz niesmacznych i bardzo naciąganych, co sprawiło, że nie czytało mi się dobrze tej powieści. Czytając określone fragmenty tejże książki sama wracałam pamięcią do czasów studenckich i jak pomyślałam, że któraś z moich koleżanek (albo nawet ja sama) mogłaby "polecieć" na wykładowce w wieku 60+ to, aż mnie wzdrygało. Chyba dlatego, że po pierwsze raczej żadnej nie przeszło przez myśl, żeby pakować się do łóżka jakiemukolwiek wykładowcy; a po drugie dlatego, że starsi doktorzy czy też profesorowie przeważnie byli u nas strasznie zdziwaczali, przez co byli traktowani przez studentów bardzo pobłażliwie. Swoją drogą to mnie trochę przeraża, że rzadko trafialiśmy na kogoś, kto był dla nas naukowym autorytetem. 

Nie wiem - może kogoś pociągają starsi panowie (chociaż dla mnie to już gerontofilia), aczkolwiek to dla mnie rzadkość (a przynajmniej niewiele kobiet się do tego przyznaje). Mimo wszystko ciężko mi jest sobie wyobrazić, żeby mężczyzna w podeszłym wieku miał kobiet niemalże na pęczki. Dlatego też w znacznej części ta powieść była dla mnie nie tylko śmieszna, ale poniekąd żałosna, bo politowanie dla głównego bohatera przysłoniło mi jakiekolwiek walory "Konającego zwierzęcia".

Może ja się nie znam i nie dostrzegam tego jak dobrą książkę przyszło mi przeczytać, ale jakoś nie mogłam jej zbytnio zdzierżyć. Na szczęście nie jest to długa książka - wręcz przeciwnie, jest to wydanie broszurkowe, co pozwoliło mi ją szybko zmęczyć. 

Dajcie znać czy czytaliście tą książkę i jakie macie odczucia, bo zastanawiam się czy jestem sama, czy też po prostu nie znam się i mam fatalny gust literacki;]. 

6 komentarzy:

  1. no też mam podobne zdanie na temat starszych panów i ich powodzenia u kobiet - nie zdecydowanie pozycja nie dla mnie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wierzę - też bym po nią nie sięgnęła, ale jak zaczynam coś czytać, to zwykle to kończe, a przynajmniej się staram.

      Usuń
  2. Jeszcze rozumiem polecieć na wykładowce około 40 jak jeszcze są w formie ale taki 60 facet to już nie dla mnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dobrze Cię rozumiem, bo ci koło 40 często jeszcze byli przystojni;], ale po 60 to już coś dla mnie niewyobrażalnego...

      Usuń
  3. Nie czytałam i po twoim opisie sądząc - nie zamierzam. Chociaż może taki był zamysł autora - wzbudzenie niesmaku i spojrzenie na żałość takiego typu ludzi.

    U mnie na szczęście nie wszyscy wykładowcy są zdziwaczałymi ludźmi, jak to określiłaś i mamy kilka "autorytetów" (choć dziwne to słowo).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W sumie całkiem możliwe, że taki był zamysł autora, ale jakoś nie przekonał mnie tym do swojej powieści.

      Co do wykładowców to widocznie masz szczęście;)

      Usuń